Projektowanie przedmiotu,  projektowanie miasta
fot. Bartosz Stawiarski

Projektowanie przedmiotu,
projektowanie miasta

Klara Czerniewska

Dwa paralelnie przygotowane festiwale projektowania – jubileuszowy Łódź Design Festival i trzecia edycja Warszawy w Budowie – doskonale się w tym roku uzupełniały

Jeszcze 3 minuty czytania

Warszawa w Budowie 3, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa, kuratorzy: Sebastian Cichocki, Tomasz Fudala, 1-30 października 2011.
Łódź Design Festival 2011, Łódź Art Center, Łódź, 20-30 października 2011.

Piąty, jubileuszowy Łódź Design Festival i trzecia edycja Warszawy w Budowie doskonale się w tym roku uzupełniały, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę założenia i metody działania kuratorów. Zestawiając je ze sobą, trzeba jednak pamiętać o specyficznej sytuacji obu miast i odmiennym typie odbiorców, do których festiwale są kierowane. 

Festiwal mieszkańców

Warszawa w Budowie aktywizuje mieszkańców – czy raczej użytkowników miasta. Adresatami wydarzeń są ludzie świadomi i odpowiedzialni, a w każdym razie za takich się uważający. To przede wszystkim członkowie lokalnych wspólnot, mieszkańcy, również ci przyjezdni, którzy chcą w lepszym stopniu wykorzystywać możliwości, jakie daje im otoczenie, z którym związali swoje życie. Ludzie aktywnie partycypujący w tworzeniu specyficznej kultury danego miejsca, których potrzeby wykraczają poza minima zapewnione implicite przez każdą tkankę urbanistyczną – sen, wyżywienie, pracę, odpoczynek.

Warsztaty „Zakładamy Spółdzielnię!”
/ fot. Bartosz Stawiarski

Organizujące imprezę Muzeum Sztuki Nowoczesnej wykorzystuje brak stałej siedziby, zmuszając swoją publiczność do ciągłego przemieszczania się i eksplorowania coraz to nowych fragmentów stolicy, jej centrów (art decowego budynku SGH projektu Jana Koszczyca Witkiewicza jako centrum Mokotowa) i peryferii (np. Wólki Kosowskiej w gminie Lesznowola, nowego ośrodka życia wietnamskich handlarzy). Właściwie gdyby nie aktywny udział publiczności, większość spotkań, wycieczek i warsztatów nie miałaby racji bytu. W skrócie, Warszawę w Budowie budują jej mieszkańcy, choćby i tymczasowi. W tym świetle nabiera znaczenia „Manifest o niepartycypacji” wystosowany przez jeden z festiwalowych think-tanków, który próbuje znaleźć uzasadnienie dla decyzji o niebraniu udziału w życiu społecznym i kulturalnym miasta.

Pola tegorocznej eksploracji były różne, wszystkie powiązane z użytkowaniem przestrzeni miejskich, zwłaszcza tych o funkcjach najbliższych i najbardziej potrzebnych mieszkańcom, mniej lub bardziej wspólnych. Na warsztat wzięto idee spółdzielczości oraz możliwości, jakie daje życie na osiedlu (warsztaty „Zakładamy spółdzielnię”, cykl spotkań, warsztatów i spacerów wokół Sadów Żoliborskich, spacery po osiedlach, docenianie piękna służewskich balkonów), a także kwestie rozwoju miasta po roku 1989, problem dyskursyfikacji dziedzictwa architektury postmodernistycznej czy wreszcie próby zdefiniowania charakterystyki poszczególnych „punktów zapalnych” na mapie Warszawy i poszukiwanie dla nich scenariuszy na przyszłość. W tej ostatniej kategorii plasuje się kwestia terenów rekreacyjnych i sportowych – popadających w ruinę lub rezerwowanych na wielkie wydarzenia w ramach przyszłorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej, a także problem gentryfikacji prawego brzegu miasta – temat debaty zamykającej festiwal.

Festiwal profesjonalistów

Festiwal dizajnu w Łodzi jest z kolei najważniejszym w Polsce wydarzeniem przyciągającym przedstawicieli profesji w różnym stopniu powiązanych z przemysłami kreatywnymi, ukierunkowanym na prezentowanie polskich i zagranicznych osiągnięć w dziedzinie projektowania użytkowego. To tutaj w przeglądach szkół, konkursach i wystawach kuratorskich startują debiutujący na polskim gruncie dizajnerzy; to tutaj przedsiębiorcy i organizatorzy prestiżowych zagranicznych targów komercyjnych wyłapują do współpracy młode talenty (konkurs „Make me!”) i dzielą się swoimi doświadczeniami w serii wykładów, a wszyscy zainteresowani „pięknem na co dzień” kontemplują zgromadzone na wystawach przedmioty (np. „NeoFarm” czy „Energia wnętrza. Styl skandynawski” oraz konkursowe „Must Have” i „Młody Polski Design”).

