dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Niezbędniki ateisty

Literatura Grzegorz Wysocki

Wbrew szyderczym uwagom Szymona Hołowni, który uważa, że z ateistami można rozmawiać tylko o wierze, polscy ateiści wolą rozprawiać o Kościele, społeczeństwie i polityce. Choć rzadko odkrywają Amerykę, na pewno nie  przynudzają

Oprócz omawianych już na łamach dwutygodnik.com esejów Julii Kristevy oraz Rorty’ego i Vattima, na polskim rynku ukazały się w ostatnim czasie trzy książki lżejszego kalibru, w których autorzy wykonują coś w rodzaju ateistycznej pracy u podstaw. Przekonują, że można żyć bez Boga, że ateista nie jest ufoludkiem ani człowiekiem pozbawionym zasad i wartości, że państwo powinno być neutralne światopoglądowo, że znajomość etyki nie jest równoznaczna ze znajomością dekalogu i coniedzielną wizytą w kościele oraz że choć współczesny świat, niczym metafizyczny supermarket, oferuje nam wielu bogów do wyboru, nie musimy wierzyć w żadnego z nich. 


Wydawać by się mogło, że wszystko to jest zrozumiałe samo przez się, a jednak autorzy tomów (ze szczególnym uwzględnieniem rozmówców Piotra Szumlewicza) podają dziesiątki przykładów na to, że, niestety, nic z tych rzeczy. Każda z tych książek przeznaczona jest dla nieco innego czytelnika, każda została skonstruowana w inny sposób (wywiady Szumlewicza z 19 znanymi ateistami, podzielona na 10 przykazań-rozdziałów rozmowa z Markiem Edelmanem, popularnonaukowa opowiastka Patrika Lindenforsa), w każdej nacisk położono na inny aspekt sprawy, ale autorzy i bohaterowie wszystkich trzech pozycji są zgodni co do tego, że – jak głosi tytuł jednej z nich – „Boga przecież nie ma”.


Elementarz przyszłego ateisty

Ta zabawna i inteligentna „książka o niewierze w boga” wydana została w głośnej, a dla wielu osób kontrowersyjnej, wręcz niesmacznej serii „Bez tabu”, w której mogliśmy do tej pory przeczytać fenomenalne „małe książki” poświęcone miesiączce, śmierci, kupie czy demokracji oraz „wielkie księgi” siusiaków i cipek. „Boga przecież nie ma” podzielone jest na pięć głównych rozdziałów, z których najmłodsi dowiedzą się, co to znaczy nie wierzyć w boga, a następnie przeczytają o trzech największych religiach świata, powodach wiary w bogów oraz zapoznają się z kilkoma powodami, by w bogów jednak nie wierzyć. 


Patrik Lindenfors, „Boga przecież nie ma”.
Przeł. Elza Jaszczuk. Czarna Owca, Warszawa,
92 strony, w księgarniach od marca 2010
Domyślam się, że na polskim gruncie książeczka ta albo zostanie jednoznacznie zaklasyfikowana jako wulgarna i śmiertelnie niebezpieczna „promocja ateizmu” albo też zupełnie przemilczana. Choć autor w podziękowaniach wymienia m.in. Richarda Dawkinsa i Christophera Hitchensa (znanych nie tylko jako autorów „Boga urojonego” i „Bóg nie jest wielki”, ale też jako pitbulli Karola Darwina), książka Lindenforsa nie do końca jest kolejnym produktem częstokroć agresywnego i zacietrzewionego ateizmu wojującego, który powoli zaczyna być świecką odmianą religii (z papieżem Dawkinsem na czele). Owszem, autor nie ukrywa, po której stronie stoi i nie udaje, że sprawa ateizmu jest mu obojętna. Jednak zamiast walki, słownej napaści i publicystycznych bluzgów woli snuć swoją nieskomplikowaną „alternatywną” opowieść, napisaną tak prosto i klarownie, że aż trudno po lekturze nie krzyknąć: „Przecież to oczywiste!”. 


