PRZYJEMNOŚĆ DRUKU:  Print's not dead
mottodistribution.com

PRZYJEMNOŚĆ DRUKU:
Print's not dead

Jakub Bąk

Rozpoczynamy cykl poświęcony artist's books i zjawisku self-publishingu. W kolejnych tekstach będziemy się krytycznie przyglądać najciekawszym nowościom wydawniczym i niezależnym inicjatywom z całego świata

Jeszcze 2 minuty czytania

Artist's books – coraz popularniesze publikacje tworzone przez artystów – przyjmują najdziwniejsze formy i przeróżnie bywają nazywane: książką artystyczną, magazynem artystycznym, fanzinem, artzinem, archizinem, photobookiem itd. Jakąkolwiek nazwą byśmy się posłużyli, musimy przede wszystkim zawęzić temat do publikacji pomyślanych jako autonomiczne dzieła sztuki. Będą to więc stosunkowo tanie dzieła sztuki. W formie drukowanej, w małym, ale dostępnym nakładzie (100 lub więcej egzemplarzy). Takie publikacje – nawet jeśli odnoszą się do istniejących już prac (obrazów, instalacji, rysunków itp.) – wykorzystują je na własnych zasadach. Budują z reprodukcji nową wartość, która dochodzi do głosu dopiero w formie zadrukowanej strony.

Motto Berlin, księgarnia dedykowana self-publishingowi
/ mottodistribution.com

Mówimy tutaj o publikacjach zawierających wyłącznie elementy artystyczne, bez komentarza, bez jakiegokolwiek czynnika, który nie byłby integralną częścią zaprojektowanego dzieła. Będą to więc nieco inne wydawnictwa niż tradycyjne katalogi wystaw czy monografie artystów, w których fotograficznej dokumentacji towarzyszy akademicki esej lub kuratorska nowomowa. Te najpopularniejsze dziś formy wydawnictw o sztuce są w istocie spadkobiercami XIX-wiecznego katalogu handlowego narzędzia marszanda prezentującego dostępny towar.

Wydaj się sam!

Wśród 400 tysięcy nowych książek, jakie co roku pokazywane są na targach we Frankfurcie, kilka tysięcy z nich to tradycyjne publikacje poświęcone sztuce. W tym roku, równolegle do tej największej bibliofilskiej imprezy na świecie, wystartowało „First Issue” konferencja i targi wydawnictw artystycznych publikowanych własnym nakładem. Większość ukazuje się w kilkuosobowych (lub nawet jednoosobowych) wydawnictwach, zazwyczaj za własne pieniądze autorów lub dzięki grantom. „First Issue” to jedynie wierzchołek góry lodowej, jedna z wielu imprez jakie coraz częściej odbywają się Europie i obu Amerykach. Największa z nich to „The NY Art Book Fair”, z przeszło 20 tysiącami odwiedzających, przygotowywana przez Printed Matter. Organizacja założona w latach 70. przez takich artystów jak Sol LeWitt, Lucy Lippard i Carl Andre kolekcjonuje, wydaje i dystrybuuje niskonakładowe wydawnictwa artystyczne.

Zjawisko w ostatnim czasie nabiera niesłychanego rozmachu, coraz mocniej się osadza i tworzy własne instytucje: galerie (np. TTC w Kopenhadze), księgarnie (np. sieć dystrybucji wydawnictw niskonakładowych Motto) i niezliczone serwisy internetowe (jak londyński Self Publish Be Happy).

Bookie w Piktogramie

W Polsce, póki co, jedynie księgarnie przygaleryjne czy przyfundacyjne prowadzą dystrybucję podobnych druków, głównie pozycji wydanych przez siebie, lub zaprzyjaźnione organizacje. Duże instytucje są mało zainteresowane wydawnictwami niezależnymi. Prawdopodobnie z racji słabej wiary w komercyjne powodzenie takiej inicjatywy.