„Light Sculptures”, czeskie lampki 1950-1990
/ Łódź Design Festival 2011

Tegoroczna edycja była szczególna. Organizatorzy łódzkiego festiwalu uznali, że mają doskonałe warunki, by stać się reprezentantem dizajnu całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej dla reszty świata (w najbliższym sąsiedztwie organizowane są co prawda podobne festiwale, jak praski czy budapeszteński tydzień dizajnu, ale trwają one zbyt krótko, by przyciągnąć taką publiczność, jaka od pięciu lat pojawia się w Łodzi). Dlatego też w centrum festiwalowym, w dawnej tkalni Ejtingtona przy ul. Targowej 35 (modernistyczny budynek z lat 1928-1930, wspaniale odnowiony z zewnątrz, a niemal nietknięty we wnętrzach, z malowniczo odrapanym tynkiem) zaprezentowano cztery doskonałe wystawy – z Czech, Węgier, Ukrainy i Słowenii.

Grupa „Okolo” postawiła na zobrazowanie historii czeskiego dizajnu poprzez przemiany typologii lamp stołowych – od charakterystycznego stylu brukselskiego (w Polsce określanego jako estetyka odwilży) po stylistykę hi-tech późnych lat 70. i 80. Kuratorka i dziennikarka Ksenia Kaniewska dokonała pierwszej na zachód od Bugu prezentacji współczesnego dizajnu z Ukrainy, a budapeszteński medialab „Kitchen Budapest” zaangażował publiczność w interakcje ze zmieniającymi się w czasie rzeczywistym urządzeniami, jak sampler rozpisany na cztery iPhone’y czy LEDowa lampa LANdelion reagująca dźwiękiem i natężeniem światła na ruch i głos zwiedzających (chyba pierwszy przypadek wykorzystania sound dizajnu na łódzkim festiwalu). Kraj najdalej wysunięty na południe, Słowenię, reprezentowała uznana na świecie bałkańska projektantka, Nika Zupanc.

Odpowiedzialna architektura

„Przekierowanie”, Chicago Honey Co-op
/ fot. Amanda Temple, Łódź Design
Festival 2011
W tym roku dało się zauważyć, że festiwal w Łodzi wyraźnie dąży do zmiany formuły, i stara się poszerzać zasięg tak, by objąć wszystkie obszary działania projektantów, nie tylko te związane z wytwarzaniem ładnych przedmiotów, ubrań, wnętrz czy druków. Nota bene, tegoroczna wystawa STGU (Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej) „Overdesigned?” wypadła wyjątkowo słabo – i nie tyle z powodu zawartości, co raczej z chaotycznego (celowo?) sposobu ekspozycji.

Na tle atrakcyjnych wizualnie aranżacji o prostym do odczytania przekazie odznaczały się dwie prezentacje wybitnie merytoryczne, i przy całej skromności niezwykle atrakcyjne wizualnie: „Design Faction” pod kuratelą Kasi Jeżowskiej, eksplorująca przestrzeń pomiędzy dizajnem a nauką, oraz „Przekierowanie” przygotowana przez stołeczne Centrum Architektury (Aleksandra Stępnikowska, Agnieszka Rasmus-Zgorzelska, Jarosław Trybuś). Jako jedna z dwóch wystaw w programie głównym, „Przekierowanie” przywoływało najbardziej aktualne problemy współczesnej, odpowiedzialnej architektury, nastawionej na tzw. zrównoważony rozwój. Kuratorzy konstatowali, że czas wielkich narracji już dawno minął, i że współczesne budownictwo staje wobec szeregu zagrożeń czy kryzysów: przeludnienia, pogłębiania nierówności społecznych, katastrof ekologicznych i energetycznych. Ich niezwykle inspirująca ekspozycja pokazywała innowacyjne case studies ze wszystkich zakątków świata – w tym niezwykły dokument o pszczelarzach-amatorach z Chicago, którzy dzięki swojej pasji przyczyniają się do ochrony zagrożonego gatunku (w dużej mierze odpowiedzialnego za zapylanie roślin, a więc pośrednio produkowanie owoców i warzyw), a także zaopatrują lokalną społeczność w wartościowy surowiec. Zaaranżowany w „Przekierowaniu” wertykalny ogród z mini-warzywnikiem w ulicznej donicy zwracał uwagę na coraz potężniejsze zjawisko urban farming i przedefiniowanie roli produkcji i kultury jedzenia w ośrodkach miejskich.

