dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

KULTURA NA RAUSZU:
Wino pod Grunwaldem

Figle Paweł Soszyński

Wiele napisano o Grunwaldzie. Historycy prześcigają się w barwnych opisach rycerskiej mody i niuansach zwycięskiej strategii. Niewiele mówi się jednak o tym, że pola grunwaldzkie spłynęły nie tylko krwią, ale i winem

Jan Długosz, którego ojciec dzielnie walczył pod Grunwaldem, zawarł w swoim opisie bitwy z 15 lipca 1410 roku wyjątkowo interesującą scenę: oto po zwycięskiej potyczce pole, usłane trupami, chorągwiami pokonanych zakonników, poorane przez końskie kopyta, zmywa fala pruskiego wina. W jego „Rocznikach” czytamy: „Były nadto w obozie i na wozach pruskich liczne beczki wina, do których po pokonaniu wrogów zbiegło się znużone trudami walki i letnim skwarem wojsko królewskie, aby ugasić pragnienie. Jedni rycerze gasili je czerpiąc wino hełmami, inni rękawicami, jeszcze inni – butami. Ale król polski Władysław w obawie, by jego wojsko upojone winem nie stało się niesprawne i łatwe do pokonania [...] kazał zniszczyć i porozbijać beczki z winem. Gdy je na rozkaz królewski bardzo szybko rozbito, wino spływało na trupy poległych, których na miejscu obozu było wiele i widziano, jak zmieszane z krwią zabitych ludzi i koni płynęło czerwonym strumieniem aż na łąki wsi Stębarka”.

Ta gargantuiczna wizja ujęta jest oczywiście w ramę kronikarskiej opowieści o (tu wyjątkowo) rozważnym królu i dzielnej armii: dzięki niej bardzo lubimy Władysława – przynajmniej jako przewidującego wodza. Można by jednak, porzucając kanoniczne reguły, które zresztą i sam Długosz często uchylał, pofantazjować chwilę o tym, co kronikarz przemilczał. Przemilczał chyba słusznie, ale to milczenie jak zwykle dużo nam mówi. Z ciszy tej – ciszy dziejów, ale i pewnego stylu – dobiega do nas przecież, chcemy tego bardzo, głośna wesołość. Kto czerpie wino hełmem, a wreszcie butem, ten jest – także z racji samej poetyki swojego gestu – przepełniony radością. Długosz nie wdaje się tu w szczegóły, hełmy i buty pełne wina stosuje raczej jako literacki chwyt, żywiołowy element gawędy historycznej, zmierzającej do niezwykłego obrazu (zawierającego iście homerycką woltę): potoku wina sięgającego horyzontu. W ten sposób w warstwie fabularnej rozładowuje on napięcie zbudowane wcześniej, w trakcie opisu bitwy. Cała ta sekwencja tworzy więc bardzo kunsztowną, dramaturgiczną całość napisaną z godną pozazdroszczenia świadomością literackości przekazu historycznego.

ciekawostka: tanie wino „Grunwald” / portal winka.netCo jednak działo się przed rozbiciem beczek? Od Długosza wiemy, że Jagiełło nie przepadał za alkoholem. Nie przeszkadzało mu to, by uczestniczyć w mocno zakrapianych ucztach na swoim dworze, po których sypiał do południa. A więc prawdopodobnie nie pił, ale pić pozwalał. Skoro sypiał do południa, to chyba też z dużą przyjemnością picie obserwował. A może pił? Tylko czemu Długosz miałby kłamać? Na pewno nie dla polepszenia wizerunku władcy, skoro w swoim dziele zdarza mu się powiedzieć, że „człek to płytkiego rozumu i małych zdolności”. W opisach 15 lipca 1410 roku zmienia nieco zdanie, choć i tu nie oszczędza króla, złoszcząc się na to, że po zwycięstwie nie wyruszył od razu na Malbork (z zarzutem tym nie zgadzają się zresztą późniejsi historycy).
Długosz najwyraźniej miał z polsko-litewskim królem problem. Głównie chodziło o Litwę, a właściwie o „knieje Litwy” – określenie, w którym kronikarz zawarł istotę swych wątpliwości. To echem tych „kniei” były zapewne baranie skóry, w które Długosz z zapamiętaniem ubiera Jagiełłę, konfrontując królewską modę z haftowaną toaletą dworu. Jagiełło był dla Długosza – i ma być dla nas – przede wszystkim dzikusem z barbarzyńskiego (dopiero co ochrzczonego) kraju na rubieżach chrześcijańskiego świata (wypada dodać, że Długosz był rzecznikiem niechętnego królowi Zbigniewa Oleśnickiego, który wcześniej zapewnił kronikarzowi edukację). Do wizerunku dzikusa pijaństwo doskonale pasuje. Skoro więc Długosz pisał, że Jagiełło nie pił, to należy mu wierzyć.

