dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

LITERATURA OD KUCHNI:
Zbrodnie nad laguną

Figle Bogusław Deptuła

Okoliczności kryminalne w „Śmierci i sądzie” Donny Leon są wyjątkowo niesmaczne, ale jedzenie jest tu nader apetyczne, choć pojawia się niezbyt licznie

Niedawno wróciłem z miasta na lagunie i chcąc pozostać jeszcze przez chwilę w jego niezwykłej atmosferze, sięgnąłem po kryminał mieszkającej tam od wielu lat Amerykanki. Widziałem nawet w weneckich księgarniach książkę kulinarną sygnowaną nazwiskiem Donny Leon, ale pożałowałem 25 euro. Może źle zrobiłem, ale trudno – skąpcy podobno płacą dwa razy. Weneccy przyjaciele zapewniali mnie, że w każdej jej książce znajdę bez kłopotu kulinarne odwołania, i mieli rację.

„Śmierć i sąd” to czwarta z serii powieści o komisarzu Guido Brunettim, sympatycznym policjancie zaangażowanym w swoją pracę, rodzinę, miasto. Jest prawdziwym, żywo reagującym człowiekiem, być może przejął cechy od swojej stwórczyni, która nie kryje ostrych, politycznych, społecznych, ekologicznych – oraz kulinarnych – poglądów. Donna Leon zdaje się mieć o wszystkim wyraziste zdanie, którego się nie wstydzi i chętnie je wyraża (choćby w rozmowie z Jarosławem Mikołajewskim z 2004 roku dla „Wysokich obcasów”). Niechętnie wyraża się o każdej władzy, jej strukturach i przedstawicielach. Czuć to od razu na stronach „Śmierci i sądu”, gdzie policjanci są wprzęgnięci w jakąś dziwną machinę, na którą mają nader nikły wpływ. Stróże prawa boją się otwarcie między sobą rozmawiać i najwyraźniej mają słuszność. Telefony komórkowe dopiero wtedy wchodziły w użycie, więc automaty uliczne – dziś już nieledwie zapomniane – zapewniają w powieści bezpieczeństwo rozmów.

rys. Malwina KonopackaNie ma sensu zdradzać kryminalnej intrygi. Powiem tylko, że wplątani są w nią najważniejsi i najbardziej wpływowi mieszkańcy Wenecji z jej najlepszych historycznych rodzin. Donna Leon z przedziwną, perwersyjną wprost przyjemnością, przypisuje im najplugawsze i najbardziej zbrodnicze upodobania. Może ma swoje powody, by tak czynić; czytałem tylko jedną z jej 19 książek, z których aż 16 jest już przełożonych na język polski. Nie dam rady przeczytać wszystkich, ale te z weneckimi tytułami – jak „Śmierć w La Fenice” i „Aqua Alta” – na pewno. Może one też staną się tematami kolejnych kulinarnych poszukiwań…

We wspomnianej rozmowie Jarosław Mikołajewski porusza także tematy kulinarne:
„– Brunetti nie przesadza z trunkami, ale jest przecież łasuchem…
– I dobrze, bo jedzenie jest miłe. Niekoniecznie w Wenecji, bo tutaj interesujących restauracji jest jak na lekarstwo: il Testiere, il Saraceno… Reszta gotuje dla turystów, którzy pojawiają się tutaj na chwilę i znikają.
– To skąd Ci się biorą te wszystkie smakowitości, jak kraby w miękkich koniecznie muszlach, po które Paola chodzi na targ?
– Tego nie poznałabym w żadnej restauracji – mistrzynią jest tu Roberta. Sam się za chwilę przekonasz.”

Roberta to przyjaciółka autorki, świetna kucharka i znawczyni weneckich smaków. Ani do il Testiere, ani il Saraceno nie trafiłem, może zresztą już są zupełnie inne, choć tu od lat trwają niezmienne rodzinne interesy. Przed laty jadłem znakomite owoce morza w knajpie, która nie wyglądała na turystyczną, ale nazwy, niestety, zapomniałem. Tym razem poszedłem do bardzo rejonowej i bardzo żywej restauracji koło San Cassiano – i było pysznie. Makaron z sepią, świetna pizza z dodatkową rukolą i bresaolą, polana obficie dobrą oliwą, były doskonałym zakończeniem pełnego obrazów weneckiego dnia.

