Biblioteki
Jest lekarzem, ale w każdym mieście odwiedza biblioteki. Ulubione ma w Sankt Petersburgu i Szanghaju. W bibliotekach chińskich docenia drzewo wiśniowe. W amerykańskich zielone lampy i kamień, jak w princetońskiej Firestone Library. Popiera tutejszy kult bibliotek publicznych.
W British Library w Londynie nie ogląda Sutry Diamentowej, dziennika wyprawy na biegun kapitana Scotta, ani partytury „Mesjasza” Haendla. To mogłaby robić przez internet z każdego miejsca na świecie. Chodzi do bibliotek czytać stare gazety. Czynność ta niezwykle ją uspokaja. Mogłaby wprawdzie odwiedzać kościoły lub sale koncertowe, ale filharmonie otwierają zbyt późno, a kościoły są martwe. Biblioteki to jej zdaniem „ostatnie fabryki spokoju na ziemi”.
Dzieli się dziwaczną historią o chińskim uczonym: „Gdy dotarli do Bramy Smoka, przewodniczący gildii wskazał ją i rzekł: «Oto brama dla uczonych». Weszli do korytarza z salkami egzaminacyjnymi po obu stronach i przewodniczący gildii powiedział: «Oto salka numer jeden. Możecie wejść do środka i się rozejrzeć». Chou Chin wszedł do środka i kiedy zobaczył jak starannie ustawiono biurko, łzy napłynęły mu do oczu. Westchnął przeciągle, uderzył głową o biurko i osunął się nieprzytomny na ziemię” (Wu Ching-Tzu „Uczeni”).
Ikonoklazm
W poszukiwaniu recenzji z filmu Agnieszki Holland przeglądam krajową prasę. I czytam: „zamienianie Holokaustu w przemysł rozrywkowy, jak się to dzieje w filmie, jest zadawaniem kłamu prawdzie. Jak można wniknąć i odtworzyć psychikę ludzi ściganych jak zwierzęta? Skąd możemy wiedzieć o tym, co czuli idący na rozstrzelanie, czy do gazu? (...) Ja generalnie wzbraniam wchodzenia filmom fabularnym w taką sytuację. To tak, jakby ktoś chciał uprawiać literaturę holocaustową i napisał dzisiaj powieść, w której ktoś dostaje się do obozu koncentracyjnego i zmierza do komory gazowej. O Auschwitz miał prawo pisać Borowski. On tam był. Podobnie Primo Levi. Nie mogę pojąć śmiałości, a inni powiedzą «pychy» artysty, który chce wnikać w tajemnicę śmierci”.
Prof. Śpiewak zastrzega, że nie widział filmu i nie ma zamiaru go oglądać. Wiedzę o tamtych czasach należy bowiem czerpać ze źródeł historycznych, nie z ekranu. Pojawia się pytanie, skąd należy czerpać wiedzę o ekranie.
Joanna Tokarska-Bakir, ur. 1958, antropolożka kultury, eseistka, autorka m.in. „Legendy o krwi. Antropologia przesądu” (2008).
Recenzent „Newsweeka” meldował zdławionym szeptem: doradca premiera Tuska nazywa Żydów „trupkami”
„Dzienniki” Susan Sontag, dla mnie nowość, choć tom pierwszy wyszedł cztery lata temu. Wstęp do pism pośmiertnych napisał jej syn, David Rieff
Martha Stewart wysyła ghostwriterkę do Kaliforni, gdzie jeszcze niedawno mieszkała inna pani z Polski, Ganna Walska, awanturnica i niespełniona diwa operowa
Komentarze (2)
Czy to ma jakis sens robić sobie codzienną płukankę mózgową typu analityczno- kulturowego.
Filmy mają dostarczać rozrywki, mają powodować wzloty i upadki, mają nam dawać to czego już samemu nie jesteśmy w stanie sobie dać. Dlatego wara od ekranów naszych wrażeń.
brawo dla tej pani.