dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Tylko trzysta stron

Literatura Tomasz Fiałkowski

Wezbrana rzeka skandynawskich powieści kryminalnych wywołuje u nas niepokój i kąśliwe komentarze

Wezbrana rzeka skandynawskich powieści kryminalnych wywołuje u nas niepokój i kąśliwe komentarze. Niektórzy podejrzewają nawet, że gdzieś w głębi szwedzkich lasów albo nad ustronnym norweskim fiordem kryje się fabryka, w której z taśmy produkcyjnej schodzą w regularnym rytmie kolejne tomy, konstruowane wedle z góry założonego schematu...

Generalizacja złośliwa i niesprawiedliwa. Owszem, kariera Szwedki Camilli Läckberg zaczęła się od kursu „Jak napisać powieść kryminalną”, ufundowanego przez rodzinę w prezencie gwiazdkowym, by znudzona swoją pracą ekonomistka mogła zająć się czymś naprawdę ciekawym i jeszcze zarobić trochę pieniędzy. Kurs jednak to nie taśma produkcyjna, a pewne zbieżności wątków czy budowania postaci przy takiej nadprodukcji jednego gatunku są nieuniknione.

Bo też relacja między stosunkowo skromną populacją skandynawskich społeczeństw a liczbą produkowanych przez nie kryminałów musi zastanawiać. Przypomina trochę renesansowy Dubrownik, gdzie niemal wszyscy obywatele malutkiej republiki miejskiej pisali wiersze. Z tym, że dubrowniczanie, choć doświadczeni kupcy, tworzyli wyłącznie na własny użytek, natomiast Skandynawowie podbijają swoją produkcją świat.

Obrońcy skandynawskich kryminałów dostali niedawno do ręki mocny oręż. Gdy Andreas Breivik dokonał rzezi na wyspie Utoya, natychmiast zwrócono uwagę, że motyw uśmiechniętego terrorysty, wyrosłego w zamożnej, tolerancyjnej społeczności i nie budzącego niczyich podejrzeń, często się w tych powieściach przewija. Przynoszą one na tyle wnikliwą diagnozę społecznego stanu ducha, że mogą być traktowane jako instrument wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem, które kryje się pod powierzchnią nienagannie uładzonego życia. Nie przypadkiem też najciekawszy i najmądrzejszy komentarz po norweskiej tragedii dał Jo Nesbø – jeden z moich ulubionych autorów, autor cyklu o komisarzu Harrym Hole.

Jeden jednak zarzut wobec skandynawskich pisarzy wydaje mi się słuszny – myślę o monstrualnej objętości ich książek. Przypadek „Millennium” Stiega Larsona zostawiam na boku, chodzi wszak o dzieło wydane pośmiertnie, pisane do szuflady. Także jednak u innych Szwedów i Norwegów płci obojga pięćset stron to właściwie norma. Nawet Nesbø, który w „Człowieku-nietoperzu”, gdzie Harry Hole tropi w Australii zabójcę swej rodaczki, zaczynał skromnie od 350 stron, w „Pancernym sercu” przekroczył magiczną pięćsetkę. Nawet Mankell bywa cokolwiek rozwlekły. Powieści utalentowanej ekonomistki Camilli zajmą już niedługo metr bieżący półki. A przecież Maj Sjöwall i Per Wahlöö, wielcy poprzednicy twórców obecnego boomu, umieli na dwustu stronach z okładem zmieścić tyle suspensu, przenikliwej analizy psychologicznej i obserwacji obyczajowej, że ich proza zupełnie się nie zestarzała.

Są jednak dwa co najmniej chlubne wyjątki od tego gadulstwa i oba dotyczą autorów ze skandynawskich rubieży. Pierwszym jest wspominany tu już kiedyś Fin Matti Rönkä, który eksploruje temat mafijnych powiązań między Finlandią a obszarem byłego Imperium, dając przy sposobności niezłą lekcję najnowszej historii Finów, Ingrów i Karelów. Po polsku ukazała się właśnie jego druga książka „Dobry brat – zły brat”, którą bardzo polecam, zwłaszcza że liczy tylko 220 stron. Autor drugi – to Islandczyk Arnaldur Indriðason.