Lindenfors napisał swoją książkę przede wszystkim dla młodego odbiorcy, stąd zapewne tak wielką wagę przywiązuje do sugestywnych porównań i metafor, zabawnych i ironicznych, choć niekoniecznie trafnych, analogii czy – przynajmniej pozornie – logicznego toku wywodu. Trolle i krasnoludki mieszkające w kalkulatorze są wymyślone? Przestałeś już wierzyć w świętego Mikołaja? Tak więc w istnienie jednych rzeczy wierzymy, a innych nie. Wniosek: „Nie wierz, jeśli nie masz dobrego powodu, by wierzyć! Dotyczy to również wiary w bogów”. Siłą rzeczy opowieść Lindenforsa jest uproszczona i dostosowana do możliwości percepcyjnych dojrzewającego nastolatka, ale też zdaję sobie sprawę, że co bardziej wrażliwych rodziców, którzy chcieliby nauczyć swoje dziecko nie tylko tolerancji dla ateizmu, ale także różnych rodzajów wierzeń, mogą razić niektóre zastosowane tutaj skróty myślowe i przedstawianie religii i bogów w krzywym zwierciadle. Wydaje się więc, że „Boga przecież nie ma” jest przede wszystkim pozycją dla rodziców, którzy nie wiedzą, w jaki sposób opowiedzieć dziecku o swoim ateizmie, a także – i mówię to bez jakiejkolwiek ironii – dla mniej wyrobionego intelektualnie, nie radzącego sobie z traktami filozoficznymi dorosłego odbiorcy, który chciałby przemyśleć swoją wiarę w Boga i przeczytać krótką, niezobowiązującą rozprawkę o innych religiach oraz ateizmie. 


Lindenfors powtarza w swojej książce sporo oczywistości (sami możemy zdecydować o tym, czy chcemy wierzyć w jakiegoś boga; ateizm nie jest odmianą wiary; nie sposób udowodnić ani istnienia, ani nieistnienia któregokolwiek z bogów itd.), ale należy pamiętać o tym, że dla docelowego odbiorcy tomu mogą to być twierdzenia zgoła rewolucyjne – pierwszy kontakt z samą możliwością niewiary, swoisty elementarz przyszłego ateisty. Sam autor podkreśla, że nie są to jego własne refleksje, lecz napisane komunikatywnym językiem streszczenie i podsumowanie przemyśleń powstałych na przestrzeni dziejów. Szczególnie interesująca jest zwięzła charakterystyka najważniejszych powodów wiary w bogów (bóg jako: pierwsze wytłumaczenie, niewidzialny przyjaciel, wybawca, artysta, konstruktor, objawienie, zabezpieczenie, prawo, sens życia, inspiracja itd.), przedstawiona wraz z kontrargumentami oraz optymistyczne, choć dość patetyczne podsumowanie tomu, gdzie Lindenfors podkreśla, że niewiara nie oznacza swobody zachowań, relatywizmu czy nihilizmu. „Chodzi raczej o wolność od konieczności wiary w wymyślone nadludzkie istoty. Wolność od wymyślonej przez innych wiecznej kary. Wolność myślenia. Wolność od opinii, że je się «złe» jedzenie albo kocha się «złego» człowieka. Niewiara to pojmowanie, że my, ludzie, mamy tylko siebie. I to naprawdę wystarczy”. 


Autorytet bez duszy

Przepytywanemu przez Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetkę Markowi Edelmanowi to również w zupełności wystarczało i nawet nie zamierzał nam opowiadać o ewentualnych zaletach wiary w Boga, nie udawał, że darzy jakąś szczególną sympatią czy zrozumieniem osoby religijne. Wręcz przeciwnie – Edelman, swoim zwyczajem, mówił głosem zdecydowanym i nie znoszącym sprzeciwu. Był złośliwy wobec bezrefleksyjnych wiernych, co najmniej niegrzeczny wobec kleru oraz wielokrotnie poirytowany i zniecierpliwiony pytaniami stawianymi mu przez dziennikarzy. I właściwie trudno się dziwić. 


