dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Food design w Katowicach

Sztuka Klara Czerniewska

Co sprawia, że jedzenie wkrada się dziś masowo do galerii, a mglisty koncept food dizajnu staje się jednym ze słów-wytrychów do polskiej kultury podczas Prezydencji w Unii Europejskiej?

TAKK! Warsztaty food design”, Rondo Sztuki, Katowice, 30 lipca i 13 sierpnia 2011 (w ramach Krajowego Programu Kulturalnego Polskiej Prezydencji 2011 – UWAGA NA KULTURĘ!).


W zeszłym roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w trakcie festiwalu Warszawa w Budowie, mieliśmy okazję uczestniczyć w warsztatach i wykładzie znanego z programów telewizyjnych kucharza Grzegorza Łapanowskiego („Warszawski Kocioł Kulinarny”), oraz współtworzyć miejską farmę w ramach wystawy Grzegorza Piątka („Przyjemność”). Parę miesięcy wcześniej 14 europejskich galerii z warszawskim Rastrem na czele zapraszało do Reykjaviku (Villa Reykjavik), gdzie w ramach stworzonej przez nie dzielnicy artystycznej Brytyjka Kitty Travers częstowała artystów, kuratorów i publiczność swoimi słynnymi lodami o smakach inspirowanych lokalnymi specjałami.

Lody brytyjskiej lodziarki Kitty z lokalnych, islandzkich
składników: jagód i tymianku, Villa Reykjavik
/ dzięki uprzejmości galerii Raster

Źródeł tego fenomenu należałoby upatrywać we fluxusowych happeningach, podczas których często wykorzystywano performatywny aspekt jedzenia. Kolejny trop to ucieleśnienie idei estetyki relacyjnej Nicolasa Bourriaud w pracach Rirkrita Tiravaniji. W 1992 roku w nowojrskiej Galerii 303 artysta serwował gościom wernisażu własną pracę – miseczki tajskiego curry („Untitled 1992 [Free]”). Na polskim gruncie mieliśmy Julitę Wójcik, obierającą ziemniaki w sali Zachęty (2001) oraz Artura Żmijewskiego, który zorganizował w warszawskim Instytucie Awangardy „Listy o głodzie” (2010), nawiązujące do „Dziesięciu nieczystych zagrań” von Triera. Przy suto zastawionych obrusach uczestnicy czytali i nadawali pod anonimowe adresy nigdy nie wysłane listy z warszawskiego getta.

Słodkie Kato

Zaniedbane podwórka na tyłach
deptaku ulicy Mariackiej rewitalizo-
wane przez francuski kolektyw USIN-e
i katowicką grupę projektową Wzorro

/ fot. Klara Czerniewska
Tego lata, w ramach krajowych wydarzeń kulturalnych towarzyszących prezydencji Polski w Unii Europejskiej, zorganizowano w Katowicach Tymczasową Akcję Kulturalną „TAKK!”. Katowice, jako jedno z kilku zaledwie miast, w których nie będzie obrad, przez pięć tygodni promowały się poprzez całą serię wydarzeń artystycznych. Wśród koncertów, wystaw, akcji w przestrzeni miejskiej (rewelacyjny re-dizajn kilku zapuszczonych śródmiejskich podwórek dokonany przez grupy projektowe Wzorro i USIN-e), znalazły się również warsztaty food dizajnu. Ciekawość przywiodła mnie do Kato. Co to jest ten food dizajn, czym to się je? Jak będą wyglądały warsztaty i kim jest prowadząca je Patrycja Walter?

Oscar Wilde by mnie wyśmiał. Początkowo czułam moralne opory przed pisaniem o food dizajnie w momencie, kiedy w Somalii, na oczach całego świata, kilka milionów ludzi umiera z głodu. Polski ten problem niemal nie dotyczy. Bliżej nam już do drugiego bieguna; modelu państwa, w którym dobrodziejstwem cywilizacji jest wszechobecność jedzenia ze wszystkimi tego konsekwencjami: zaśmiecającymi planetę resztkami, emisją CO2 podczas produkcji i transportu żywności, plagami otyłości i anoreksji, czy wreszcie zagrażającymi bioróżnorodności uprawami monokulturowymi. Do tego tygiel sprzecznych informacji – to jest smaczne, zdrowe i ekologiczne, a tamto trujące, tuczące i modyfikowane genetycznie...

