dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Terabajty dla terran

Produkty uboczne Tomasz Brodziński

Czy internet może się skończyć i podzielić los, jaki przepowiada się ropie naftowej i lodom na biegunach?

Od niedawna różnorodne środowiska zamieszkujące internet apelują do szeregowych użytkowników, aby indywidualnie archiwizowali repozytoria wiedzy oraz odwiedzane strony. Nie wszystkie, rzecz jasna, ale te, które są narażone na niebyt, ze szczególnym uwzględnieniem informacji i dokonań niewpisujących się w popularny krąg świadomości. Z pozoru aktywność taka wydaje się absurdalna, bo przecież to wszystko można w każdym momencie, bez kłopotu znaleźć w sieci. To prawda. Pytanie brzmi: jak długo?

Grzech zaniechania
Faktem jest, że bardzo wartościowe, rozbudowane i ciekawe serwisy internetowe często po prostu obumierają, a ich twórcy, albo nawet całe społeczności, przenoszą się gdzie indziej i nie myślą o zachowaniu wirtualnych treści – czyli corocznym kupowaniu nazwy i miejsca na serwerze.

Falująca sieć
Internet na pewno jednak będzie podlegał gruntownym przemianom. Należy zauważyć jego niezwykłą dynamikę i to, że staje się platformą wszystkiego, czego spodziewać się możemy po namacalnej rzeczywistości – z wojnami włącznie. Jest więc nie tylko medium, ale i miejscem, areną wydarzeń – walki wpływów i sił. W związku z jego rosnącą rolą w naszym życiu łatwo zrozumieć wzmożone zainteresowanie podmiotów legislacyjnych, pragnących uregulować „nieskrępowaną twórczość” nadawców i odbiorców oraz zapewnić im niezbędne bezpieczeństwo, które w naszych czasach wspięło się na szczyt hierarchii wartości i potrzeb człowieka.

Tabloidyzacja sieci?
Dlaczego nie? Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta sama choroba, która skutecznie toczy duże media papierowe i telewizyjne, w końcu opanuje zawartość, jeśli nie większości serwisów internetowych, to przynajmniej tych dominujących. Już teraz widać kurczącą się z dnia na dzień średnią liczbę znaków w artykułach. Internetowe memy, którymi tak chętnie dzielimy się z innymi, są już w zasadzie nieodróżnialne od ciekawostek w rozkładówkach bulwarówek. Pierwsze 200 pozycji w światowych rankingach popularności WWW gromadzi zdecydowaną większość internautów. Statystyka pokazuje, że wizyty na mniejszych stronach autorskich stanowią marginalny procent ich aktywności. Ponadto potężne serwisy, zgodnie z zasadą „duży może więcej”, próbują stać się dla nas wszystkim tym, czego potrzebujemy: serwisem społecznościowym, albumem ze zdjęciami, filmoteką czy nawet fontanną ze światełkami.

Szukanie rozwiązań
Obserwujemy właśnie narodziny nowej klasy wyszukiwarek internetowych, które zamiast kilkuset tysięcy czy milionów stron zawierających daną frazę, wyświetlają jedną odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Przykładem takiego agregatu odpowiedzi jest wolfram alpha www.wolframalpha.com.
I, jak sama nazwa wskazuje, znajduje się jeszcze w fazie testowej. Konsekwencje popularyzacji tego typu rozwiązań skazują na niebyt wszystkie alternatywne wersje rzeczywistości.

Koniec internetu?
Czy internet może się skończyć i podzielić los, jaki przepowiada się ropie naftowej i lodom na biegunach? Jest to możliwe, ponieważ wzrost zapotrzebowania jest o wiele większy od postępu rozwijania infrastruktury i może skutkować redukcją szybkości transferu danych, a nawet całkowitą izolacją od siebie różnych obszarów. O kruchości tego medium (miejsca) przekonaliśmy się w ubiegłym roku, kiedy spora część Azji i Bliskiego Wschodu została dosłownie odcięta od reszty świata.

Co jest ważne?
Warto pamiętać, że istotne materiały, jakie możemy znaleźć w sieci, z reguły można zapisać w formatach tekstowych, graficznych lub muzycznych. Aktualnie technologia składowania i kompresji danych rozwija się bardzo prężnie. Przykładowo terabajtowe dyski [1024 gigabajty] stają się standartowym wyposażeniem stacjonarnych komputerów. Istnieje także kilka serwisów zajmujących się tego typu działalnością, z których najbardziej znany jest www.archive.org. Jednak żadna istniejąca strona dedykowana archiwizowaniu nie jest gwarantem ocalenia zasobów sieci. Zadanie to jest powinnością każdego świadomego użytkownika, któremu nie jest obojętna wartość przekazywania świadectwa swoich czasów następnym generacjom. Jeżeli komuś brakuje przekonania o słuszności tego apelu, wystarczy wyobrazić sobie świat bez niezłomnych wysiłków przeszłych cywilizacji, które skutecznie walczyły z niebezpieczeństwem niepamięci – np. zasługi kultury arabskiej, która przechowała dla nas dorobek kulturowy starożytnej Grecji, gdy przechodziliśmy okres ciemniejszy. Archiwizacja i notowanie teraźniejszości jest więc również naszym obowiązkiem.

Internet to wielowarstwowa przestrzeń doświadczeń, świadectw, rodzących się myśli – najżywszy i najbardziej aktualny rejestr współczesnej epoki. Należy więc z uwagą zadbać o utrwalenie jego fenomenów, zjawisk w swym elektronicznym bycie efemerycznych, a jednocześnie kluczowych w budowaniu całościowego obrazu świata. W każdej chwili przecież to medium może zniknąć i utracić na zawsze świadectwa naszych istnień.

Tomasz Brodziński, ur. 1975, zapalony podróżnik i blogger. Zajmuje się analizą antropologiczną krajów rozwiniętych.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Film

Antychryst
albo il n'y a pas La femme

Jakub Majmurek

Felietony

NA OKO:
Historyk sztuki w literaturze

Maria Poprzęcka

Produkty uboczne

Kroniki YouTube.com (3)

Mateusz Halawa/Edgar Bąk

Literatura

Wolni od stresu i bezpieczni od wszelkiego zamętu

Marek Zaleski

Figle

Wakacyjne zobowiązania

Redakcja Dwutygodnika

Sztuka

Wielość Maziarskiej

Bogusław Deptuła

Literatura

Opowieści
o pokoleniu 1968 [1]

Barbara Toruńczyk

Felietony

PÓŁ STRONY:
Moralność Stasia;
Odwrót! Odwrót!

Joanna Tokarska-Bakir

Produkty uboczne

UNDERGROUND: Piekło tradycyjnie czai się pod ziemią

Tomasz Brodziński