2009.12.16

Rok Grotowskiego 2010?

Można już mówić o pewnej tendencji (zwrocie?) w historii teatru wywodzącego się z tradycji Grotowskiego. Otóż teatr ten po początkowej ucieczce z miasta rozumianego jako centrum kultury i teatru instytucjonalnego oraz późniejszych podziałach (które nie miały zazwyczaj zbyt wiele wspólnego z promowaną przez Grotowskiego, szlachetną, a więc pożądaną, zdradą mistrza przez ucznia), ulega nagłej centralizacji – przynajmniej geopolitycznej.

Włodzimierz Staniewski porzuca Gardzienice, by spożytkować nieodkryty podobno (źle odkryty?) potencjał teatralny warszawskiej Pragi, gdzie od lat działa jego były współpracownik, Piotr Borowski wespół z innymi teatrami (choćby byłą niestety Komuną Otwock, której – Staniewski powinien porozmawiać z Laszukiem – przyjazd do Warszawy dobrze chyba nie zrobił). Nowym „ośrodkiem” Gardzienic ma stać się tak zwana „Hala Wysokich Napięć” (wcześniej odkryta choćby przez organizatorów Warszawskiej Jesieni) przy warszawskiej SWPS. Sprawa jest jednak niepewna: wymieniono listy, nie podpisano umowy. Staniewski szuka dalej, mimo że proponowana siedziba przy uczelni wyższej tworzy szansę na, jak przypuszczam cenną dla Staniewskiego, współpracę merytoryczną z ośrodkiem akademickim. Staniewski jednak nie chce się zdecydować – być może przeszkadza mu fakt, że SWPS jest uczelnią prywatną. Związanie się z Uniwersytetem Warszawskim wprowadziłoby zapewne większą jasność w zasady finansowania „Gardzienic”, choć na wahanie ich twórcy mogą też mieć wpływ czynniki bardziej „merytoryczne”, lub – jak wynika z wywiadu, udzielonego Gazecie Wyborczej - „merytoryczne” pośrednio.

We wspomnianym wywiadzie, przeprowadzonym przez Romana Pawłowskiego, Staniewski stwierdza gorzko: „w całym kraju następuje degrengolada aspiracji społecznych i zawężenie myślowych horyzontów. Nie myśli się w kategoriach długofalowych działań, ale doraźnych i przyziemnych. W efekcie coraz trudniej jest działać na światową skalę, operując na prowincji”. Czy SWPS działa na wystarczająco „światową skalę”? Trudno orzec, ale z pewnością to Instytut Kultury Polskiej, UW, a nie SWPS, organizuje międzynarodową konferencję, zamykającą obchody Międzynarodowego Roku Grotowskiego, gdzie gościć będą międzynarodowi współpracownicy/komentatorzy pracy polskiego reżysera. Co by to było – myślę sobie – gdyby uszu Thomasa Richardsa, Jamesa Slowiaka czy Jairo Cuesty, dyskutujących o spuściźnie Grotowskiego, dobiegły białe zaśpiewy i tupot bosych stóp aktorów Staniewskiego, ćwiczących budynek obok? Byłaby to scena wielce wymowna. Pewnie tylko dla mnie, w końcu Staniewski od zawsze odżegnuje się od jakichkolwiek związków z teatrem Grotowskiego. W każdym razie Staniewski, choć na SWPS zdecydować się nie może, do Warszawy zawita.

Kolejny, mocny reprezentant teatru wywodzącego się, by nikogo nie urazić, z tradycji około wrocławskiej drugiej połowy ubiegłego wieku, to Grzegorz Bral – były aktor teatru „Gardzienic” i założyciel świetnego „Teatru Pieśni Kozła”. I on wkrótce zawita w Warszawie, jako nowy dyrektor artystyczny Teatru Studio w PKiN (o czym dowiadujemy się dzisiaj). Tu zmiana jest mniej drastyczna, bo Bral urzędował dotychczas we Wrocławiu. Jednak tendencja warszawska działa i w tym przypadku.

Przyznam więc, że najbliższy rok zapowiada się emocjonująco. Podczas gdy naukowcy i oficjalni spadkobiercy dyskutują o spuściźnie Grotowskiego, w teatrze wywodzącym się z jego tradycji zachodzą dramatyczne zmiany, a Rok Grotowskiego może – na zupełnie innych zasadach oraz dzięki innym bohaterom – potrwać także w roku 2010. Czy miejscem centralnym obchodów będzie „Hala Wysokich Napięć” czy Plac Defilad, przyjdzie nam jeszcze rozstrzygnąć. Wiadomo już jednak, że to nie Wrocław, a Warszawa (co samo w sobie jest na zmianę znamienne i zastanawiające) będzie główną areną sporów i dyskusji, a także gruntem pod teatralną widownię.  

Paweł Soszyński

Wersja do druku