Na stronach „Śmierci i sądu” jedzenie pojawia się w całej okazałości w dwóch miejscach. Za pierwszym razem jest to domowa kolacja, przygotowana przez Paolę, żonę komisarza Brunettiego. Ponownie jedzenie powraca na wspólnym obiedzie wenecjanina z jego kolegą w nieodległej Padwie. Posiłek ma charakter całkowicie restauracyjny, jest wykwintny i najpewniej smakowity, ale trudno go zaproponować do samodzielnego wykonania:

„Kapitan z komisarzem przeszli obok stołu, na którym czekały przeróżne antipasti: salami, małże, prosciutto, kalmary. Mężczyzna w ciemnym garniturze podprowadził ich do wolnego stolika, wysunął dla Brunettiego krzesło, po czym położył przed nimi karty dań.
– Czy mogę panom zaproponować na początek prosecco? – zapytał.
Obaj skinęli głowami; mężczyzna odszedł.
– Właściciel? – spytał Brunetti.
– Tak.
– Dlaczego jest taki spięty?
– Wszyscy są spięci, kiedy przychodzi policja, żeby zadawać pytania. – Della Corte podniósł kartę i trzymając na odległość wyprostowanej ręki, zaczął ją uważnie studiować. Przeczytał całą, po czym odłożył na bok i rzekł:
– Podobno kaczka jest tu wyśmienita.
Żadne inne danie nie wydało się Brunettiemu równie kuszące. Zamknął kartę i położył na stoliku. Akurat wrócił właściciel z butelką prosecco. Napełniwszy dwa wąskie kieliszki stojące na prawo od talerzy gości, przekazał butelkę kelnerowi.
– Wybrał już pan, cappitano?
Fettuccine z truflami – oświadczył della Corte.
Brunetti skinął głową, dając znać, że zamawia to samo.
– A potem kaczkę.
Brunetti znów skinął głową.
Do posiłku proponuję Merlot del Piave – powiedział właściciel”.

Najwyraźniej panowie policjanci dokonali właściwego wyboru dań.

„Skierował uwagę na stół, na którym pojawiły się talerze z fettuccine, połyskującym od roztopionego masła. Po chwili wrócił właściciel, niosąc w jednej ręce małą truflę na białym talerzyku, a w drugiej metalową tarkę. Pochylił się nad talerzem della Cortego i biorąc do ręki truflę, starł połowę, następnie zrobił to samo stając u boku Brunettiego. Wonny leśny zapach wzbił się znad parującego fettuccine i rozszedł się wokół stolika. Brunetti zakręcił widelcem, żeby nabrać porcję makaronu, i zaczął jeść, rozkoszując się idealnie ugotowanym fettuccine pokrytym cienką warstewką masła i czując na języku mocny, aromatyczny smak trufli.
Della Corte najwyraźniej nie był typem człowieka, który psuje przyjemność z posiłku rozmową, więc prawie nie odzywali się aż do momentu, kiedy skończyli jeść – kaczka okazała się niemal tak dobra jak trufle, choć dla Brunettiego nic się nigdy nie mogło równać z truflami – i siedzieli już tylko nad kieliszkami calvadosu”.

To typowo jesienne menu – akcja dzieje się w listopadzie – i zapewne jeden z bardziej smakowitych opisów jedzeniowych; prosty, nie przeszarżowany, który robi mocne wrażenie na jedzących i czytających. Książka jest dość stara, bo z 1995 roku. U nas wydana była w 1999. Ceny trufli w tym czasie podskoczyły horrendalnie i wątpię, czy dziś właściciel byłby w stanie zetrzeć całą truflę dla dwóch nawet bardzo ważnych policjantów z Veneto…

W domu komisarz Brunetti najpewniej jadał mniej wykwintnie, choć zapewne nie mniej smacznie. Jedyne danie, jakie zostało dokładnie z nazwy przywołane na kartach powieści to: pasta fagioli na pierwsze, na drugie zaś cotoletta z sałatą (błędnie przetłumaczoną jako sałatka). Trochę mam z tym kłopot, bo bardzo tradycyjna Pasta e fagioli alla Veneta to jednak raczej zupa fasolowa z makaronem. Oczywiście istnieją inne przepisy na zwyczajny makaron z fasolą. Dla nas brzmi to nieco egzotycznie, ale we Włoszech rośliny strączkowe są bardzo popularne i często zastępują mięso. Tu możemy pokusić się o przepis, który szczęśliwie połączy wszystkie trzy składowe: makaron, fasolę i mięso. Nie mam oczywiście pewności, ze coś takiego jadł Brunetti w domu na kolację, ale co tam, jeśli się uda, na pewno nie pogardzi.

