dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Grzegorz Wysocki

Z WYSOKA I NISKA:
Błąd Wysockiego, ząb Coelho i pasztet Skrzyneckiej

Grzegorz Wysocki

To więcej niż zbrodnia, to błąd.
(Napoleon Bonaparte)

Mamy numer „Dwutygodnika” poświęcony błędom, więc domyślam się, że redaktorzy pisma życzą sobie, by choć ten jeden jedyny raz ich felietoniści nie zachwycali się swoim atrakcyjnym wyglądem i niezwykle bogatym życiem wewnętrznym. Zamiast tego woleliby otrzymać jakąś bezlitosną autokrytykę, poruszające wyznanie nawróconego grzesznika lub przynajmniej pikantne fragmenty intymnego rachunku sumienia. Oczywiście, swoim zwyczajem wyrywam się przed szereg i w tym miejscu przyznaję się uczciwie do licznych błędów własnych oraz dużo liczniejszych błędów cudzych.

Skromnie rozpocznę lament błędem własnym, który jest zarazem rodzajem literackiego coming outu. Kocham Janusza Leona Wiśniewskiego, Erica-Emmanuela Schmitta oraz, jakżeby inaczej, Paula Coelho. To moi duchowi ojcowie, moje niezawodne życiowe drogowskazy, moje wszystko. Gdy tylko dowiaduję się o nowej książce któregoś z nich, biegnę do księgarni. Gdy dostaję informację o przyjeździe któregoś z nich do miasta, w którym aktualnie się znajduję – biegnę na spotkanie. Jeśli nieszczęśliwie omijają moje miasto, a wizytują sąsiednie – jadę na spotkanie. Gdy słyszę, że ktoś publicznie lży choć jednego z moich idoli, podchodzę i zaczynam się bić. Wrogowie moich guru są moimi wrogami i nigdy im nie odpuszczam. Nigdy nie opuszczam nawet zdania napisanego przez któregoś z moich mistrzów.

Mam zeszyty, do których przepisuję ich złote myśli. Mam zeszyty, do których przepisuję ich całe książki. Prenumeruję kolorowe magazyny z ich felietonami i kolekcjonuję tabloidy z najmniejszą wzmianką na ich temat. Skoro już o śmieciach mowa, gdy znajduję się w pobliżu ich rezydencji, kradnę ich śmietniki i zjadam ich zawartość. Hola, zapędziłem się. Oczywiście, że nie zjadam, bo tego nie robi się relikwiom. A propos relikwii: zaprzyjaźniłem się z ich stomatologami, fryzjerami i pedicurzystami, którzy co jakiś czas do mnie dzwonią („Był, dopiero co wyszedł, tym razem mam dla ciebie coś wyjątkowego, przyjeżdżaj szybko!”) i sprawiają, że moje usłane różami życie psychofana jest jeszcze piękniejsze niż przed chwilą.

Wiem, moja miłość do trzech wspaniałych emo-wieszczów, tych mocarzy pióra, tych geniuszy lirycznej pretensji i sylogizmu prostackiego, jest wielkim błędem. To miłość niepoprawna politycznie i patologiczna. Miłość niegodna poważnego publicysty, niegodna nawet niepoważnego felietonisty. Wiem, że błądzę, więc kocham i cierpię. Pocieszenie znajduję dopiero w pismach mistyków. „Im bardziej mnie palisz – pisał Jan od Krzyża o trawiącym go płomieniu miłości – tym słodsza jesteś dla mnie...”.