„Marek Edelman: Bóg śpi. Ostatnie
rozmowy prowadzą Witold Bereś
i Krzysztof Burnetko”
. Świat Książki,
Warszawa, 256 stron, w księgarniach
od 7 kwietnia 2010
Bereś i Burnetko postawili sobie za cel skonfrontowanie niewierzącego Edelmana z dziesięcioma przykazaniami. Opisując krótko swój autorski zamysł, wyliczają dość naiwnie: „Czy przykazania Dekalogu mogą dotyczyć również tych, którzy Boga odrzucają? Czy i w jakim zakresie organizują one życie moralne ludzi innych wyznań bądź w ogóle niewierzących?”. Aż korci, by odpowiedzieć dziennikarzom, że przecież powszechnie wiadomo o całkowitym sprzeciwie ateistów wobec „głupstw” w rodzaju: „Nie zabijaj”, „Nie kradnij”, „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” itd. Gdzie tam, niewierzący kradną na potęgę, kłamią, oszukują i mają wszelkie predyspozycje do rozpoczęcia kariery seryjnego mordercy. Zresztą, zdecydowana większość z nich już dawno odsiaduje swoje wyroki, a przed rokiem 1989 to oni przede wszystkim współpracowali z bezpieką. Jak pisał w „Gazecie Wyborczej” Tadeusz Sobolewski: „Marek Edelman jest w tej książce jakby osaczony przez rozmówców egzaminujących go z Dekalogu, przepytujących o najtrudniejsze etycznie wybory jego życia – w getcie, w Powstaniu Warszawskim, w pracy lekarza, w stosunku do powojennej Polski, do komunizmu, do współczesnych wojen. […] W Polsce pytanie o Boga jest w gruncie rzeczy pytaniem o przyzwoitość”. 


Edelman przytomnie nie daje się wmanewrować w rozmowę o związkach niewierzącego z Dekalogiem („To wy chodzicie do kościoła, ja nie chodzę, więc dajcie mi spokój z przykazaniami”; w innym miejscu: „Co wy tak z tymi przykazaniami? Pewnie służyliście do mszy”) i samą opowieścią o swoim życiu dowodzi, że nie wiara w Boga czy uczestnictwo w rytuałach religijnych są wyznacznikiem naszej przyzwoitości, dobroci, moralności. To, co Edelman mówi o powstaniu w getcie, antysemityzmie, życiu w PRL-u czy swojej praktyce lekarskiej, będzie zajmujące dla każdego czytelnika, ale trudno mi sobie wyobrazić, by osoba wierząca w Boga usatysfakcjonowana była lekturą tych (licznych!) fragmentów poświęconych religiom, przykazaniom, dogmatom czy Kościołowi. Edelman mówi wprost, że Dekalog wprowadzono siłą („A kto się nie podporządkował, to go wyrżnęli”), że wszyscy w getcie „nienawidzili tego Boga, który tu pozwala zabijać ludzi”, że nie Bóg był wtedy istotny, lecz przetrwanie („Dużo ci pomogą zdrowaśki, lepiej o suchara się postaraj”), że „nikt nie siedzi na górze i nie pokazuje, że ty masz umrzeć”. Do tego nie zamierza mówić o „Bogu”, „duszy” czy „świętości”, gdyż – poucza złośliwie dziennikarzy – zupełnie nie rozumie tych pojęć: „Zapytajcie jakoś prościej”.

Książkę uzupełniają wspomnienia napisane przez przyjaciół i znajomych Edelmana (Szewach Weiss, Joanna Tokarska-Bakir, ks. Andrzej Luter czy Wisława Szymborska). Charakterystyczna dla całego tomu jest historia opowiedziana przez Magdalenę Środę, która przypomina o tym, jak Edelman pokrzykiwał na pogrzebie Leszka Kołakowskiego: „Co robią tu te klechy?! Wszędzie te klechy”. Profesor Barbara Skarga nie założyła tamtego dnia aparatu słuchowego, więc dopytywała: „Co mówisz, Marku? Co mówisz, bo nie słyszę?!”. Edelman krzyczał więc jeszcze głośniej: „Mówię o klechach, co oni tu robią?!”. Mocna, bezkompromisowa rozmowa z głównym bohaterem „Zdążyć przed panem Bogiem” Hanny Krall. Bohaterem, który – jak sam przyznaje – nie ma duszy, a mimo tego nie daje sobie wmówić, że jest człowiekiem bezdusznym. Ot, jeden z wielu paradoksów charakterystycznych dla bogatego życiorysu Marka Edelmana. 


Niech nas zobaczą, niech w nas uwierzą!