Makaron ditalini z fasolą, dla czterech osób

– puszka fasoli – odcedzonej, jaką macie, wzorcowo borlotti
cebula
– 10-15 dag pancetty lub wędzonego boczku, lub szynki (wegetarianie zamiast tego na podsmażaną cebulę wrzucą marchewkę i nieco selera naciowego – i też będzie pięknie)
– cztery ząbki czosnku
– oliwa, peperoncino, sól, pieprz
– ewentualnie szklanka pokrojonych pomidorów
– 50 dag makaronu: ditallini, to krótkie kawałki rurek, ale mogą być zwykłe penne rigate

1. Na oliwie zeszklić cebulę, dodać mięso lub warzywa, albo wszystko.
2. Dodać czosnek, przykryć, żeby wszystko było miękkie, ale nie zrumienione.
3. Teraz ewentualne pomidory, które doradzam szczerze.
4. Wrzucić opłukaną fasolę, w razie potrzeby podlać wodą lub winem.
5. Ugotowany makaron połączyć z sosem.
(6. Nigdzie nie piszą, żeby posypać którymkolwiek z serów, więc nie.)

Wytrwali zjadają potem kotlet wieprzowy lub cielęcy z zieloną sałatą, jak to było w przypadku komisarza Brunettiego, który do tego na pewno pił wino, bo istnieją na to literackie przekazy w prozie Donny Leon.

Osobiście nie wahałbym się przed drastycznymi podmianami, szczególnie w kwestii zasadniczej, czyli fasoli. Canellini, borlotti to typowe gatunki z Półwyspu Apenińskiego i jego okolic, ale można z powodzeniem zastosować choćby czarne oczko, czy fasolę czerwoną. Jedno jest istotne – ziarna nie powinny być zbyt duże, zatem nie „Jaś”.

Choć Brunetti podobno nie przesadza z piciem, to jednak pije, i to pije wyraźnie i ze smakiem, wie, czego chce i o to walczy. Gdy kończy się „dobre dolcetto” domaga się, by córka poszła dokupić, bo na nie właśnie miał ochotę. Gdy innym razem zagląda do lodówki i trafia na Orvietto, zamienia je na pochodzące z Veneto soave, najpewniej dlatego, że właśnie na nie miał ochotę. Poczęstowany vermutem, wypija go, ale ten fakt napełnia go prawdziwym obrzydzeniem, co można zrozumieć ze względu na dodatkowe nieprzyjemne okoliczności śledztwa. Po restauracyjnym, tak udanym obiedzie pije calvados, a nie cokolwiek innego. Włoskich propozycji jest wszak wiele, ale on bierze zawsze właśnie to, na co ma ochotę.

Donna Leon nie zgodziła się na przekłady swoich powieści na włoski. Jej uwagi na temat Włoch i Włochów bywają bardzo przykre i trafne, ale jej wytłumaczenie – dość pokrętne: „W miejscu zamieszkania dobrze jest być człowiekiem prywatnym”. Nie zmienia to bowiem faktu, że mieszka w Wenecji, a tam każdy już po chwili staje się częścią ludzkiego pejzażu. Donna Leon zaś wprost – jednym z najbardziej rozpoznawalych jego elementów. Co więcej, słynie z tego, że finansuje orkiestrę muzyki dawnej, która wyspecjalizowała się wykonaniach utworów Haendla. To mało wenecki kompozytor, ale najsławniejszej żyjącej wenecjance można wybaczyć bardzo wiele. Chyba nikt ostatnio tyle nie przydał Najjaśniejszej Serennisimie, co Donna Leon i Josif Brodski.

Bogusław Deptuła, redaktor naczelny „Art&Business”, współpracuje z dwutygodnik.com.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Literatura

ŚLEDZTWA
RUDEGO KOTA:
Mistrzynie
zbrodni

Tomasz Fiałkowski

Literatura

SERIA:
Gra o życie, gra w literaturę

Rozmowa z Marianem Stalą

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
„Gdy nadejdzie dzień twojej śmierci...”

Tomasz Fiałkowski

Felietony

PÓŁ STRONY:
Na śmierć Leppera; Jeszcze o współwinnym widzu

Joanna Tokarska-Bakir

Literatura

O gustach się opowiada

Rozmowa z Pawłem Duninem-Wąsowiczem

Produkty uboczne

Miejskie think-tanki

Rozmowa z Joanną Erbel

Literatura

JESZCZE NIE W POLSCE:
Emily Dickinson

Anna Arno

Film

Lepiej jak jest więcej.
Superbohaterskie drużyny w kinie

Kaja Klimek

Figle

CHŁOPAKI NA KONIEC LATA!!!!