Międzynarodowe Seminarium Sztuki 12-27.11.1988
/ fot. Wojciech Beszterda i Romuald Ereński,
Archiwum CSW Zamek Ujazdowski

Projektowanie jedzenia

Czym jest food design? I czemu ma służyć? Po polsku „projektowanie jedzenia” brzmi absurdalnie. Jak „studio paznokcia” albo inny pretensjonalny wymysł marketingowej nowomowy. Po angielsku – szlachetnie i fajnie. Dizajn – to oczywiste, teraz projektuje się wszystko. W potocznym rozumieniu dizajn nie różni się niczym od stylizacji, nadawania pożądanego kształtu – w konsekwencji, hair dizajner strzyże nie lepiej, ale drożej niż zwykły fryzjer. Słowo food – jak jazz, rock, love, sexy i inne angielskie czeroliterowe terminy – jest atrakcyjne, chwytliwe, i tworzy mnóstwo zgrabnych wyrażeń rzeczownikowych (good food, junk food etc.).

W świecie projektowania przyjmuje się, że po raz pierwszy terminu food dizajn użył Katalończyk Martí Guixé. Na początku 1997 roku, w barcelońskiej galerii H2O, otworzył SPAMT (ES PA AMB TOMAQUET) – futurystyczny tapas bar, w którym serwował zaprojektowane przez siebie techno-snacki. Jego przekąski miały być przystosowane do różnych „ekstremalnych sytuacji współczesnego stylu życia”: wernisaży dizajnu, miejskich demonstracji, czy surfowania w necie.
Guixé pokazywał, że jedzenie może być traktowane jako produkt, który należy zaprojektować, aby nadać mu cechy nie tylko jadalności, ale też ergonomiczności czy funkcjonalności. Sprawić, by stało się komunikatem, wymuszało reakcję i znalazło się poza systemem tradycyjnego pojmowania jego istoty. Food dizajn, bawiąc się tradycyjnymi recepturami i lokalnymi smakami, przeciwstawia się uświęconej roli jedzenia jako potężnego nośnika historii i tożsamości kulturowej.

Martí Guixé „I-cakes”, 2001

Chyba najsłynniejszą realizacją tej koncepcji są „I-Cakes”, których prototypy Guixé stworzył w 2001 roku. Dizajner udekorował zwyczajne torty kolorowym lukrem w taki sposób, że okrągłe powierzchnie ciast stały się wykresami, zdradzającymi proporcje między poszczególnymi ingrediencjami. W tym samym nurcie – produktu jako nośnika informacji – polski duet Lapolka stworzył w 2006 roku czekoladę „Fitless”. Na różnej wielkości kostkach nadrukowano odpowiadające im wartości kaloryczne. Nawet w tak ludyczny sposób można podnosić świadomość jakości, wartości i miary tego, co się je. Food dizajn walczy z nudą.

Nowe menu

Jak każda inna dziedzina projektowania, food dizajn bywa zarówno przedmiotem powierzchownej stylizacji, jak i narzędziem rewolucji. Z jednej strony, projektowanie jedzenia może być rozumiane jako tworzenie wysmakowanych kompozycji – całej wizualnej otoczki tak banalnej, wydawałoby się, czynności, jaką jest konsumpcja. Stanowi pole do popisu dla grafików tworzących piękne, ekologiczne opakowania napojów fair trade czy niezdrowych, ale jakże estetycznych zestawów typu fast food; oraz dla architektów i projektantów, aranżujących przestrzeń, w której spotykamy się, by jeść.

fot. restauracja elBulli

Z drugiej zaś strony, praca food dizajnera przypominać może inżynierię społeczną czy działania współczesnych artystów i aktywistów. W tym ujęciu plasuje się idea miejskiego rolnictwa czy trend eksperymentowania z lokalnie dostępnymi, niekonwencjonalnymi składnikami, zapoczątkowany przez słynnych szefów katalońskiej restauracji El Bulli czy kopenhaskiej Nomy. Tropem Nomy podążyli doradcy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które z okazji prezydencji wydało broszurę „Cuisine PL”, przeznaczoną dla zagranicznych delegatów. W publikacji, redagowanej przez Monikę Kucię, znani polscy restauratorzy podają przepisy inspirowane krajowymi produktami: burakami, dziczyzną, makiem, miodem pitnym czy oscypkiem.

Martí Guixé, jako definicję swojego zawodu, przyjął formułkę ukutą przez współpracującą z nim Ingę Knölke: „food dizajner to ktoś, kto pracuje z materią jedzenia, ale nie ma pojęcia o gotowaniu”. W domyśle chodziło o osobę, która dzięki swoim doświadczeniom z innych dziedzin potrafi spojrzeć na jedzenie w sposób nieschematyczny i abstrakcyjny.