H. Zamojski „Bookie”, 2011 / Piktogram / BLA

Szerszy obraz niezależnego rynku wydawniczego mogliśmy zobaczyć podczas wystawy/księgarni „Bookie” pokazanej tego lata w warszawskim Piktogramie. Jej kuratorem był artysta i wydawca z Poznania, Honza Zamojski. Impreza nie przyniosła komercyjnego sukcesu, większość rzeczy się nie sprzedała. Polska publiczność okazała się niezainteresowana lub raczej nieprzygotowana do zakupu rarytasów wydawniczych. Tak jak 10 lat temu nie była przygotowana do wydawania pieniędzy na młodą i wtedy tanią sztukę. Jednak nie o to w imprezie Piktogramu chodziło. Księgarnia była częścią wystawy Zamojskiego, a jej oferta formą jego osobistej wypowiedzi na temat druków – jako dzieł sztuki.

Kiosk w podróży

Nieco inny charakter miał „Kiosk”, wystawa/biblioteka kuratorowana przez Christophera Kellera, która jeździła po Europie od 2001 do 2009 roku, skutecznie omijając nasz kraj. Około 6 tysięcy książek zbieranych przez Kellera od 1999 roku ostatecznie zadomowiło się w berlińskiej Kunstbibliothek Stiftung Preußischer Kunstbesitz. Keller, w przeciwieństwie do Honzy Zamojskiego, nie jest bibliofilem; nie projektuje książek, nie fetyszyzuje ich, nie wącha, nie obmacuje i nie bada przez lupę precyzji druku i składu. Kellera książki zafascynowały przez swoje właściwości użytkowe. Nie wymagając instrukcji obsługi (ściągasz z półki i otwierasz nawet dziecko to potrafi), dają niezwykłe możliwości komunikacji, zwielokrotniania, proliferacji i dystrybucji idei oraz tworzenia sztuki dostępnej dla wszystkich.

„Kiosk (XII) – Printing Matters!”, 2005 / Witte de With,
Rotterdam

„Kiosk” i „Bookie” doskonale pokazały dojrzałe podejście do niszowych wydawnictw artystycznych, w których wszystko jest ważne treść współgra z formą, tworząc spójny przekaz artystyczny. Tak w przypadku pojedynczej książki, jak i całego zbioru.

Książka kontra iPad

W ciągu ostatnich 50 lat książki artystyczne zdążyły się narodzić, zdefiniować, zinstytucjonalizować i rozpowszechnić. Podlegały hybrydyzacji, transformowały się, deklarowały różne źródła (od pierwszej awangardy po punkowe funziny), usprawniały kanały dystrybucji, by w dobie ipada, Kindle i taniego druku cyfrowego przyjąć formę absolutnie nie do ogarnięcia. Nowojorska oficyna Printed Matter co tydzień dostaje około 400 nowych propozycji, z czego wybiera około 150, co daje rocznie 20 tysięcy pozycji objętych dystrybucją tej nobliwej organizacji.

SALON ZIMOWY

W ten weekend w Warszawie odbywa się Salon Zimowy, kolejna inicjatywa w ramach projektu „Gdzie Jest Sztuka?”, grupującego najważniejsze warszawskie galerie. Jest to kiermasz sztuki współczesnej: najnowszych publikacji artystycznych, edycji, fotografii, oryginalnych prac artystów młodego i średniego pokolenia. Podczas Salonu zaplanowano szereg artystycznych i wydawniczych premier, w tym m.in. nowe edycje Agaty Bogackiej, Ryszarda Góreckiego, Zbigniewa Libery, teki fotograficzne Wojciecha Plewińskiego, Tadeusza Rolke i Eustachego Kossakowskiego i wiele innych.
10 - 11 grudnia 2011
Cukry, ul. Ogrodowa 31/35, Warszawa

Zjawisko self-publishingu nagle stało się tak olbrzymie, że tłumaczenie go w kontekście historycznym prowadzi na manowce. Znacznie więcej może wyjaśnić próba zrozumienia sytuacji na tle współczesnego pejzażu medialnego, zwłaszcza, że uczestnikami boomu tego artystycznego samizdatu nowej ery są głównie ludzie młodzi.

