Georges Didi-Huberman
„Strategie obrazów”

Tomasz Szerszeń

To krytyczny dystans, a nie płomienne zaangażowanie jest drogą do rozszyfrowania strategii obrazów i, tym samym, do odkrycia ich polityczności

Jeszcze 1 minuta czytania

Co zrobić, gdy świat rozpada się na drobne części, na kawałki, których nie da się już złożyć w całość? Wziąć nożyczki, wycinać i kleić, rozcinać i składać. Demontować i montować na nowo. Tak jakby papier mógł przyjąć cały nieład świata, jakby miał być jedyną odpowiedzią na okropności wojny.
„Często widziałam go z nożyczkami i klejem w ręku. To, co widzimy tutaj, to rezultat wycinanek poety: obrazy wojny” wspominała Bertolta Brechta jego przyjaciółka i współpracowniczka Ruth Berlau. Dlaczego obrazy? Co sprawia, że w obliczu katastrofy wojennej człowiek pióra decyduje się na inną strategię, na inną formę – nie na słowa, lecz na obrazy? „Już tylko oczy są w stanie wydobyć krzyk”, pisał podczas II wojny światowej francuski poeta René Char. Brecht do dębowych desek w swej pracowni przybił znamienną sentencję: „Prawda jest konkretna”. Idzie więc za tym przeświadczeniem, pogrąża się w wizualnym doświadczeniu, w wojennej ikonografii. W wyciętych z gazet zdjęciach z frontu, w obrazach propagandy, gestach triumfu i cierpienia odnajduje materiał, który pozwala mu zająć stanowisko, stawić opór. Opór wobec czego? Wobec destrukcji, jaką niesie wojna? Do pewnego stopnia. Rzeczywistym celem Brechta jest jednak „zdemontowanie” siły obrazów – siły, która sprawia, że czasem rażą one lepiej niż armaty – i „zmontowanie” jej na nowo: nadanie jej nie tylko innego sensu, ale również nowego, politycznego ładunku. Obrazy nigdy nie są neutralne – by zrozumieć tę naukę, trzeba nauczyć się patrzyć z dystansu. Bowiem to krytyczny dystans a nie płomienne zaangażowanie jest drogą do rozszyfrowania strategii obrazów i, tym samym, do odkrycia ich polityczności.

Georges Didi-Huberman, „Strategie
obrazów. Oko historii 1”
. Przeł. Janusz
Margański, Nowy Teatr – Ha!Art,
Warszawa-Kraków 2011, 296 stron, w 
księgarniach od maja 2011.
Francuski filozof i historyk sztuki Georges Didi-Huberman podąża tym tropem. Zwraca uwagę na dwa, z całą pewnością trochę zmarginalizowane dzieła Brechta: powstający w latach 1938-55 „Arbeitsjournal”– wizualny dziennik pracy – i „Kriegsfibel” (1955) – elementarz wojny, w którym wycięte z gazet ilustracje opatrzone zostały poetyckim komentarzem. Analizując je, wskazuje na związek między emigracyjnym wyobcowaniem, wieloletnią tułaczką, a praktykami krytycznego czytania obrazów. Demontowania ich i składania na nowo według teatralnego wzorca, jakim jest słynny efekt obcości. Wyobcowanie obrazów oznacza niezgodę na bezkrytyczne przyjecie ich takimi, jakie są. Narzędziem w tej walce są dla Brechta właśnie nożyczki, zaś „montaż byłby metodą poznania oraz chwytem formalnym zrodzonym z wojny, uznającym nieład świata”.

Jednak czy „Strategie obrazów”są książką o Brechcie? I tak, i nie. Didi-Huberman od lat stara się pokazać, że to, co najciekawsze dzieje się na marginesie obrazu, na granicy widzialności. Również między obrazami – w przestrzeni nazwanej przez Aby’ego Warburga „ikonologią interwału”. „Strategie obrazów”wydają się być kolejną odsłoną monumentalnego dzieła o montażu nie jako środku artystycznym, lecz narzędziu poznania. O doświadczeniu, które sytuuje się gdzieś pomiędzy estetyką, polityką i historią i przez to pozostaje dla nas często niewidoczne. Didi-Huberman powraca konsekwentnie do swoich mistrzów – postaci tworzących swe najciekawsze projekty w okresie między dwiema Wojnami Światowymi – by następnie pomyśleć obrazy inaczej. Aby Warburg, Walter Benjamin, Georges Bataille, Carl Einstein… Do mistrzów tej „wizualnej wiedzy radosnej”, twórców „sztuki nieciągłości” dołączył niedawno Bertolt Brecht.

„Strategie obrazów” zostały wydane w momencie rosnącego zainteresowania twórczością Brechta w Polsce. Postaci, podkreślmy to, ambiwalentnej i do dziś odrzucanej przez wielu za wielokrotnie okazywane poparcie dla totalitarnej władzy i tak jawnie stalinowskie utwory jak „Środek zaradczy”. Czy Brecht może być zbawiony? Książka Didi-Hubermana otwiera tu nową, nieoczywistą perspektywę.