Gry stołowe

W tym kontekście przestaje zaskakiwać fakt, że idea „warsztatów food dizajnu” jest coraz bardziej popularna. Animatorzy kultury, zawodowi projektanci oraz profesjonalni kucharze wykorzystują elastyczną materię jedzenia, by rozbudzić kreatywność przeciętnych zjadaczy chleba.

Podczas katowickich warsztatów dla dzieci mali adepci, przygotowując potrawy dla swoich rodziców, uczyli się, że kluski śląskie można zastąpić gnocchi, a francuska zupa cebulowa niewiele różni się od jej śląskiej wersji. Z kolei na warsztatach dla dorosłych kulturoznawczyni Patrycja Walter, która na co dzień prowadzi w Katowicach klubokawiarnię Cyferblat, uczyła, jak przy skromnym budżecie zorganizować atrakcyjny wieczór przy stole. Zaproponowała przełożenie zasad popularnych gier planszowych (domina, kółka i krzyżyk, memory, a nawet statków czy kalamburów) na „gry stołowe”, w których nagrodą dla zwycięzcy było skonsumowanie przyrządzonych przez uczestników łakoci. Oba spotkania odbyły się w galerii Rondo Sztuki.

Domino-szaszłyki: tak jak w zwykłym domino, należało
połączyć końcówki patyków o takiej samej liczbie elementów.
Tradycyjne kafle zastąpiły szaszłyki - dwustronne koreczki.
/ fot. Klara Czerniewska

Początkowo do pomysłów i poleceń organizatorki podchodziłam sceptycznie. Nie dość, że w sfeminizowanym gronie czułam się jak na spotkaniu koła gospodyń domowych, to jeszcze byłam zmuszana (na własne życzenie) do marnotrawienia jedzenia w imię wyższych (bo niekonsumpcyjnych) idei. Efekty kilkugodzinnej pracy złagodziły początkowe wątpliwości.

Slogan „art for social change”, który przyświeca wydarzeniom towarzyszącym Prezydencji, nabrał dla mnie bardziej realnego znaczenia. Być może rzeczywiście dzięki niestandardowej formie, pewne informacje, rozwiązania czy modele zachowań są łatwiejsze do przyswojenia? Zainspirowana, przetestowałam gry jeszcze raz, w domu. Młodszy brat pożerał moje pionki od warcabów – białe winogrona – w przyspieszonym tempie. Przypomniało mi się, że jak byłam mała, mój dziadek robił z łyżki samolot, a z kanapek lokomotywę i wagony... Jak widać, zabawa jedzeniem wciąż pozostaje efektywną metodą perswazji. Tylko dlaczego zamiast w klubokawiarni czy domu kultury bawiliśmy się nim w galerii Rondo Sztuki?

Jedzenie buduje

Babaakcja „Uczta dla singla”, 2008
/ fot. Ela Nowaczyk, Gdynia Design Days
To, co najbardziej interesuje w food dizajnie to ciągła kontestacja, zadawanie pytań i podważanie przyzwyczajeń. W przeciwieństwie do artystów, którzy wykorzystują jedzenie jako narzędzie „obsługi” czy „manipulacji” zazwyczaj biernych konsumentów sztuki, food dizajnerzy dążą do wprowadzenua trwałej zmiany poprzez zmuszenie uczestników do podjęcia akcji w czasie rzeczywistym.Wspólne jedzenie buduje i umacnia więzi międzyludzkie. W sposób ironiczny wątek ten podjęły projektantki z Babaakcja, które w 2008 roku zaprezentowały na wystawie „Pora relaksu” w Gdyni jadalnię dla singla z antropomorficznym lustrem na drugim końcu niewielkiego stołu. Co więcej, poprzez oddziaływanie na wszystkie zmysły, jedzenie w najdoskonalszy chyba sposób kształtuje też nasze poczucie estetyki. A więc: Uwaga na kulturę... jedzenia!

W zeszłym roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w trakcie festiwalu Warszawa w Budowie, mieliśmy okazję uczestniczyć w warsztatach i wykładzie znanego z programów telewizyjnych kucharza Grzegorza Łapanowskiego („Warszawski Kocioł Kulinarny”), oraz współtworzyć miejską farmę w ramach wystawy Grzegorza Piątka („Przyjemność”). Parę miesięcy wcześniej 14 europejskich galerii z warszawskim Rastrem na czele zapraszało do Reykjaviku (Villa Reykjavik), gdzie w ramach stworzonej przez nie dzielnicy artystycznej Brytyjka Kitty Travers częstowała artystów, kuratorów i publiczność swoimi słynnymi lodami o smakach inspirowanych lokalnymi specjałami.

