TELEGAZETA: „Treme” – nuda aktualności

TELEGAZETA:
„Treme” – nuda aktualności

M. Szcześniak/ Ł. Zaremba

Serial „Treme”, opowiadający o zniszczonym przez huragan Nowym Orleanie, dąży do stworzenia innego modelu komentowania rzeczywistości, oraz innego typu aktualności niż aktualność stacji informacyjnych

Jeszcze 3 minuty czytania

W marcu 2012 roku Polska stała się kolejnym krajem, którego największe miasta i wybrane atrakcje turystyczne można przemierzać za pomocą kursora, zagłębiając się w panoramicznych obrazach aplikacji Google Street View. Uważni użytkownicy programu dostrzegą jednak, że zdjęcia, wykonane przez pragnące naśladować ludzki punkt widzenia dziewięciosoczewokowe oczy aparatów Google’a, straciły już nieco ze swojej aktualności. Na billboardach i budynkach zmieniły się reklamy, poprzednie remonty zostały zastąpione kolejnymi, nie wspominając już o pogodzie, która przecież nie zawsze jest taka, jak latem 2011 roku, gdy samochody Google’a przejeżdżały Polskę, realizując kolonialną misję zapanowania nad sferą wizualną. Choć firma Google stara się jak najczęściej aktualizować zarówno swoje satelitarne, jak i uliczne mapy, na szczęście wciąż nie posiada ani technicznych, ani prawnych możliwości pokazywania całego świata w czasie rzeczywistym. Oczywiście, gdy wydarza się kryzys o skali globalnej (wymagający uaktualnienia globusów), Google stara się reagować możliwie najszybciej. Zawsze jednak pozostaje spóźniony przede wszystkim wobec telewizji, która zarówno konflikty, jak i kataklizmy (oczywiście te istotne dla „wolnego świata”) transmituje na żywo 24 godziny na dobę.

Pierwsze poważne wyzwanie aktualizacyjne pojawiło się już latem 2005 roku, kilka miesięcy po uruchomieniu głównego kartograficznego programu Google’a – Google Earth. Poruszający się z maksymalną prędkością 280 km/h huragan Katrina zniszczył wówczas znaczną część południowego wybrzeża Stanów Zjednoczonych i aż 80% terytorium Nowego Orleanu. Wielu ewakuowanych mieszkańców, pozbawionych dostępu do odciętego od świata miasta i informacji o stanie dobytku i sąsiedztwa, zwróciło się wówczas ku internetowym mapom w poszukiwaniu wizualnych świadectw zniszczenia. Podczas gdy telewizja konstruowała wizję jednorodnie zdewastowanej przez powódź metropolii (współczesnego Babilonu), jego mieszkańcy zainteresowani byli przede wszystkim losami pojedynczych osób, ale też bieżącym stanem ulic i konkretnych obiektów. Był to jeden z tych momentów, gdy imperialne narzędzie zostało wykorzystane w sposób wysoce zindywidualizowany, prywatny i do pewnego stopnia oddolny – zdjęcia (satelitarne i lotnicze) dostarczał nie tylko Google, lecz także indywidualni użytkownicy. Stworzono w ten sposób najbardziej aktualny z dostępnych obraz miasta.

W jednej z pierwszych scen serialu „Treme” (HBO), poświęconego życiu Nowego Orleanu już trzy miesiące po Katrinie, profesor literatury na miejscowym uniwersytecie , Creighton Bernette (John Goodman), podczas wywiadu udzielanego brytyjskiej telewizji – zirytowany sposobem, w jaki dziennikarz traktuje tragicznie doświadczone miasto – wyrywa mu z ręki mikrofon i ciska w odmęty rzeki Missisipi. W swojej porywczej wypowiedzi dla telewizji (która jednak wprost deklaruje, że wytnie kontrowersyjne fragmenty) wykrzykuje oskarżenia wobec władz o spowodowanie katastrofy i, przypominając o historii Nowego Orleanu, apeluje o odbudowanie miasta. Próbuje – nieskutecznie – zaprezentować przed kamerą inną od przyjętej przez większość mediów wizję katastrofy („to nie była klęska żywiołowa, lecz katastrofa spowodowana przez człowieka”). Stara się dotrzeć do publiczności amerykańskiej głosem reprezentującym samych mieszkańców miasta. W telewizji nie znajduje jednak miejsca na tego rodzaju treści i  zdesperowany postanawia wrzucić do wody również kamerę.

Rozpoczynęty takim metaobrazem – obrazem telewizyjnym komentującym obecny charakter telewizji – serial „Treme” dąży do stworzenia innego modelu komentowania rzeczywistości, oraz innego typu aktualności niż aktualność stacji informacyjnych. Postać grana przez Johna Goodmana próbuje zabrać głos w toczącej się już wówczas w Stanach Zjednoczonych burzliwej debacie o katastrofie. Opieszała i nieskuteczna reakcja władz, fatalna i tragiczna w skutkach organizacja ewakuacji, ożywienie konfliktów na tle klasowym i rasowym oraz brutalne interwencje policji w samym Nowym Orleanie, przedłużający się proces oczyszczania miasta i wypłaty odszkodowań (lub odmowy wypłaty w wielu przypadkach) – to tylko niektóre tematy tej dyskusji, toczonej jednak w dużej mierze bez udziału samych mieszkańców zniszczonego miasta.

