dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

LITERATURA OD KUCHNI:
Miłośniczki mięs

Figle Bogusław Deptuła

W „Postrzyżynach” Hrabala najwspanialej pod względem jedzenia jest w drugim rozdziale, gdy Maria smaży sobie w środku nocy kotlety, bo nie może bez nich wytrzymać


Hrabal jest bajarzem snującym niekończące się historie, które raz zasłyszane, powtarzane są z ust do ust; żyją wciąż, póki się do nich wraca. Ich mistrzynią była Karen Blixen. Żywioł opowieści objawia się w „Postrzyżynach” od pierwszego zdania Marii, ale wraz z pojawieniem się w domu-browarze, w którym mieszka narratorka, brata męża, stryja Pepina, zyskuje na intensywności. To on właśnie jest ową powracającą pod różnymi postaciami opowieścią – zasłyszaną, przekręcaną, powtarzaną, ale trwającą.

Gdy czytałem „Postrzyżyny”, najpierw myślałem, że będą powieścią o jedzeniu. Potem sądziłem, że zwycięży miłość pary głównych bohaterów. A na koniec okazało się, że triumfatorem stało się opowiadanie dla niego samego. Nie historia pięknej i niesfornej żony browarnika Francina, i jej długich włosów, ale wszystkie przyśnione jej wizje, które mają w sobie wiele z filmowej kawalkady obrazów. No i ględźby stryja Pepina.

rys. Malwina KonopackaSkąd myśl, że rzecz będzie o jedzeniu? Otóż cały drugi rozdział jest prawdziwym peanem na temat świniobicia. Napisany został z takim entuzjazmem, że mimo mięsolubnej niepoprawności jest zjawiskowy, brawurowy. Zanurzmy się więc w jednozdaniowy Hrabalowski akapit o masarzu Mycliku i jego ochoczej pomocnicy Marii, wiecznie i nieodmiennie ze wszystkiego zadowolonej:

„Nabierałam sitem gotowane podroby wieprzowe, golonkę, przepołowioną głowę, wysypywałam na stół jeden kawałek za drugim, pan Myclik wybierał kości, a kiedy mięso trochę przestygło, brałam w palce kawałeczek ryjka i kawałeczek ogonka, zamiast chleba przegryzałam to prosięcym uchem, potem do kuchni wpadał Francin, nigdy nie jadł, nie mógł tego wziąć do ust, stał więc przy piecu i przegryzał suchy chleb popijając kawą i patrzył na mnie, i wstydził się zamiast mnie, a ja jadłam z apetytem i piłam piwo wprost z litrowej butelki, pan Myclik uśmiechał się; aby mnie nie urazić, wziął kawałek mięsa, po namyśle jednak odłożył je, napił się białej kawy przegryzając marmurkową babkę, po czym sięgnął po maszynkę do krojenia mięsa i podkasał rękawy, pod wpływem energicznych ruchów kawałki mięsa zaczęły tracić swój kształt i funkcję i cięte półksiężycami ruchomych noży mięso przemieniało się z wolna w nadzienie, i pan Myclik nastawiał dłoń, a ja wkładałam mu w nią sparzone przyprawy, pan był jedynym rzeźnikiem, dla którego musiałam przyprawy zalewać wrzącą wodą, bo – jak powiadał, a ja rozumiałam to bardzo konkretnie – sprzyja to dokładniejszemu rozproszeniu i wzmaga natężenie oraz intensywność zapachów, a potem dodał rozmoczonej bułki i wszystko raz jeszcze przemieszał i mocnymi dłońmi i palcami wymiesił i wyrobił, po czym zgarnął nadzienie z obu dłoni, nabrał trochę, spróbował, patrzył w sufit i był w tej chwili piękny jak poeta, wpatrywał się w sufit z zachwytem i powtarzał sobie: pieprz, sól, imbir, tymianek, bułka, czosnek, a kiedy odmówił ten rzeźnicki akt strzelisty i poczęstował mnie, wzięłam na palec i włożyłam do ust, i smakowałam, patrzyłam także w sufit i z oczyma pełnymi wieprzowego zachwytu rozpościerałam i smakowałam na języku pawi ogon wszystkich tych zapachów, a potem skinęłam głową, że jako gospodyni aprobuję bukiet smakowy i nic już nie stoi na przeszkodzie, aby zacząć robić kiszki wątrobiane. I pan Myclik brał pocięte, na jednym końcu spięte drewnianą szpilką jelitka, dwoma palcami prawej ręki rozszerzał otwór, a drugą ręką tylko naciskał i z garści wyrastała mu piękna wątrobianeczka, którą brałam od niego i spinałam drewienkiem, i tak pracowaliśmy, a w miarę jak ubywało nadzienia, rósł w połączonych naczyniach jelit stos kiszek wątrobianych”.