Cytowana Magdalena Środa napisała także wstęp do innego odważnego i nie mniej bezkompromisowego tomu rozmów – a mianowicie „Niezbędnika ateisty” Piotra Szumlewicza. Nie do końca mogę się zgodzić, że te 19 wywiadów to ateistyczne coming outy, gdyż większość rozmówców (np. Jerzy Urban, Zygmunt Bauman, Kinga Dunin czy Roman Kurkiewicz) nie kryło się wcześniej ze swoją niewiarą i od dawna mówili/pisali na ten temat otwarcie. Ale i tak jest to pierwsza tak obszerna i różnorodna reprezentacja znanych polskich „bezbożników” (wśród rozmówców feministki, dziennikarze, filozofowie, psycholożka, aktorka, prawnik, a nawet sam Grzegorz Napieralski), dzięki której można by się nawet pokusić o sporządzenie czegoś w rodzaju grupowego portretu polskiego ateisty. Oczywiście, gdyby tylko istniała taka potrzeba. Ma rację Szumlewicz, gdy pisze we wstępnym eseju, że „ateizm nie jest żadnym całościowym systemem zaleceń, zasad, wymagań moralnych czy prawd o świecie” i „może wiązać się z różnymi przekonaniami na temat polityki, nauki, literatury, gospodarki, a nawet religii”. 


„Niezbędnik ateisty. Rozmowy
Piotra Szumlewicza”
. Czarna Owca,
Warszawa, 320 stron, w księgarniach
od maja 2010
Niektórzy bohaterowie książki (np. Mariusz Agnosiewicz, założyciel Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów) z entuzjazmem odnoszą się do tzw. ateistycznej kultury, pewnych wspólnych obyczajów i rytuałów (np. świeckie śluby i pogrzeby, świeckie odpowiedniki chrzcin), prób organizowania się i stowarzyszania, ale wydaje się, że mamy tutaj do czynienia z czymś w rodzaju przewrotnej i paradoksalnej odmiany religii, chęci stworzenia „wspólnoty niewiary”. Sceptyczna wobec takich pomysłów Agnieszka Graff podkreśla: „Mam do tych rytuałów ambiwalentny stosunek, bo przez lata wypracowałam umiejętność wytwarzania swoich własnych rytuałów prywatnych”. Dalej Graff twierdzi, że „humaniści, racjonaliści, bezbożnicy zachowują się trochę tak, jakby byli grupami religijnymi w tym sensie, że nawracają innych na humanizm, bezbożność, ateizm. […] Innymi słowy: chodź do nas, przyłącz się do naszej parafii, będzie nam dobrze, będziemy się jednoczyć w naszej niewierze w Boga”. 


Praktycznie wszyscy bohaterowie książki zgadzają się jednak z tym, że Polska jest państwem neutralnym światopoglądowo tylko na papierze oraz że ateiści są grupą jeśli nie dyskryminowaną, to z pewnością zupełnie ignorowaną. Ateiści nie istnieją, istnieją tylko „wierzący inaczej”, wątpiący, poszukujący, wierzący-niepraktykujący. Książka Szumlewicza jest więc czymś w rodzaju akcji „Niech nas zobaczą!” (czy też: wysłuchają) i analogia do sytuacji rodzimych homoseksualistów nie jest tutaj przypadkowa (patrz: rozmowa z Robertem Biedroniem). Agnieszka Graff cytuje przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych badania dotyczące niechęci do różnych grup religijnych, w tym ateizmu (tj. „negatywnej przynależności religijnej”): „Ateisty w roli zięcia nie chciałoby 48 procent Amerykanów, a następna grupa to muzułmanie – tu protestowałoby 34 procent potencjalnych teściów. […] Jednak ateista w rodzinie to już totalna groza”. Jednym z głównych zamierzeń „Niezbędnika ateisty” jest próba przekonania Polaków, że niewierzący naprawdę istnieją („wiara w ateistów” póki co nie jest w Polsce powszechna) oraz że nie są nihilistami, potworami i wielokrotnymi przestępcami, lecz pełnoprawnymi obywatelami, których od większości Polaków różni tyle, że Bóg nie jest im do szczęścia niezbędny. 


