Du warst humanist.  Christoph Schlingensief
Christoph Schlingensief, fot. Siebbie / źródło: Wikicommons

Du warst humanist.
Christoph Schlingensief

Katarzyna Tórz

W tak zwanych mediach i w tak zwanej świadomości opinii publicznej dochodził do głosu jako skandalista. Wywoływał niekończące się dyskusje o granicach ekspresji artystycznej oraz moralnym uzasadnieniu prowokacji, jakich się dopuszczał

Jeszcze 3 minuty czytania

Teatr rzadko trafia do serwisów newsowych. A to, co dzieje się za naszymi granicami, jest ciekawe czasami, lecz prawie nigdy nie ma związku z kulturą. 23 sierpnia 2010 roku Polskie Radio ustami korespondenta z Berlina powiadomiło o śmierci „wybitnego niemieckiego reżysera teatralnego” i szoku, jaki ta wiadomość wywołała w sąsiednim kraju. To podniosłe, ale zarazem niezwykle smutne, że właśnie w takim momencie, tylko w takim momencie, mógł dojść do głosu szacunek – pamięć o artyście, który tworzył i myślał w sposób wywrotowy, radykalnie podejmował temat człowieczeństwa, które bywa piękną ideą, ale równie często przerażającym obciążeniem i niezrozumiałym przekleństwem.

Agata Siwiak o Christophie Schlingensiefie:

Christoph Schlingensief pozostał w pamięci przede wszystkim jako twórca zaangażowanych, prowokatorskich społeczno-politycznych akcji na pograniczu różnych dziedzin sztuki. Artysta-trickster. Jego trickerstwo zasadzało się jednak nie tylko na bezceremonialnym, ostrym i ironicznym rozbijaniu historycznych i współczesnych mitów narodowych Niemiec i Austrii. W zrealizowanym w 2003 roku projekcie „Freakstars 3000” Schlingensief dekonstruuje popularny telewizyjny program „Idol”, robiąc konkurs na największego frika – ułomnego intelektualnie, niepełnosprawnego i brzydkiego. W trakcie realizacji programu wszyscy dobrze się bawią: Schlingensief żartuje sobie z brzydoty i ułomności frików, spychani na margines odmieńcy wreszcie czują, że ich ułomność jest wyjątkowa. W „Kirche der Angst” (2008) odprawia msze żałobną za własne życie. Spektakl jest kolażem, na który składa się bogaty materiał filmowy oraz elementy katolickiej mszy. Widzimy rekonstrukcje filmów Fluxusu (ruchu, którego wpływy wyraźnie widać w twórczości Schlingensiefa) oraz prywatne nieestetyzowane nagrania kręcone amatorską kamerą – film ze spędzonych w dzieciństwie wakacji nad morzem i nagranie leżącego w łóżku i płaczącego Schlingensiefa, mówiącego o doświadczeniu bólu i śmierci, oraz obraz płodu – zamazujący się, rozpadający, coraz bardziej chaotyczny. Obrazy nakładają się na siebie same i na żywych aktorów-uczestników mszy: rozśpiewane i roztańczone korowody szalonych żałobników, karłowatą papieżyce i wygłaszających mowy pożegnalne. W momencie przemiany chleba i wina w Ciało i Krew pojawia się kapłan Christoph Schlingensief. Wychudzony, z podkrążonymi oczyma, opowiada o swoim doświadczeniu; jest opanowany i spokojny, by w końcu rozładować napięcie i krzyczeć „FLUXUS”, rzucając opłatki zgromadzonym przy ołtarzu. Schlingensief odarł własną śmierć z intymności i dostojeństwa, tak samo jak zdjął z niepełnosprawności przymus powagi i współczucia, po to, by w ich miejscu mogły pojawić się frenetyczna energia witalna, przewrotna radość i zabawa. Jak każdy rasowy trickster kochał publiczność – namiętnie, bezczelnie i bez politycznej poprawności.

Agata Siwiak - kuratorka projektów performatywnych, była dyrektorem artystycznym Festiwalu Dialogu 4 Kultur w Łodzi.

