Jeszcze 1 minuta czytania

Katarzyna Tórz

OPÓR CODZIENNY:
Stany lekowe

Katarzyna Tórz

Katarzyna Tórz

Mogłoby być dużo lepiej. Taka alternatywa jawi się gdzieś w tle, pomimo pogrążenia w szarej masie jesieni i nadciągającej zimy. Jednak do momentu realnej poprawy zostało około pięć miesięcy. Skłania to część populacji do skorzystania z bogatej, coraz lepiej opakowanej i komunikowanej oferty farmaceutycznej i parafarmaceutycznej. Spośród kolorowych pigułek, suplementów i pocieszycieli wybieramy tej jesieni specyfiki jak najmniej obciążające ustrój, a jednocześnie przynoszące znaczące psychiczne odciążenie.

OSTRZEŻENIE

Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu.

Zgodnie z nazwą jednego z działów dwutygodnik.com – produkty uboczne – większość tego co miłe i kolorowe, ma swoje skutki niepożądane. Oczywiście ulotek lepiej nie czytać, okaże się bowiem, że nawet smaczne witaminy mogą prowadzić do mikrouszkodzeń. Jednak farmaceutyki, zwłaszcza te oparte na czystej chemii, budzą coraz więcej nadziei – na zdrowie, poprawę jakości życia lub zwyczajną ulgę. W nocnych audycjach przyciągających samotnych, łaknących rozmowy słuchaczy psychologiczne porady mieszają się z perswazją lekarza zalecającego łagodną terapię farmaceutyczną. Reklamy skłaniają do zapobiegania coraz liczniejszym chorobom cywilizacyjnym, a w drogerii coraz trudniej rozróżnić kosmetyk od leku. Połknąć, czy się posmarować?

Tajemnicze skutki uboczne są pożywką dla mediów, lekofobów i lekomanów. A także firm farmaceutycznych rywalizujących między sobą o rząd ciał i zasobów. Nic lepiej nie działa na wzrost sprzedaży (lub jej spadek u konkurencji) niż elektryzująca informacja o cudownych właściwościach leku, lub niebezpieczeństwach związanych z jego zażywaniem. Dzięki skutecznym działaniom PR-owym miliony ludzi szczepi się na choroby, których nie da się uniknąć, na skutek ignorancji poważne skutki uboczne uznaje się za naturalne ryzyko, które warto ponieść. Leki i paraleki wpisane są w życie współczesnego obywatela świata. Robią karierę jako produkty, ale także ikony popkultury, emblematy pragnień i towarzyskich aspiracji. W niektórych okolicznościach wypada przyznać się do zażywania lekkich, nowoczesnych antydepresantów, lepiej jednak nie wspominać o cięższych przypadkach chorób psychicznych w rodzinie. Smutna, przewlekła choroba oddala, ekologiczne, przebadane laboratoryjnie suplementy diety są okazją do niezobowiązującej rozmowy o małych kłopotach zapracowanych ludzi. Tymczasem, niezależnie od kryzysu, w aptekach toczy się najbardziej ożywione życie towarzyskie – to tam zbierają się przedstawiciele różnych warstw społecznych, których łączy wspólne wpatrywanie się w apteczne okienko. Niejeden farmaceuta mógłby podzielić się setkami życiowych historii zasłyszanych od klientów, na których zawsze można liczyć.

Przed kilkoma dniami ogłoszono nową listę leków refundowanych. Jak zwykle przyprawiła ona o dreszcz niepokoju tysiące ludzi, którzy w dokonanej przez system wycenie skomplikowanych substancji chemicznych odnajdują swoje być albo nie być. Na pocieszenie przedstawiamy jasną stronę sytuacji – kolorowe dizajny polskich ulotek reklamujących leki.

Pochodzenie: archiwum rodzinne, czas: lata 60. i 70. XX wieku.