Powszechność internetowych platform do autoprezentacji (Blogger, Flickr, YouTube, Facebook, Twitter) paradoksalnie przyczyniła się do renesansu papieru. Kiedy badacze mediów ogłosili koniec ery druku, książki stały się dziełami sztuki, kolekcjonerskimi obiektami pożądania, które w przeciwieństwie do tradycyjnych dzieł mogą istnieć w wielu miejscach jednocześnie. Drukowana publikacja – jako materialny obiekt – stała się wyjątkowa w swej seryjnej jednostkowości, a taktylne właściwości książki są nieporównywalne z właściwościami iPada. Książka, czy nawet broszurowy zin ma swój format, ciężar, można ją wziąć do ręki, obejrzeć i przeczytać, co nie kończy jej konsumpcji. Równie ważne jest odłożenie na półkę i budowanie własnego rzędu grzbietów – kolekcji.

Chociaż dziś kosztują niewiele (ok. 25 euro), dzięki krótkim seriom dają nadzieję na wzrost wartości. Nikt nie przewidzi, co się stanie, gdy młodzi uczestnicy rynku dojrzeją. Wiadomo jedynie, że książki starzeją się lepiej niż ludzie.

Książka jak wystawa

Artist's books przynoszą korzyści również tworzącym je artystom. Oczywiście nie w formie żywej gotówki. Publikacje dostarczają raczej zysków niewymiernych, podobnie jak wystawy, chociaż na nieco innych zasadach. 

W odróżnieniu od udziału w ważnej ekspozycji, książka daje przestrzeń do popełniania błędów, jakże cenną i zapomnianą w świecie zdominowanym przez rynek i kuratorów przedkładających ponad wszystko własną reputację. Dla młodego artysty publikacja może być nawet cenniejsza od wystawy, bo po pierwsze łatwiej do niej doprowadzić, po drugie ma szerszy zasięg – pozwala skutecznie trafić do większej liczby osób, zwłaszcza świadomych odbiorców, a po trzecie trwa dłużej. Publikacja nie musi być zresztą dobrem zastępczym, może też pełnić rolę komplementarną wobec wystawy lub nawet być jej przedmiotem, jak na tegorocznej imprezie o wszystko mówiącym tytule „Sam się publikuj” w warszawskiej galerii Czułość.

Honza Zamoyski, „Jak jsem potkal ďábla”,
Morava Books, 2010

Ciężki oddech drukarza

Węgierski projektant Gyorgy Kepes w latach 40. ubiegłego stulecia żądał wydawnictw zgodnych z duchem czasu. Pomstując na tradycjonalistyczne podejście do druku, pisał: „Niezależnie od znacznych wysiłków, jakie w ciągu ostatnich 30 lat poczyniono w kierunku rozwoju stylu projektowania książek, zgodnie z duchem współczesnej estetyki i dostępnych technologii, w dalszym ciągu głównym punktem odniesienia jest ręcznie drukowana i oprawiana książka z czasów poprzedzających rewolucję przemysłową...”.

Po rewolucji technologii IT czas książki zatoczył koło i wrócił do ery przedindustrialnej. Manufakturowa produkcja w pracowniach sitodruku, przy kserokopiarkach i w małych zakładach wre również w Polsce. Ciężki oddech drukarza, zapach farby oraz noce spędzone w drukarni, a na koniec ręczna praca przy oprawie wieńczy wielotygodniowe projektowanie i składanie książki. Na powstanie artist's book składa się wysiłek, jaki winien towarzyszyć tworzeniu każdego pełnoprawnego dzieła sztuki.

Kolekcjonerom i amatorom artystycznych druków pozostaje tropić nowości i czekać na powstanie w kraju konsolidujących zjawisko księgarni/galerii.