„Myśliwy”, reż. Rafi Pitts.
Iran, Niemcy 2010, w kinach od 6 sierpnia 2010W filmie Rafiego Pittsa powtarza się niepokojące ujęcie: kamera „śledzi” samochód, którym podąża główny bohater, jest uwieszona na jego ogonie i ani myśli dać mu spokój – jakby nieustannie inwigilowała. Mężczyzna – o imieniu Ali – używa pojazdu do myśliwskich wypraw za miasto, które stanowią interludium w poukładanym, w miarę szczęśliwym życiu rodzinnym. Przeszłość już jednak nie prezentuje się tak różowo: myśliwy niedawno wyszedł z więzienia. W przytłaczającym i bezdusznym irańskim mieście, w czterech ścianach rodzinnego gniazda szuka powrotu do normalności, podczas gdy społeczeństwo nie pozwala mu zapomnieć o kartotece (bohatera spotyka dyskryminacja w miejscu pracy). Ali mówi mało, posiada ekspresję niczym Buster Keaton, nieśmiało i z rzadka wzbogacaną o ledwo dostrzegalny uśmiech. Ogólnie radzi sobie nieźle, odnajdując azyl w towarzystwie żony i córki.
Sposób gry Pittsa, który kreuje Alego, jest pochodną jego stylu reżyserskiego. Narracja filmu opiera się na dwóch filarach – konstrukcji postaci i przestrzeni. Odznaczają się one behawioryzmem i minimalizmem – bohatera określa łańcuch akcja-reakcja, przestrzeń zaś buduje twórca przy pomocy statycznych i oszczędnie, pragmatycznie zakomponowanych ujęć. Geometria kadru podkreśla zdehumanizowaną architekturę miasta, którego nieprzyjazna, odspołeczniona atmosfera nie wróży niczego dobrego. I rzeczywiście – któregoś dnia, po powrocie z polowania, Ali zastaje mieszkanie puste. Niedługo potem dowiaduje się z ust policji, że jego żona zginęła w czasie demonstracji od zabłąkanej kuli, a córka zaginęła, czyli prawdopodobnie także nie żyje. Pitts umacnia zasugerowany poprzez wzmiankę o protestach wątek polityczny, kilkakrotnie ukazując Alego czekającego bezradnie w korytarzu policyjnego komisariatu – wrogiej jednostce instytucji państwowej. Niewydolność służb mundurowych naoliwia pragnienie zemsty.
W tym momencie zaczyna się zupełnie inny film. Oszalały wewnętrznie, ale wciąż stonowany na powierzchni Ali bierze pod pachę strzelbę, wspina się na wzgórze i zabija podróżujących szosą policjantów. Ścigany przez władzę, dostaje się w końcu w ręce dwójki funkcjonariuszy. Cała trójka wędruje przez las w poszukiwaniu drogi powrotnej do radiowozu. Pomiędzy stróżami prawa narasta konflikt, któremu Ali przygląda się w milczeniu. Kto właściwie jest dobry, a kto zły i czy w ogóle można to rozstrzygnąć – nie wiadomo. Gdy mężczyźni docierają do opuszczonej chatki, rozgrywka nabiera rumieńców: wszyscy bohaterowie zaczynają na zmianę odgrywać rolę „myśliwego”. Aż przychodzi finał – dopełnia się los, być może od samego początku nieuchronny.
Spoiwem dwóch części „Myśliwego” jest ewolucja Alego, w którym dokonuje się ledwo zaakcentowane psychologiczne pęknięcie. Czy jednak wystarczająca to zaprawa, można mieć wątpliwości. Aktorstwo Pittsa nie zmienia się bowiem ani o jotę, a nowa sytuacja fabularna, w którą reżyser wrzuca bohatera, rządzi się tak bardzo innymi zasadami, aniżeli poprzednia, że spokojnie mogłaby stanowić odrębny film. Jedynym sensownym wyjaśnieniem wydaje się w tym świetle interpretacja deterministyczno-tragiczna: oto przywdziewane są różne maski, myśliwy staje się zwierzyną, kat oprawcą i odwrotnie, a finał tak czy owak będzie taki, jakim go Mojry utkały.
Przyjąwszy tę wykładnię, trudno zarzucić Pittsowi niekonsekwencję, ale łatwo też zauważyć, że oryginalnością ani przewrotnością jego film nie grzeszy. Znaczone karty rozdane są na początku, akcenty prędko rozlokowane i nawet śmierć nie jest wstanie ruszyć ich z posad. Tymczasem – jeśli wierzyć reżyserowi – zamiarem było stworzenie „realistycznego westernu”. W swojej najlepszej filmowej tradycji, której teoretyczne podstawy stworzyli Kracauer i Bazin, realizm był formą otwartą: raczej odnajdował, niż ustanawiał, odkrywał rzeczywistość w procesie, przedstawiał świat dynamiczny, nie zaś zastany i raz na zawsze opisany. „Myśliwy” jest kostyczny intelektualnie i formalnie, jednostajny i przewidywalny. Rafi Pitts nie rozwija historii, lecz ją wystukuje. Miarowo, poprawnie, bez serc, bez ducha.
Błażej Hrapkowicz, recenzent filmowy, student Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego; współpracuje m.in. z „Kinem”, „Filmem”, „Machiną”; fan Manchesteru United i kina wszelkiego sortu.
Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.