Pacjentka Ellen Brand odegra ważną rolę w kluczowej scenie seansu spirytystycznego. Zanim do tego dojdzie, dowiadujemy się, że była „na pierwsze wejrzenie prawie niczym”, a pochodziła z Danii, „ale nawet nie z Kopenhagi, tylko z Odense na wyspie Fionii”. Tomasz Mann lubi i potrafi coś uwydatnić, robiąc wszystko, by to coś ostentacyjnie zdeprecjonować i utopić w nieważkości. Nieciekawa na pierwszy rzut oka panna przyjechała nawet nie ze stolicy, tylko z jakiejś nikomu nie znanej dziury. Jak byśmy nie wiedzieli, że z Odense pochodził Hans Christian Andersen.
Wszyscy czytali w dzieciństwie Andersena, także Tomasz Mann, i Hanno Buddenbrook, i książę Klaudiusz Henryk, i Leverkühn, i inni. Na krótko przed śmiercią Mann napisał (w liście do Agnes Meyer), że dzielny ołowiany żołnierz „to w gruncie rzeczy symbol mojego życia”. To by wyjaśniało zagadkę alfabetu panny Kleefeld (por. H jak Hermina Kleefeld): liter jest 25, ponieważ u Andersena „było sobie pewnego razu dwudziestu pięciu ołowianych żołnierzy”, i to Andersen stworzył alfabet, którym posługuje się Tomasz Mann.
Andersena jako źródło, z którego obficie czerpał Mann, zaprezentował Michael Maar w książce „Geister und Kunst. Neuigkeiten aus dem Zauberberg”. Znalazł dowody: od wielkich motywów fabularnych po układ przymiotników.
W słowie wstępnym do „Czarodziejskiej góry” Mann zapowiada, że historia Hansa Castorpa „nie bardzo odbiega od baśni”. Kiedy zimowy krajobraz wydaje się Castorpowi „bajkowy”, można by to uznać za potoczne porównanie – bajkowy czyli piękny – gdyby nie to, że suną za nim analogie z arcyzimowymi baśniami Andersena. Mały Kaj ogląda śnieżynki pod lupą i mówi: „Widzisz, jakie to artystyczne! […] to o wiele ciekawsze od prawdziwych kwiatów. Te kwiaty nie mają żadnych wad, są doskonałe”. Castorp również bierze płatki śniegu pod lupę i dopowiada: „każdy z tych zimnych tworów był bezwzględnie proporcjonalny i lodowato regularny, i to właśnie było w nich niesamowite, nieorganiczne, wrogie wobec życia”. Zimowe piękno nie poprzestaje na zaproszeniu do kontemplacji, lecz wykazuje niebezpieczne właściwości uwodzicielskie. Tej pokusie uległ Kaj, gdy uczepił się sań Królowej Śniegu, i Castorp, gdy przypiął narty i „śpieszył coraz głębiej w dzikie milczenie, w świat grozy, nic dobrego nie wróżący”. Davos, i tak stylizowane na miejsce odległe i rządzące się własnymi prawami, w rozdziale „Śnieg” rozrasta się w istne królestwo pustki i śmiertelnego chłodu.
W „Czarodziejskiej górze” roi się od aluzji, cytatów i zapożyczeń. Andersen dołącza do grona, w którym zasiada już Goethe, Wagner, mitotwórcy, ewangeliści, Schopenhauer, Nietzsche, Dante i wielu innych. Dołącza w podwójnej funkcji – Mann przejmuje od niego nie tylko motywy, ale i metodę kamuflowania tego, o czym nie chce lub nie może mówić wprost.
Epizod spirytystyczny pokazuje też, jak odbywa się przejmowanie spadku. Duch, który pośredniczy w kontaktach Ellen Brand z zaświatami, ma na imię Holger. Wywodzi się z Północy i może jest kolejnym wcieleniem bohatera karolińskich legend, znanego jako Ogier de Danemarche albo Holger Duńczyk. U Andersena w baśni „Holger Danske” jest mocarzem, czekającym chwili przebudzenia w zamku Kronborg, a także opiekunem poezji. W scenie seansu sam przedstawia się jako poeta. Wszystko razem wyglądałoby na idyllę kultury – oto za sprawą dobrych duchów ożywają dawni herosi, poeci podchwytują wątki ludowych podań, legenda zahaczając o baśń przechodzi w powieść. W powieści jednak Holger wzbogaca się o cechy nieoczekiwane: jest nie tylko improwizującym melancholikiem, ale także jego karykaturą, a ponadto lubi płatać figle. Tomasz Mann hołduje tradycji na swój własny sposób.
Małgorzata Łukasiewicz, ur. 1948, tłumaczka literatury niemieckojęzycznej, eseistka, autorka m.in. tomu esejów „Rubryka pod różą” (2007), nominowanego do Nagrody Nike. Ostatnio w jej przekładzie ukazała się „Radosna wiedza” Nietzschego i „Pierścienie Saturna” W. G. Sebalda.
Kieliszek kuśtyka dalej, wskazuje kolejno litery D-I-C-H-T-R, i dopiero za drugim razem poprawia się i wystukuje całe słowo DICHTER – poeta
W powieści są góry, doliny, strumienie, lasy i polany, zmieniają się pory dnia i roku, świeci słońce albo księżyc, śnieg pada
Aschenbach robi sobie mały urlop
Komentarze (0)