Powstańcie Wojownicy
fot. Tomasz Brodziński

Powstańcie Wojownicy

Tomasz Brodziński

Książka „Obok – albo ile procent Babilonu?” pozwala wejść w środek niekończącego się wielogłosu o muzyce i środowisku tzw. „kontrkultury”, przede wszystkim o fenomenie zespołu Kryzys

Jeszcze 2 minuty czytania

1.
Metafora Babilonu zwanego czasem Wielkim Babilonem przeniknęła do kultury popularnej skomplikowaną drogą. Zaczerpnięta ze Starego Testamentu nazwa ówczesnej największej potęgi cywilizacyjnej regionu, jest główną częścią demonologii ruchu Rastafarian, który nie uznaje objawienia Nowego Testamentu, a w związku z tym także figury Antychrysta. To właśnie jego miejsce zajął Babilon. Rastafarianie rozpropagowali ten symboliczny sposób nazywania demonicznej strony świata i dzięki nim przedostało się ono do środowisk kontrkulturowych, a następnie zostało zinternalizowane i używane jest zamiennie z socjologiczno-technokratycznym określeniem „System”. Babilon to synonim ładu i aparatu opresyjnego, państwa żyjącego z pracy niewolników, ogromnej maszyny instytucjonalnej, nigdy nie kończących się wojen, czy wreszcie – uwspółcześniając – globalizującego się świata.

„Obok - albo ile procent Babilonu”,
red. Mirosław Markowski, Michał Szymański,
Wydawnictwo Manufaktura Legenda, 432 strony,
w księgarniach od lutego 2011
2.
Narracja prowadzona w książce „Obok – albo ile procent Babilonu?” zbudowana jest z misternego chaosu, będącego efektem iście archeologicznej pracy. Tworzą go odkopane strzępy zdań, wymiany pytań i odpowiedzi oraz unikalne, wydobyte z niepamięci zdjęcia. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, dałem się przekonać do tej metody. Okazało się bowiem, że można skonstruować całą książkę z krótszych i dłuższych cytatów, fragmentów pojedynczych wypowiedzi różnych osób w taki sposób, aby stanowiła spójną i czytelną całość. Cytaty, które wydają się momentami dosyć luźno związane z głównym tematem, po zagłębieniu się w lekturze stanowią niezbędny budulec szerszych kontekstów. Bez tej, na pierwszy rzut oka, bezładnej zbieraniny historycznych odwołań umieszczonych na marginesach stron, nie jest możliwe zrozumienie sensu tego, o czym mowa w głównej kolumnie.

Izrael
„Idą ludzie Babilonu”

„Idą ludzie Babilonu, / Będą dalej maszerować, / Dopóki nie padnie na kolana / Każdy kraj. / Jutro chcą zagarnąć cały świat, cały świat.”

Ten prosty, choć wymagający uważnej lektury zabieg, pozwala zakotwiczyć się w tamtej czasoprzestrzeni Polski lat 80. Wycinki z gazet, wypowiedzi internautów, akapity rozpraw naukowych, słowa piosenek, komentarze z blogów – wszystko to przywołuje złożoną rzeczywistość, której znajomość jest konieczna do próby zrozumienia fenomenu polskiej sceny niezależnej i zjawisk takich jak Kryzys.

Skąd tytułowe „Obok”? Pokazuje dystans, kontrkulturową podstawę próby stworzenia czegoś autonomicznego. Pozostając krytyczną wobec totalitaryzmu, kontrkultura nie chciała opowiedzieć się jednoznacznie pomiędzy reżimem komunistycznym a ruchem społecznym Solidarności. Dzięki temu przekaz tej muzyki zachowuje aktualność także dziś. Władza może przecież zmieniać metody i kolor, ale nie podstawowe cele i mechanizmy.

wnętrze książki "Obok - albo ile procent Babilonu?",
fot. T. Brodziński
3.
Niezależna muzyka zmierzchającego PRL-u w ostatnich czasach zmienia swoją rangę i miejsce. Od kilku lat widać jej wyraźną i stałą obecność w mainstream'owych mediach. Nie chodzi tylko o tzw. reaktywację po latach. Powstaje sporo albumów, książek i filmów o tej tematyce, „Obok – ile procent Babilonu?” wpisuje się w to zjawisko.

Kryzys
mam dość

„... To czasy zbrodniarzy,
Głupców i handlarzy,
Coraz więcej pustych twarzy,
Coraz ciaśniej jest na plaży.
Jestem już zmęczony...”

