dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Kino życia i śmierci

Film Jakub Majmurek

Biopolityka to władza politycznego i społecznego definiowania granic życia i śmierci. Kino ostatnich lat odbija, wyraża i stymuluje dyskusję na ten temat

Bioetyka i biopolityka

Przy okazji toczących się czasami także u nas sporów o: prawną dopuszczalność przerywania ciąży, warunki na jakich prawo zezwala na proces sztucznego zapłodnienia, czy wreszcie kwestie związane z eutanazją, ciągle powraca termin „bioetyka”. Oznacza ono tę część refleksji etycznej, która odnosi się do problemów stawianych przez rozwój nowoczesnej medycyny, takich jak to, kiedy zaczyna się i kończy życie ludzkie, pod jakimi warunkami można je przerwać, w jaki sposób i w jakim zakresie naukowcy mają prawo ingerować w biologiczne podstawy życia człowieka, w jego gatunkową istotę.


Bioetyka operuje na ogół dyskursem normatywnym: poszukuje pewnych uniwersalnych norm, które mogłyby służyć jako drogowskazy w praktycznym, codziennym postępowaniu i przy przyjmowaniu regulacji prawnych. Stykając się ze sferą prawa, bioetyka przenika się (zawsze, w konieczny sposób) z biopolityką. Ten wprowadzony do nauk humanistycznych przez Michela Foucault termin oznacza całość praktyk państwa i innych aparatów władzy, których przedmiotem jest populacja: zbiór ludzi ujmowanych w ich biologicznej egzystencji. Biopolityka to władza politycznego i społecznego definiowania granic życia i śmierci, władza biologicznego zarządzania populacją, jej formowania, „hodowli”. Każda dyskusja na tematy bioetyczne – przybierająca na ogół formę „poszukiwania norm” – jest tak naprawdę dyskusją na temat obowiązującego modelu władzy biopolitycznej: dyskusje bioetyków (nierzadko zapoznające własne uwikłanie w praktyki władzy) są często tylko pewnym momentem tworzenia się jej urządzeń.

Kino ostatnich lat odbija, wyraża i stymuluje tę dyskusję. Podejmując najważniejsze problemy – zarówno bioetyki, jak i biopolityki – wydobywa na wierzch ich głębokie wzajemne powiązanie. W swoich najlepszych osiągnięciach pokazuje, że prawdziwym problemem jest może nie tyle deliberacyjne wypracowanie odpowiednich bioetycznych „norm”, ale kryjąca się pod nimi rzeczywistość funkcjonowania aparatów biowładzy.

Dwa najważniejsze bieotyczne problemy powracające nieustannie w kinie ostatnich kilku dekad to z jednej strony problem biologicznej i społecznej konstytucji życia, z drugiej zaś problem śmierci (granicy śmierci, prawa do godnej śmierci etc.). Pierwszy ujawnia się szczególnie często w kinie science-fiction, korzystając zazwyczaj z motywu produkcji sztucznego, ludzkiego życia przez klonowanie i inne zabiegi genetyczne. Drugi pojawia się najczęściej w postaci realistycznego dramatu psychologicznego, którego temat staje się śmierć, zwłaszcza w powiązaniu z problemem eutanazji.

Dzieci gorszego boga

Problem klonowania wraca we wchodzący w Polsce w marcu na ekranie filmie Mike’a Romanka „Nie opuszczaj mnie”. Adaptacja powieści Kazuo Ishiguro przedstawia alternatywną wizję historii, w której w 1952 roku dochodzi do przełomu w medycynie: udaje się wypracować skuteczną metodę klonowania ludzi. Klony, wychowywane w specjalnych sierocińcach, są po osiągnięciu dorosłości używane jako źródło organów do przeszczepu dla „zwykłych ludzi” – na ogół umierają po trzecim, czwartym przeszczepie, nie dożywając nawet trzydziestki. W filmie oglądamy historię trójki młodych bohaterów – dwóch dziewczyn i chłopaka – wy(c)ho(do)wanych w Hailsham, jednej z najbardziej prestiżowych szkół dla klonów, gdzie otrzymują staranną edukację, która tak naprawdę od początku jest bezużyteczna – społeczeństwo oczekuje od nich tylko i wyłącznie tego, że będą utrzymywali się w dobrym zdrowiu do czasu, aż zażąda od nich organów do przeszczepu.