Bohumił Hrabal „Postrzyżyny”. przeł. Andrzej
Piotrowski. PIW, Warszawa 1980
Jak widać, rozdział ma wprost symfoniczny rozmach i taką też instrumentację. Dalej dużo jeszcze będzie o browarze, piciu piwa, od którego Maria nie stroni. Oczywiście pojawią się jeszcze narracje stryja Pepina z całym korowodem dziwacznych postaci kumów Zawiczków czy Metodków, szopem praczem, innymi postaciami, historiami, historyjkami, anegdotami, głupotkami. Czyta się je jednym tchem, tak samo jak popija się chłodne i lekkie piwo w letnie popołudnie.

I jeszcze figura rozpasanej żonki, która nie umie sobie niczego odmówić i bezwstydnie zajada. Zajada co prawda tylko na początku, ale z jakim apetytem, z jakim na jedzenie smakiem. Dla kogoś kochającego jedzenie będzie to bratnia dusza, choć ciało pewnie już nie takie bratnie, bo z niejakim rozpędem tyjące. Jak przysłowiowy pączek w maśle – ciało jeszcze młode, ale nieco tłustawe, o białej, delikatnej skórze, z niekończącymi się, długimi, rudawymi włosami. Długość włosów jest wprost proporcjonalna do jej nieograniczonych pożądań, o jedzeniowych wspomniałem, o erotycznych nic nie jest napisane, no bo jakże wypominać takie rzeczy własnej mamuśce, a przecież Hrabal opisuje w osobach Marii i Francina własnych rodziców. A czymże innym niż spektakularną figurą chuci mamci jest niekończące wdrapywanie się w męskim towarzystwie na komin browaru. W tej wspinacze jest coś z podniebnej eskapady, z lotu balonu i z wirowania na kochanku.

Zatem z jednej strony zajadająca tłuste mięsiwa, pulchna żoneczka, z drugiej uwielbiający ją mężulek, zasypujący ją prezentami, popijający chłodną kawą suchą bułkę. Coś na kształt spotkania karnawału z postem, spotkania nieuniknionego i niemożliwego równocześnie. Ach jak ładnie ta rozpasana Maryjka przygląda się swemu kalwinicznemu mężulkowi, jak go pragnie!

A on kocha włosy swej żony, więc gdy na koniec dochodzi do tytułowych postrzyżyn, miara się przebiera, mąż postanawia stać się surowy i dochodzi do największego paradoksu tej opowieści. Żona obcina włosy, a mąż ją karze – klapsami w tyłek. W jednej chwili niesforna żona browarnika dostaje to, o czym marzyła: przemoc małżeńską. Wreszcie mąż staje się prawdziwym mężem, a nie uległym, zakochanym pantoflarzem. Kara dokonuje się publicznie, ale nie jest upokorzeniem, a wręcz przeciwnie, spełnieniem na poły erotycznego, lekko masochistycznego fantazmatu żony kochanej za bardzo. „Franin skoczył nagle do mnie, przegiął mnie przez kolano, podniósł mi spódnicę i zaczął mnie smagać po tyłku, a ja zdrętwiałam na myśl, czy aby włożyłam czystą bieliznę i czy się umyłam, i czy jestem dostatecznie odsłonięta. (…) W końcu Francin postawił mnie na ziemi, opuściłam spódnicę, Francin był piękny, nozdrza mu drżały zupełnie tak samo jak wówczas, kiedy poskromił spłoszone konie.
– Tak moja panno – powiedział – zaczniemy nowe życie!”.

