dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

BŁĄD:
Z warsztatu tłumacza

Produkty uboczne Jan Maria Kłoczowski

Popełnić błąd zdarza się każdemu. To banalne spostrzeżenie m.in. Cycerona należałoby rozwinąć, bowiem w życiu bywa tak, że liczy się nie tyle sam błąd, ile jego konsekwencje

Ludzie zajmujący się przekładami wiedzą, że muszą zadbać nie tylko o to, by samemu ustrzec się błędu, ale także o to, by ocalić przed konsekwencjami większego lub mniejszego blamażu autora tłumaczonego dzieła, czy mówionego słowa. Odpowiedzialność tłumacza jest zatem – by tak rzec – podwójna. Może się zdarzyć, że jedno źle przetłumaczone słówko pociąga za sobą chaos na światowych rynkach. Tak było na przykład przed niespełna rokiem, kiedy to przebywający w Kanadzie premier Francji François Fillon mówił na konferencji prasowej o „kursie wymiany między euro a dolarem”. Termin „kurs wymiany” ma jeden ze swych odpowiedników we francuskim słowie parité, co obecny na konferencji tłumacz przełożył na angielskieparity. Brzmi podobnie, ale znaczy niekiedy odrobinę co innego. Dość, że giełda zareagowała na te słowa dużym spadkiem kursu euro.

fot. J.M.KłoczowskiNa całe szczęście nie tylko takie brzemienne w ekonomiczne konsekwencje błędy napotyka tłumacz w swej żmudnej pracy. Tłumaczyłem jakiś czas temu powieść znanego współczesnego pisarza francuskiego. Chwilami miałem wrażenie, że pisarz ów nie zadał sobie trudu, by sprawdzić to, co właśnie był napisał. Ograniczę się do kilku tylko przykładów. I tak oto jedna z postaci pojawia się w pokoju w brązowym garniturze, a wychodzi z niego w mundurze khaki. Albo też jakaś scena trwa kilka zaledwie minut, tyle, że zaczyna się o świcie, a kończy w środku nocy… Kilka stronnic dalej czytam, że „białej rewolucji” dokonano w Iraku, podczas gdy wiem skądinąd, że działo się to w Iranie… Co począć z takimi błędami? Pisać do Wielkiego Pisarza? Skarżyć się redaktorom? Tu znowu trzeba wziąć pod uwagę konsekwencje błędu. W opisanym przypadku zabawiłem się w redaktora na własną odpowiedzialność i poprawiłem oryginalny tekst. Czasem jednak taki problem trzeba rozstrzygnąć przy pomocy specjalistów. Oto inny poważny pisarz – tym razem filozof, którego książkę właśnie tłumaczę – cytuje „Żart” Milana Kundery i cytat podaje w takim brzmieniu: „jej uroda podsunęła mi wspomnienie o doskonałości ciała, z którym spędziłem wczorajsze popołudnie”. Tymczasem w polskim przekładzie powieści (mam go pod ręką) czytam o tej samej urodzie, że „natychmiast podsunęła mi [ona] przykre wspomnienie niedoskonałości ciała, z którym spędziłem wczorajsze popołudnie”. Znów drobna, drobniuteńka różnica, prawda? I co teraz? Wiem przecież (znów wiem, choć gdybym nie wiedział – jak to się zdarza dzisiaj wielu tłumaczom… – to co wtedy?), jak bardzo Kundera wyczulony jest na punkcie dokładnego tłumaczenia swych powieści. Kto zatem popełnił tu błąd? Nie znam czeskiego („Żart” Kundera pisał w tym właśnie języku), więc zastanawiam się, kto mógłby mnie poratować. Piszę maila do Bratysławy, do Andrzeja Jagodzińskiego, który po kilku dniach oznajmia mi tą samą drogą, że w oryginale też jest mowa o „niedoskonałości” ciała… Tak oto zostaję postawiony przed dylematem: poprawiać Autora na własną odpowiedzialność, czy uświadomić go w ten czy inny sposób, że popełnił błąd. Znów chodzi o konsekwencję, a tłumacz powinien usuwać się w cień i zadbać jedynie o to, by Czytelnik o błędzie nigdy się nie dowiedział…

rys. surdabsWażne jednak, by błędu świadomy był autor. Czasami nawet potrafi się odwdzięczyć. Niedawno tłumaczyłem z dwóch języków jednocześnie książkę Idith Zertal pt. „Naród i Śmierć. Zagłada w dyskursie i polityce Izraela”. Miałem ten przywilej, że podczas pracy pozostawałem w kontakcie mailowo-telefonicznym z Panią Profesor, więc wymiana myśli i spostrzeżeń była ułatwiona. Ośmielony taką sytuacją zwróciłem uwagę Autorce, że o powstaniu żydowskim w gettcie warszawskim pisze jako o jedynym powstaniu w okupowanej Warszawie. Dodała sama akapit o powstaniu warszawskim z roku 1944, a w lutym tego roku dedykowała mi tekst swego wystąpienia na konferencji naukowej w Barcelonie, gdzie mówiła o „błędzie pamięci” wielu historyków zachodnich, kojarzących „Warsaw Uprising” wyłącznie z powstaniem z roku 1943…

