„Odgłosy robaków – zapiski mumii”,
reż. Peter Liechti

Katarzyna Tórz

W filmie „Odgłosy robaków – zapiski mumii” tytułowe robaki milczą, a raczej nie mają nic do powiedzenia w sprawie, która zajmuje głównego bohatera – człowieka, który postanowił zagłodzić się na śmierć

Jeszcze 1 minuta czytania

Czuję się niewygodnie w istnieniu, nie tylko w kulturze,
ale w ogóle w istnieniu. Jest to coś fundamentalnego.

E. M. Cioran


„Odgłosy robaków – zapiski mumii”. Taki tytuł świetnie pasowałby do filmu przyrodniczego lub popularnonaukowego. I choć mowa o obrazie paradokumentalnym, silnie odwołuje się on do tego skojarzenia – w warstwie formalnej – poprzez wizualizacje opowiadanej historii oraz w samej swojej strukturze – w rytmie i nieodwołalności biegu zdarzeń.

Struktura historii jest prosta i opiera się na decyzji o ostatecznym unicestwieniu. Rezygnacja z życia prowadzi do metodycznie zaplanowanej kapitulacji, egzekwowanej za pomocą minimalistycznych narzędzi. Mężczyzna decyduje się wygasić swoje życie na od-ludziu, włączonym jednak w organizm prze-ludnionej cywilizacji. Zabiera więc ze sobą niezbędny ekwipunek pozwalający na ochronę przed zagrożeniem zewnętrznym i na skupienie na głodówce – wyniszczającej ascezie, która kończy się zgodnie z planem – śmiercią. Podjęta decyzja otwiera w od tej pory limitowanym czasie życia bohatera nowe obszary, uruchamiając procesy graniczne. Człowiek z dnia na dzień słabnie, odczuwa siebie poprzez przemiany ciała oraz nowe doświadczanie własnej jednostki jako istnienia całkowicie odseparowanego, dobrowolnie skazanego na samotność. Mieszkając w prowizorycznym, ulepionym z patyków i folii szałasie, staje się drobnym elementem ekosystemu, zdeterminowanym przez warunki atmosferyczne, fizjologię i otaczającą go przyrodę. Do pewnego momentu przegląda się w zabranych ze sobą figurach kultury: w przenośnym miniradiu słucha Bacha, w lekturze spotyka Dantego i Becketta. Jednak Bach w końcu milknie, a na percepcję literatury wkrótce brakuje sił. Pozostaje skurczony człowiek, redukujący swoje związki ze światem.

Oś filmu wyznacza narracja wypowiadana przez lektora z offu. Jest to zapis znaleziony przy szczątkach samobójcy, opracowany przez Masahito Shimadę. Wydaje się, że z powodu dużej ilości zapośredniczeń następuje odgrodzenie od źródłowej historii. Stąd pojawia się nieufność, że została pozbawiona pierwotnej tonacji. Dlatego warto wybrać drogę słuchacza i kontemplować monolog samobójcy, czytając w nim sensy filozoficzne, a wizualną formę nadaną przez szwajcarskiego reżysera traktować drugorzędnie. Sama opowieść – jej tempo i osadzenie w rzeczywistości – staje się wystarczająco intensywnym doświadczeniem. Obrazy przyrody (w obiektywie makro i mikro), pejzaże miast, ludzkie twarze – wszystko to tworzy ciąg skojarzeń, metafor, metakomentarzy, które jednak czasem wydają się niezupełnie przemyślane i chaotyczne, jak w zbyt długim teledysku.

Nie pozbawia to jednak siły podstawowego przekazu. Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że autorem, który spisał (a może lepiej prze-pisał) tę historię, jest Japończyk. Doświadczenie kulturowe Japonii związane ze zjawiskiem samobójstwa jest ogromne – tradycja seppuku znajduje swoje trawestacje we współczesnym, niezwykle rozwiniętym technologicznie i gospodarczo społeczeństwie. Statystyki pokazują, że w ubiegłym roku śmierć zadało sobie 30 tys. obywateli Japonii, co jest jednym z najwyższych wskaźników w krajach o bardzo wysokim rozwoju. Zjawisko to dotyczy zarówno ludzi starych, jak i bardzo młodych, a nawet dzieci.

„Odgłosy robaków – zapiski mumii”,
reż. Peter Liechti.
Szwajcaria 2009, na DVD od 12 marca 2010
Przestrzeń odchodzenia w filmie to las. Realne terytorium śmierci istnieje naprawdę u podnóża wulkanicznej góry Fudżi. To prawdziwa puszcza samobójców, którzy czynią ją miejscem ostatecznego exodusu i dokonują własnej egzekucji: „Przychodzi się obecnie do tego lasu, samotnie lub w parach, aby się powiesić, otruć, umrzeć z zimna. W październiku, zanim spadną śniegi, patrol przedziera się z trudem przez gęste poszycie – co roku odnajdywanych jest w ten sposób około trzydziestu szkieletów, całkowicie odartych z ciała przez lisy, kruki i dzikie psy” (Maurice Pinguet, „Śmierć z wyboru w Japonii”). Oprócz tradycyjnych, coraz większą popularnością cieszą się umawiane wcześniej zbiorowe samobójstwa, polegające na wdychaniu toksycznych oparów domowych środków dezynfekujących w namiocie, albo zaczadzania w zamkniętym samochodzie. Wszystkie te metody są drogami do wykorzenienia z życia, eskalacją braku sensu, nicości, która staje się podstawową zasadą stanowiącą rzeczywistość.

W filmie tytułowe robaki milczą, a raczej nie mają nic do powiedzenia w sprawie rozpatrywanej przez swojego nietypowego gościa. Podążają własnym torem życia, które może spotkać się z człowiekiem zrezygnowanym na pewnym etapie jego rozkładu. Tutaj nawet ten najbardziej oczywisty finał się nie wydarza. Jako świadectwo pozostaje dziennik oraz mumia – zasuszone, pozbawione wartości dla koprofagów ciało o wadze 36 kg i długości 176 cm. Jak słychać w prologu filmu, nikt nie zainteresował się znaleziskiem oraz nie zgłosił zaginięcia osoby o podobnym rysopisie.