Wcześniej, w tak zwanych mediach i w tak zwanej świadomości opinii publicznej, Christoph Schlingensief dochodził do głosu jako skandalista znany z kontrowersyjnych inscenizacji i poruszania drażliwych kwestii społeczno-politycznych. Wywoływał liczne, niekończące się dyskusje o granicach ekspresji artystycznej oraz moralnym uzasadnieniu prowokacji, jakich się dopuszczał. W 1997 roku podczas Documenta w Kassel został aresztowany za wystawę, na której umieścił słowa „Kill Helmut Kohl”.

Studiował w Monachium germanistykę, filozofię i historię sztuki. Zaczął działać twórczo w połowie lat 80. XX wieku. Rozpoczynał od eksperymentów filmowych. Jego debiut to „Tanguska – Die Kisten sind da!” (1984). Kilka lat później, zrealizował „Deutschland Trylogie”, która podejmuje temat trzech momentów zwrotnych w historii Niemiec: pierwszy film – „Hundert Jahre Adolf Hitler” (1989) – dotyczy ostatnich chwil życia przywódcy III Rzeszy; druga część – „Das deutsche Ketternsägenmassaker” – opowiada o zjednoczeniu Niemiec w roku 1990 (Schlingensief pokazuje grupę obywateli ze wschodu, która przedostaje się na lepszą stronę muru i zostaje zmasakrowana przez zachodnią rodzinę piłą łańcuchową); w trzeciej części – „Terror 2000” (1992) – podejmuje wątek Rote Armee Fraktion.

W 1993 roku rozpoczął działalność teatralną. W kolejnych latach w berlińskim Volksbühne wyreżyserował m.in. „100 Jahre CDU – Spiel ohne Grenzen” (1993), „Kühnen ’94 – Bring mir den Kopf von Adolf Hitler” (1994), „Rocky Dutschke’68” (1996), „Schlacht um Europa I–XLII” (1997), „Artisten in der Zirkuskuppel – Ratlos” (1998), „Berliner Republik” (1998), „Erster imaginärer Opernführer” (2001), „Quiz 3000 – Du bist die Katastrophe” (2001), „ATTA ATTA – Die Kunst ist ausgebrochen” (2003), „Kunst und Gemüse” (2004), „Kaprow City” (2006). Wystawiał także na scenach w Wiedniu, Zurychu i na licznych festiwalach.

VIA INTOLLERANZA II

Ostatni spektakl Schlingensiefa, nawiązuje on do słynnej opery Luigi Nono – Intolleranza 1960 z 1961 r., która była wyrazem stanowczego sprzeciwu artysty wobec rasizmu, nietolerancji i nadmiernej władzy państwa. Odwołując się do dzieła Nono i przetwarzając je w swoim spektaklu, Schlingensief bada, jak przesłanie tego wybitnego wytworu kultury europejskiej może być odczytane w kontekście afrykańskim. Nie chodzi mu jednak o pouczanie Afryki lecz o stawianie istotnych pytań.

Próby do Via Intolleranza II zaczęły się w marcu 2010 w Burkina Faso, gdzie Schlingensief rozpoczął budowę wioski operowej (budowa jest kontynuowana przez jego żonę i założoną w tym celu fundację), a premiera odbyła się w maju 2010 r. podczas festiwalu Kunstenfestivaldesarts w Brukseli.

Warszawskie przedstawienie będzie polską premierą tego spektaklu.

Od 2008 roku, gdy dowiedział się, że ma raka płuc, w swoich projektach („Church of Fear”, 2008 czy „Mea Culpa”, 2009) poruszał intensywnie temat śmierci. W 2009 roku napisał książkę „So schön wie hier kanns im Himmel gar nicht sein: Tagebuch einer Krebserkrankung” („To niemożliwe aby w niebie było tak pięknie jak tutaj: dziennik chorego na raka”).Realizował  projekty na granicy dziedzin sztuki, albo całkowicie wobec nich przeciwne – np. wyprawę narkomanów i bezdomnych na dworcu głównym w Hamburgu („Passion Impossible – 7 Tage Notruf für Deutschland”, 1997) czy „Bitte liebt Österreich” (2000), w której w konwencji Big Brothera zaangażował uchodźców do inscenizacji gry o azyl.

