Strategia Heteronimu

Rozmowa z Adamem Broombergiem i Oliverem Chanarinem

Wystawa jest wynikiem naszych badań nad koncepcją fikcyjnych tożsamości. Korzystanie przez artystów ze strategii heteronimu nie jest niczym nowym – mówią kuratorzy Miesiąca Fotografii w Krakowie

Jeszcze 3 minuty czytania

ADAM MAZUR: Tegoroczna edycja Miesiąca Fotografii w Krakowie odstaje zasadniczo od innych tego typu imprez. Zamiast przeglądu fotografii z jednego czy drugiego kraju publiczność otrzymuje nie lada wyzwanie. Zagadkę składającą się z dwóch części. Pierwsza pojawia się w Bunkrze Sztuki, gdzie eksponowana jest wystawa prac fikcyjnych artystów, których powołali do życia prawdziwi twórcy. Druga to szereg rozrzuconych po mieście anonimowych ekspozycji – niekoniecznie fotograficznych – przedstawiających sztukę nieistniejących artystów. To wszystko wydaje się bardzo skomplikowane. Dlatego na początku zapytam was o genezę projektu Alias”?
ADAM BROOMBERG: Po otwarciu festiwalu, Karol Hordziej [dyrektor artystyczny Miesiąca Fotografii] przypomniał mi, że równo rok temu podszedł do nas i zadał następujące pytanie: „Czy moglibyście przygotować dla nas jeden autorski projekt?” Odpowiedzieliśmy mu wówczas następująco: „A jeślibyśmy wymyślili fikcyjnego artystę i zrobili mu wystawę?”. Zapomniałem o tej historii, gdyż już chwilę później prosta propozycja jaką przedstawiliśmy organizatorom uległa daleko idącej komplikacji. Zdecydowaliśmy, że o wiele ciekawsza będzie sytuacja pokazania prac wielu fikcyjnych twórców. Prac stworzonych jako artystyczne odpowiedzi na teksty napisane na nasze zamówienie przez 22 autorów.

Ktoś wam odmówił?
AB:
Kilku artystów uznało, że udział w projekcie oznaczałby dla nich rezygnację z istotnych wartości lub strategii estetycznych. A na to nie mogliby sobie pozwolić.
OLIVER CHANARIN:
Z drugiej strony artyści, którzy zgodzili się podjąć wyzwanie byli bardzo podekscytowani tą wyjątkową okazją wykonania dzieła, którego w innym wypadku nigdy by nie stworzyli.

Czy wszystkie prace raz zamówione – niezależnie od waszego gustu – musiały znaleźć się na wystawie?
AB:
Praca nad wystawą również dla nas była dużym wyzwaniem. Niektóre z  propozycji artystów po prostu mi się nie podobały, choć pasowały do tematu projektu. Zdałem sobie wtedy sprawę jak wielki wpływ na ocenę dzieła – obojętne tekstu czy fotografii – ma mój własny smak. A przecież smak to kategoria bardzo konserwatywna, wręcz burżuazyjna.

Broomberg&Chanarin, „Peter, Timmy
and Frederick” z serii „Ghetto”, 2003
Jaka była reguła doboru artystów biorących udział w „Aliasie”? Czy to wy decydowaliście o wyborze pisarzy i później o tym, który z artystów pracuje nad danym tekstem?
OC:
Właściwie nie było tu jednej obowiązującej reguły. Często o wyborze artysty decydowaliśmy sami. Czasami decydował autor tekstu. Wielu miało już za sobą długą i interesującą historię współpracy.

Zakładam, że Łukasz Gorczyca i Łukasz Ronduda znali Janka Simona, o którym napisali krótki tekst i zadecydowali, że to właśnie on stworzy pracę na wystawę?
AB:
Tak, podobny przykład to Ivan Vladislavic i David Goldblatt.
OC:
Z drugiej strony wielu pisarzy arbitralnie sparowaliśmy z twórcami, z którymi nigdy wcześniej nie mieli żadnego kontaktu. Tak było choćby w przypadku współpracy Jennifer Higgie z Jeremy Dellerem.

Czy „Alias” to wasz debiut kuratorski?
OC:
Tak, ale doświadczenie bycia kuratorem nie różni się tak bardzo od pracy redaktora. A my parę lat temu pracowaliśmy w redakcji magazynu „Colors”. Cały proces zamawiania dzieła, czytania, korekt, negocjacji, koordynowania zmian i wreszcie pilnowania, by zdążyć ze wszystkim na czas jest w obu zawodach niezmiernie istotny.
AB:
Różnica polega na tym, że w redakcji dostawaliśmy tekst, który byliśmy w stanie całkowicie pozmieniać, a podczas pracy nad wystawą właściwie nie „redagowaliśmy” otrzymanego od artystów materiału.
OC:
Nie zgadzam się z tym. Myślę, że w sposób zasadniczy „redagowaliśmy” otrzymany materiał. Dawniej kuratorzy byli „niewidzialni” i pełnili czysto techniczną funkcję osób odpowiadających za prezentowane w galerii dzieła. Dziś są gwiazdami. Posługują się cudzymi pracami do konstruowania własnych manifestów. Nas interesowało coś innego – ścisła praca z artystami. W tym kontekście wykonaliśmy olbrzymią robotę redaktorską, pozycjonując względem siebie raczej niż kuratorując poszczególne wystawy składające się na „Alias”.