Wśród absolwentów Hailsham krąży pewna legenda, zgodnie z którą para, którą łączy prawdziwe, szczere uczucie, może aplikować do władzy szkoły o kilka (cztery, góra pięć) lat razem, zanim dla obu zaczną się wyniszczające ciało „donacje” organów. Ale ta legenda okazuje się mitem, nie ma żadnego trybunału, do którego zakochani w sobie bohaterowie filmu mogliby aplikować (żadnego boga, który mógłby „rozpoznać swoich”). W gorzkim finale bohaterowie uświadamiają sobie, że od początku byli hodowani wyłącznie jako źródło organów, jak zwierzęta dla mięsa.

„Nie opuszczaj mnie”, reż. Mark
Romanek
. USA, Wielka Brytania 2010,
w kinach od 11 marca 2011
Film Romanka i powieść Ishiguro poruszają się na trzech płaszczyznach. Na najbardziej oczywistej zabierają głos w sprawie debat dotyczących bioetycznych zagadnień, takich jak dopuszczalność eksperymentów na ludzkim genomie, czy etyczne problemy stwarzane przez transplantologię. Na drugiej są komentarzem do współczesnej biopolityki. Czy świat Hailsham, w którym etyka została zredukowana do higieny (podstawowym obowiązkiem uczniów jest utrzymywanie się w doskonałym zdrowiu), nie jest odbiciem współczesnej rzeczywistości rozwiniętych krajów zachodu, gdzie dawna, ukierunkowana na populację (powszechne szczepienia, eugenika itp.) biopolityka została zindywidualizowana tak, że każda jednostka osobno wzywana jest przez wszelkie możliwe aparaty władzy do troski o własne zdrowie, jako najwyższy etyczny obowiązek? Niezamierzenie zabawna, w kontekście wypierania palaczy z przestrzeni publicznej krajów rozwiniętych, jest scena, gdy dyrektorka szkoły znajduje na szkolnym podwórku trzy wypalone papierosy, z tej okazji gromadzi całą szkolną społeczność na apelu i oburzona obnosi pety przed wszystkim uczniami, jako corpus delicji najstraszniejszej możliwej do wyobrażenia zbrodni.

Jednak jest jeszcze jedna płaszczyzna, jakiej dotykają te dwa dzieła – płaszczyzna metafizyczna, czy nawet religijna. Trzech byłych uczniów Hailsham uświadamiając sobie swój los, zdaje sobie jednocześnie sprawę, że są dziećmi „gorszego boga” (złośliwego demiurga), że nigdy nie będą „zbawieni”. Prawdziwy dramat bohaterów filmu polega na tym, że zawsze – mimo własnych emocji, uczuć, świadomości – pozostaną tylko nagim, biologicznym życiem (inkubatorem dla organów dla „prawdziwych ludzi”), ludzkimi zwierzętami, których nie zbawi ani praca (klony są wyłączone z jej porządku), ani miłość (prawo do jej społecznego uznania zostanie bohaterom odebrane), ani sztuka (w Hailsham dzieci zachęcane są do artystycznej twórczości, wmawia im się, że ich pracami interesuje się pewna galeria, okazuję się to wszystko być nieprawdą, dziecięcymi malunkami interesują się tylko nauczyciele, ciekawi, czy klony „mają duszę” i są zdolne do jakiejkolwiek twórczości). Przypominają w tym replikantów z Blade Runnera” Dicka/Scotta. Ale w przeciwieństwie do nich nie są zdolne do nawet nieudanego buntu. „Nie opuszczaj mnie” od początku, do końca przenika klimat gorzkiej rezygnacji. Bohaterowie godzą się ze swoim losem: fatalistycznie jak Ruth (Keira Knightley w naprawdę dobrej, bardzo oszczędnie zbudowanej, niegwiazdorskiej roli) albo melancholijnie jak Kathy (rewelacyjna Carryey Mulligan). Tylko ten trzeci – Tommy (Andrew Garfield) – próbuje rwać pęta, ale jest w stanie wydać z siebie jedynie pełen rozpaczy krzyk.

W „Blade Runnerze”, gdy okazywało się, że Rick Deckard sam jest replikantem, widza, do tej pory identyfikującego się z głównym bohaterem, dopadało poczucie, że wojna sił prawa i porządku przeciw buntownikom, której przez cały film kibicował, jest tak naprawdę wojną przeciwko niemu samemu. Tak samo w filmie Romanka, gdzie od początku do końca wszystko widzimy z perspektywy klonów, widz ma poczucie, że on sam też jest „dzieckiem gorszego boga”, a być może żadnego „nie-gorszego” w ogóle nie ma.