Nie trzeba dodawać, że erotyczne także. Zawsze patrzyła na swego męża z wielką miłością, podziwiała jego znakomicie zbudowane, szczupłe ciało, ale teraz to spojrzenie ogarniało już kogoś zupełnie innego, kogoś, kto tak jak okiełznał spłoszone konie, teraz okiełznał nieokiełznaną żonę.

Hrabal pisał o swojej książce: „Tekst jest kroniką mówiącą o mojej matce, moim ojcu i moim stryju. Dopóki przebywali jeszcze w świecie realnych zjawisk, tak mocno trzymali czcionki mojej maszyny do pisania, że nie miałem powodu sporządzić zapisu tego, co było poetyczne w ich życiu. Dziś nikt nie trzyma mojej ręki, a ja ze zdumieniem konstatuję, że jestem raczej stary, niż młody, że zatem niebezpiecznie byłoby zwlekać i że ja i tylko ja jestem jedynym człowiekiem mogącym przekazać historię browaru i miasteczka, w którym zatrzymał się czas”.

Wyjątkowo została tu potraktowana postać matki. Jest bezczelna i subtelna, rozpasana i powściągliwa, może wyuzdana, ale nigdy nie przekracza granic drobnego ekscentryzmu. Czuć miłość i podziw narratora dla bohaterki opowieści. Jest i wzruszająco, i pięknie. I jeszcze ten osobliwie odmienny, wizyjny sposób opisywania przez nią wydarzeń. Tu Hrabal przyznaje się do jeszcze innej podniety. „Inspiracją był mi awiacyjny styl Chagalla, poetykę kronikarza i montażysty fenomenalnych przygód wewnętrznych uzupełniłem wewnętrznym modelem tęsknoty, ona to pozwala mi przedzierzgnąć się w młodą kobietę, latarką wyobraźni oświetlić przeszłość i wywołać pewien wycinek, w którym dzięki tekstowi można ocalić piękną dziewczynę pochłoniętą już przez bezlitosny czas”.

W „Postrzyżynach” najwspanialej pod względem jedzenia jest w drugim rozdziale, gdy Maria smaży sobie w środku nocy kotlety, bo nie może bez nich wytrzymać: „(…) leżałam na łóżku i zanim zasnęłam, wyciągnęłam rękę i dotknęłam łopatki, potem obmacałam pieczeń i usypiałam z palcami na dziewiczej polędwicy, i śniło mi się, że zjadłam całe prosię, nad ranem, kiedy się obudziłam, poczułam takie pragnienie, że poszłam boso po butelkę piwa, zdjęłam kapsel i piłam łapczywie, potem zapaliłam lampę i trzymając ją w palcach chodziłam od jednego kawałka prosięcia do drugiego i nie wytrzymałam: zapaliłam prymus, odkroiłam z szynki dwa piękne kotlety bez odrobiny tłuszczu, stłukłam je, potem posoliłam, przyprawiłam pieprzem i smażyłam je na maśle przez osiem minut, przez cały ten czas, który wydawał mi się wiecznością, łykałam ślinkę, to lubiłam najbardziej: niemal całe obie szynki zjeść pod postacią kotletów skropionych cytryną, w końcu podlałam kotlety wodą, przykryłam pokrywką, spod której buchnęła gniewna para, i już wyłożyłam kotlety na talerz, i zaczęłam żarłocznie jeść (…) bo jak ja jem, to nie jem, ale pożeram… a kiedy zjadłam i wytarłam chlebem talerz, zobaczyłam, że przez otwarte drzwi wpatrują się we mnie z mroku oczy Francina, tylko te jego pełne wymówki oczy, że znowu jem, tak jak przyzwoita kobieta jeść nie powinna, całe szczęście, że się najadłam, ten wzrok odbierał mi zawsze apetyt (…)”. Kotletowa grzesznica, nieumiarkowana w swoim mięsnym pożądaniu, dla wielu, którzy od lat nie tykają mięsa, najpewniej jest wprost wstrętna.

