dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Katarzyna Tórz

OPÓR CODZIENNY:
Protest Camp

Katarzyna Tórz

18 czerwca 2011 roku umarł Brian Haw, człowiek, któremu wiele otaczających go zjawisk przeszkadzało na tyle, że przed dziesięcioma laty, dotknięty relacjami z wojny w Iraku, w której czynnie uczestniczył jego kraj – Wielka Brytania, zdecydował się dać wyraz głębokiemu sprzeciwowi. Swój namiot ulokował w miejscu prestiżowym, wystawionym na widok publiczny – na skwerze przed parlamentem w Londynie. Przez lata swojego oporu Haw stał się ikoną mediów, atrakcją turystyczną i stałym bywalcem sądów, które ostatecznie przyznały mu prawo do protestu, choć z pewnymi obostrzeniami. Koczownicze życie wiódł dzięki pomocy ludzi popierających jego sprzeciw.

Brian Haw, fot. Southbanksteve,
źródło: Wikicommons
Po co przypominać tę postać, której w polskich mediach (jak zwykle skupionych na lokalnych, omawianych bez przerwy poślednich wydarzeniach) nie poświęcano zbyt wiele uwagi? Ponieważ Brian Haw stanowi przykład na oddolny, uporczywy i bezinteresowny opór. Oprócz tego, że był on wymierzony w rząd i przedstawicieli władzy ponoszących moralną odpowiedzialność za wojnę, symbolicznie solidaryzował się też z bezbronnymi ofiarami systemowych decyzji i wzywał do opamiętania i obudzenia się milczących mas, tolerujących politykę prowadzącą do autodestrukcji.

Masowe lub indywidualne protesty w Polsce mają miejsce rzadko, prawie nigdy nie dotyczą spraw generalnych. Tak jakbyśmy żyli w izolacji od reszty świata, albo – co jeszcze straszliwsze – nie dbali o to, co dzieje się na globalnym szczeblu. Jeśli gdzieś zatrzęsie się ziemia, ważne jest tylko, czy ruch ten dotrze do granic naszego kraju lub zagrozi obywatelom polskim na obczyźnie. Jeśli nadchodzi kryzys ekonomiczny, ciekawi nas o tyle, o ile wpłynie na prywatne portfele i wysokość rat kredytów mieszkaniowych. Trudno przypomnieć sobie, żeby w którymkolwiek polskim mieście odbywały się manifestacje gromadzące kilkadziesiąt, a przynajmniej kilkanaście tysięcy ludzi. To dziwne, sondaże zazwyczaj wskazują, że przeciwko wojnie i przemocy opowiada się ok. 80 procent społeczeństwa.

Media donoszą: „Manifestacje w Hiszpanii trwają od niedzieli 15 maja, gdy dziesiątki tysięcy Hiszpanów demonstrowały w 50 miastach kraju”. „27 i 28 maja odbyły się w Warszawie dni gniewu społecznego. Około 150 osobom zgromadzonym pod Ministerstwem Gospodarki nie pozwolono przejść zarejestrowaną trasą marszu”. Niestety, naoczne obserwacje prowadzą do wniosku, że Polska, jeśli chodzi o świadomość i aktywność obywatelską, wyróżnia się biernością. Na podobną ocenę zasługują media, które najczęściej nie interesują się protestami, chyba że znajdą w nich potencjał folkloru lub dziwactwa, który – w zależności od linii programowej – może być żenujący lub atrakcyjny. Prawie nigdy postulaty demonstrujących i sam akt protestu nie są wartościowane pozytywnie i rozpatrywane poważnie. W dziwnej rzeczywistości multiplikowanych informacji, opinii i perfekcyjnie wyreżyserowanych zachowań PR, świat wydaje się pozbawiony konkretnego wymiaru, a zjawiska przestają boleć, bo równie dobrze może ich nie być. Wojnę ładniej nazwać misją stabilizacyjną, kolonializm – wielokulturowością, ludobójstwo – błędem technicznym, tortury – stanowczymi metodami przesłuchań, a dyskryminację – troską o bezpieczeństwo.

Baza przy Parliament Square w Londynie,
for. ceridwen, źródło: Wikicommons
Brian Haw zdecydował się na długotrwałą okupację miejsca publicznego, podobną strategię zastosowały tłumy gniewnych w Egipcie i Hiszpanii. Można też przywołać swojską, choć nieco zapomnianą historię Michała Drzymały, który mieszkając w wozie cyrkowym bojkotował opresyjne decyzje władz pruskich. Do najbardziej dramatycznych i przejmujących protestów indywidualnych należy z pewnością historia Jana Palacha, który jako 21-letni chłopak, w geście protestu przeciwko sytuacji społecznej i politycznej w Czechosłowacji, 19 stycznia 1969 roku dokonał aktu samospalenia na placu Wacława w Pradze. W Polsce na podobny czyn 8 września 1968 roku zdecydował się Ryszard Siwiec, zwykły obywatel.

Ryszard Siwiec, źródło: IPN, WikicommonsKilka dni po śmierci Briana Hawa przywódcy USA ogłosili wycofanie aktywnych sił z Afganistanu. Nie oznacza to jednak końca tej lub jakiejkolwiek innej wojny, raczej nieznaczną zmianę retoryki, która wpłynie kojąco na świadomość i samopoczucie opinii publicznej.

A może nie należy przesadzać? Nie wszyscy mają poczucie, że siedzą w bagnie, świat może być piękny. Podczas spotkania dotyczącego filmu „Grotowski <– Flaszen” Małgorzata Dziewulska, zastanawiając się nad renesansem myśli i metody Jerzego Grotowskiego, powiedziała, że stanie się ona modna wtedy, gdy młodzi ludzie poczują się podobnie, jak wtedy, gdy on sam zaczął tworzyć. Dostrzegą, że wszystko wokół utopione jest w małym brudzie. Pomyślą, że trzeba gdzieś iść. Na razie nie bardzo wiadomo dokąd. Ale pierwszy odruch kierujący wszystkim – pragnienie wyjścia ze stanu bycia przedmiotem – ciągle może być odruchem bezwarunkowym.

zoom float-left

Katarzyna Tórz, redaktor działu produktów ubocznych w „Dwutygodniku”.

OPÓR CODZIENNY:
Królowie mas — władcami nas

Dobry koncert jest jak wzniosła msza

Czytaj dalej

OPÓR CODZIENNY:
Życiozjady

Wzrasta bezrobocie, zielony zakład bankrutuje, choć udaje, że trwa i daje gwarancję

Czytaj dalej

OPÓR CODZIENNY:
Cesarz szarej wyspy

Niepozorna, w pierwszym kontakcie nieco szorstka i mało wdzięczna wyspa Lanzarote miała szczęście do obywatela, który postanowił uczynić ją miejscem przyjaznym i harmonijnym

Czytaj dalej

Komentarze (2)

  • Kolor 01.07.2011 19:32 -+ +1

    Artykuł tendencyjny

  • Krzysztof F. 25.06.2011 21:55 -+ +5

    Autorce nie przyjdzie oczywiście do głowy, że protesty w Hiszpanii są spowodowane autentycznym ciężkim kryzysem gospodarczym, a "dni gniewu..." w Polsce były nieudaną demonstracją polityczną niszowej grupki. Po co szukanie przyczyn logicznych, kiedy wszystko można tłumaczyć psychologiczno-socjologicznym bełkotem...