Droga przez mrok
Francis Bacon, „Innocenty X”

Droga przez mrok

Tomasz Fiałkowski

Rzadko powstają dziś książki podszyte takim żarem, tak trzymające w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, jak „Lekcje ciemności” Dariusza Czai

Jeszcze 1 minuta czytania


Większość tekstów składających się na „Lekcje ciemności” znałem wcześniej, ale teraz czytałem je jako fragmenty przemyślanej całości, skomponowanej na zasadzie wewnętrznego dialogu czy raczej wielogłosu. To eseistyczny tryptyk, którego części opatrzono znamiennymi tytułami: „Zaćmienie”, „Spadanie”, „Końcówka”.

Ciemność, mrok, zło. Nie problem, ale tajemnica zła. Ważne rozróżnienie, bo stoi u źródła wyboru języka, jakim się posłużymy, rodzaju świadectwa, na jaki się zdecydujemy. Auschwitz – słowo, które znajduje się w centrum czterech esejów tworzących lewe skrzydło tryptyku, osnutych wokół książek Imrego Kertésza, Primo Leviego, Aharona Appelfelda i W.G. Sebalda – nie jest tylko nazwą konkretnego obozu. To, jak u Kertésza, znak nieusuwalnego doświadczenia. I, jak w powieści Sebalda, „kryptonim tego, co jest miejscem granicznym XX-wiecznej historii, miejscem mordu założycielskiego nowoczesnej antropologii i radykalną cezurą historyczną”. A także miejsce, które „wypada poza granice opisu i jakiejkolwiek reprezentacji, skutecznie opiera się władzy rozumienia”.

Wybór języka to jeden z podstawowych tematów powracających w książce Dariusza Czai. Chodzi o sposób opowiadania o doświadczeniu Zagłady i – szerzej – sposób pokazywania Zła. A także – o kwestię skutecznej pamięci.

„Słowo częściej bywa tu przeciwnikiem pisarza niż jego sprzymierzeńcem. Bo o tamtym świecie pisać trzeba słowami w poprzek słów. Używać języka, ale płynąć pod jego prąd” – zauważa Czaja na marginesie wspaniałej prozy Appelfelda. I dodaje, za Levim, że jej obezwładniająca siła i głębia bierze się z wyjątkowo mocnej świadomości języka jako przeszkody.

A pamięć? Mistrzem jest tu Sebald, ze swą poszarpaną strukturą narracji wspomaganą fotografiami. Odrzucając martwą pamięć upostaciowaną w archiwach, „fizycznie nieomal wtrąca nas w traumatyczne enklawy czasu przeszłego… Zmusza, by inkorporować je we własne życie”.

„Spadanie” otwiera esej o myśli Jerzego Nowosielskiego i jego intuicjach teologicznych dotyczących zła. Głównymi bohaterami są południowoafrykański noblista J.M. Coetzee wraz z powołaną przezeń do życia australijską pisarką Elizabeth Costello oraz Jonathan Littell, autor bestsellerowych „Łaskawych”, i jego bohater Max Aue, nazista i esesman.

Dariusz Czaja, „Lekcje ciemności”.
Czarne, Wołowiec, 312 stron,
w księgarniach od 21 maja 2009
Od prowokacyjnego stwierdzenia Nowosielskiego, wedle którego rzeczywistość empiryczna to Auschwitz, blisko do wykładów profesor Costello o losie zwierząt. „Krematorium [spalające ciała uśpionych psów, chorych i niechcianych] pracuje sześć dni w tygodniu, od poniedziałku do soboty włącznie. Siódmego dnia odpoczywa”. Te zdania są przecież, zauważa Czaja, demoniczną inwersją wersetów Genesis! Dalej zaś zmieniamy temat – i natrafiamy na kolejne rafy, kolejne pytania.

Jedno z nich dotyczy sposobu, w jaki powinno się (bądź nie powinno) mówić o złu, a także je pokazywać. „Literatura traktująca o złu, mierząca się z tajemnicą zła, mimo uporczywej świadomości fikcjonalnego statusu, nie zamyka się w przestrzeni drukowanego papieru”. Jakie są jednak jej moce sprawcze? Czego staną się narzędziem? „Opisując zło, utrwalając, nadając mu literacką formę, nie pozwalamy mu zniknąć z pola widzenia, ale z kolei zło nazwane, sportretowane, mnoży się niebezpiecznie, wykazując tendencję do uwodzenia i hipnotyzowania”.

Paradoks, jaki formułuje Coetzee ustami swojej bohaterki, dotyczy zwłaszcza powieści Littella. „Czy jej lekturze towarzyszy poczucie katartycznego oczyszczenia, czy może raczej uwalnia tkwiące w niej demony?”. Czemu służy drobiazgowe (i świetne literacko) przedstawienie odrażających zbrodni? I pytanie drugie, nie mniej ważne – kim właściwie jest doktor Aue? Główną przyczyną czytelniczego oporu wobec książki Littella – zauważa Czaja – nie są drastyczne opisy, ale fakt, że „zmuszeni jesteśmy wejść w skórę mordercy, więcej: uznać w nim człowieka, a co najważniejsze skonfrontować się z tą wiedzą”. Bo Max Aue to „współczesny Kain, nasz brat”. Jak mordercy z niedawnej wojny bałkańskiej, portretowani przez Slavenkę Drakulić.

W tej książce jest jeszcze jeden bohater. To chrześcijański Diabeł. Mówi o nim Nowosielski, pojawia się nieoczekiwanie w „greckiej” z ducha powieści Littella, jego oblicze prześwituje przez obrazy Francisa Bacona. Trzecia część tryptyku Dariusza Czai w całości niemal poświęcona została eschatologicznemu wymiarowi stawianych wcześniej pytań. Figura pustego kościoła; Cioran, ateista-teolog; refleksje George’a Steinera i Jeana-Luca Mariona; wreszcie, na finał, Apokalipsa. Jak zauważa Ireneusz Kania, tytuł książki Dariusza Czai wzięty został z muzyki religijnej: „lectiones tenebrarum to tak zwane ciemne jutrznie w liturgii Wielkiego Tygodnia”. Tkwimy w ciemności – nie pozbawiono nas jednak nadziei na światło.

„Nie wychodzi się z tej lektury nietkniętym, nieokaleczonym, z letnim sercem” – pisze Czaja o „Austerlitzu” Sebalda. Ryzykowne i zobowiązujące dla autora porównanie – ale podobnie jest i z „Lekcjami ciemności”.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.