Jeszcze 2 minuty czytania

Paweł Dunin-Wąsowicz

TRUMIENKA Z PIOSENKAMI:
Ławeczka

Paweł Dunin-Wąsowicz

Paweł Dunin-Wąsowicz

Dwadzieścia parę lat temu w ówczesnym miesięczniku „Literatura” Piotr Bratkowski w mojej ulubionej rubryce „Prywatna taśmoteka” opublikował felieton poświęcony związkom rocka i sportu, a dokładniej brakowi tych związków. Jeśli dobrze pamiętam, autor wskazywał chyba na spontaniczny charakter rock'n'rolla i na zorganizowany sportu. Oraz na niesterowalność tego pierwszego, skądinąd przeciwstawianego jako coś brzydkiego wobec piękna sportu wychwalanego przez partyjnych decydentów.

Ewidentnie przynależę do kultury rocka a nie sportu. Z rekreacji ruchowych uznaję wyłącznie jazdę na rowerze pod warunkiem, że dokoła jest coś do oglądania. Na meczu ligowym byłem raz w życiu (Legia-Bałtyk 1:0, jesień 1985) i z tego dnia zapamiętałem równoważnie pierwszą wizytę w winiarni Marywil po owym meczu, gdzie szczęśliwie nie zapytano mnie o dowód. Zespołem ludowym Jarzębina i jego piosenką „Koko Euro Spoko”, jak i całym Euro jestem kompletnie niezainteresowany. Szum wokół niej nakazał mi jednak zrobić sobie powtórkę z futbolowej tematyki w piosenkowej liryce polskiej. 

Być może mój negatywny stosunek do futbolu ukształtowała w dzieciństwie moja osobista mama, podśpiewująca starą piosenkę Marii Koterbskiej „Bo mój chłopiec piłkę kopie”, ukazującą sport wyczynowy jako konkurencję dla życia osobistego. Pochodzący z tej samej epoki przebój „Trzej przyjaciele z boiska” wykonywany przez Andrzeja Boguckiego & Chór Czejanda poznałem z filmu „Piłkarski poker”, który równie skutecznie obrzydza piłkę kopaną. Mundialowa piosenka Łazuki o tym, co zrobi Piechniczek i w jaką uliczkę w Barcelonie wbiegnie Boniek, pojawiła się pomiędzy podstawówką i liceum, kiedy to właśnie intensywniej zacząłem słuchać piosenek, tyle że rockowych. Było w tych piosenkach rockowych wiele o piciu wina („alpagi łyk”, „tańcz i wino pij”), nie było natomiast specjalnie nic o futbolu – tu należałoby się zgodzić z Piotrem Bratkowskim.

Jednakowoż po przełomie ustrojowym polityczna dychotomia zanikła, a wątki futbolowe pojawiły się w końcu w piosenkowaniu rockowej prowieniecji. Dość powiedzieć, że u progu XXI wieku hymn dla ekstraklasy „Prosta rzecz” nagrał tercet gwiazd ambitnego rocka – Nosowska, Rojek i Grabaż. Stowarzyszenie „Nigdy więcej” puściło natomiast w obieg piosenkę w wykonaniu WRS Band (Robotnik) „Wykopmy rasizm ze stadionów”.

Wcześniej kibice kojarzyli się z osiedlowymi chuliganami mówiącymi gitowsko-knajacką mową, jak w starej piosence „Franek, ja i Hela” żoliborskiego Trawnika, gdzie pytanie o smutek bohatera tytułowego Franka spuentowane jest słowami: „To ty nie wiesz tego, bracie? Legia-Tychy 0:2” (wątek marnej budowy stadionu narodowego pojawia się z kolei w najnowszym hicie Trawnika – piosence „Bufetowa”).

Razem z przetłumaczoną na polski powieścią Nicka Hornby'ego „Fever Pitch” (czyli „Futbolową gorączką”), nastąpił renesans mody na uczęszczanie na ligowe mecze wśród publiczności wykształconej i lepiej zarabiającej. Ewentualnie na oglądanie futbolu w droższych pubach. Jak mi się wydaje, najlepszą ilustracją tego trendu jest piosenka „Ajrisz” zespołu T.Love (2001), której warstwa słowna łączy zakład o to, „czy Polska pokona Anglię” z piciem kolejnych strongów. Nostalgię za starym stadionem Muniek wyraził także w kolejnej piosence, jaka znalazła się na bonusowym krążku „Polskie mięso” dołączonym do wydanego w zeszłym roku boxu z całą dyskografią T.Love. Jako fan futbolu deklaruje się równie jednoznacznie Pablopavo – w „Telehonie” pisze historię alternatywną, w której Dariusz Dziekanowski zrobił karierę w Realu Madryt, zaś w utworze „Nomada” wspomina mijany stadion, który powinien nosić imię Kazika Deyny (podobiznę tego piłkarza Pablopavo dumnie nosi na czapce). W teledysku do „10 piosenek” sam występuje nawet jako piłkarz!

No właśnie, nietrudno zauważyć, że wszystkie wymienione utwory z ostatnich lat poświęcone są sportowi widzianemu z pozycji kibica. Właściwie mogę tu przytoczyć tylko jedną szerzej znaną piosenkę pisaną z pozycji zawodnika, co za ból, skierowanego do rezerwy – „Mundialeiro” Pudelsów.

Czy teza Piotra Bratkowskiego o negatywnych relacjach między rockiem a sportem zestarzała się, czy też nie? Z jednej strony o futbolu ewidentnie się śpiewa. Z drugiej strony – śpiewa się wyłącznie o futbolu zawodowym i właśnie z ławki – jeśli nie na trybunach, to w pubie, lub tej rezerwowej. Ewentualnie gra się... w piłkarze (czytaj „piłkarzyki”) w barze u Jerzyka w piosence „Albert” zespołu Maki i Chłopaki. Przypominam sobie jeden kawałek o czynnie uprawianym sporcie amatorskim – jest to „Gałeczka”, nagrana przez zespół o znamiennej nazwie KS Megafon (side project Tomka Radziszewskiego, gitarzysty Świetlików), opiewająca rozkosze gry w piłkę na krakowskich Azorach. Pech w tym, że kolportowana była paręnaście lat temu wyłącznie wśród znajomych, nie ukazała się na żadnej płycie i nikt jej do netu nie wrzucił. Tak więc tytuł tego wypracowania brzmi nie „Gałeczka”, lecz „Ławeczka”.  Słowa „choć lubimy w piłkę grać” pozostają wyłącznie wspomnieniem z dzieciństwa, z piosenki „Bo co może mały człowiek” lansowanej w Teleranku przez dziecięcy zespół Konusy.