Tomasz Różycki, „Bestiarium”

Tomasz Różycki, „Bestiarium”

Zofia Zaleska

W poetyckiej prozie Różyckiego panuje przytłaczający i jednocześnie twórczy nadmiar. Coś wciąż mnoży się, wije, ślini, jęczy i szepcze po kątach

Jeszcze 2 minuty czytania

Bohater „Bestiarium”, pierwszej powieści Różyckiego – alter ego autora – pewnej parnej lipcowej nocy zasypia i śni o niezwykłej podróży, w którą wyrusza śladem tajemniczego zielonookiego psa. Powieściowe senne przygody rozgrywają się w znanej z wcześniejszych dzieł poety atmosferze katastrofy, w cieniu zagłady obecnego świata, który lada chwila zaleje potop. Nim się przebudzi, bohater zostaje parę razy cudownie ocalony, przemierza labirynty podziemnych lochów i pokoi, a na koniec płynie na łożu prababki poprzez zatopione ulice Lunopolis, czyli Opola à rebours. We śnie spotyka po kolei różnych członków rodziny – babkę, wuja, stryja, kuzynów i kuzynki. Podobnie jak Wnuk z poematu Różyckiego „Dwanaście stacji” bohater „Bestiarium” zostaje przez babkę wyznaczony do załatwienia pewnej skomplikowanej rodzinnej sprawy. 

Tomasz Różycki, „Bestiarium”. Znak, Kraków, 198 stron,
w księgarniach od marca 2012
Zwodnicze senne zwierciadło odbija tu nie tylko historie i przywary rodzinne, lecz przede wszystkim polskie mity i obsesje. To opowieść o Polsce, napisana w absurdalnej onirycznej poetyce, a jednak niepokojąco realna i znajoma. O „sprawie polskiej” nie sposób pisać, nie odnosząc się do jej licznych literackich ujęć. „Bestiarium” jest opatrzone cytatem z „Trenów” Kochanowskiego, na kartach wyraźnie słychać echa dzieł Mickiewicza, Wyspiańskiego, Schulza oraz Gombrowicza.

Dialog z klasykami, który Różycki prowadzi w całej swej twórczości, nie przeszkadza mu jednak mówić odrębnym głosem. Konstruuje niezwykle barwny świat, zaludniony tłumem groteskowych postaci rodem z galerii narodowych portretów. Spotykani krewni reprezentują dobrze nam znane typy polskich pieniaczy, fanatyków i cierpiętników. Wuj działa w podziemiu – w piwnicach, które znajdują się pod rodzinną kamienicą i rozciągają pod całym miastem, przygotowuje się do planowanej przez wrogie siły powodzi. Jego podziemne państwo to skład rupieci i pamiątek po minionych czasach. W ciemnych lochach piętrzą się akta bezpieki i gestapo, fotografie z getta, książki, kości smoków, olbrzymów i piastowskich królów, stosy konserw i sfałszowanych kart do głosowania oraz różne cuda i dziwy, jak na przykład góry zgolonych wąsów. Wysoko ponad całym tym rozgardiaszem – na poddaszu kamienicy – mieszka stryj, który z góry pogardliwie spogląda na gorączkowe działania krewniaka. Obaj toczą ze sobą spór o spadek po babce. „Babka rzeźnię miała” – dowiadujemy się wraz z bohaterem, a sformułowanie to powraca w książce jak refren. Babcina rzeźnia to w „Bestiarium” metafora polskiej historii, w której od stuleci kolejne pokolenia młodych ludzi posyłane są na rzeź. Spadek to osobliwy, domowa wojna toczy się nie o pieniądze, ale o rząd dusz i przeforsowanie odmiennych wizji Polski.

Wuj jest strażnikiem tradycji i pamięci o przeszłości. Nosi sygnet, brzdąka na gitarze harcerskie i oazowe piosenki, a w ukryciu buduje tratwę, która ma ocalić pamiątki oraz mieszkańców miasta, gdy „ci z góry” zaleją ulice tonami wody. Stryj chce raz na zawsze zamknąć rzeźnię, w której widzi źródło wszelkich nieszczęść. „Mówię ci, April in Paris, kochanieńki, nie listopad w mgle ściernisk. Babka rzeźnię miała, a teraz nie będzie już po tym ni śladu. Ja nie pozwolę, taka moja misja. Wolność i słońce, nowa szansa, rozumisz” – wykrzykuje gniewnie, zżymając się na wujowe msze i celebracje. Na powódź czeka jak na wybawienie, bo wierzy, że zagłada starego świata przyniesie świat odnowiony, czysty i nieskalany. W kulminacyjnym momencie opowieści obaj toczą ze sobą zajadłą, komiczną walkę na patriotyczne pieśni i obrazoburcze hałasy – stryj zagłusza grany przez wuja hymn natrętnym spuszczaniem wody w toalecie.

Senny koszmar staje się wBestiarium” sposobem na przedstawienie wynaturzonego oblicza sporów o pamięć. Różycki nie opowiada się po żadnej stronie, nie ma wywrotowych czy kaznodziejskich aspiracji. Jego powieść to tragikomiczny senny wybryk, który bawi i straszy niczym znana jak zły szeląg historia w piekielnych, narodowo-rodzinnych dekoracjach. Choć bohater stara się wypełnić powierzoną mu absurdalną misję, to nie daje się wciągnąć w kłótnię toczoną przez krewnych. Ich próby uratowania bądź odnowienia zaszyfrowanej pod postacią spadku narodowej wspólnoty nie ocalają bowiem tego, co jest mu drogie. Spory o Polskę, ideologiczne krzyki i machinacje przesłaniają – mówi poeta – to, co naprawdę istotne – świat w całym swym skomplikowaniu i prostocie, z jego anomaliami, dziwami, okrucieństwem i pięknem.

Różyckiego interesuje opisywanie momentów, w których rzeczywistość traci swe codzienne, zrozumiałe kształty i zmienia się w nieujarzmiony żywioł, osuwa się w pustkę. Świat majaków i złudzeń znakomicie się do tego nadaje. W poetyckiej prozie autoraBestiarium” panuje przytłaczający i jednocześnie twórczy nadmiar. Coś wciąż mnoży się, wije, ślini, mlaszcze, kąsa, gra, jęczy i szepcze po kątach. Język żyje tu własnym życiem – zwisa z ust bohatera, wlecze się przed nim po ziemi, plącze się między stopami, rwie się do lizania, sprawia nieprzewidziane trudności i kłopoty. Powódź, zamiast przynieść oczyszczenie, potęguje tylko wszechobecny zamęt. A czytelnik, podobnie jak główny bohater, budzi się z tego snu oszołomiony i zadaje sobie pytanie – co tu się naprawdę wydarzyło?