PUDELIT

Produkty uboczne

KRÓTKOPIS:
Ćwierkanie w sękatej sieci

Alek Tarkowski

Sztuka

Flaneur kulturalny, odc. 5

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Niewyraźny wieczór

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Będę pamiętał ten obiad, póki żyję

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Śmierć i omlety

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Niewinna czarodziejka Holly

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Słodkie wino z ostrygami

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Jedyna taka kolacja

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Usta o smaku wina Pommard

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Particolare. Sztuka, która wznieca niepokój” w Wenecji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
„Człowiek, który patrzył na przejeżdżające pociągi”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Stręczyciel codzienności

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
O błędach i grzechach kuchennych Filifionki

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculszczyzna w 40. rocznicę śmierci
Stanisława Vincenza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Na wspak

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Psoty i gałgaństwa

Bogusław Deptuła

Literatura

„Nowe kroniki wina”
Marka Bieńczyka

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Juliusz Żórawski – przerwane dzieło modernizmu”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Tomasz Kowalski, „Kominiarz na dachu kościoła”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Miłośniczki mięs

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Domownicy” Ania Witkowska, Adam Witkowski

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Powidoki. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki”

Bogusław Deptuła

Wstępniak

DRŻENIE.
O fizjologii procesu twórczego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wstyd głodu

Bogusław Deptuła

Muzyka

Powrót rozpustnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Apetyt Kotta

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Bitwa pod Grunwaldem” Edwarda Dwurnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod kandyzowanym niebem

Bogusław Deptuła

Literatura

Wojciech Modest Amaro, „Natura kuchni polskiej”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Gosia Turzeniecka, „Senność”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Nieuleczalna nuda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pan Samochodzik
i kogut w winie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pokarm dla zaświatów

Bogusław Deptuła

Sztuka

Ars Homo Erotica

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Hawańskie picadillo

Bogusław Deptuła

Literatura

LITERATURA OD KUCHNI:
Idiotyzm doskonałości

Bogusław Deptuła

Sztuka

Fijałkowski, Gierowski i Sempoliński

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cynik we łzach

Bogusław Deptuła

Sztuka

Zwierzoczłeko…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod wzgórkiem

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Aleksandry Waliszewskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Papuga Flauberta – na słodko

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dobrze malować rzeczy naturalne…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Monsignore insalata

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Pawła Janasa

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
W oparach Porto

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Berdyszaka

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Opus magnum hrabiego Sandwicha

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Kochanek i czekolada

Bogusław Deptuła

Muzyka

O koncercie
Valerego Gergieva

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Chłód, głód i ucztowanie

Bogusław Deptuła

Sztuka

Konstelacje relacji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wyobraźnia i wnętrzności

Bogusław Deptuła

Sztuka

Awangarda i Holokaust

Bogusław Deptuła

Muzyka

Rossini
według Marka Minkowskiego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Szatańskie szampany
albo bezczelność Gomory

Bogusław Deptuła

Sztuka

Pył barwny

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculak w Latającej Galerii

Bogusław Deptuła

Sztuka

Retrospektywa Libery

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Jesienna szarlotka jako remedium

Bogusław Deptuła

Sztuka

O budynku Muzeum Historii Polski

Bogusław Deptuła

Sztuka

QUEER OPERA: Queer as opera

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Kuchnia przemienienia

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pasztet z Geparda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Paniczna Angina

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Schizma. Sztuka polska lat dziewięćdziesiątych” w CSW

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pontorma kłopoty z żołądkiem

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
We władzy rzeczy

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Tajemnica kotleta Pożarskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Kudlički

Bogusław Deptuła

Sztuka

Album Fontainebleau w CSW

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wieczny powrót

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Światobranie Oty Pavla

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Duszę zjeść, albo lipografia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa rysunków Sempolińskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Baku, Erywań, Tbilisi: Odbiór!”

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Bałagan i rygor

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pamiętnik powstańczego podniebienia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dwie wystawy w Awinionie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cesarska namiętność do kurczaków

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Constantin Brâncuşi – fotograf”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Karasie, trudna ryba

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wielość Maziarskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Rosjanin w podróży

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Michała Szuszkiewicza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Lunatyk lizboński

Bogusław Deptuła

Sztuka

CAMP:
„Notatki” Susan Sontag

Bogusław Deptuła

Sztuka

Powołanie: fotograf

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pieczone gąski

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Święto Baroku. Sztuka w służbie prymasa Michała Stefana Radziejowskiego”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Wojciecha Gilewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

Daniel Buren w Muzeum Sztuki w Łodzi

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cafe Babilon

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Smak Rzymu

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa nowych prac Leona Tarasewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Inwazja dźwięków” w Zachęcie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Soczewica Jakubowa

Bogusław Deptuła

Sztuka

Nagrobki, diabełki, duszki

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Między widzieć a pisać

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Iryzujące szparagi à la Proust

Bogusław Deptuła