Z drugiej strony, tego rodzaju niezwykle potrzebna i wciąż rzadko u nas wykonywana praca u podstaw, traci wiele ze swojej zamierzonej sugestywności i retorycznej skuteczności za sprawą zdecydowanych antyklerykalnych wystąpień, których w tomie nie brakuje. Jako autotematyczną (i krytyczną) uwagę wobec „Niezbędnika ateisty” traktuję fragment rozmowy z Kingą Dunin, w której znana socjolożka mówi: „Mam poczucie, że mieszamy dwie kwestie: miejsca religii w społeczeństwie i pozycji Kościoła w polskiej polityce. Na tym drugim obszarze Kościół uzyskał hegemonię, która jest bardzo szkodliwa dla funkcjonowania życia politycznego, ale ta sprawa nie ma wiele wspólnego z wiarą”. Szumlewicz w kolejnych rozmowach pyta o rozdział państwa i Kościoła, niebezpieczne związki polityków z hierarchami kościelnymi, obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej, utrwalanie wartości chrześcijańskich i hegemonii polskiego Kościoła przez nasze media, a nawet o przywileje Kościoła czy przypadki molestowania seksualnego przez księży. Wszystko to, oczywiście, kwestie warte rozważenia i zdecydowanych reakcji, ale pytanie brzmi, czy w takim wypadku tom nie powinien być zatytułowany „Niezbędnik antyklerykała” i czy te antykościelne wystąpienia z góry nie skazują na porażkę prób zainteresowania osób wierzących tą książką? Mam wrażenie, że mimo wstępnych deklaracji Środy i Szumlewicza, otrzymaliśmy przede wszystkim tom dla „samych swoich”; pozycję dla zdeklarowanych ateistów (i antyklerykałów), którzy chcieliby sobie poprawić samopoczucie (nie jesteśmy sami, jest nas wielu, jesteśmy tacy różni, mądrzy, wrażliwi itd.), a nie mają tutaj za bardzo czego szukać przykładowo katolicy, którzy chcieliby wejść w dialog z niewierzącymi, znaleźć jakąkolwiek możliwość porozumienia itd. 


Pomimo antyklerykalnych dygresji „Niezbędnik ateisty” jest frapującym, wciągającym od pierwszej do ostatniej strony niezwykle ważnym tomem rozmów. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że czytać go będą nie tylko czytelnicy tak niesprawiedliwi i nieuczciwi jak Szymon Hołownia, który jest publicystą hiper-empatycznym, co objawia się ogromem jego cierpliwości, litości i współczucia wobec biednych, zagubionych ateistów (patrz: „Duchowe sieroty”; „Newsweek” nr 23/2010). Z nieoficjalnych źródeł dowiedziałem się też, jak wielu znanych a niewierzących aktorów, piosenkarzy, publicystów czy telewizyjnych showmenów odmówiło Szumlewiczowi rozmowy (ze strachu? z konformizmu? ze wstydu? dlatego, że taki coming out się nie opłaca? że i tak niczego to nie zmieni?) i zdaje się, że fakt ten jest jeszcze jednym przyczynkiem do rozmowy na temat polskiego ateizmu i jego poukrywanych w szafie „wyznawców”.  


*


Podobno Paul Ricoeur przyznał kiedyś, że śmiertelnie nudzą go ateiści: „Oni zawsze muszą mówić o Bogu”. Nie wiem, z jakimi ateistami miał do czynienia francuski filozof, ale ci znad Wisły – paradoksalnie – o samym Bogu mówią niewiele. Wbrew szyderczym uwagom Szymona Hołowni, który uważa, że nie da się rozmawiać z nimi o niczym innym, dużo bardziej wolą rozprawiać o polskim Kościele, społeczeństwie, rytuałach religijnych, historii, polityce, kulturze, filozofii czy feminizmie i choć rzadko odkrywają Amerykę, na pewno nie sposób zarzucić im, że śmiertelnie przynudzają. Nawet Ricoeur by się zdziwił.