Z pewnością należy się cieszyć, że publikacje te przybliżają szerokiej publiczności ten wyparty, a przecież bardzo ważny kawałek polskiej kultury. Jednak kryje się w tym tendencja do przedstawiania tej muzyki i samych muzyków jako symboli i przodowników walki o wolność i demokrację. Walki, która – co ważne – zakończyła się zwycięstwem i podobno nie ma już powodu do buntu przeciwko całemu systemowi, no, może co najwyżej przeciwko konkretnym partiom i działaczom. Autorom książki udało się oprzeć pokusie takiej reinterpretacji.

4.
Kiedy powstawała polska scena niezależna, nie mogłem być świadomy jej istnienia. Moje spotkania z Kryzysem, Izraelem, Dezerterem czy Siekierą przypadły na lata 90. Przesłania zawarte w słowach piosenek odczytywałem bez żadnego zgrzytu – nie jako krytykę upadającej utopii komunizmu, ale jako opis tworzącego się ustroju dojrzewającej gospodarki wolnorynkowej. Słowa i idee wyśpiewywane, czasem wykrzykiwane, nie straciły wiele świeżości. Zresztą tylko w tym rodzaju muzyki rozpoznawałem niezbędny przy dorastaniu bunt, autentyczność i zaangażowanie. W tamtym czasie raczkował polski establishment muzyczny i do wyboru było disco polo albo nieudolnie naśladujący Zachód pop.

fot. Tomasz BrodzińskiTo, co w moich oczach odróżnia tę muzykę od współczesnych pieśni buntu, jakie możemy znaleźć na przykład w hip-hopie, to skupienie się na mechanizmach ogólnych – tendencjach i procesach, którym jako jednostki wspólnie podlegamy. Hip-hop w buncie realizuje natomiast uwznioślany przez kapitalizm paradygmat indywidualistyczny wzmagający rywalizację. Ilustracją niech będzie tutaj zestawienie dwóch znamienitych cytatów, które przeszły do historii polskiej muzyki: „Twoja ambicja zabija ciebie” Kryzysu kontra „To ja jestem Bogiem” Paktofoniki.

Izrael
„Mania”

„To jest mania, to jest mania Babilońska propaganda to jest mania”

5.
Jak piszą we wstępie autorzy, a może raczej redaktorzy, książka miała być w początkowym zamyśle biografią Tomka Lipińskiego. Dobrze, że rysuje o wiele szerszy obraz. Czytelnik spotyka się z różnorodnością punktów widzenia, historii i bohaterów, wśród nich m.in.: Robert Brylewski, Maciej Zembaty, Kamil Sipowicz, Zbigniew Hołdys. Co chwila podkreślają, jak bardzo byli kolorowi i wyróżniali się spośród szarzyzny późnego PRL-u. Może dlatego książka jest czarno-biała? Pierwsze pokolenie punkowców i rastafarian nie wyszło z robotniczych czworaków, nie byli działaczami związków zawodowych, nie organizowali protestów społecznych, tak jak ich wzorce zachodnie. Kim byli? Książka wskazuje, że w dużej mierze dziećmi kulturotwórców PRL.

fot. T. BrodzińskiCo się z nimi teraz dzieje? Niektórzy jedzą pełne żalu śniadanie z premierem, chociaż cztery lata wcześniej śpiewali w jego kampanii wyborczej, a jeszcze dawniej trzymali się od polityków z daleka. Niektórzy występują w reklamach nie zachęcających do życia w trzeźwości. Niektórzy żałują, że w nich nie występują. Niektórzy się zaszyli i unikają. Inni upadają i podnoszą się. Dla wielu pozostali symbolami. Nie wszyscy postanowili ten „balast autorytetu” spieniężyć.

Dezerter
„Czterdziestoletnia młodzież”

„Czterdziestoletnia młodzież znowu atakuje / Straszy z list przebojów, oszukać nas próbuje / Zgredzi w garniturach, zapleśniałe baby
śpiewają o problemach, których my nie znamy / Radio, telewizja - tu emeryci górą / Osiwiała młodzież częstuje popkulturą”

Czy z rozsypanych fragmentów uda się sklecić jakiś większy sens? Głębokim tematem tej książki, poza anegdotami biograficznymi i przywoływaniem fascynującej historii, jest namysł nad buntem, genezą jego powstania i przebiegu w tamtej rzeczywistości społecznej. Niewątpliwie w naszych czasach potrzebna jest nowa redefinicja tego odruchu, która zdołałaby odczarować powtarzaną bardzo często jak zaklęcie tezę, że w obecnych szczęśliwych czasach „nie ma się przeciwko czemu buntować”. Dla sceptycznych lub nadmiernie usatysfakcjonowanych polecam lekturę tego jak było.

„Jeśli nie chcesz być ofiarą systemu musisz zacząć decydować samemu” [Izrael, „Nikt”].