dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Maria Poprzęcka

NA OKO:
Widokówka z Białorusi (zachodniej)

Maria Poprzęcka

Wszędzie ład i porządek. Żadnej postsowieckiej degrengolady, dominującej w krajobrazie sąsiedniej Ukrainy. Remontowane miasta i miasteczka. Bardzo czysto. Koszone trawniki i kwiatowe rabaty. Rewitalizowane blokowiska. Dobre drogi, starannie utrzymane i oznakowane. Autostrady, nie tylko jedna „olimpijka”, zbudowana z okazji igrzysk w Moskwie (polski odcinek nie powstał). Kierowca z obcą rejestracją może płacić za przejazd w różnych walutach z wyjątkiem białoruskich rubli. Liczne stacje benzynowe oferują importowaną z Rosji benzynę tańszą niż w Rosji. Wzdłuż dróg niezdewastowane przystanki, niektóre zdobione malunkami i mozaikami. Zaskakuje kultura jazdy. Kierowcy zatrzymują się przed pasami, zaś przechodnie mają postępować wedle umieszczonej przy przejściach instrukcji (z powołaniem na stosowny paragraf).

fot. Maria PoprzęckaBatalia żniwna zakończona. Jak okiem sięgnąć, kilometry rżysk. Do zżęcia pozostały równie bezkresne pola kukurydzy. Ani „pól malowanych zbożem rozmaitem”, ani miedzy, ani siedzących na nich cichych grusz. Dawna, drewniana wieś wymiera. Ale rządzący krajem dyrektor kołchozu stawia nowe, zunifikowane agro-gorodki w postaci osiedli małych domków.

Blisko dwumilionowa stolica ma obwodnicę i sprawne metro. „Miasto słońca” jest jedyną zrealizowaną soc-utopią z wielokilometrowymi prospektami, które skalą biją kijowski Kreszczatik. Sowieckie centrum budowali niemieccy jeńcy i zbudowali solidnie. Pięknie utrzymane parki i zielone brzegi Swisłoczy wijącej się przez miasto. Dobiega końca rekonstrukcja starego miasta, a właściwie fantazji architektonicznej na temat „starówka”. Zrekonstruowano nie tylko zrujnowane kościoły, ale nawet budynki, o których tylko wiadomo, że kiedyś były. Władza wie, że obok reprezentacyjnych avenid, miasto powinno kusić malowniczymi zaułkami z restauracjami, galeriami sztuki, eleganckimi butikami. Więc je zbudowano. Natomiast najbardziej okazałą oficjalną budowlą ostatnich lat jest zlokalizowany na skraju Mińska „Brylant” – szklany gmach Biblioteki Narodowej w formie szlifowanego diamentu. Lśni wśród placów budowy. Bo miasto przeżywa widoczny boom budowlany, niepojęty wobec finansowych problemów państwa. Ale to nie jedyna rzecz, którą tu trudno zrozumieć.

„Kamień Filomatów” nad ŚwiteziąPrezydent, który o wszystkim pamięta i na wszystko znajduje rady, nie sięga po skompromitowane środki propagandowe. Żadnych wizerunków. Bat’ka chce być w ludzkich sercach, a nie na portretach. To miłość ojczyzny jest ważna. Wszechobecne hasło wyznaje Ja liublju tiebia Biełaruś. Kwitniej stolica głoszą mińskie transparenty. I rzeczywiście, trudno znaleźć równie ukwiecone miasto. Wszędzie gazony, partery, klomby, o które dba armia ludzi z miotłami.

Białoruska tożsamość i duma narodowa budowana jest na podwalinach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Edukacji historycznej służy wielki zamek w Mirze, zrekonstruowany horrendalnie z konserwatorskiego punktu widzenia, ale skutecznie wypełniający swoją funkcję. Rekomendowany przez UNESCO wpisem na listę Światowego Dziedzictwa (sic!), przyjmuje setki tysięcy turystów karnie wysłuchujących lekcji narodowych dziejów, i z uszanowaniem spoglądających na zamknięte najwyższe piętro mieszczące rezydencję prezydenta. Prezydenta oczywiście tam nie ma, inaczej zamek byłby niedostępny, a miasteczko zamknięte.

Polityka historyczna rozszerza i modyfikuje pojęcie dziedzictwa. Ślimacząca się latami odbudowa wielkiej siedziby Radziwiłłów w Nieświeżu dwa lata temu szybko ruszyła i jest na ukończeniu. Wyłoniony w konkursie dyrektor (doktorat na KUL) świadomie wdraża wielofunkcyjny program ogromnego zespołu. Przewidziano w nim nie tylko muzeum, teatr, restauracje, hotel, ale też stałe apartamenty dla dawnych właścicieli. Bo Radziwiłłowie, jak i inne wielkie rody, zostali włączeni do narodowej historii i tradycji. Trwa odbudowa innych wielkich rezydencji: Sapiehów w Różanie, Pusłowskich w Kosowie.