A skoro już jesteśmy przy cytowaniu, zdradzę może, skąd w ogóle wziął się pomysł na felieton o błędach własnych i cudzych. Sam podszept redakcji 2t o temacie najbliższego numeru oczywiście by nie wystarczył, więc za rzeczywistą muzę i tym razem robić musiał mój brazylijski guru, który w 1990 roku opublikował „Bridę”, jeden z wielu błędów widniejących w jego obszernej bibliografii. Rodzimi psychofani przez całe 18 lat nie mogli doczekać się tłumaczenia tej opowieści o młodziutkiej irlandzkiej dziewczynie i jej duchowych poszukiwaniach, nie dziwi więc chyba nikogo, że przez ten czas tysiące Polaków zdążyło się nauczyć portugalskiego. Dzięki temu nie tylko przeczytali „Bridę” w oryginale, ale też dowiedzieli się, jak poradzić sobie z lękami i własnym cieniem, czym są uczucia, jaka jest prawda o pokrewnych duszach („w końcu muszą się rozpoznać”) i po czym poznać naprawdę wielką miłość („stoi ponad sprawami tego świata”). Jak już wspomniałem, „Bridzie” zawdzięczamy także kształt, formę i – przede wszystkim – ducha niniejszego felietonu. Chodzi o następujący fragment: „Gdy już znajdziesz swoją drogę, nie lękaj się. Miej odwagę popełniać błędy. Rozczarowania, porażki, zwątpienie to narzędzia, którymi posługuje się Bóg, by wskazać nam właściwą drogę”.

Wiadomo, błądzić jest rzeczą ludzką. I tak dalej. Albo tak: błądzić każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Jedni błądzą całe życie (przykładem wyżej cytowany Coelho i jego liczni, choć zawsze tacy sami bohaterowie; przykładem tygodnik „Uważam Rze”, który błąd ma wpisany już w tytule, więc wypadnie mi się nim zająć w jednym z kolejnych felietonów), inni – od czasu do czasu.

Kiedy wspomniałem znajomemu, że planuję felieton o największych błędach życia, podpowiedział: „Napisz o pasztetach Skrzyneckiej”. Dla niewtajemniczonych: chodzi o niezapomnianą kampanię reklamową pasztetów, której twarzą była właśnie Skrzynecka. Prezenterka TVN najwyraźniej nigdy nie miała do czynienia z normalnymi, a więc przynajmniej od czasu do czasu wulgarnymi, młodymi ludźmi ani też nie zaglądała do mojego ulubionego miejskiego słownika, z którego dowiedziałaby się, że pasztet to popularne (oraz, dodajmy, niezbyt miłe) określenie brzydkiej osoby, najczęściej dziewczyny. „Pasztet” to także mało eleganckie, ale znane określenie na osobę grubą i zaniedbaną. Niezawodny Miejski podaje konkretne przykłady „z życia”:

- Fajna laska.
- Człowieku! Kup se okulary. To pasztet jakich mało!

Albo też:

- Ale pasztet idzie!
- Taa, lepiej usuńmy się z drogi, bo nas stratuje.

Myślę, że ani pierwsze, ani drugie metaforyczne rozumienie słowa „pasztet” nie zadowala Katarzyny Skrzyneckiej i z żadnym z nich aktorka nie chciałaby być utożsamiana. Zostawmy jednak metafory i przyjrzyjmy się prawdziwemu pasztetowi. Zdjęcie pasztetu idealnego znajdziemy na przykład tutaj. Reklamowanie plastrów antykoncepcyjnych (nota bene, również Skrzynecka brała udział w ich kampanii), podpasek, maści na hemoroidy czy żelu na odciski to nic takiego, w końcu nic co ludzkie etc. Ale reklamowanie zdecydowanie nieludzkiego pasztetu?! Kupując nową „Vivę”, rzucając się na wywiad ze Skrzynecką pod wiele obiecującym tytułem („Spowiedź czterdziestolatki”), liczyłem na odważne rozliczenie się z pasztetowym epizodem i szczere wyznanie w rodzaju: „Tak, ta kampania to był mój wielki błąd. Żałuję i przepraszam”. Niestety, w rozmowie nie pada ani słowo na temat pamiętnych billboardów i telewizyjnych spotów. Nie po to jednak od lat szkolę się w uważnym czytaniu między wierszami, by i tym razem dać się oszukać. Ogłaszam uroczyście, że w wywiadzie przeprowadzonym przez Katarzynę Pytlakowską odnalazłem aż trzy fragmenty, w których Katarzyna Skrzynecka odnosi się do nieszczęsnej kampanii reklamowej z pasztetem w roli głównej. Pierwsze zdanie brzmi dość enigmatycznie: „Wzloty i upadki to kamienie milowe, które wyznaczają poszczególne etapy”. Którym kamieniem milowym jest reklama pasztetu? Tym wzlatującym czy może tym upadającym? Z drugiego fragmentu dowiadujemy się, że raczej tym drugim: „Czasem musisz się przez pewne rzeczy przeczołgać, przepłakać je i przeboleć. Taki kielich goryczy bywa oczyszczający. Dziś już wiem, że nie chciałabym tego czasu cofnąć”. A więc jednak… Katarzyna Skrzynecka nie żałuje występu w reklamówce pasztetu? Wciąż nie rozumie, że był to jeden z największych błędów jej życia? Wciąż przekornie twierdzi, że pasztety kryją w sobie „rytm życia, rytm zdrowia, rytm smaku”? Niestety tak: „Zawsze byłam do bólu szczera i mam odwagę jasno wyrażać swoje opinie. Nawet te dla wielu niewygodne”.