To, co nie udaje się bohaterowi serialu, realizuje być może sam serial. Proponuje on wizję aktualności życia miasta zasadniczo odmienną od wizji telewizyjnych newsów. Stworzony przez Davida Simona – autora legendarnego „The Wire” (HBO) – „Treme” nie buduje swojej aktualności jedynie na wzorze reprezentacji 1:1. Relacja serialu z rzeczywistością Nowego Orleanu, zarówno w roku 2005, jak i w czasach obecnych, jest o wiele bardziej skomplikowana. 

Wystarczy wspomnieć, że serial nagrywany jest w autentycznych przestrzeniach Nowego Orleanu roku 2010, które z powodzeniem odgrywają skutki powodzi z roku 2005 - przez pięć lat bowiem nie udało się odbudować ani nawet uporządkować znacznej części miasta. Nowoorleański żargon, prawdziwe miejsca i wydarzenia (parady Mardi Gras i tzw. „second lines”, słynny Jazz Fest) zostają uzupełnione o bardziej niejednoznaczne powiązania z rzeczywistością, na przykład udział w serialu znanych postaci nowoorleańskiej sceny muzycznej (Kermit Ruffins, Dr. John, Steve Earle).

W serialu wielką rolę odgrywają również statystujący mieszkańcy Nowego Orleanu, biorący udział w przedstawianych w serialu widowiskach – paradach czy koncertach jazzowych, podczas których relacja pomiędzy „filmem” a „rzeczywistością” ulega zatarciu. Jednak najbardziej uderzający i komplikujący relację telewizyjnej reprezentacji do rzeczywistości jest przypadek Olivera Thomasa, demokratycznego radnego z Nowego Orleanu. W 2007 roku ten niezwykle popularny polityk, cieszący się zaufaniem zarówno białych, jak i czarnych wyborców, został skazany na trzy lata więzienia za przyjmowanie korzyści majątkowych. Gdy wyszedł na wolność, w „Treme” zagrał sam siebie... (To niemal tak, jakby Strzępka i Demirski do spektaklu „Tęczowa Trybuna” zaangażowali samą Hannę Gronkiewicz-Waltz).

Nowy Orlean , CC BY-ND 2.0, zdj. Ted Drake

Rytm kablowej telewizji, raz w tygodniu emitującej godzinny odcinek serialu, zaczął zresztą towarzyszyć mieszkańcom Nowego Orleanu. Wielu z nich regularnie spotyka się w barach na wspólne oglądanie – mało kto posiada abonament HBO. Serial, któremu mieszkańcy z lubością wypominają drobne pomyłki, uważany jest przez nich za najpełniejszą reprezentację sytuacji Nowego Orleanu. „To jest to. Jest lepiej niż kiedykolwiek. Prawdopodobnie najlepiej jak może być. Na takie przedstawienie na ekranie Nowy Orlean zasługuje, takiego zawsze pragnął, takiego mu zawsze odmawiano”, napisał o produkcji dziennikarz lokalnego „The Times-Picayune”. Dodajmy, że jest to reprezentacja poprowadzona z punktu widzenia różnych grup mieszkańców, również tych najbardziej wykluczonych i niezrozumianych. Należy jednak przede wszystkim podkreślić, że głównym bohaterem serialu jest społeczność miasta po katastrofie. O tym zaś, że nie jest to jedynie frazes świadczy zaś niemożliwość jednoznacznego wskazania głównego bohatera lub choćby pierwszoplanowych postaci serialu. Być może jedynymi sytuacjami, gdy niemal wszyscy bohaterowie serialu, których losy śledzimy (a jest ich kilkanaścioro), spotkają się w jednym miejscu, są parady i festiwale. 