Co innego polski dwór oraz polskie rycerstwo. Historia polskich gorzelni sięga właśnie XV wieku. To wtedy stały się one ważnym elementem folwarcznego przemysłu. W okolicach 1400 roku wódka przestała być w Polsce jedynie lekarstwem. W dokumentach sądowych Sandomierza z 1405 roku znajdujemy pierwszą wzmiankę o polskiej okowicie pitej dla przyjemności. Tak więc od samego początku była ona źródłem obywatelskich problemów. Dwór rządził się innymi prawami, podobnie domy możnowładców i choć prawdziwy alkoholowy boom nastał pod koniec panowania Jagiellonów, to także w czasach założyciela dynastii za kołnierz nie wylewano. Wino, miód pitny, piwo, wódka „szynkowa”  (prymitywna odmiana dzisiejszej czterdziestoprocentówki, popularna szczególnie wśród chłopów) – znajdowały wielu amatorów i miłośników jeszcze przed okrzepnięciem XVI-wiecznej demokracji szlacheckiej. Gall Anonim przy okazji spisywania legendy o Cyrylu i Metodym wspomina o słabym piwie, jakim świętych podjął w swoim zamku król Piast. Cytowany już Długosz właśnie w piwie upatrywał główny napój Polaków: „Ma jednak kraj polski napój warzony z pszenicy, chmielu i wody, po polsku «piwem» zwany, a gdy nic nadeń lepszego ku pokrzepieniu ciała, jest nie tylko rozkoszą mieszkańców, lecz i cudzoziemców wybornym smakiem”. O tym, że piwo było u nas wyjątkowo popularne, świadczy również fakt, że w pierwszym dziele systematyzującym polską ortografię, a opublikowanym przez Akademię Krakowską (1440), zamiast „Ala ma kota” czytamy: „Pan Paweł pije pyszne piwo”.

Polski miód pitny opisuje już hiszpański podróżnik, sefardyjski Żyd Ibrahim Ibn Jakub handlujący z plemionami słowiańskimi jeszcze przed 966 rokiem (on też pierwszy wymienia w swoich zapiskach nazwę Kraków oraz imię króla Mieszka I – „władcy północy”). Władysław Jagiełło rozpowszechnił w Polsce miód litewski „lipiec” i to jego spożycie musiał obserwować, siedząc wraz z kompanami długo w noc, co Długosz kwituje wymownym: „ech”. Co innego wino. W Polsce właściwie pędzono wina owocowe podawane do deserów. Wino z winogron pojawiło się wraz z chrześcijaństwem jako obowiązkowy element liturgii, ale w XV wieku, a szczególnie na jego początku, nie było częstym gościem na świeckich stołach. Serwowali je monarchowie oraz biskupi – prawdziwe wino miało więc w sobie coś niezwykle odświętnego, jego smak związał się na stałe w wyobrażeniu polskiego średniowiecza ze szlachetnością podniebienia.

Pruskie wino znalezione na polach Grunwaldu musiało być więc dla wojska prawdziwym frykasem. Pito je hełmami nie tylko z pragnienia, nawet jeśli – jak chcą autorzy średniowiecznych książek medycznych – wodę uważano za substancję wrogą dla ludzkiego organizmu, niezdatną do picia w dużych ilościach. Czy polskie, a właściwie polsko-litewskie (rekrutujące się w końcu także i z innych nacji) wojsko upiło się pod Grunwaldem? Na to zasadnicze pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Oczywiście, zapewne tak; choćby dlatego, że Władysław porozbijał w końcu beczki (hełmy i buty Długosza też o czymś świadczą). Prawdopodobnie upiło się także dlatego, że już wcześniej, tkwiąc w lesie, coś popijało (upał, woda niezdrowa itd.). Ostatecznie upiło się dlatego, tak przynajmniej to rozumiem, że Długosz, odmalowujący tę dziwną wizję: pobojowiska utopionego w winie, niejako przyzwala nam na inne widzenie: rycerskich Dionizji na cześć zwycięstwa.

Paweł Soszyński, redaktor działu teatralnego w dwutygodnik.com.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Felietony

NA OKO:
Mucha

Maria Poprzęcka

Literatura

Grzebiąc w nocniku

Grzegorz Wysocki

Rozmowy

Sztuka z doskoku

Rozmowa z Danielem Szczechurą

Sztuka

Ars Homo Erotica

Bogusław Deptuła

Literatura

Iwaszkiewicz non-fiction

Zofia Król

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Wino pod Grunwaldem

Paweł Soszyński

Literatura

JESZCZE NIE W POLSCE:
Pulitzer 2010

Anna Arno

Figle

BRZÓSKA-BRZÓSKIEWICZ ZAMIENIA SARENKĘ NA JAGUARA!!!!

PUDELIT

Teatr

Uwięzieni w Szekspirze

Paweł Soszyński

Teatr

„Nosferatu” Grzegorza Jarzyny

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Virginia Woolf w Bloomsbury

Paweł Soszyński

Teatr

Wysiadanie

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Bankiety z diabłami

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Zagłada Białego Domu

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Trzeźwienie Kleista

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Kinoteatr „Tęcza” w latach 90.

Paweł Soszyński

Teatr

„Mała narracja” Ziemilskiego

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Niewidzialne wino z Oksfordu

Paweł Soszyński

Teatr

Śmierć we Wrocławiu

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Rzymska orgia

Paweł Soszyński

Teatr

„Księgi”
w komunie//warszawa

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Lunch Mistrzyń

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Bal Tysiąca i Drugiej Nocy

Paweł Soszyński

Literatura

Virginia Woolf „Noc i dzień”

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
„Fucky birthday”

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Uczta Grudniowa

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Wściekłe królowe. Zamieszki w „Stonewall Inn”

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Bal czarno-biały

Paweł Soszyński

Teatr

Persona. Książka Lupy

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Bankiet na cześć Rousseau

Paweł Soszyński

Fikcje

Osoby

Paweł Soszyński

Teatr

Lorca w interpretacji Klemma

Paweł Soszyński

Teatr

UWAŻNOŚĆ:
Grotowski – mit percepcji

Paweł Soszyński

Film

Lustro Almodóvara

Paweł Soszyński

Sztuka

Komiksy Sieńczyka

Paweł Soszyński

Literatura

Mroczny obiekt pogranicza

Paweł Soszyński

Teatr

Król-Ciało

Paweł Soszyński

Teatr

Grotowski i czego robić nie trzeba

Paweł Soszyński