„Gattaca - Szok przyszłości”,
reż. Andrew Niccol
. USA 1997
Oba filmy stoją politycznie na zupełnie przeciwstawnym biegunie niż Gattaca – Szok przyszłości” Andrew Niccola, pozornie podejmująca identyczny temat. W „Gattace” mamy świat przyszłości, w którym większość ludzi (od klas średnich w górę) rodzi się ze sztucznie ulepszonym genomem. Choć dyskryminacja osób urodzonych „naturalnie” jest zakazana, to faktycznie ma ona miejsce – najbardziej lukratywne pozycje społeczne, choć formalnie są dla nich dostępne, tak naprawdę są przed nimi zamknięte. Bohater, Vincent Freeman, urodzony „naturalnie”, marzy o dostępnej tylko osobom z poprawionym genomem karierze kosmonauty. Sprytnie oszukując system, dzięki nieludzkiej pracy i wytrwałości, osiąga wymarzony cel. Jest oczywiste, że tak naprawdę film adresowany jest do mniejszości etnicznych w Stanach, których sytuacja wygląda dokładnie tak, jak osób „naturalnie urodzonych” w świecie „Gattaci” (zresztą nazwisko bohatera Freeman, czyli wolny człowiek, często było nadawane w Stanach czarnym wyzwoleńcom). Postawa Freemana ma być dla nich wzorem. Film mówi każdemu z nich: wiemy, że system jest niesprawiedliwy, ale jeśli naprawdę chcesz i masz talent, to ty dasz sobie radę (czy do tego samego komunikatu nie sprowadza się sens prezydentury Obamy?). Film idealnie depolityzuje problemy stwarzane przez współczesną biopolitykę (polityka rasowa jest jej częścią), wzywając do indywidualnej walki o jak najlepsze miejsce w niesprawiedliwym systemie, w miejsce kolektywnej walki z jego niesprawiedliwościami.

Współczesna biopolityka stwarza ludzkie życie „źle wpisane” w przestrzeń społeczną (nielegalnych emigrantów, ludzi zbędnych, terminalnie chorych zawieszonych między życiem i śmiercią itp.), o ile takie filmy jak „Blade Runner” czy „Nie opuszczaj mnie”, starają się zdać sprawę z tego skandalu, to istnieje też cała gałąź przemysłu filmowego („Attaca” jest tu najwybitniejszym przykładem) starająca się wymazać wszelkie jego ślady.

Ars moriendi

Poniekąd na przeciwległym biegunie do omawianych wyżej filmów o społecznym konstytuowaniu biologicznego życia sytuują się opowieści o społecznym konstytuowaniu śmierci: jej definiowaniu, społecznych i prawnych warunkach jej dopuszczalności itp. Wiele z nich, mniej lub bardziej intencjonalnie, wpisuje się w toczącą się w całym zachodnim świecie debatę o prawnej dopuszczalności eutanazji.

„W stronę morza”, reż. Alejandro
Amenabar
. Hiszpania 2004
Kino na ogół staje tu po jednej stronie sporu. Takie film jak stanowiące bezpośredni, publicystyczny głos w debacie „W stronę morza” Alejandro Amenábara, czy „Inwazja barbarzyńców” Denisa Arcanda stanowią wielką pochwałę prawa do wspomaganego samobójstwa. Samobójstwo w otoczeniu rodziny i przyjaciół staje się tu (zwłaszcza u Amenábara) ostatnim gestem suwerennego podmiotu, potwierdzającym i ocalającym jego godność i wolność (którą odbiera mu czyniąca go zależnym od innych choroba), rodzinno-religijnym rytuałem, najbardziej ludzką i humanitarną formą odejścia „na tamtą stronę”. Gdy patrzy się na te wizje pięknej śmierci, trudno nie oprzeć się sile ich przekonywania, trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek racjonalnie dające się uzasadnić argumenty (a więc nieodwołujące się wyłącznie do czysto religijnych zakazów), które miałyby zabronić pomóc bliskim zakończyć życie osoby, która sama, z powodu wyniszczającej ją choroby, nie może tego uczynić.

