01 2009
02 2009
03 2009
04 2009
05 2009
06 2009
07 2009
08 2009
09 2009
10 2009
11 2009
12 2009
13 2009
14 2009
15 2009
16 2009
17 2009
18 2009
19 2009
20 2009
21 2010
22 2010
23 2010
24 2010
25 2010
26 2010
27 2010
28 2010
29 2010
30 2010
31 2010
32 2010
33 2010
34 2010
35 2010
36 2010
37 2010
38 2010
39 2010
40 2010
41 2010
42 2010
43 2010
44 2010
45 2010
46 2010
47 2011
48 2011
49 2011
50 2011
51 2011
52 2011
53 2011
54 2011
55 2011
56 2011
57 2011
58 2011
59 2011
60 2011
61 2011
62 2011
63 2011
64 2011
65 2011
66 2011
67 2011
68 2011
69 2011
70 2011
71 2011
72 2011
73 2012
74 2012
75 2012
76 2012
77 2012
78 2012
79 2012
80 2012
81 2012
82 2012
Wpisz swój adres e-mail, aby otrzymać nasz newsletter.
Zaznacz interesujące Cię tagi, a następnie kliknij "Gotowe".
Tagi
Przychodził ze strzępami tekstu. Gdyby to, co ja tu mówię, przeczytał artysta praktyczny, to mógłby zacząć podejrzewać Jerzego Grzegorzewskiego o hochsztaplerkę
„Giacomo Joyce” został zaprezentowany podczas siedmiu zamkniętych pokazów z udziałem zaproszonych gości. Podobno Jerzy Grzegorzewski osobiście wskazywał każdemu miejsce
Próbuję Mariusza Trelińskiego porównać z Jerzym Grzegorzewskim. Obaj tworzyli i tworzą pozór oderwania się od rzeczywistości, trwania pół metra ponad ziemią. Tymczasem stali i stoją na tej ziemi dużo solidniej niż ja
Lata 90. widzę jako obszar niepewności – jak daleko się posunąć w diagnozach rzeczywistości, w otwarciu się na różne języki teatralne, z którymi mieliśmy wówczas żywy kontakt. To istotne, bo dla polskiego teatru lata 80. były czasem wielkiej izolacji
O teatralnych archiwach, digitalizacji, rejestracji filmowej w teatrze i teatralnych powidokach rozmawiają pisarka teatralna Małgorzata Dziewulska, Dorota Buchwald z Instytutu Teatralnego, Mateusz Żurawski z archiwum Grzegorzewskiego oraz Paweł Soszyński z Dwutygodnik.com
Stanisław Radwan zakomponował wieczór poświęcony pamięci Jerzego Grzegorzewskiego tak, jak swoją płytę „Coś co zginęło szuka tu imienia”. Żebyśmy czuli powagę chwili, ale i jej lekkość
Właśnie ukazała się płyta Stanisława Radwana z muzyką do spektakli Jerzego Grzegorzewskiego. Drugiej takiej artystycznej pary w polskim teatrze nie było
Fascynuje mnie negatywna obecność, sceniczny potwór wymykający się konwencjom. W „Dziadach” Mickiewicza Upiór w żaden sposób nie daje się ucukrować
Nonszalancja Grzegorzewskiego wywoływała u niektórych stres, a nawet irytację. Czesław Miłosz krakowskie „Dziady” określił słowem „hańba”