Ten sam wątek podjęli organizatorzy Warszawy w Budowie, zapraszając do wygłoszenia wykładu Richarda Reynoldsa – pioniera miejskiej partyzantki ogrodniczej (guerilla gardening). Charyzmatyczny Anglik wzbudził ogromne zainteresowanie warszawskiej publiczności – pytaniom o szczegóły jego aktywności nie było końca, a po spotkaniu wielu zapewne miało ochotę ulepić własną nasienną bombę.

Estetyka miasta

Paulina Ołowska „Życie neonów”,
fot. Bartosz Stawiarski
Publiczność dopisała też na spotkaniu poświęconym warszawskim neonom (w ramach WWB3), na którym zindoktrynowany przez reklamodawców naczelnik Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej w Biurze Architektury stołecznego ratusza Tomasz Gamdzyk, mimowolnie przyćmił swą obecnością performens Pauliny Ołowskiej przypominający wygasłe i zaniedbane neony (artystka jest znana z rewitalizacji neonu „Siatkarka” przy placu MDM i realizacji neonowego logo dla tymczasowej siedziby MSN). Dyskusja uzmysłowiła, jakie trudności przeżywa się podczas rozmów z władzami miasta, i kazała zastanowić się, czy model współpracy z lokalnymi społecznościami, wypracowywany przy okazji warsztatów, dyskusji i burz mózgów w ramach WWB3, znajdzie przełożenie na lepszą komunikację pomiędzy użytkownikami miasta a decydentami. Przykład Tomasza Gamdzyka pokazuje, że o dialogu nie ma mowy. Jest konflikt. Według niektórych jednak stan konfliktu jest stadium najbardziej kreatywnym, o największym potencjale zmiany.

Gamdzyk, wyraźnie nieczuły na abstrakcyjną, niematerialną wartość, jaką stanowi sztuka w przestrzeni publicznej czy szerzej edukacja estetyczna, namawiał do zakładania stowarzyszeń, mniemając, że osoby o wspólnym interesie znajdą większy posłuch niż sfrustrowane jednostki zawzięcie upominające się o swoje racje. Dał przy tym wyraźnie do zrozumienia, że preferuje rozmowy z przedstawicielami wielkich korporacji.

Odkrywanie postmodernizmu

Mówiąc o estetycznych rozczarowaniach, koniecznie należy też zwrócić uwagę na istotne przewartościowanie, jakie dokonało się zarówno podczas WWB3, jak i w Łodzi. Mowa o przepracowaniu spuścizny postmodernizmu w projektowaniu tak architektury, jak i produktu (mebli, oświetlenia etc.). Nurt ten przez wielu uznany za kwintesencję kiczu i złego smaku po latach wrócił na salony w cudzysłowie ironicznego inside joke. Na festiwalu w Łodzi wątek ten wybrzmiewał w pokazie ukraińskiego dizajnu – pozbawionego korzeni, uczącego się wszystkiego od nowa od lat 90., i inspirowanego zarówno znaleziskami z internetu i zagranicznych czasopism, światowymi klasykami dizajnu, jak i nowobogackimi rozwiązaniami okresu dzikiego kapitalizmu. Wydaje się, że w polskim projektowaniu przedmiotu wciąż brakuje jakiegoś impulsu umożliwiającego żartobliwe nawiązanie do tej tradycji.

Jane Pavitt, wykład w ramach Warszawy w Budowie
/ fot. Bartosz Stawiarski

Podczas Warszawy w Budowie odbyły się natomiast wystawa i sesja poświęcone postmodernistycznemu doświadczeniu w polskiej architekturze i jego kolonialnej genezie. W panelu uczestniczyła m.in. słynna badaczka Jane Pavitt, autorka (wraz z Davidem Crowleyem) kultowego opracowania „Cold War Modern. Design 1945-1970” i współkuratorka najnowszej wystawy w londyńskim Victoria&Albert Museum, „Postmodernism: Style and Subversion 1970-1990”. Niemal w tym samym czasie ukazały się w Polsce książki Waltera Benna Michaelsa „Kształt znaczącego. Od roku 1967 do końca historii” oraz „Goodbye Mr. Postmodernism” Bartosza Kuźniarza.

***
Na polskiego Venturiego, który zaadaptuje do lokalnych potrzeb metodologię słynnego „Learning from Las Vegas” (analizy socjologicznego chaosu estetycznego i specyfiki komunikacji wizualnej wielkich miast i rozległych przedmieść) musimy jeszcze trochę poczekać. Materiału do badań jest pod dostatkiem, najlepszym case study byłby chyba Raszyn. Mam nadzieję, że przyszłoroczna Warszawa w Budowie podejmie ten frapujący temat.