dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Alain Badiou, „Byt i zdarzenie”

Literatura Greta Julianna Wierzbińska

W podzielonym na 37 medytacji opus magnum Badiou proponuje nam rewizję dotychczas obowiązującego jedynego słusznego projektu myślenia bytu, czy może raczej, jak sam uściśla, nie-myślenia nie-bytu

Cesar Luis Menotti powiedział kiedyś, że jest futbol lewicowy i prawicowy. Podobnie z filozofią: bezpieczna jest prawicowa, w filozofii lewicowej bywa jeszcze trochę postmodernistycznej przygody, chęci, żeby dla igraszki przeforsować jakiś pomysł.

Postać, która łączy trzy symbole rewolucji naukowej, estetycznej, politycznej (matematyka, Mallarmé i Mao), uczeń Sartre'a, jeden z najważniejszych myślicieli radykalnej lewicy, członek Lacano-Althusserowskiej grupy intelektualistów zgromadzonych w latach 60. wokół „Cahiers pour l'analyse”, Alain Badiou stawia tezę radykalną. W podzielonym na 37 medytacji opus magnum o tytule odwołującym się do Heideggerowskiego „Bycia i czasu”, proponuje nam rewizję dotychczas obowiązującego jedynego słusznego projektu myślenia bytu, czy może raczej, jak sam uściśla, nie-myślenia nie-bytu. Pisać o byciu inaczej niż poetycko i za Deleuzem post-fenomenologicznie – oto stawka.

Alain Badiou: „Byt i zdarzenie”. Tłum.
Paweł Pieniążek, Wydawnictwo Uniwersytetu
Jagiellońskiego, Kraków, 532 strony, w
księgarniach od grudnia 2010
„Ontologia, jeśli istnieje” – pisze Badiou – „jest sytuacją”, w której ukazuje się bycie-jako-mnogość bez ryzyka przemyconej u jej podłoża Jedności. Począwszy od czasów presokratyków tylko matematyka jest w stanie taką mnogość opisać. Ona bowiem, zdaniem Badiou, odpowiada na fundamentalne od czasów Parmenidesa pytanie ontologii „jak pomyśleć/opisać nie-byt?", zaś współczesną wersją takiej matematyki jest Cantorowska teoria mnogości. Ustanawiając nową przestrzeń dyskursu na określenie „tego, co nie jest bytem”, Badiou wprowadza rewolucyjne pojęcie „zdarzenia”, tj. przekroczenia, które nie może zostać zredukowane do pozytywnego porządku bycia, ponieważ ma charakter radykalnie subiektywny. Pojawiać się ono może jedynie w sferze sztuki, nauki, polityki i miłości, zaburzając zastany porządek, fundamentalnie i nieodwołalnie zrywając z jego status quo. Badiou wyprowadza swoje przykłady z konwencjonalnego repertuaru: francuska, rosyjska i chińska rewolucja, poezja Mallarmégo, serializm Schoenberga, kubizm Braque'a i Picasso oraz matematyka Cantorowska.

Jeśli, jak chce francuski myśliciel, matematyka jest ontologią, pytaniem nie jest już kantowskie „jak możliwa jest matematyka?”, ale raczej „jeśli matematyka jest nauką o bycie, to jak możliwy jest podmiot?”. Wbrew poststrukturalizmowi i narratywizmowi z ich hasłami śmierci podmiotu, Alain Badiou rekonstruuje koncepcję post-Kartezjańskiego (i nawet post-Lacanowskiego) podmiotu, który uwolniony z pułapki języka przestaje być nośnikiem prawdy czy transcendentalnym warunkiem doświadczenia (miejsce takiego podmiotu zajmuje zagadkowy proces „liczenia-za-jedno”), stając się pewną lokalną instancją. Francuski filozof pogrywa celowo i prowokacyjnie z językiem religijnym, potwierdzając opinię, iż nawet zdeklarowanym ateistom nie jest łatwo uniknąć tego dyskursu. To właśnie osadzona w akcie podtrzymywania ciągłości wydarzeń – które w historyczno-społecznej rzeczywistości stają się zdarzeniami w uprzywilejowanym sensie – „wierność” zdarzeniu jest, zdaniem Badiou, gwarantem naszej podmiotowości.

Przywołując przypadek serializmu Schoenberga, Badiou sugeruje, iż np. kwartety smyczkowe Bartóka i Szostakowicza w jakimś sensie sprzeniewierzyły się zdarzeniu, którym była „destrukcja systemu tonalnego”. Podstawowa trudność myśli Badiou – i zarazem jedna z przyczyn jego sukcesu – tkwi w niejasnym operowaniu terminologią. Badiou tęskni za radykalną, pełnokrwistą (i ma tu na myśli prawdziwą krew) filozofią, która niestety grzęźnie pod ciężarem dogmatyzmu oraz pogardy wobec wszystkiego, co nie jest filozofią Badiou, oraz momentami naprawdę mętnej, napuszonej retoryki zdarzenia i możliwości, pozbawionej znanej z pism Derridy czy Deleuze'a błyskotliwości. Badiou zachęca nas do zainteresowania się matematycznymi pomysłami Lacana i Kartezjańskim cogito (czytanym przez Lacanowskie nieświadome) i obwieszcza: „wszyscy jesteście sofistami”. Dlatego trudno za radą Žižka czytać Badiou „z odpowiednim dreszczem, będąc świadomym, że czyta się klasyka, zaś postać tej miary co Platon czy Hegel przechadza się wśród nas!”.

„Byt i zdarzenie” może okazać się pozycją interesującą dla każdego, komu – od czasów rozgrywającego swą gigantyczną grę w Nic Heideggera – ontologia wydaje się nudna. Oraz dla tych, którzy nie dali przekonać się tezie Deleuze'a, zgodnie z którą alternatywne sposoby uprawiania ontologii prowadzą donikąd. Beztrosko łączące politykę, Lacanowską psychoanalizę i teorię mnogości dzieło Badiou miało być dowodem bezzasadności opozycji między filozofią analityczną i kontynentalną. Zakłócając pewien porządek, jego publikacja istotnie okazała się być zdarzeniem par excellence, ale zarazem stała się dowodem tezy przeciwnej i potwierdziła bankructwo pewnej modnej francuskiej filozofii.

Greta Julianna Wierzbińska, kończy filozofię na UJ, publikuje m. in. w „Arteonie”, „Artluku”, „Kwartalniku Filozoficznym”. Ma słabość do francuskiego dadaizmu, mebelków Bauhaus oraz nieopalanych krakowskich mansard, w których odcięto prąd.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Film

Festiwal w Cannes (6):
Błahostka i klejnot

Michał Oleszczyk

Figle

OSOBLIWY TATUAŻ BARBARY TORUŃCZYK!!!!

PUDELIT

Felietony

DOBRY WIECZÓR:
Strajk

Łukasz Gorczyca

Film

Obywatel Jądra Ciemności

Piotr Mirski

Literatura

CZYTELNIA:
Światy złożone

rozmowa z Łukaszem Orbitowskim

Literatura

Chłopcy jak malowani

Błażej Warkocki

Film

Festiwal w Gdyni

Jakub Socha

Felietony

SAM NIE WIEM:
Festiwal w Gdyni – „Pokłosie”

Jakub Socha