„Jack, jakego nie znacie”, reż. Barry
Levinson
. USA 2009
Co jednak w takiej sytuacji, gdy choroba niszczy nie tylko ciało, ale także funkcje poznawcze, gdy ewentualnym kandydatem do eutanazji nie jest już ktoś o charyzmie Javiera Bardema, ale nie pamiętający jak się nazywa chory na Alzheimera, w którego wypadku o żadnym suwerennym i suwerenność przywracającym geście nie może być mowy? Ten problem prześwituje w telewizyjnym filmie Barry’ego Levinsona „Jack, jakiego nie znacie”. Jest to fabularyzowana biografia doktora Jacka Kevorkiana (Al Pacino), lekarza z Michigan, który wykorzystując luki panujące w amerykańskim prawie, pioniersko pomagał przewlekle chorym zakończyć życie. Levinson przedstawia działalność Kevorkiana jako część wielkiej, sięgającej czasów Deklaracji Niepodległości, tradycji amerykańskich buntowników, bojowników o prawa obywatelskie. Naprzeciw niego stają głównie skorumpowani politycy, wysługujący się najbardziej religijnie obskuranckim i sfanatyzowanym grupom nacisku. W tej perspektywie przyszłe, ewentualne zalegalizowanie eutanazji wydaje się być kolejnym krokiem w amerykańskiej historii wolności.

A jednak (choć film Levinsona artystycznie naprawdę nie zachwyca) jest w nim coś, co nie pozwala gładko domknąć się tej „postępowej narracji”: obrazy pacjentów – starych, przestraszonych, rozkojarzonych, poznawczo upośledzonych, ich śmierć nie ma i nie może mieć oświeceniowej pogody ducha Rémy’ego z „Inwazji barbarzyńców”. Eutanazja nie jawi się jako ostatni gest ich woli, raczej jako gest litości społeczeństwa, usuwającego nieracjonalny nadmiar cierpienia jakie uosabiają ich kalekie ciała i umysły, nie wiadomo na ile jeszcze ludzkie. Levinson, niesiony publicystycznym zapałem, nie idzie za tym tropem. Mnie jednak marzyłby się film o eutanazji, który nie stając na oczywistym religijnym stanowisku, pokazałby problem z punktu widzenia jednego ze zredukowanych do bólu i cierpienia ciała i jego zamglonego, niepoznającego samego siebie umysłu.

Jakub Majmurek, filmoznawca, doktorant w SNS PAN. Członek zespołu „Krytyki Politycznej”, redaktor portalu lewica.pl, współpracownik kwartalnika „Bez Dogmatu”.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Film

Emo opera

Adriana Prodeus

Film

Wychowałem się w specyficznym środowisku

Rozmowa z Janem Komasą

Literatura

„Egzekutor” z Grossem w tle

Joanna Tokarska-Bakir

Felietony

PÓŁ STRONY: Dystans;
Zemsta Marii Curie

Joanna Tokarska-Bakir

Felietony

NAJWAŻNIEJSZE CZYTAĆ: Poeta w błędzie

Beata Stasińska

Film

Strzelaj do Polaka!

Rafał Marszałek

Teatr

Pedalski spisek

Joanna Wichowska

Literatura

Podróż jako ćwiczenie duchowe

Rafał Nahirny

Film

„Księstwo”,
reż. Andrzej Barański

Jakub Majmurek

Film

„Grabarz”, reż. Sándor Kardos

Jakub Majmurek

Film

Monomit w 3D

Jakub Majmurek

Film

Faust, faustyzm, kino

Jakub Majmurek

Film

„Żelazna dama”, reż. Phyllida Lloyd

Jakub Majmurek

Film

„Code Blue”, reż. Urszula Antoniak

Jakub Majmurek

Film

Ken Russell:
le style, c’est l’homme

Jakub Majmurek

Film

„Niebezpieczna metoda”, reż. David Cronenberg

Jakub Majmurek

Film

Czerwony terror: od tragedii do komedii

Jakub Majmurek

Film

„Czarna Wenus”,reż. Abdelatif Kechiche

Jakub Majmurek

Film

Konstelacje Dumonta

Jakub Majmurek

Film

„Uwikłanie”, reż. Jacek Bromski

Jakub Majmurek

Film

Karząca ręka bezprawia

Jakub Majmurek

Film

„Lampart”, reż. Luchino Visconti

Jakub Majmurek

Film

„Wyjście przez sklep z pamiątkami”,
reż. Banksy

Jakub Majmurek

Film

Claude Chabrol (1930-2010).
Cyniczny (a)moralista

Jakub Majmurek

Film

PLANETE DOC REVIEW:
Obrazy globalnego miasta

Jakub Majmurek

Film

Kira Muratowa –
przewrotny witalizm

Jakub Majmurek

Film

SERIA:
My, Kiepscy

Jakub Majmurek

Film

Trzecie kino

Jakub Majmurek

Film

„Yes-Meni naprawiają świat”,
reż. Andy Bichlbaum, Mike Bonanno.

Jakub Majmurek

Film

Kino twórczego zastoju

Jakub Majmurek

Film

Antychryst
albo il n'y a pas La femme

Jakub Majmurek