Bywają autorzy, którzy ważą każde słowo i wtedy praca tłumacza nabiera jeszcze większej wagi: wymaga natężonej uwagi, wiedzy nie tylko słownikowej, ale także znajomości kontekstu, czyli oczytania, opatrzenia, osłuchania. Jednym z takich pisarzy był Cioran. Przetłumaczyłem niedawno esej, którego pierwsza, krótsza wersja, ukazała się już kilka lat temu w jednym z polskich wydań Ciorana. Czytam zatem tę pierwszą wersję i nie mogę wyjść z podziwu dla braku wyczucia nie tylko tłumacza, ale także redaktora (bądź redaktorki). Dzielę się jednym tylko przykładem. W tekście Ciorana mowa o wieku XVIIIwe Francji. Pisząc o tej epoce, Cioran zauważa celnie, że „stulecie tęskniło za naturalnością”. W poprzednim polskim przekładzie czytam z kolei, że „epoka w apogeum sztuczności odczuwała tęsknotę za naiwnością”. Idzie o słowo „naïveté”, które oznacza nie tylko to, co nasuwa się jako pierwsze, czyli „naiwność”. Oznacza również – lub wręcz przede wszystkim – „szczerość”, „naturalność”, „prostotę”. Czy, na przykład, „malarze naiwni” rzeczywiście byli wyłącznie naiwni?

Zacząłem od Cycerona, więc skończę za Tytusem Liwiuszem, który zauważał, że „venia dignus est humanus erro”. Zaiste, błąd zasługuje na wybaczenie. Ale czy każdy?

Jan Maria Kłoczowski, tłumacz m.in. Ciorana, Yourcenar, Marca Blocha i Balthusa. W roku ubiegłym w wydawnictwie Universitas ukazał się wspomniany powyżej przekład książki Idith Zertal „Naród i Smierć Zagłada w dyskursie i polityce Izraela”. W lipcu w Wydawnictwie Literackim ukaże się jego przekład „Rozważań o dyplomacji” Adama Jerzego Czartoryskiego. Autor dwóch tomów poezji: „Pomiędzy” (2001) i „Oczy czasu” (2006).

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Film

BŁĄD:
Filmowe wpadki

Maciej Stasiowski

Film

BŁĄD:
Dziesięć błędów, które (nie) wstrząsnęły kinem

Rafał Marszałek

Film

„Czeski błąd”,
reż. Jan Hrebejk

Paulina Kaucz

Literatura

BŁĄD
Don Kichota

Magdalena Barbaruk

Produkty uboczne

BŁĄD:
Z warsztatu tłumacza

Jan Maria Kłoczowski

Literatura

BŁĄD:
Skok w bok

Jan Gondowicz

Felietony

ARCHEOLOGIA PRZYSZŁOŚCI:
Błędne teorie

Mirek Filiciak / Alek Tarkowski

Produkty uboczne

BŁĄD:
W zmarszczkach rozum mieszka

Agnieszka Słodownik

Produkty uboczne

BŁĄD: Projektowanie (z) błędem

Agata Nowotny

Produkty uboczne

BŁĄD:
Arcybispup, czyli ze wspomnień redaktora

Tomasz Fiałkowski

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Błąd Wysockiego, ząb Coelho i pasztet Skrzyneckiej

Grzegorz Wysocki

Film

BŁĄD:
Dziesięć błędów, które (nie) wstrząsnęły kinem

Rafał Marszałek

Film

BŁĄD:
Filmowe wpadki

Maciej Stasiowski

Literatura

Pochwała eugeniki

Kinga Dunin

Sztuka

BŁĄD w interpretacji sztuki

Grażyna Bastek

Film

Cannes.
Po werdykcie

Jan Topolski

Produkty uboczne

BŁĄD:
Arcybispup, czyli ze wspomnień redaktora

Tomasz Fiałkowski

Felietony

PÓŁ STRONY:
Jedność; Lud

Joanna Tokarska-Bakir

Produkty uboczne

BŁĄD:
W zmarszczkach rozum mieszka

Agnieszka Słodownik

Sztuka

BIOGRAFIE:
Nieśmiertelny jest tylko kurz

Jan Maria Kłoczowski

Muzyka

„Gracz”
w reż. Grzegorza Jarzyny

Jan Maria Kłoczowski