dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Goran Injac

TRZECIA PRZESTRZEŃ:
Baku, Baku disco show (No.1)

Goran Injac

God save the queen
'Cause tourists are money
And our figurehead

Is not what she seems

[Sex Pistols]

1.

Blask Baku widać już z samolotu. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to ogromna ilość kolorowych świateł, skomplikowane, choć nieskładne kompleksy fontann oraz niebosiężne pomniki, wieżowce i dźwigi. Widać ogromny maszt flagowy, według mieszkańców miasta najwyższy na świecie i dziesiątki innych, potężnych (i zupełnie niepotrzebnych) budowli, najróżniejszych obiektów-gigantów upchniętych w przestrzeni miasta. W planie urbanistycznym Baku jest też miejsce na budynki zaprojektowane przez znanych światowych architektów, giną one jednak wśród spektakularnych przejawów dominującej estetycznej koncepcji. Podstawową poetyką architektoniczną jest tu kicz, i to średniej jakości, bez funkcji.

Kiedy początkowy szok minie, można rozejrzeć się uważniej i dostrzec – wciąż z powietrznej perspektywy – typowy, bardziej realny pejzaż tego miasta: żółto-szara ziemia, zaledwie kilka małych, świeżo posadzonych drzew, a wszędzie wokół – niewiarygodna ilość betoniarek. Pomiędzy nimi lśnią jasnoniebieskie powierzchnie basenów. Każda willa ma po jednym i przed każdą parkuje co najmniej jeden czarny dżip.

2.

Baku, albo – zgodnie z planem lokalnych władz: Nowy Dubaj – zużywa olbrzymią ilość energii elektrycznej. Mieszkańcy miasta mówią, że jest to możliwe dzięki restrykcjom narzuconym reszcie kraju. Żeby stolica mogła się zaprezentować w pełnym blasku, reszta tego małego państwa na krańcu Europy musi się wyrzec swojej dawki energii. Cel wyższy to fałszywy blask stolicy. Jest on produktem polityki, która dąży do stworzenia określonego image, całkowicie irracjonalnego. Stolica Azerbejdżanu jest przykładem na to, jak za pomocą ingerencji w przestrzeń publiczną można zmienić otoczenie, a przez to i obraz metropolii w świadomości jej mieszkańców – kod mentalny miasta.

Nowe, uszminkowane Baku jest jedną wielką symulacją. Stało się bez końca ponawianą reklamą samego siebie. Oczywiście, reklama ta nie ma żadnego związku z realnym stanem rzeczy, ani z potrzebami i wymaganiami społeczeństwa, które w niej występuje. To miasto istnieje wyłącznie jako jedna wielka metarzeczywistość. Nie jest już realne, jest tylko kolorowym, architektoniczno-mentalnym symulakrum.

Szyb naftowy w Baku, fot.Gulustan / Wikimedia Commons

Miasto-symulakrum nie pozwala nam zobaczyć choćby części swojego prawdziwego, ludzkiego oblicza. Wszystkie ulice w centrum snują cały czas tę samą opowieść; usiłują uwieść nas nadmiarem „zachodniego”. Prezydent Alijew buduje nową halę koncertową na użytek przyszłej Eurowizji, wielką pop-dumę tego całego pop-miasta. Nam, którzy przyzwyczailiśmy się, że w miejskim pejzażu zmieniają się nazwy zagranicznych banków, zupełnie niewiarygodny wyda się fakt, że w Azerbejdżanie nie ma żadnego obcego banku. Wszystkie billboardy i reklamy świetlne eksponują jedno tylko imię – Pasha. Przed oczami migają: Pasha Bank, Pasha Consulting, Pasha Engineering, czyli nazwy elementów wielkiej korporacji, której właścicielką jest azerska first lady.

Dzieci prezydenta – przynajmniej według tego, co mówią mieszkańcy Baku – wolą jednak modę. Są oni właścicielami większości butików Armaniego, Prady, D&G, ulokowanych w centrum miasta. „Wielki sułtan” troszczy się nie tylko o nieruchomości. Do jego rodziny należy największa fundacja, która finansuje to, co można by nazwać sektorem pozarządowym: „niezależną” kulturę, sztukę, różne projekty społeczne. W ten sposób państwo kontroluje również sferę, która z natury rzeczy powinna być nie-państwowa.

A co na to Zachód? Zachodowi jest wszystko jedno, póki może zarabiać, budując w Baku rozmaite cuda. Raczej nie wtrąca się w politykę „sułtana”. Azerska ropa dobrze służy i jednej, i drugiej stronie. Miasto-reklama transformacji, duma kapitalizmu na peryferiach, próbuje nas przekonać, jak ładna i „pozaideologiczna” jest rzeczywistość. Pokazuje, że pieniądze, które umożliwiają całą tę symulację, nie mają żadnego zaplecza ideologicznego. Mają wyłącznie „wartość”. Zachód po prostu przyjeżdża do Baku, buduje, kupuje, inwestuje, a potem się tym wszystkim dzieli pół na pół z tutejszą „rodziną” i rusza dalej, zgodnie z kolejnym, zaplanowanym kierunkiem inwestycji. Do Azji Środkowej, na Daleki Wschód, kto wie dokąd jeszcze.

A jak się do tego wszystkiego ma azerski teatr?

c.d.n.

Goran Injac – studiował historię sztuki na Uniwersytecie w Belgradzie oraz języki i literaturę porównawczą na Uniwersytecie w Nowym Sadzie, w Serbii. Odbył także podyplomowe studia z językoznawstwa komparatywnego oraz literatury porównawczej na kilku europejskich uniwersytetach: w Anglii, Norwegii i Austrii. W wolnym czasie wykłada na uniwersytecie. Innego nie ma.

TRZECIA PRZESTRZEŃ:
Kalendarz tożsamości

Dla tych, którzy nie wiedzą: 9 maja to Dzień Zwycięstwa. Uściślijmy: zwycięstwa nad faszyzmem

Czytaj dalej

TRZECIA PRZESTRZEŃ:
Wykonać partię

Czy partia polityczna jest tworem „performatywnym”? Wnioskując z przedsięwzięcia dwójki dramaturgów i dramatopisarzy z Belgradu – jest

Czytaj dalej

TRZECIA PRZESTRZEŃ:
My, ludzie teatru

Tak, teatr, jeśli go traktujemy poważnie, może sporo nabroić

Czytaj dalej

Sztuka

Berlin-Warszawa Express

Katarzyna Bojarska

Literatura

CZYTELNIA:
Dożywocie

Rozmowa z Michałem Witkowskim

Sztuka

Poznański pat

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Sztuka jest bezużyteczna

rozmowa z Wolfgangiem Tillmansem

Sztuka

PRZYJEMNOŚĆ DRUKU:
Saprofagi, czyli książki żerujące

Jakub Bąk

Rozmowy

Melancholia z jurty

Rozmowa z Raphaelem Rogińskim

Literatura

Błąd
trubadura

Anna Arno

Film

Wszystkie litery klaustrofobii – Alfabet Polańskiego

Piotr Mirski/ Maciej Stasiowski

Komentarze (0)