Zródeł tego fenomenu należałoby upatrywać we fluxusowych happeningach, podczas których często wykorzystywano performatywny aspekt jedzenia. Kolejny trop to ucieleśnienie idei estetyki relacyjnej Nicolasa Bourriaud w pracach Rirkrita Tiravaniji. W 1992 roku w nowojrskiej Galerii 303 artysta serwował gościom wernisażu własną pracę
miseczki tajskiego curry („Untitled 1992 [Free]”). Na polskim gruncie mieliśmy Julitę Wójcik obierającą ziemniaki w sali Zachęty (2001) i Artura Żmijewskiego, który zorganizował w warszawskim Instytucie Awangardy „Listy o głodzie” (2010) nawiązujące do „Dziesięciu nieczystych zagrań” von Triera. Przy suto zastawionych obrusach uczestnicy czytali i nadawali pod anonimowe adresy nigdy nie wysłane listy z warszawskiego getta.

Słodkie Kato

Tego lata, w ramach krajowych wydarzeń kulturalnych towarzyszących prezydencji Polski w Unii Europejskiej, zorganizowano w Katowicach Tymczasową Akcję Kulturalną  „TAKK!”. Katowice jako jedno z kilku zaledwie miast, w których nie będzie obrad, przez pięć tygodni promowały się poprzez całą serię wydarzeń artystycznych. Wśród koncertów, wystaw, akcji w przestrzeni miejskiej (rewelacyjny re-dizajn kilku zapuszczonych śródmiejskich podwórek dokonany przez grupy projektowe Wzorro i 
USIN-e), znalazły się również warsztaty food dizajnu. Ciekawość przywiodła mnie do Kato. Co to jest ten food dizajn, czym to się je? Jak będą wyglądały warsztaty i kim jest prowadząca je Patrycja Walter?

Oscar Wilde by mnie wyśmiał. Początkowo naprawdę miałam moralne opory przed pisaniem o food dizajnie w momencie kiedy w Somalii, na oczach całego świata, kilka milionów ludzi umiera z głodu. Polski ten problem niemal nie dotyczy. Bliżej nam już do drugiego bieguna. Modelu państwa, w którym dobrodziejstwem cywilizacji jest wszechobecność jedzenia ze wszystkimi tego konsekwencjami: zaśmiecającymi planetę resztkami, emisją CO2 podczas produkcji i transportu żywności, plagami otyłości i anoreksji, czy wreszcie zagrażającymi bioróżnorodności uprawami monokulturowymi. Do tego tygiel sprzecznych informacji - to jest smaczne, zdrowe i ekologiczne, a tamto trujące, tuczące i modyfikowane genetycznie...

Projektowanie jedzenia

Czym jest food design? I czemu ma służyć? Po polsku „projektowanie jedzenia” brzmi absurdalnie. Jak „studio paznokcia” albo inny pretensjonalny wymysł marketingowej nowomowy. Po angielsku - szlachetnie i fajnie. Dizajn - to oczywiste, teraz projektuje się wszystko. W potocznym rozumieniu dizajn nie różni się niczym od stylizacji, nadawania pożądanego kształtu - w konsekwencji, hair dizajner strzyże nie lepiej, ale drożej niż zwykły fryzjer. Słowo food - jak jazz, rock, love, sexy i inne angielskie czeroliterowe terminy - jest atrakcyjne, chwytliwe, i tworzy mnóstwo zgrabnych wyrażeń rzeczownikowych (good food, junk food etc.).

W świecie projektowania przyjmuje się, że po raz pierwszy terminu food dizajn użył Katalończyk Martí Guixé. Na początku 1997 roku, w barcelońskiej galerii H2O, otworzył SPAMT (ES PA AMB TOMAQUET) - futurystyczny tapas bar, w którym serwował zaprojektowane przez siebie techno-snacki. Jego przekąski miały być przystosowane do różnych „ekstremalnych sytuacji współczesnego stylu życia”: wernisaży dizajnu, miejskich demonstracji czy surfowania w necie. Guixé pokazywał, że jedzenie może być traktowane jako produkt, który należy zaprojektować, aby nadać mu cechy nie tylko jadalności, ale też ergonomiczności czy funkcjonalności. Sprawić, by stało się komunikatem, wymuszało reakcję i znalazło się poza systemem tradycyjnego pojmowania jego istoty. Food dizajn bawiąc się tradycyjnymi recepturami i lokalnymi smakami przeciwstawia się uświęconej roli jedzenia jako potężnego nośnika historii i tożsamości kulturowej.