Według jakiego klucza dobraliście artystów na wystawę główną w Bunkrze Sztuki?
AB:
„Alias. Przegląd” był wynikiem prowadzonych przez nas badań nad koncepcją fikcyjnych tożsamości. Im bardziej zagłębialiśmy się w tematykę, tym bardziej upewnialiśmy się, że korzystanie przez artystów ze strategii heteronimu nie jest żadną nowością. Uznaliśmy więc, że byłoby czymś ciekawym zgromadzić wszystkie takie przypadki w jednym miejscu, by zastanowić się dlaczego ludzie „to” robią.
OC:
Przykłady tworzenia heteronimów można by mnożyć i nie starczyłoby miejsca dla wszystkich twórców posługujących się tą strategią nawet gdybyśmy mieli do dyspozycji jeszcze dodatkowe dwa piętra Bunkra Sztuki.

 

Brian O’Doherty „The Burial of Patrick Ireland,
Wake”
, 2008. Courtesy of Irish Museum of Modern Art
/ fot. Fionn McCann

To zaskakujące, że zapytani o kuratorstwo odwołujecie się do praktyki redaktorów, a nie artystów, którymi przede wszystkim jesteście. Jak to jest być artystą-kuratorem?
OC:
Myślę, że każdy, kto zobaczy wystawę w Bunkrze i przeczyta towarzyszące ekspozycji teksty z łatwością odnajdzie w nich charakterystyczne dla naszej twórczości poczucie humoru i specyficzny sposób opowiadania historii. Już pracując nad poprzednim wspólnym projektem – książką zatytułowaną „Fig” – musieliśmy pełnić różne funkcje: pisarza, fotografa, redaktora, grafika czy właśnie kuratora. Być może kłopotliwy jest w naszym przypadku raczej brak przywiązywania do którejkolwiek z tych ról.

Ukrycie tożsamości twórców biorących udział w “Aliasie” bardzo mocno eksponuje was jako autorów całego przedsięwzięcia. Jak
właściwie reagowali na to artyści?
AB:
Dużo rozmawialiśmy na ten temat z artystami jeszcze w trakcie pracy nad projektem. Jeśli to by od nas zależało, to w całym przedsięwzięciu nie pojawiałoby się ani jedno nazwisko włącznie z naszymi własnymi.
OC:
Oczywiście podanie nazwisk artystów miałoby sens choćby promocyjny, bo są wśród nich prawdziwe gwiazdy. Ale nam chodziło o coś zupełnie innego, dlatego wszyscy pozostają anonimowi.
AB:
Gdy David Campany przeprowadzał z nami rozmowę dla magazynu „Art Review” i zadał nam pytanie: „Czy kuratorzy istnieją naprawdę?”, odpowiedzieliśmy: „Oni również są postaciami fikcyjnymi.”
OC:
Jeśli ludzie pracują razem to dużo trudniej jest przyszpilić postać autora. I to właśnie stanowi istotę współpracy między artystami.

Nazwiska, biogramy i copyrighty pisarzy oraz artystów biorących udział w projekcie pojawiają się na końcu katalogu. Wiem, że to – choćby ze względów prawnych – nieuniknione, ale jednak bardzo ułatwia atrybucję.
AB:
Próbowaliśmy moment rozwiązania zagadki odsunąć w czasie jak najdalej się dało. Na niektórych wystawach łatwo jest rozpoznać artystę odpowiedzialnego za jej przygotowanie. Ale nawet jeśli ktoś śledzi to, co robi Jeremy Deller, to i tak nie domyśli się, który „alias” jest jego.

 

Bob and Roberta Smith, „Art is more important
than the police”
, 2008. Courtesy of the Artist
and Hales Gallery.

Alias” to bardzo poetycki projekt, który jednocześnie porusza istotne kwestie społeczne. Wiele waszych poprzednich projektów, jak na przykład „Chicago” było otwarcie politycznych. Czy „Alias” też jest polityczny – a jeśli tak – to w jaki sposób?
AB:
Polityczność objawia się już na poziomie merytorycznym. W Bunkrze pokazujemy wiele prac otwarcie zaangażowanych, na przykład Renzo Martensa czy Walida Raada i The Atlas Group. Są tu dzieła poświęcone sytuacji w Kabulu, zamachom na World Trade Center, katastrofie nuklearnej w Japonii czy wojnie domowej w Egipcie. Bardzo intrygująca jest też kwestia zaangażowania artystów w fikcyjny świat i to jakiego rodzaju problemy w tym świecie podejmują. Jak rzeczywistość jest reprezentowana w pracach nieistniejących twórców i jak ci anonimowi twórcy angażują się w politykę rozumianą bardziej metaforycznie.
OC:
Istotnym punktem odniesienia była dla nas książka Roberto Bolano „Nazi Literature in the Americas”, która jest swoistą encyklopedią fikcyjnych pisarzy nazistowskich działających po wojnie w obu Amerykach. Uderzyło nas to skupienie na sztuce prawicowej, którą zazwyczaj ignorujemy. Choćby dlatego, że świat sztuki jest zasadniczo lewicujący. Jednym z pomysłów jakie krążyły nam po głowach na wczesnym etapie pracy nad „Aliasem” było stworzenie swego rodzaju festiwalu sztuki prawicowej. Dopiero później zainteresowaliśmy się strategiami artystycznymi opartymi o fikcję, z których niektóre są polityczne, inne zaś niekoniecznie. Nie chcieliśmy, żeby wystawa była odebrana wyłącznie jako manifestacja polityczna.

