Jeszcze 1 minuta czytania

Paweł Dunin-Wąsowicz

TRUMIENKA:
Zwycięskie metro

Paweł Dunin-Wąsowicz

Paweł Dunin-Wąsowicz

Przed II wojną światową ulica Świętokrzyska w Warszawie była ulicą antykwariatów oraz sklepów filatelistycznych. Bardzo detalicznie można o tym poczytać we wspomnieniach Jana Michalskiego oraz w książce „Podróże w świecie znaczków” Kazimierza Gryżewskiego i Ottona Grossa. Do tej tradycji nawiązywała najwyraźniej pizzeria Marzano, która w okolicach roku 1999 ustawiła w swoim wnętrzu regał z książkami. Regał był płytki, więc i książki potraktowano gilotyną, żeby grzbiety nie wystawały za bardzo i żeby takich defektów konsumenci broń Boże nie kradli. To barbarzyństwo opisywano i opisywano, zamiast opiewać kulturę menedżerów z firmy IKEA, którzy poradzili sobie lepiej – żeby regały z książkami wyglądały dobrze, zostały w warszawskich salonach zapełnione książkami po szwedzku. Nikt ich nie ukradnie, bo pożytku z nich nie ma – nikt tu szwedzkiego nie zna.

Oliwa jest jednak sprawiedliwa i wreszcie nastąpił kres działalności barbarzyńskiego lokalu gastronomicznego. Można było się tego spodziewać – rozkopano Świętokrzyską w celu budowy metra, klienci omijają, obroty spadają. Na wiosnę wybrałem się ze znajomą i kelnerka oświadczyła, że na realizację zamówienia poczekamy trzy kwadranse. Zapytałem, czy może w takim razie szybciej byłoby zamówić do lokalu pizzę na telefon z innej firmy, a tu tylko płacić za tzw. wino domowe – zgodziła się ze mną, że tak byłoby dla nas korzystniej. Wreszcie jakoś w lipcu okazało się, że Marzano i jego słynny regał znikły. Barbarzyństwo wobec książek zostało wreszcie ukarane. Metro zniszczyło niszczycieli książek.

Teraz słyszę, że ktoś życzy sobie, aby Świętokrzyska została zrewitalizowana jako ulica antykwariatów po zakończeniu budowy metra. No nie wiem, chyba przymusowo musiałyby tam zostać przeniesione Lamus i Atticus, specjalizujące się w książkach cennych i drogich, dla normalnego bukinisty czynsze tam będą niewyobrażalne. Przecież widzę, że rewitalizacja Dworca Centralnego zakończyła się horrendalnymi podwyżkami czynszów, w efekcie czego znikła jedna z najlepszych księgarń w mieście prowadzona przez kogoś, kto się na książkach naprawdę znał; podróżnym pozostały bezduszne księgarskie sieciówki. Przecież widzę, co się dzieje w tańszych dzielnicach. Dlaczego upadł pięć lat temu Pałac Starej Książki przy Działdowskiej na Woli? Wyskalowanie rentowności takiego interesu to mechanika precyzyjna. Można mieć lokal w centrum i paru klientów dziennie, co znaczy, że książki będą drogie, a ich wybór ograniczony. Przygoda antykwaryczna nie polega jednak na tym, żeby kupić Wańkowicza, tylko znaleźć książkę, o której istnieniu się nie wiedziało. Panowie Szatanek & Cielecki prowadzący sieć antykwariatów dawali szansę na taką przygodę w Cmentarzysku Zapomnianych Książek w pawilonach na Bemowie. Zsyłali tam wszelkie publikacje, w których sprzedaż w normalnym trybie utracili wiarę. Klient płacił za bilet trzy dychy, dostawał torbę i mógł do niej napakować książek ile wlezie. I co, sprawdziło się? Nie, nie sprawdziło się – we wrześniu interes ma się zamknąć, bo na siebie nie zarabia. A gdzie po zamknięciu Pałacu Starej Książki jest największy wybór tytułów? Czy w śródmieściu, jakże pięknym i reprezentacyjnym? Nie, u pana Marka na bazarku przy placu Szembeka na Grochowie. W połączonych budach z podłogą z dykty, uginającą się pod stopami. Ale, niestety, to urokliwe miejsce także za chwilę zniknie – zarząd bazaru wyburza stare budy i buduje estetyczne pawilony, których objęcie kłóci się z sensem działania placówki antykwarycznej. Sens polega na tym, żeby książka, kosztująca w antykwariacie przy Pięknej róg Poznańskiej 15 zł, kosztowała na Grochowie 7 zł. Więc pan Marek zapowiada, że przeniesie się do piwnicy gdzieś przy akademikach na Kickiego. A nie na Świętokrzyską? Wolne żarty!

Owszem, w Śródmieściu pojawiają się nowe miejsca z książkami z drugiej ręki. Jakiś czas temu dział książkowy powstał w lumpeksie przy Nowowiejskiej – razem z ciuchami i butami z Anglii zaczęto tu sprowadzać używane paperbacki. Pewnie wymusili to hipsterzy z placu Zbawiciela. Skądinąd na facebooku pojawił się ostatnio antyhipsterski profil „Antkowi nie wyszło”, którego bohater wśród rozlicznych dylematów ma ten, czy bardziej mu do twarzy z Joyce'em czy Bukowskim. Bolesławem Prusem z pewnością gardzi.

I gdzie na Żoliborzu powstało zagłębie antykwaryczne? W dumnych blokach spółdzielczych? Nie, w bazarowych budach pod Merkurym, po kilku latach zamienionych wreszcie na całkiem estetyczny pawilon. Co się stało z jedynym antykwariatem na Świętokrzyskiej? Lokal wynajęto na coś bardziej dochodowego. Antykwariat przeniesiono na antresolę innej księgarni, a w końcu zlikwidowano.

U pana Marka z bazarku na Grochowie przeżyłem jedną z największych antykwarycznych przygód. Spodobała mi się stara książka oprawiona w czarne płótno w kwiatuszki. Ktoś wyrwał stronę tytułową i ryciny. Ale udało mi się ustalić, że jest to pierwsze wydanie „Nietoty” Micińskiego. I mogę ją przeczytać, bo choć ktoś wyrwał co wyrwał, to nie przyciął jej do wymiarów regału.

Nie będę płakał po Marzano. Ale żeby rewitalizować bazarek na Grochowie i pozbywać się z niego antykwariatu pana Marka? To już mi się w głowie zupełnie nie mieści.