Na pierwszy rzut oka bohaterowie serialu wydają się do bólu typowi, zaś pobieżne streszczenie najważniejszych wątków fabularnych może sugerować, że w „Treme” po prostu nic się nie dzieje. Typowy nie oznacza tu jednak stereotypu. Oglądamy postaci i sfery życia najsilniej kojarzące się z Nowym Orleanem jako miastem egzotycznym i turystycznym. Serial przekonuje jednak, że to miasto nigdy nie było fasadą czy sceną dla turystów; że kuchnia, muzyka i przygotowywanie kolejnych świąt na najbardziej podstawowym poziomie wiążą mieszkańców. To właśnie dlatego wielu z nich nie potrafi żyć gdzie indziej. Oglądamy więc tych, którzy z różnych powodów w Nowym Orleanie zostali lub do niego wrócili – zaczynając od czarnoskórej właścicielki baru, poszukującej zaginionego podczas huraganu brata; przez białą szefową kuchni, walczącą o uratowanie własnej restauracji; ledwo wiążących koniec z końcem muzyków: emigrantów przygrywających na ulicach, zanurzonego w lokalności zawodowego muzyka do wynajęcia (pochodzący z Nowego Orleanu Wendell Pierce) i didżeja słynnego miejscowego radia WWOZ (Steve Zahn), który zakłada muzyczny kabaret polityczny; po czarnoskórego wodza Indiańskiego Alberta „Big Chief” Lambreaux (znany z „The Wire” Clarke Peters), który przez cały pierwszy sezon rekonstruuje swoje plemię i szyje kostium karnawałowy. Jeśli istnieje w serialu jedna osoba, która znać może wszystkich jego bohaterów, to będzie nią żona wspomnianego Creightona Bernette’a Toni (Melissa Leo), prawniczka. Jest tak jednak przede wszystkim dlatego, że w Nowym Orleanie po Katrinie każdy albo dochodzi swoich praw, albo ma z prawem problemy.

Właściwe każdemu serialowi rozciągnięcie w czasie i powtarzalność zostają wykorzystane w konstrukcji świata przedstawionego. Powiedzmy wprost – „Treme” jest nudne. Sceny ciągną się w nieskończoność, tak jak w nieskończoność ciągną się procesy o odszkodowania; bohaterowie nie przechodzą poważnych przemian, tak jak nie zmienia się otaczająca ich przestrzeń; beznadziejne jest oczekiwanie widza na sceny wyjątkowego napięcia i intensywności, tak jak beznadziejna bywa codzienność po katastrofie. Dramat już się wydarzył, stacje telewizyjne przeniosły się w kolejne miejsca kryzysów, wszystkie, nawet największe indywidualne tragedie stały się elementem codzienności. Mimo obecności atrakcyjnych motywów fabularnych, takich jak śledztwa prowadzone przez Toni Bernette w sprawach zaginięć młodych czarnoskórych mężczyzn, cały serial oddaje niemożność działania w mieście sparaliżowanym nie tylko przez naturę, lecz również biurokrację opartą na społecznych podziałach i przesądach.

Z punktu widzenia reszty Ameryki Nowy Orlean zawsze był miastem nieco egzotycznym, chętnie odwiedzanym podczas najważniejszych świąt, kuszącym barwami, dźwiękami i smakami kuchni kreolskiej. „Treme” odwraca się jednak od wyobrażeń z folderów. Jego twórcy pokazują kryjące się pod zmysłową zasłoną konflikty na tle rasowym i klasowym, które odsłonił huragan i nieudolna akcja ratunkowa. Przypominają, że hierarchia społeczna w sposób dosłowny widoczna jest już w samym przestrzennym rozplanowaniu miasta – podczas huraganu najmniej ucierpiały tereny położone najwyżej, zamieszkiwane przez najbogatszych (głównie białych) mieszkańców; najbardziej zaś budynki zbudowane na najtańszych, najbardziej niebezpiecznych terenach (niebezpiecznych zarówno dlatego, że były położone najbliżej rzeki, jak i dlatego, że miasto nie dbało o zbudowane w tych miejscach tamy). 

W takiej rzeczywistości niektórzy mieszkańcy są zmuszeni do walki o swoje miasto – na przykład negocjacji, a czasem nawet okupacji, mieszkań komunalnych, których ponowne otwarcie wstrzymuje jedynie urzędnicza opieszałość; czy starań o kontynuowanie tradycji pochodu Mardi Gras. 

„Treme” udało się jednak do tej pory uniknąć tworzenia utopijnej wizji wspólnoty po traumie – po ukazanym w ósmym odcinku Mardi Gras sezon i życie toczą się dalej, a podziały nie ustępują nawet w karnawale. 

Nowy Orlean, CC BY-SA 2.0, zdj. jonas

W roku 2005, roku Huraganu Katrina, wystartował Youtube –  serwis, który przedefiniował sposoby komunikowania się i rolę użytkownika w świecie współczesnych mediów. Niektórym dawał nadzieję na rozproszoną, tanią i oddolną globalną komunikację. Wspomniany na początku profesor literatury, poinstruowany przez córkę, zwraca się ku temu narzędziu, by przekazać Ameryce ironiczne pozdrowienia z Nowego Orleanu i apel o odbudowę miasta. Po raz kolejny ponoszą go emocje, lecz tym razem jego wiadomość dociera do odbiorców: filmik staje się hitem, a on lokalną gwiazdą. Niestety już wkrótce na szczycie listy oglądalności Youtube’owych nagrań zastępuje go zapewne inny filmik (może piosenka „Numa Numa” lub kichająca panda). W 2006 roku Youtube zostaje zaś zakupiony przez korporację Google.