Raport z oblężonego umysłu

Raport z oblężonego umysłu

Michał Oleszczyk

„Cosmopolis” nie sugeruje, że da się wskazać jedną cechę, która byłaby odpowiedzialna za nasz współczesny stan ducha (tudzież portfela czy świata)

Jeszcze 1 minuta czytania

„Cosmopolis”, otwarte – podobnie jak źródłowa powieść Dona DeLillo – cytatem ze Zbigniewa Herberta („Jednostką obiegową stał się szczur”), okazuje się najlepszym potwierdzeniem kinofilskiego dogmatu o nieomylności Davida Cronenberga (funkcjonującego w moim jednoosobowym kościele mniej więcej od czasu „eXistenZ”).

Multimilioner Eric (Robert Pattinson) przemierza Nowy Jork białą limuzyną – jakby wziętą z „Holy motors” Caraxa – w poszukiwaniu salonu fryzjerskiego. Życie w biznesowej bańce cyferek i słupków zmieniło jego umysł w maszynę do liczenia i tkania abstrakcji jednocześnie. W trakcie swej odysei bohater odbywa szereg rozmów o naturze kapitalizmu i jego możliwej przyszłości, podczas gdy wokół zaczyna królować anarchia. Od farby z puszki lądującej na masce w postaci buntowniczego graffiti, poprzez ucieleśniające prognozę Herberta szczury rozrzucane po mieście, aż do tortu z kremem lądującego na twarzy bohatera w wyniku akcji „ciasteczkowego zamachowca” – wszystkie elementy świata przedstawionego wskazują na bulgocącą powoli i gotową do wykipienia Wielką Zmianę, której charakteru nie sposób wszakże przewidzieć.

Cronenberg nakręcił film po swojemu mózgowy i precyzyjny. Nie wahał się wysunąć na plan pierwszy kilometrowych łańcuchów słownych wziętych wprost z DeLillo (kolega, który książkę czytał, twierdzi wszakże, że zmian jest sporo). Film jest przegadany tylko w najbardziej powierzchownym sensie – dużo się w nim mówi. Nie zmienia to faktu, że inscenizacja i prowadzenie aktorów zdumiewa ze sceny na scenę.

Długi pierwszy akt zostaje rozegrany prawie w całości w celowo odrealnionej luksusowej limuzynie, wyposażonej w co się tylko da (włącznie z wysuwanym pisuarem). Wciskający się zza szyb Nowy Jork zostaje pokazany jako sztuczna tylna projekcja rodem z warsztatu kinowych magików z lat 60., co tylko wzmaga poczucie umowności. Im dłużej trwa podróż bohatera, im więcej rozmów odbywa i im bardziej jego obsesja śmierci i auto-przemocy wysuwa się na plan pierwszy, tym ciemniejsze barwy filmu i (paradoksalnie) tym więcej plenerów. Konkret zostaje na dodatek otulony nawiasem malarskiej abstrakcji: pod czołówką widzimy farbę kapiącą na płótno Pollocka, a pod napisami końcowymi – zamglone pastele geometrycznych kształtów Rothko.

„Cosmopolis”, reż. David Cronenberg.
Francja, Kanada 2012,
 w kinach od 22 czerwca 2012
Troska o świat i jednostkę wyrażona jest tu językiem totalnej egzystencjalnej rozpaczy i politycznej ironii („Pieniądze rozmawiają już tylko same ze sobą”). Uniwersum tego filmu jest wydrążone ze znaczenia – jedynym, jakie można sobie w nim wyobrazić, jest przemoc. Bohater przestrzeliwujący sobie dłoń zaledwie kilka scen wcześniej planował zakup kaplicy i umieszczenie jej w swoim mieszkaniu jako obiektu czystego posiadania. Tytułowe cosmopolis jawi się jako miejsce bez sensu i zarazem o ogromnym znaczeniu. W wieżowcach otaczających Erika decyduje się wszystko i nic zarazem. Cel ostateczny całej tej pieniężnej symulacji – „nie umierać”, jak podpowiada jeden z dialogów – jest i tak poza czyimkolwiek zasięgiem.

W przeciwieństwie do publicystycznej „Chciwości”, „Cosmopolis” nie sugeruje, że da się wskazać jedną tylko cechę, która byłaby odpowiedzialna za nasz współczesny stan ducha (tudzież portfela czy świata). Inaczej niż Michael Moore w plakatowym filmie „Kapitalizm, moja miłość”, Cronenberg nie uważa, że rozstawienie namiotu pod siedzibą giełdy równa się autentycznemu sprzeciwowi wobec status quo. Pokazujące absolutne duchowe wygłodnienie „Cosmopolis” jest jak syrena alarmowa puszczona w ruch i przeszywająca ciało swym rykiem, a nie jak drogowskaz podpowiadający – w zgodzie z logiką teleturnieju i karnawału jednocześnie – którą bramkę wybrać, by odtąd było już tylko cacy.

tekst jest fragmentem relacji z festiwalu w Cannes



Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.