Powieść krytyków (1)

Juliusz Kurkiewicz

Podjechał wolno, sięgając po dwie monety, które tkwiły obok wielu identycznych w przeznaczonej do tego celu przegródce koło hamulca ręcznego

Jeszcze 1 minuta czytania

Był pewien, że za chwilę zobaczy jej rękę wyciągniętą po pieniądze, usłyszy sumę wypowiedzianą jej głosem, a potem zobaczy jej twarz. Ale w budce zamiast niej siedział mężczyzna w nieokreślonym wieku, w brzydkiej, nieforemnej bejsbolówce. Dobry nastrój natychmiast go opuścił, ekscytacja minęła. Opadł z sił, usłyszał klakson nerwowo wciskany przez faceta w stojącej za nim ciemnej terenówce; mechanicznie wcisnął pedał gazu i pojechał dalej. Dopiero teraz zalała go fala smutku. A przecież nic tak naprawdę się nie wydarzyło. Skończył się tylko odcinek autostrady, którym codziennie jechał do pracy. Za chwilę będzie na miejscu, przywita go portier, wejdzie do swojego pokoju, odpali komputer.

Powieść krytyków

Czy krytyk to niespełniony pisarz? A może każdy pisarz jest – w istocie – niespełnionym krytykiem? Dlaczego pisarzowi nie wypada krytykować literatury, a krytykowi jej pisać? I co by się stało, gdyby podobne, niepisane zakazy na chwilę uchylić? W końcu pisarzom zdarza się oceniać twórczość kolegów. Dajmy więc krytykowi literacki głos! Prezentujemy pierwszy odcinek powieści pisanej przez krytyków literackich. W tym numerze nasz redakcyjny kolega – Juliusz Kurkiewicz. W kolejnych numerach – Dariusz Nowacki i Justyna Sobolewska.

Odkąd oddano do użytku odcinek autostrady mijający miasto X, gdzie mieszkał, a kończący się w mieście Y, gdzie pracował, droga zawsze mijała mu szybko. Czuł się jak automatyczny pilot, sprawna maszyna wykonująca bezmyślnie rozkazy, nadchodzące z zewnątrz. Przejście z X do Y dokonywało się bezboleśnie, niepostrzeżenie, tak, jakby nie był kierowcą, ale znudzonym pasażerem na tylnym siedzeniu, zapadającym się w sobie, marnotrawiącym czas na ułamkowe, pozbawione konkluzji myśli. Potem niewiele z tego wszystkiego pamiętał.

Ale od tamtego spotkania coś się zmieniło. Niewielki, nawet nie stukilometrowy odcinek autostrady stopniowo odkrył przed nim swoją czasoprzestrzeń. Teraz dostrzegał brzydkie tablice ogłoszeniowe, ze śmiesznymi reklamami firm dostarczających baseny, tkaniny, i meble z drugiej ręki, z numerami telefonów, których przy tym tempie jazdy nie można było odczytać ani, tym bardziej, zapisać, ustępowały miejsca pagórkowatemu krajobrazowi, na pół podmiejskiemu, na pół wiejskiemu. Podłużne, przemysłowe hangary, magazyny z falistej blachy, uderzające schludną bielą i szarością i idealnym uporządkowaniem otoczenia, intensywna latem zieleń wysokich liściastych lasów, przez które droga prowadziła jak przez górski tunel, wiejskie chałupy w oddali, przy których, jak na staroświeckim landszafcie, majaczył czasem koń albo krowa.

Przy zjazdach z autostrady pojawiały się wysokie płyty ekranów, szarych albo szklanych, z przylepionymi sylwetkami drapieżnych ptaków, które miały ochronić ich prawdziwych braci przed katastrofą. Te neutralne płaszczyzny pozwalały ochłonąć wzrokowi, odpocząć od śledzenia drobnych różnic widoku, których wyszukiwaniem zajmował się teraz codziennie.

Od czasu tamtych pierwszych spotkań w codzienną drogę wyruszał wcześniej. Zwiedził po kolei wszystkie trzy stacje benzynowe, zanim wybrał drugą, gdzie było najwięcej gazet, a uprzejme kelnerki w czerwonych kostiumach podawały przyzwoitą kawę i hot dogi z ostrą musztardą. W przeciwieństwie do innych kierowców, którzy pospiesznie płacili za paliwo, zabierali swoją kawę do samochodów i odjeżdżali, wybierał stolik, rozkładał gazetę, i popijał na stojąco z kubka. W ten sposób odwlekał choć na chwilę kulminacyjny moment spotkania, po którym, aż do jutra, wszystko nabierało znów równego tempa, zamieniając się w jednostajny szmer.

Był w pracy, na miejscu. Wybrał miejsce parkingowe najbliżej wejścia. Drzwi, karta czipowa, portier, winda, zalany słońcem duszny pokój. Czy klimatyzacja przestała działać?

Gdzie poszła? I kim jest? Czy wróci jutro? Czy uda mu się ją odszukać?

Wiedział, że czeka go niespokojny dzień.

1269

Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.