Chyba najsłynniejszą realizacją tej koncepcji są „I-Cakes”, których prototypy Guixé stworzył w 2001 roku. Dizajner udekorował zwyczajne torty kolorowym lukrem w taki sposób, że okrągłe powierzchnie ciast stały się wykresami, zdradzającymi proporcje między poszczególnymi ingrediencjami. W tym samym nurcie - produktu jako nośnika informacji - polski duet Lapolka stworzył w 2006 roku czekoladę „Fitless”. Na różnej wielkości kostkach nadrukowano odpowiadające im wartości kaloryczne. Nawet w tak ludyczny sposób można podnosić świadomość jakości, wartości i miary tego, co się je. Food dizajn walczy z nudą.

Nowe menu

Jak każda inna dziedzina projektowania, food dizajn bywa zarówno przedmiotem powierzchownej stylizacji, jak i narzędziem rewolucji. Z jednej strony, projektowanie jedzenia może być rozumiane jako tworzenie wysmakowanych kompozycji - całej wizualnej otoczki tak banalnej, wydawałoby się, czynności, jaką jest konsumpcja. Stanowi pole do popisu dla grafików tworzących piękne, ekologiczne opakowania napojów fair trade czy niezdrowych, ale jakże estetycznych zestawów typu fast food; oraz dla architektów i projektantów, aranżujących przestrzeń, w której spotykamy się, by jeść. Z drugiej zaś strony praca food dizajnera przypominać może inżynierię społeczną czy działania współczesnych artystów i aktywistów. W tym ujęciu plasuje się idea miejskiego rolnictwa czy trend eksperymentowania z lokalnie dostępnymi, niekonwencjonalnymi składnikami, zapoczątkowany przez słynnych szefów katalońskiej restauracji El Bulli czy kopenhaskiej Nomy. Tropem Nomy podążyli doradcy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które z okazji prezydencji wydało broszurę „Cuisine PL”, przeznaczoną dla zagranicznych delegatów. W publikacji redagowanej przez Monikę Kucię znani polscy restauratorzy podają przepisy inspirowane krajowymi produktami: burakami, dziczyzną, makiem, miodem pitnym czy oscypkiem.

Martí Guixé jako definicję swojego zawodu przyjął formułkę ukutą przez współpracującą z nim Ingę Knölke: „food dizajner to ktoś, kto pracuje z materią jedzenia, ale nie ma pojęcia o gotowaniu”. W domyśle chodziło o osobę, która dzięki swoim doświadczeniom z innych dziedzin potrafi spojrzeć na jedzenie w sposób nieschematyczny i abstrakcyjny.

Gry stołowe

W tym kontekście przestaje zaskakiwać fakt, że idea „warsztatów food dizajnu” jest coraz bardziej popularna. Animatorzy kultury, zawodowi projektanci oraz profesjonalni kucharze wykorzystują elastyczną materię jedzenia, by rozbudzić kreatywność przeciętnych zjadaczy chleba.

Podczas katowickich warsztatów dla dzieci, mali adepci przygotowując potrawy dla swoich rodziców uczyli się, że kluski śląskie można zastąpić gnocchi, a francuska zupa cebulowa niewiele różni się od jej śląskiej wersji. Z kolei na warsztatach dla dorosłych kulturoznawczyni Patrycja Walter, która na co dzień prowadzi w Katowicach klubokawiarnię Cyferblat, uczyła, jak przy skromnym budżecie zorganizować atrakcyjny wieczór przy stole. Zaproponowała przełożenie zasad popularnych gier planszowych (domina, kółka i krzyżyk, memory, a nawet statków czy kalamburów) na „gry stołowe”, w których nagrodą dla zwycięzcy było skonsumowanie przyrządzonych przez uczestników łakoci. Oba spotkania odbyły się w galerii Rondo Sztuki. 

