Po miesiącu wakacji przedstawiony przeze mnie w „Dwutygodniku” katastroficzny obraz Polski zapaskudzonej przez firmy outdoorowe, kraju niewidocznego zza brudnej kurtyny bilbordów i banerów, doczekał się optymistycznej korekty. Jest alternatywa dla Polski jako „łąki pod reklamę”!
Formę ma więcej niż skromną. Przybity do palika mały kawałek blachy z anonsem: TEREN PRYWATNY MOŻNA KORZYSTAĆ ALE NIE ŚMIECIĆ
fot. Maria PoprzęckaNapis, spłukany przez deszcze, prawie nieczytelny, został do fotografii poddany konserwacji, oczywiście z poszanowaniem walorów oryginału. Na tę konieczną, acz nieskomplikowaną (wzmocnienie liter długopisem) konserwację zasługiwał z wielu względów. Nie tylko legalizował brodzenie w wysokich trawach. Nie tylko uprawomocniał pobyt na oszałamiającym urodą pustkowiu. Nie tylko dawał szansę na zapierający dech widok wysokiego stanu wód Wisły. Otwierał pociągającą i przekonującą perspektywę ustroju społecznego.
Po pierwsze – zawierał propozycję rozstrzygania konfliktu prywatne-publiczne. Nieuchronnego konfliktu, który rozpala się przy byle okazji, a który ugasić trudno. Jest to bowiem zazwyczaj typowy konflikt w łonie demokracji – obie strony mają swoją rację, swój interes, swoich prawników. Tu awantura wisi w powietrzu: „jakiś prywaciarz nie zabroni mi widoku na królową rzek polskich!”. Natomiast w miejsce awantury mamy proste rozwiązanie godzące prawa właścicielskie („teren prywatny”) ze swobodami obywatelskimi („można korzystać”), lecz z postawieniem warunku („nie śmiecić”). Rozwiązanie może być modelem samoograniczenia właściciela, który wszakże nakłada ograniczenia na beneficjenta swego samoograniczenia. Mamy nie wielkopański gest, lecz odwołanie do współodpowiedzialności. Zostaje zachowana równowaga między ekskluzywizmem a egalitaryzmem.
fot. Maria PoprzęckaPo wtóre – napis w jego prostocie można uznać za wzór stylu, w jakim winny być regulowane potencjalnie konfliktogenne relacje. Żadnych zakazów, nakazów, o groźbie kar nie wspominając. Jego lapidarność ufundowana jest na zaufaniu do adresata. A także na wierze w możliwość consensusu – dzielę się z tobą tym, co moje, ale ty to uszanuj.
Skąd taka idylla? Jesteśmy w jednym z najpiękniejszych miejsc w Polsce. Piękno jako impuls dla postaw obywatelskich? Dziewiętnastowieczne mrzonki?
Maria Poprzęcka, historyk sztuki z Instytutu Historii Sztuki UW. Ostatnio opublikowała: „Oko, widzenie, sztuka. Od Albertiego do Duchampa” (słowo/obraz terytoria 2008).
Zdjęcie dwojga murzyńskich dzieci o posępnych, zgoła nie dziecinnych twarzach. Patrzą w obiektyw, jedno wrogim, drugie znękanym spojrzeniem
Gościnny występ Teatru Maryjskiego objawił niepojętą słabość krytyki i mediów. Te ostatnie o odjeździe trzynastu tirów już nie doniosły
Etiopia. Wysiadamy. Starszyzna wioski zapłacona – 200 birr. Płaci się każdej osobie za każdy spust migawki (zawsze ktoś liczy). Ceny pokazywane są na palcach
Komentarze (0)