Jeszcze 2 minuty czytania

Paweł Dunin-Wąsowicz

TRUMIENKA:
Parowozik odjechał

Paweł Dunin-Wąsowicz

Paweł Dunin-Wąsowicz

Pewnego razu bohater powieści Krzysztofa Vargi „Aleja Niepodległości”, Krystian Apostata, zagapił się i zamiast na stacji metra Centrum wysiadł na Świętokrzyskiej. „Usiłując odnaleźć drogę powrotną, znalazł się nagle przed sklepem modelarskim «Parowozik» w pawilonie numer 1001. Przystanął z ciekawości przed wystawą i w tym momencie jak niewyleczona infekcja powróciły wspomnienia wujowego pokoju. Na wystawie stały modele pulmanowskich wagonów sypialnych, wagony restauracyjne z napisami «PKP» albo z hitlerowskimi gapami, węglarki, cysterny, nowoczesne malutkie składy francuskiego TGV, a na niższych półkach cała gama koniecznych do zbudowania makiety dodatków: samochodziki, malutkie mamusie z dziecięcymi wózeczkami, maciupcy staruszkowie na wózeczkach inwalidzkich z nóżkami przykrytymi kraciastym kocykiem”.

Krystianowi sklep przypomniał wujka, który zbierał enerdowskie kolejki Piko, sprowadzane w czasach PRL przez Składnicę Harcerską w dość ograniczonym asortymencie kilku lokomotyw, kilkunastu wagonów i kilkunastu rodzajów domków do sklejania. Dzisiejszy polski kolekcjoner uzyskał o wiele większy wybór.

„Szkoda, że wujek tego nie dożył, pomyślał Krystian, szkoda, że ja sam nigdy nie miałem zdolności manualnych, żeby to wszystko kleić, malować, ustawiać, żeby zbudować swój mały kolejowy świat, szkoda, że nie potrafię skleić i pomalować innego świata niż ten, w którym żyję. Nie potrafię tego zrobić, a więc innego świata miał nie będę”.

Opis Vargi w maju 2012 roku nabrał nowego, historycznego wymiaru – sklep „Parowozik” został właśnie zlikwidowany. Komentarze na internetowych forach skupiały się na dwóch aspektach tego wydarzenia – obiektywnym i subiektywnym. Obiektywnym był fakt płytkości polskiego rynku, odpowiadającego (według któregoś z uczestników dyskusji) jednemu większemu niemieckiemu miastu. Subiektywną zaś przyczyną – zaangażowanie się właściciela firmy w dystrybucję specjalnie przygotowywanego taboru z polskimi oznaczeniami i niekorzystne umowy, w jakie się wplątał.

Dwa lata przed „Aleją Niepodległości” ukazał się zbiór opowiadań Pawła Huelle zatytułowany „Opowieści chłodnego morza”. Znalazł się wśród nich tekst zatytułowany „Franz Carl Weber”, którego narrator wspomina przepiękną kolejkę przywiezioną mu przez ojca ze Szwajcarii w latach 60. „Szwajcarski katalog z zabawkami był dla mnie prawdziwą, dziecięcą Biblią” – mówił potem Huelle w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”.

W dzisiejszych sklepach nie odnajduje już tak wielkiego wyboru tego rodzaju zabawek – modelarstwo zostało wyparte przez gry komputerowe. To poniekąd zwycięstwo kultury humanistycznej (wyobraźnia) nad politechniczną (konkret). „Parowozik” i inne tego rodzaje sklepy odwiedzają stateczni panowie w średnim wieku – krótkoseryjny model słynnej Lux-Torpedy PKP potrafi kosztować dobre trzy tysiące złotych (cena zależna od kursu euro). W „Panu Samochodziku i Fantomasie” Zbigniewa Nienackiego sprzed jakichś czterdziestu lat wspaniałą makietę kolejową miał francuski hrabia, właściciel zamku. Kiedy czytałem tę książkę jako dziecko, dziwiło mnie, jakim cudem mógł utrzymywać się z potajemnej wyprzedaży co cenniejszych modeli. Teraz już mnie nie dziwi.

Bardziej dziwi fakt, że taki „inny świat niż ten w którym żył” zbudował sobie marszałek Rzeszy Hermann Goering w Carinhall, rezydencji nazwanej tak na cześć zmarłej młodo jego pierwszej żony. Człowiek, który dowodził rzeczywistą flotą kilku tysięcy samolotów, potrzebował jeszcze kilkuset metrów kwadratowych kolejowej makiety! Zaś kiedy do Carinhall zbliżali się bolszewicy, nakazał i ją wysadzić w powietrze, aby nie wpadła w ręce Stalina. Wstydził się, że sowiecka propaganda będzie naśmiewać się z jego chłopięcej pasji? A spuszczania bomb na prawdziwe bezbronne miasta jakoś się nie wstydził.

* * *

„Najbardziej podobały mi się Chaussony APH522, mówił Krystian, trzymając za rękę Kasię, nieświadom, że w pewnym sensie powiela kolejową fascynację zmarłego wuja, przemienioną w melancholijne zainteresowanie starymi autobusami. (...) O, tutaj był przystanek, na którym stawały chaussony, mówił cichym, nabożnym głosem, bo był to głos z komunikacyjnych zaświatów, głos ze złomowiska starych autobusów, gdzie należy zachowywać się cicho i z szacunkiem, jak na każdym cmentarzu. Chaussony, Mavagi i Ikarusy 620 są dla mnie jak polskie filmy z lat sześćdziesiątych, nigdy nimi nie jechałem, ale za nimi tęsknię, mówił Krystian Apostata”.

Skoro Krystian nigdy nie jechał ni Chaussonem, ni Mavagiem, skąd posiadł o nich tak wiele wiedzy, nie mówiąc o tęsknocie? Publikacje książkowe nie rozpieszczały nas nadmiarem informacji na temat zapomnianych typów autobusów, ale bodaj jeszcze w ostatnim roku XX wieku wystartował serwis internetowy „Przegubowiec”, gromadzący wszelką wiedzę o komunikacji miejskiej w Warszawie – i nie tylko. Oprócz opisów poszczególnych typów autobusów (jakże na wyobraźnię działały także te przedwojenne – Somua, Zawraty i Chevrolety), szczególną jego atrakcją były relacje z wypraw do innych krajów, poświęcone zaliczaniu tamtejszej komunikacji publicznej. Gdyby jednak Krzysztof Varga postanowił napisać najpierw „Trociny”, a dopiero teraz wziąć się za „Aleję Niepodległości”, znalazłby się w kropce. Oto po wstukaniu wiadomego adresu pojawia się następujący komunikat:

„Z powodu braku osób chętnych do tworzenia, finansowania oraz brania odpowiedzialności za stronę, a także za sprawą roszczeń osób trzecich, działalność serwisu Przegubowiec z dniem 1.06.2012 r. została zawieszona. Dziękujemy za wiele lat wspólnej podróży!”.

I tak beletrystyka staje się jedyną pamiątką o politechnicznych maniach.

* * *

Jak to dobrze, że Krzysztof Varga w swej przedostatniej powieści uśmiercił był Krystiana Apostatę! Tego, co zdarzyło się minionej wiosny, nieuśmiercony przezornie Krystian by nie przeżył, dwukrotnie musiałoby mu pęknąć serce.

PS. Dotychczas mój felieton nosił tytuł „Trumienka z piosenkami” – od obecnego odcinka kronika przemijania zostaje rozszerzona także o dalsze obszary kultury.