Początkowo do pomysłów i poleceń organizatorki podchodziłam sceptycznie. Nie dość, że w  sfeminizowanym gronie czułam się jak na spotkaniu koła gospodyń domowych, to jeszcze byłam zmuszana (na własne życzenie) do marnotrawienia jedzenia w imię wyższych (bo niekonsumpcyjnych) idei. Efekty kilkugodzinnej pracy złagodziły początkowe wątpliwości. Slogan „art for social change”, który przyświeca wydarzeniom towarzyszącym Prezydencji, nabrał dla mnie bardziej realnego znaczenia. Być może rzeczywiście dzięki niestandardowej formie, pewne informacje, rozwiązania czy modele zachowań są łatwiejsze do przyswojenia? Zainspirowana, przetestowałam gry jeszcze raz, w domu. Młodszy brat pożerał moje pionki od warcabów - białe winogrona - w przyspieszonym tempie. Przypomniało mi się, że jak byłam mała, mój dziadek robił z łyżki samolot, a z kanapek lokomotywę i wagony... Jak widać, zabawa jedzeniem wciąż pozostaje efektywną metodą perswazji. Tylko dlaczego zamiast w klubokawiarni czy domu kultury bawiliśmy się nim w galerii Rondo Sztuki? 

To, co najbardziej interesuje w food dizajnie to ciągła kontestacja, zadawanie pytań i podważanie przyzwyczajeń. W przeciwieństwie do artystów, którzy wykorzystują jedzenie jako narzędzie „obsługi” czy „manipulacji” zazwyczaj biernych konsumentów sztuki, food dizajnerzy dążą do wprowadzenua trwałej zmiany poprzez zmuszenie uczestników do podjęcia akcji w czasie rzeczywistym.
Wspólne jedzenie buduje i umacnia więzi międzyludzkie. W sposób ironiczny wątek ten podjęły projektantki z Babaakcja, które w 2008 roku zaprezentowały na wystawie „Pora relaksu” w Gdyni jadalnię dla singla z antropomorficznym lustrem na drugim końcu niewielkiego stołu. Co więcej poprzez oddziaływanie na wszystkie zmysły, jedzenie w najdoskonalszy chyba sposób kształtuje też nasze poczucie estetyki. A więc: Uwaga na kulturę... jedzenia!

 

 

Klara Czerniewska skończyła historię sztuki na UW. Pisze krytycznie o dizajnie m.in. dla "Take Me" i "Kontaktu". Współpracowała z nieistniejącym już portalem zrazu.pl. Zwolenniczka całorocznego poruszania się na rowerze, od urodzenia związana z warszawskim Mokotowem.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Iryzujące szparagi à la Proust

Bogusław Deptuła

Produkty uboczne

Jedzenie jako przedstawienie.
Notatki z Rzymu

Tomasz Kireńczuk

Sztuka

„Widzieć/Wiedzieć. Wybór najważniejszych tekstów o dizajnie”

Klara Czerniewska

Sztuka

„Out of the Ordinary.
Polish Designers of the 20th Century”

Karol Sienkiewicz

Literatura

MIŁOSZ: Na marginesie biografii

Barbara Toruńczyk

Literatura

Wszyscy jesteśmy mieszańcami

Rozmowa z Joanną Bator

Literatura

EUROPEJSKI KONGRES KULTURY:
Czytelnia

Agnieszka Słodownik

Produkty uboczne

EUROPEJSKI KONGRES KULTURY:
Inauguracyjny wykład prof. Baumana

Sztuka

Szaman bródnowskiego plemienia

Karol Sienkiewicz

Felietony

KULTURA 2.0:
Europejski Kongres Kultury – notatki na/o marginesie

Mirek Filiciak / Alek Tarkowski

Produkty uboczne

Koniec dobrej p(r)assy

Aleksandra Przegalińska

Muzyka

Aphex Twin.
Muzyka jako narkotyk

Jacek Plewicki

Sztuka

„Ojciec” Sasnala w FGF

Klara Czerniewska

Sztuka

Soc-fetysze w czerni i bieli

Klara Czerniewska

Sztuka

Architektoniczne utopie
Jana Głuszaka Dagaramy

Klara Czerniewska

Sztuka

Piotr Rypson, „Nie Gęsi. Polskie projektowanie graficzne..”

Klara Czerniewska

Sztuka

„Coś, które nadchodzi. Architektura XXI wieku”

Klara Czerniewska

Sztuka

Projektowanie przedmiotu,
projektowanie miasta

Klara Czerniewska

Sztuka

„Black²” w MSN

Klara Czerniewska

Sztuka

„Widzieć/Wiedzieć. Wybór najważniejszych tekstów o dizajnie”

Klara Czerniewska