Świat nieodwracalnie rozpadł się na wegetarian i innych, i pewnie już nigdy nie zostanie scalony. Póki co nie jest najgorzej, bo wegetarianie wciąż podają ręce karniworom na przywitanie, a nawet chadzają z nimi do łóżka, ale nie wiadomo, jak długo to będzie jeszcze trwało. Być może niezbyt długo, bo rozpowszechnią „mięsometry” mierzące zawartość pokarmu mięsnego w ciele. Przyszłość? Ale chyba niezbyt odległa...

Przepisów na świńskie kotlety podawać nie będę, bo to zbyt banalne, ale pomyślałem o piwnym gulaszu, tym bardziej, że jakiś gulasz jest zjadany na kartach powieści Hrabala. Jego piwność pozostaje w zgodzie z miejscem akcji i umiłowaniem bohaterki do tego płynu. Zatem przygotujmy czeski piwny gulasz. Oczywiście wieprzowy, bo musi być zgodny z przesłaniem prozy Hrabala.

Gulasz Hrabalowski

50 dag chudej wieprzowiny
1 duża cebula
0,5 l jasnego piwa
3 łyżki oleju z pestek winogron albo innego
kminek, papryka, sól, pieprz do smaku
śmietana

1. na tłuszczu zeszklić cebulę;
2. dorzucić pokrojone w drobną kostkę mięso;
3. gdy będzie rumiane, dodać przyprawy: kminek, paprykę, sól, pieprz;
4. dolać połowę piwa, przykryć, brak płynu stopniowo uzupełniać;
5. dusić do miękkości, dodać śmietanę;
6. podawać z pieczywem i dużą szklanką tego samego piwa, które zużyto do gotowania, tylko chłodnego.

Zdałyby się knedliki, ale nikt dziś nie ma siły ich przygotować. Zostańmy więc przy chlebie albo najlepiej przy kładzionych kluskach. Wegetarianom, albo tym, co się boją mięsomatów, polecam warzywną wersję – mięso zastąpić mieszanymi warzywami korzeniowymi: marchwią, selerem, pietruszką, pasternakiem, skorzonerą, co kto lubi, w podobnych do wersji mięsnej proporcjach. Też będzie pysznie.

Bogusław Deptuła, redaktor naczelny „Art&Business”, współpracuje z dwutygodnik.com.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Film

Scott Pilgrim kontra świat.
Wynik starcia 1:0 przez K.O.

Kaja Klimek

Literatura

Książki są ważniejsze

Jarosław Makowski

Felietony

PÓŁ STRONY:
Nowoczesność i Zagłada; Tak tak, nie nie

Joanna Tokarska-Bakir

Film

Bracia Coen:
wątpiący relatywiści

Błażej Hrapkowicz

Teatr

MASŁOWSKA W NYC:
Amerykański koszmar
zza oceanu

Rozmowa z Paulem Bargetto

Film

Dlaczego związki rozpadają się w samochodach

Jakub Socha

Felietony

NAJWAŻNIEJSZE CZYTAĆ:
Biały murzyn i ropucha

Beata Stasińska

Literatura

Apollinaire: łakomy i odrzucony

Anna Arno

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Niewyraźny wieczór

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Będę pamiętał ten obiad, póki żyję

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Śmierć i omlety

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Niewinna czarodziejka Holly

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Słodkie wino z ostrygami

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Jedyna taka kolacja

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Usta o smaku wina Pommard

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Particolare. Sztuka, która wznieca niepokój” w Wenecji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Zbrodnie nad laguną

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
„Człowiek, który patrzył na przejeżdżające pociągi”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Stręczyciel codzienności

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
O błędach i grzechach kuchennych Filifionki

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculszczyzna w 40. rocznicę śmierci
Stanisława Vincenza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Na wspak