Indriðason urodził się w 1961 roku w Reykjaviku, jego ojciec – Indriði G. Ŧorsteinsson – był pisarzem i jedną jego powieść („Ziemia i synowie”) mamy nawet po polsku. Jeśli jednak idzie o sukces, także międzynarodowy, Arnaldur dawno ojca zdystansował, głównie za sprawą publikowanego od 1997 roku cyklu kryminalnego z komisarzem Erlendurem Sveinssonem. Ogniw cyklu jest już jedenaście, po polsku mamy trzy: „W bagnie” (był też u nas film Baltasara Kormákura), „Grobowa cisza” i wydany właśnie „Głos”. Wszystkie w przekładzie Jacka Godka i wszystkie – że raz jeszcze wrócę do wątku objętości – mają mniej więcej po trzysta stron. Co zupełnie nie przeszkadza temu, że należą do najlepszych kryminałów, jakie w ostatnich latach czytałem.

Rzuciwszy okiem na dwa pierwsze tytuły podejrzewać można, że nie będzie to lektura wesoła – i słusznie. Indriðason ma wyjątkowy dar kreowania powieściowego świata, który jest zimny, nieprzyjazny i wyzbyty jakiejkolwiek zewnętrznej urody. Oglądamy go zresztą oczami policjanta znajdującego się na granicy depresji. Pięćdziesięciolatek, rozwiódł się dawno temu po krótkim i nieudanym małżeństwie. Żona, która zresztą do dziś go szczerze nienawidzi, zabrała dzieci i przez lata nie miał z nimi kontaktu. Teraz ma – i bezsilnie obserwuje, jak córka, Eva Lind, bezskutecznie próbuje zerwać z ćpaniem, jak traci dziecko, które chciała urodzić.

Jednak ponury klimat tej prozy nie wynika jedynie z depresyjnej natury Erlendura. Trzy powieści, które dotąd otrzymaliśmy, ukazały się zanim jeszcze Islandia zbankrutowała, a potem cały świat zachodni pogrążył się w kryzysie. Kryzysowy nastrój wyraźnie się w nich jednak wyczuwa, a indywidualne tragedie są jakby symptomami choroby trawiącej kraj i społeczeństwo. W „Głosie” widać to szczególnie wyraźnie, a sceneria to jeszcze podkreśla: akcja toczy się w stołecznym hotelu w przeddzień Bożego Narodzenia. Prowadzący śledztwo Erlendur zamieszkał nawet w jednym z anonimowych hotelowych pokoi – woli być tutaj, niż siedzieć samotnie we własnym mieszkaniu, zwłaszcza że nie wie, czy Eva Lind przed Wigilią nie zacznie znowu brać...

Hotel, w którym krzyżują się drogi bohaterów i rozmaite ludzkie losy, przypomniał mi słynny niegdyś melodramat z czasów innego kryzysu, powieść Vicki Baum „Ludzie w hotelu”, sfilmowaną z Gretą Garbo jako starzejącą się primabaleriną Gruzińską. U Indriðasona dekoracje są wprawdzie o wiele bardziej zgrzebne, w końcu Reykjavik to nie przedwojenny Berlin, mamy jednak także przegranego artystę – tyle że w przeciwieństwie do Gruzińskiej od początku jest martwy. To ofiara morderstwa, Gudlaugur, niegdyś cudowne dziecko obdarzone niebiańskim głosem i nagrywające płyty. Gdy mutacja zakończyła jego karierę – a stało się to w dodatku podczas najważniejszego występu w jego życiu – załamał się i po zerwaniu z rodziną zaszył się w końcu w hotelu, pracując jako portier i wegetując w piwnicznym składziku.