Grzegorz Wysocki, ur. 1985, krytyk literacki, dziennikarz, felietonista. Publikował i publikuje w wielu pismach (m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Lampie”, „Res Publice Nowej”, „Twórczości”, „Ha!arcie”). Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uzależniony od coca-coli, internetu i dobrych seriali. Woli czytać niż pisać o czytaniu. Walczy w ruchu oporu przeciwko dyktaturze skowronków.

Z WYSOKA I NISKA:
Seks w wielkim Trójmieście

Bohaterami „Bawidamka”, debiutanckiej powieści Emilii Hinc, są mieszkańcy Trójmiasta, młodzi ludzie przed trzydziestką

Czytaj dalej

Z WYSOKA I NISKA:
Komu, nagrodę, komu? (i po co?)

Czy rodzime nagrody literackie mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie, a jeśli tak, to jakie i przede wszystkim dla kogo?

Czytaj dalej

Z WYSOKA I NISKA:
Ćwicz z Olgą Tokarczuk!

„Moment niedźwiedzia” uważam może nie za najlepszą, ale na pewno za jedną z najważniejszych do tej pory książek Tokarczuk

Czytaj dalej

Film

BŁĄD:
Filmowe wpadki

Maciej Stasiowski

Film

BŁĄD:
Dziesięć błędów, które (nie) wstrząsnęły kinem

Rafał Marszałek

Literatura

BŁĄD
Don Kichota

Magdalena Barbaruk

Produkty uboczne

BŁĄD:
Z warsztatu tłumacza

Jan Maria Kłoczowski

Literatura

BŁĄD:
Skok w bok

Jan Gondowicz

Felietony

NA OKO:
Ślepy błąd, jasność pomroczna

Maria Poprzęcka

Literatura

W obronie przystępności

Paweł Drabarczyk

Produkty uboczne

BŁĄD:
W zmarszczkach rozum mieszka

Agnieszka Słodownik

Produkty uboczne

BŁĄD: Projektowanie (z) błędem

Agata Nowotny

Produkty uboczne

BŁĄD:
Arcybispup, czyli ze wspomnień redaktora

Tomasz Fiałkowski

Felietony

Z WYSOKA I NISKA:
Błąd Wysockiego, ząb Coelho i pasztet Skrzyneckiej

Grzegorz Wysocki

Film

BŁĄD:
Dziesięć błędów, które (nie) wstrząsnęły kinem

Rafał Marszałek

Film

BŁĄD:
Filmowe wpadki

Maciej Stasiowski

Literatura

Pochwała eugeniki

Kinga Dunin

Sztuka

BŁĄD w interpretacji sztuki

Grażyna Bastek

Film

Cannes.
Po werdykcie

Jan Topolski

Produkty uboczne

BŁĄD:
Arcybispup, czyli ze wspomnień redaktora

Tomasz Fiałkowski

Felietony

PÓŁ STRONY:
Jedność; Lud

Joanna Tokarska-Bakir

Produkty uboczne

BŁĄD:
W zmarszczkach rozum mieszka

Agnieszka Słodownik

Komentarze (2)

  • wysocki 31.05.2011 01:04 -+ 0

    Bardzo mi miło, choć przyznaję, że sam pomysł porównania mojego pisania do żarcików politycznych mógł mnie lekko zaboleć;)

  • Tym87 19.05.2011 00:37 -+ +5

    W końcu ukazał się felieton tak śmieszny, że aż przeczytałem do końca. Ironia, która może rozbawić bardziej niż niejeden żarcik polityczny czy komentarz satyryczny w "Szkle kontaktowym" .