„To część naszej historii” – ten argument pada na obronę pomników Lenina stojących w każdej miejscowości. Czy jest tą częścią także okres II Rzeczpospolitej? Z tym trudno, niemniej w nowej ekspozycji patetyczno-heroicznego muzeum w twierdzy brzeskiej dano dwudziestoleciu osobną salę. Wystawiono tam kopię paktu Ribbentrop-Mołotow. Zaskakuje lapidarnością. Trzy i pół strony pisanego dużą czcionką maszynopisu przesądziło o strasznych losach kilku milionów ludzi.

Biblioteka Narodowa w MińskuGdzie zrezygnowano z damnatio memoriae, co krok następują historyczne kolizje: na polski, zaniedbany cmentarz Kalwaryjski w Mińsku, prowadzi ulica Bolesława Bieruta. Niedawno mianowana ulica Jerzego Giedroycia biegnie prostopadle do ulicy Dzierżyńskiego. Luką w historycznej pamięci pozostaje Holokaust. Postawione gdzieniegdzie skromne pomniczki, w niczym nie odpowiadają skali zagłady żydowskiej ludności, która stanowiła przeważający procent w większości białoruskich miast i miasteczek. O zrujnowane synagogi nie ma się kto upomnieć, tak jak katolicy wywalczyli swoje kościoły, a prawosławni swoje cerkwie.

Te pospieszne notatki z podróży to nie apologia łukaszenkowskiej Białorusi. W tym kraju nie tylko nie ma zniszczonego krajobrazu, śmieci, bilbordów, reklam, graffiti. W tym kraju nie ma wolności, o czym wiemy aż nadto dobrze. I dlatego trzeba na Białoruś jeździć. Siostry Nazaretanki, prowadzące hostel w Nowogródku, ze smutkiem mówiły o wycofujących się grupach wycieczkowych, przestraszonych przez medialne doniesienia. Trzeba na Białoruś jeździć, bo jesteśmy tam potrzebni i oczekiwani. Nie tylko przez tamtejszych Polaków. Także przez Białorusinów, którzy w kontaktach z polską kulturą widzą szansę wyrwania się z izolacji. Z żadnym z sąsiadów nie jesteśmy tak historycznie związani, nie tylko miejscem urodzenia „synów ziemi białoruskiej” – Mickiewicza i Kościuszki. Trzeba jeździć na Białoruś, żeby wysłuchać i utrwalić „strażników pamięci”, splątanej i wielogłosowej pamięci tej „skrwawionej ziemi”. Trzeba jeździć na Białoruś, żeby się wybić z oczywistości, stereotypów, także z nieuzasadnionego poczucia kulturowej wyższości. Także aby doświadczyć i zrozumieć, że siła dyktatury płynie nie tylko z przemocy i represji, lecz także z dobrych dróg, czystych miast i ukwieconych ulic.

Maria Poprzęcka, historyk sztuki z Instytutu Historii Sztuki UW. Ostatnio opublikowała: „Oko, widzenie, sztuka. Od Albertiego do Duchampa” (słowo/obraz terytoria 2008).

NA OKO:
Thonet w jądrze ciemności

Zdjęcie dwojga murzyńskich dzieci o posępnych, zgoła nie dziecinnych twarzach. Patrzą w obiektyw, jedno wrogim, drugie znękanym spojrzeniem

Czytaj dalej

NA OKO: Cisza po
wojnie i pokoju

Gościnny występ Teatru Maryjskiego objawił niepojętą słabość krytyki i mediów. Te ostatnie o odjeździe trzynastu tirów już nie doniosły

Czytaj dalej

NA OKO:
Rozmówki afrykańskie

Etiopia. Wysiadamy. Starszyzna wioski zapłacona – 200 birr. Płaci się każdej osobie za każdy spust migawki (zawsze ktoś liczy). Ceny pokazywane są na palcach

Czytaj dalej

Literatura

MIŁOSZ: Na marginesie biografii

Barbara Toruńczyk

Literatura

Wszyscy jesteśmy mieszańcami

Rozmowa z Joanną Bator

Literatura

EUROPEJSKI KONGRES KULTURY:
Czytelnia

Agnieszka Słodownik

Produkty uboczne

EUROPEJSKI KONGRES KULTURY:
Inauguracyjny wykład prof. Baumana

Sztuka

Szaman bródnowskiego plemienia

Karol Sienkiewicz

Felietony

KULTURA 2.0:
Europejski Kongres Kultury – notatki na/o marginesie

Mirek Filiciak / Alek Tarkowski

Produkty uboczne

Koniec dobrej p(r)assy

Aleksandra Przegalińska

Muzyka

Aphex Twin.
Muzyka jako narkotyk

Jacek Plewicki

Komentarze (1)

  • gohgol 06.09.2011 11:32 -+ +1

    ciekawy tekst, wychodzący poza stereotypowe opisy Białorusi. Wcześniej miałem ochotę odwiedzić ten kraj, teraz to już potrzeba. Dziękuję!