Grzegorz Wysocki, ur. 1985, krytyk literacki, dziennikarz, felietonista. Publikował i publikuje w wielu pismach (m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Lampie”, „Res Publice Nowej”, „Twórczości”, „Ha!arcie”). Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uzależniony od coca-coli, internetu i dobrych seriali. Woli czytać niż pisać o czytaniu. Walczy w ruchu oporu przeciwko dyktaturze skowronków.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Literatura

Niezbędniki ateisty

Grzegorz Wysocki

Film

Królikiewicz: na wylot

Łukasz Maciejewski

Film

Alfabet Lecha Majewskiego

Maciej Stasiowski

Felietony

TO I OWO:
Elżbieta

Irena Grudzińska-Gross

Muzyka

Dominik Jacek Strycharski

Robert Bolesto

Figle

RUDY KOT, BURY KOT (NIE LICZĄC PSA)

Felietony

NAJWAŻNIEJSZE CZYTAĆ:
Nagrody polskie i kreolskie

Beata Stasińska

Film

Powroty do piękna

Rozmowa z Lechem Majewskim

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Seks w wielkim Trójmieście

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Komu, nagrodę, komu? (i po co?)

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Ćwicz z Olgą Tokarczuk!

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Czym (nie) warto się martwić?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Polaka problemy z resztą świata

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Emma Bovary czyta bloga Kasi Tusk

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Krytyk jak ksiądz

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Za darmo i natemat.pl

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Dlaczego oni piszą książki, których nie chcemy?!

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Goła baba sprzedaje książki

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Marzę o mieszczańskim salonie?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Brzydko o Szymborskiej

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Depresja recenzenta

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Hymn do Jana Gondowicza

Grzegorz Wysocki

Literatura

Magdalena Tulli, „Włoskie szpilki”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Aniołki Kaczyńskiego i diabełki Nergala

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
TLK (czyli Traumatyczne Linie Kolejowe)

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
1001 rzeczy (i recenzji), które nie mają sensu

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Jak (prze)żyć, czyli o wysysaniu kompasów i rybich oczu

Grzegorz Wysocki

Film

Epidemia chronicznej serialozy

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Oda do Wojciecha Wencla (i księdza Natanka)

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Disco Polo, Van Damme i gumy Turbo vs. frustracja i kapitalizm

Grzegorz Wysocki

Literatura

Hanna Krall, „Biała Maria”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Błąd Wysockiego, ząb Coelho i pasztet Skrzyneckiej

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA: Felieton pisany gęsim piórem przy świetle lampy naftowej

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Kobiety rządzą światem, choć nie mają rozumu

Grzegorz Wysocki

Literatura

Philip Roth reżyseruje „American Pie”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Co robią Polacy, kiedy nie czytają książek?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Tomasza Terlikowskiego problemy z gejami (na Facebooku)

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Chamskie prezenty, czyli każdemu wedle potrzeb

Grzegorz Wysocki

Literatura

Żadnych złudzeń

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Madame, czy ma Pani ochotę na seks?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Jak nie umrzeć?

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Wojna krzyżowa i kilka innych, równie krwawych

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Zdychaj i jęcz, czyli seks z „Cosmo”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Dlaczego Jan Nowicki jest jak kangur?

Grzegorz Wysocki

Literatura

Wojciech Górecki, „Toast za przodków”

Grzegorz Wysocki

Felietony

Z WYSOKA
I NISKA:
Kultura non-fiction

Grzegorz Wysocki

Film

„Kino polskie 1989–2009. Historia krytyczna”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Reportaże Wojciecha Tochmana

Grzegorz Wysocki

Literatura

Grzebiąc w nocniku

Grzegorz Wysocki

Literatura

Opowiadania Marka K.E. Baczewskiego

Grzegorz Wysocki

Literatura

„Cockring” Maćka Millera

Grzegorz Wysocki

Literatura

Good bye, Kapuściński

Grzegorz Wysocki

Literatura

Lekcja stylu z Pankowskim

Grzegorz Wysocki

Literatura

Dan Lungu, „Jestem komunistyczną babą!”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Alain Mabanckou, „African Psycho”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, „Rzeczy pierwsze”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Literatura na ostro

Grzegorz Wysocki

Literatura

Felicitas Hoppe, „Piknik fryzjerów”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Lyonel Trouillot, „Dzieci bohaterów”

Grzegorz Wysocki

Literatura

Jan Seghers, „Zbyt piękna dziewczyna”

Grzegorz Wysocki