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Psoty i gałgaństwa

Bogusław Deptuła

Literatura

„Nowe kroniki wina”
Marka Bieńczyka

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Juliusz Żórawski – przerwane dzieło modernizmu”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Tomasz Kowalski, „Kominiarz na dachu kościoła”

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Domownicy” Ania Witkowska, Adam Witkowski

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Powidoki. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki”

Bogusław Deptuła

Wstępniak

DRŻENIE.
O fizjologii procesu twórczego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wstyd głodu

Bogusław Deptuła

Muzyka

Powrót rozpustnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Apetyt Kotta

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Bitwa pod Grunwaldem” Edwarda Dwurnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod kandyzowanym niebem

Bogusław Deptuła

Literatura

Wojciech Modest Amaro, „Natura kuchni polskiej”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Gosia Turzeniecka, „Senność”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Nieuleczalna nuda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pan Samochodzik
i kogut w winie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pokarm dla zaświatów

Bogusław Deptuła

Sztuka

Ars Homo Erotica

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Hawańskie picadillo

Bogusław Deptuła

Literatura

LITERATURA OD KUCHNI:
Idiotyzm doskonałości

Bogusław Deptuła

Sztuka

Fijałkowski, Gierowski i Sempoliński

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cynik we łzach

Bogusław Deptuła

Sztuka

Zwierzoczłeko…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod wzgórkiem

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Aleksandry Waliszewskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Papuga Flauberta – na słodko

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dobrze malować rzeczy naturalne…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Monsignore insalata

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Pawła Janasa

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
W oparach Porto

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Berdyszaka

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Opus magnum hrabiego Sandwicha

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Kochanek i czekolada

Bogusław Deptuła

Muzyka

O koncercie
Valerego Gergieva

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Chłód, głód i ucztowanie

Bogusław Deptuła

Sztuka

Konstelacje relacji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wyobraźnia i wnętrzności

Bogusław Deptuła

Sztuka

Awangarda i Holokaust

Bogusław Deptuła

Muzyka

Rossini
według Marka Minkowskiego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Szatańskie szampany
albo bezczelność Gomory

Bogusław Deptuła

Sztuka

Pył barwny

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculak w Latającej Galerii

Bogusław Deptuła

Sztuka

Retrospektywa Libery

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Jesienna szarlotka jako remedium

Bogusław Deptuła

Sztuka

O budynku Muzeum Historii Polski

Bogusław Deptuła

Sztuka

QUEER OPERA: Queer as opera

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Kuchnia przemienienia

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pasztet z Geparda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Paniczna Angina

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Schizma. Sztuka polska lat dziewięćdziesiątych” w CSW

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pontorma kłopoty z żołądkiem

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
We władzy rzeczy

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Tajemnica kotleta Pożarskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Kudlički

Bogusław Deptuła

Sztuka

Album Fontainebleau w CSW

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wieczny powrót

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Światobranie Oty Pavla

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Duszę zjeść, albo lipografia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa rysunków Sempolińskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Baku, Erywań, Tbilisi: Odbiór!”

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Bałagan i rygor

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pamiętnik powstańczego podniebienia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dwie wystawy w Awinionie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cesarska namiętność do kurczaków

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Constantin Brâncuşi – fotograf”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Karasie, trudna ryba

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wielość Maziarskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Rosjanin w podróży

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Michała Szuszkiewicza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Lunatyk lizboński

Bogusław Deptuła

Sztuka

CAMP:
„Notatki” Susan Sontag

Bogusław Deptuła

Sztuka

Powołanie: fotograf

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pieczone gąski

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Święto Baroku. Sztuka w służbie prymasa Michała Stefana Radziejowskiego”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Wojciecha Gilewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

Daniel Buren w Muzeum Sztuki w Łodzi

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cafe Babilon

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Smak Rzymu

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa nowych prac Leona Tarasewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Inwazja dźwięków” w Zachęcie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Soczewica Jakubowa

Bogusław Deptuła

Sztuka

Nagrobki, diabełki, duszki

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Między widzieć a pisać

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Iryzujące szparagi à la Proust

Bogusław Deptuła