Czy zatem „Alias” można potraktować jako próbę przedefiniowania własnej postawy wobec sztuki politycznie zaangażowanej?
AB:
Sam fakt prezentowania w Krakowie, w wieży ratuszowej prac poświęconych czarnoskóremu świętemu traktuję jako ściśle polityczny.
OC:
Nasz poprzedni projekt „Chicago” był wojujący, prosty w przekazie i jednoznaczny. W tym kontekście „Alias” rzeczywiście może się wydawać pozbawiony rygoru, naznaczony brakiem cierpliwości. Pokazuje raczej to jak zmienia się w czasie nasze rozumienie polityki. Być może brak formalnego wykształcenia artystycznego daje tu o sobie znać i wszystko razem sprawia, że naszą pracę trudno odbierać jako jednoznacznie polityczną.

 

Adam Broomberg i Olivier Chanarin / fot. Kamil Zacharski

Z uwagi na bogactwo treści „Alias” staje się projektem dosłownie o wszystkim, co tylko jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. W tym sensie jest mocno Borgesowski. Przedstawia historie ludzi zamieszkujących osobne, niezwykle gęste znaczeniowo wszechświaty...
AB:
W których zawsze się gubisz…

Adam Broomberg
i Oliver Chanarin

Kuratorzy programu głównego Miesiąca Fotografii w Krakowie (13.05. - 12.06.2011). Mieszkają w Londynie, gdzie już od ponad dekady pracują razem jako artyści. Wynikiem ich współpracy są kolejne wystawy indywidualne i zbiorowe oraz towarzyszące im publikacje. Są autorami sześciu książek monograficznych badających fotografię dokumentalną. Pokazywane w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie w 2007 roku „Ghetto” (2003) prezentowało ich dokonania z okresu pracy w magazynie „Colors”. Południowej Afryce po upadku apartheidu poświęcony był tom „Mr. Mkhize’s Portrait” (2004), który towarzyszył wystawie duetu w Photographer’s Gallery, a współczesnemu Izraelowi - album „Chicago” (2006) i prezentacja w Stedelijk Museum. Właśnie ukazała się ich najnowsza książka „Ludzie w kłopotach. Zepchnięci na dno” poświęcona historii archiwów fotograficznych w zachodnim Belfaście. Broomberg i Chanarin są również wykładowcami fotografii dokumentalnej w London College of Communication i laureatami wielu nagród, w tym prestiżowej Vic Odden, przyznawanej przez Royal Photographic Society. Ich prace znajdują się w tak ważnych kolekcjach jak Victoria & Albert Museum, National Portrait Gallery czy Musee de l’Elysee w Szwajcarii.

Dopiero po obejrzeniu wystaw, wyjeżdżając z Krakowa zacząłem czytać książkę towarzyszącą festiwalowi. Jest to w zasadzie surrealistyczny zestaw eksperymentów z tekstem przypominający działania awangardy choćby spod znaku literatury potencjalnej. Czy postrzegacie „Alias” również jako projekt literacki?
OC: Z całą pewnością tak. Niektóre historie napisane dla nas przez autorów są zupełnie wyjątkowe, jak na przykład tekst Lynne Tillman. Ale nie to było naszym celem. Pamiętam spotkanie z Marią Fusco, kierowniczką kursu twórczego pisania (Art Writting) na Goldsmiths University w Londynie. Nie spodobał jej się sposób w jaki potraktowaliśmy pisarzy i artystów. Jej zdaniem ci pierwsi nie powinni być tak wyraźnie odróżnieni od drugich. Zresztą w niektórych wypadkach te role się rzeczywiście zazębiają. Dla Jennifer Higgie, naszej autorki, a na co dzień redaktorki magazynu o sztuce współczesnej „Frieze”, relacja pomiędzy słowami, a sztuką wizualną była postawiona na głowie. Przecieżnormalnie o dziele sztuki się pisze, podczas gdy w wypadku „Aliasu” dzieło sztuki jest dosłownie powoływane do życia poprzez tekst, który je poprzedza.

Ten artykuł jest dostępny w wersji angielskiej na Biweekly.pl.