Piotr Gruszczyński o Christophie Schlingensiefie

Spektakl Christopha Schlingensiefa na żywo widziałem tylko jeden: „Mea culpa“. Niedawno, już w „okresie choroby”, kiedy walka z rakiem przechodziła powoli w fazę defensywy. Gigantyczna, rozpasana opera teatralna pochłonęła mnie całkowicie. Miałem wrażenie, że ktoś krzyczy do mnie w nieznanym języku, pięknym, z którego znaczenia wydobywają się z nieznanych brzmień. Oczywiście wszyscy wiedzieli, że mamy do czynienia z wypowiedzią człowieka śmiertelnie chorego, ale nie było to treścią spotkania, nie odczuwałem najmniejszego dyskomfortu, szantażu emocjonalnego, minimalnego nawet zagrożenia dla czystości odbioru, który na ogół uniemożliwia bezinteresowny kontakt z dziełem ludzi czyniących sztukę nie ze swojego życia, ale ze swojej choroby, czy jeszcze bardziej ekstremalnie – śmierci. To była wielka wizja przedśmiertna, niezwykle nasycona i gęsta, nie do ogarnięcia. Z arią z „Lohengrina“ wykonaną przez bardzo starą śpiewaczkę, głosem odmawiającym posłuszeństwa, ale przez to jeszcze bardziej dramatycznym. Gdyby umieranie mogło być tak piękne jak ten spektakl, byłoby pewnie jeszcze bardziej przejmujące. A tak jest niepojęte, zbędne i w sumie obrzydliwe.

Piotr Gruszczyński - dramaturg w Nowym Teatrze Krzysztofa Warlikowskiego w Warszawie.

W swoich projektach wykorzystywał wprost to, co dzieje się wokół – iluzoryczność demokracji, manipulacje ideologiczne mediów, fałszywe, przemilczane obszary europejskiej moralności. Schlingensief był artystą totalnym, niepotrafiącym bezczynnie kontemplować swojej pozycji w teatralnym establishmencie. Wciąż zapalał się do nowych akcji, czujnie rozpoznawał tematy przemilczane, spychane w podświadomość albo załatwiane odgórnie, przez biurokratyczno-polityczne dyrektywy. Przykładem jest Afryka, której poświęcił w ostatnich latach swojego życia bardzo dużo uwagi i energii. Jego ostatni projekt, którego premiera odbyła się na brukselskim Kunstenfestivaldesarts w maju 2010 roku, nosi tytuł „Via Intolleranza”. Reżyser zaprosił do współpracy dwudziestu afrykańskich tancerzy i muzyków. Przedstawienie oparte na operze Luigiego Nono „Intolleranza 1960”, porusza problem rasizmu i nietolerancji. Tym projektem Schlingensief chciał przywrócić operze jej społeczną funkcje, po raz kolejny zastanowić się nad społecznie zaangażowaną wizją sztuki.

Działał też aktywnie na rzecz zbudowania w jednym z krajów afrykańskich opery. W trakcie choroby odbywał wiele podroży do Afryki w poszukiwaniu najlepszego miejsca. W efekcie tych starań na początku 2010 roku wmurowano kamień węgielny pod budowę wioski operowej w Burkina Faso. Jego marzeniem było, aby miejsce to gromadziło artystów z całej Afryki i innych kontynentów, stało się przestrzenią twórczości i wymiany, a nie po prostu salą widowiskową. Swoją motywację do działania tłumaczył: „chciałbym abyśmy wyzbyli się naszej arogancji”.

Christoph Schlingensief, fot. Siebbie,
źródło: Wikicommons
Od 2:42 22 sierpnia 2010 roku w internetowej księdze kondolencyjnej Christopha Schlingensiefa pojawiał się co kilka minut nowy wpis. Wśród setek tysięcy słów ktoś napisał: „Christoph, du warst Humanist”. Zaskakujące. Wyrwane z kontekstu brzmi podejrzanie. Chyba większość z nas dawno temu straciła zaufanie do takich słów. Jednak w przypadku Schlingensiefa – jego bezwzględnego uporu w działaniu, ekstremalnej twórczości i odwagi w upominaniu się o nieprzystosowanych – cały ciężar tego słowa został jakby odblokowany. Humanizm Schlingensiefa traktował człowieka totalnie. Dotyczyło to także jego samego. W swoim życiu walkę prowadził do końca. Nie odpuszczając.

Autorka dziękuje za współpracę Agacie Siwiak i Piotrowi Gruszczyńskiemu.