Żyjemy w podzielonym świecie, rozczłonkowanym na niezliczoną ilość działek, a w naszym życiu osobistym ciągle pojawiają się nowe granice. Pamiętamy jak – będąc dziećmi – zależeliśmy nieodwołalnie od arbitralności dorosłych. Wyzwoleni z niewoli dzieciństwa, wkraczaliśmy w nowe zobowiązania, nowe ograniczenia naszej wolności: związki, małżeństwa, dzieci. Te dobrowolnie wzniesione konstrukcje ogradzały nasze przestrzenie, budując jak gdyby małe państwa – to pod ich szlabanami drążyliśmy nasze wąskie tunele. Granicom tych przestrzeni zawdzięczamy to, kim jesteśmy, ale także sny o ucieczce. Z czasem ograniczenia późnej młodości i lat średnich rozluźniły się, obciążenia stały się lżejsze – odnaleźliśmy rytm naszych kroków, nabraliśmy umiejętności, nazbieraliśmy wspomnień. Uspakajaliśmy samych siebie poczuciem znajomości rzeczy i dojrzałości. I oto teraz – nieoczekiwanie – narzuca nam się nowa granica, pojawia się szczelina, która oddziela nas od wszystkich tych nowych ludzi, którzy urodzili się i dorastali, podczas gdy my byliśmy zajęci życiem. Skąd się wzięli – ci młodzi i nie tak już młodzi dorośli, którzy przypominają nam, kim byliśmy jeszcze niedawno? I dlaczego ta szczelina jest tak przerażająca? Może dlatego, że nie tkwi przed nami, ale za nami, i popycha nas do przodu – jeśli tak można opisać ten kierunek. Za nami szczelina, a co przed nami? Następna granica? Czy wolność?
Irena Grudzińska-Gross, historyczka literatury, idei, eseistka, wykłada na Princeton University. Ostatnio wydała książkę „Miłosz i Brodski: pole magnetyczne”.
We współczesnej obyczajowości amerykańskiej poezja jest uroczystym dodatkiem do ceremonii związanych z najważniejszymi wydarzeniami w życiu
Jak wielu emigrantów, mnóstwo czasu spędziłam na tłumaczeniach. Zaczęłam od własnych słów, musiałam je roboczo przekładać na mój nowy język
Minęło sto lat od urodzin Czesława Miłosza i próbuję zrozumieć moje przywiązanie do tego poety
Komentarze (0)