Dlaczego ktoś go zabił? To sprawdźcie już sami. A czy w tym ponurym świecie pozostała jeszcze jakaś nadzieja? Może jednak... W ostatniej scenie kierownik hotelowej recepcji uruchamia gramofon i puszcza płytę Gudlaugura. Pracownicy i goście hotelu milkną zasłuchani, czas na chwilę się zatrzymuje, żegnamy się z komisarzem Erlendurem przy dźwiękach czystego, jasnego chłopięcego głosu.

Arnaldur Indriðason, „Głos”, tłum. Jacek Godek. W.A.B., Warszawa, 344 strony, w księgarniach od sierpnia 2011

Tomasz Fiałkowski, ur. 1955, absolwent prawa i historii sztuki UJ, krytyk, prowadzi rubrykę Lektora w „Tygodniku Powszechnym”, redaguje „Książki w Tygodniku”; rozmówca Stanisława Lema, biograf Jerzego Turowicza.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

  • Wydanie: 64
  • Data: 09/2011

Literatura

MIŁOSZ: Na marginesie biografii

Barbara Toruńczyk

Literatura

Wszyscy jesteśmy mieszańcami

Rozmowa z Joanną Bator

Literatura

EUROPEJSKI KONGRES KULTURY:
Czytelnia

Agnieszka Słodownik

Produkty uboczne

EUROPEJSKI KONGRES KULTURY:
Inauguracyjny wykład prof. Baumana

Sztuka

Szaman bródnowskiego plemienia

Karol Sienkiewicz

Felietony

KULTURA 2.0:
Europejski Kongres Kultury – notatki na/o marginesie

Mirek Filiciak / Alek Tarkowski

Produkty uboczne

Koniec dobrej p(r)assy

Aleksandra Przegalińska

Muzyka

Aphex Twin.
Muzyka jako narkotyk

Jacek Plewicki

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Mroczna Olandia

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Duńskie rodzeństwo

Tomasz Fiałkowski

Literatura

Kafka inny, Kafka ten sam

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Morderstwo i melancholia

Tomasz Fiałkowski

Literatura

Życie przez chwilę nieśmiertelne

Tomasz Fiałkowski

Literatura

Architektura pamięci

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Życie pośmiertne Sherlocka Holmesa

Tomasz Fiałkowski

Literatura

Umberto Eco, „Cmentarz w Pradze”

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Sztuka i krew, czyli nowy Rankin

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Tonia z Polski

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Jak wygląda szpieg?

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Piaski i mokradła

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Długie cienie

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Na pograniczu

Tomasz Fiałkowski

Produkty uboczne

BŁĄD:
Arcybispup, czyli ze wspomnień redaktora

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
„Gdy nadejdzie dzień twojej śmierci...”

Tomasz Fiałkowski

Literatura

„ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA”:
W sieci stereotypów

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Nie czytać przy kolacji!

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Sztokholm trochę inny

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Zbrodnia i grzyby

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Śniegu tren

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA: Cyganie na norweskich drogach

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Zacny Chińczyk

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Pospolite, skandynawskie zbrodnie

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Zagadka zza miedzy

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Monstrum z Czarnogóry

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Dwie tajemnice

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Wykopaliska

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Bezpieczne morderstwo

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Mroczna idylla

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Pan Robinson

Tomasz Fiałkowski

Literatura

O nowym tomiku Świetlickiego

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Torba na głowę

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Norwid kryminału

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Edynburg i sobowtóry

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Pospolite, skandynawskie zbrodnie

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Zielonooka socjopatka

Tomasz Fiałkowski

Literatura

Bez posłowia

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Sen o Paryżu

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA
RUDEGO KOTA:
Mistrzynie
zbrodni

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA
RUDEGO KOTA:
Powroty i pożegnania

Tomasz Fiałkowski

Literatura

Droga przez mrok

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA
RUDEGO KOTA:
Życie i śmierć na wyspie

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Skromna propozycja

Tomasz Fiałkowski

Literatura

ŚLEDZTWA RUDEGO KOTA:
Zbrodnia na scenie

Tomasz Fiałkowski