Pawilon dźwięków
Pawilon polski / fot. K. Pijarski, dzięki uprzejmości Galerii Zachęta

Pawilon dźwięków

Ewa Szczecińska

Tylko trzy pawilony wyróżniają się na weneckim Biennale formą inną niż wystawa – polski i serbski pokazują integrację architektury z dźwiękiem, austriacki z odbijanym światłem. I właśnie te pawilony są najciekawsze

Jeszcze 3 minuty czytania

Wywiad z twórcami polskiego pawilonu tutaj.

Dominująca szarość ścian skontrapunktowana z prostą drewnianą podłogą, do tego światło wpuszczone przez matowe szyby dachu, najprostsze wentylacyjne otwory i – to wszystko. Tak wygląda polski pawilon przygotowany przez Katarzynę Krakowiak (artystka) i Michała Liberę (kurator) na XIII. Międzynarodowe Biennale Architektury w Wenecji. Ten skromny projekt dostrzeżony został wśród pięćdziesięciu czterech innych: zdobył pierwsze wyróżnienie.

„COMMON GROUND”

13. Międzynarodowa wystawa architektury La Bennale di Venezia, Wenecja, do 25 listopada 2012.

Polska wystawa: „Making The Walls Quake as if They Were Dilating with the Secret Knowledge of Great Powers” otrzymała specjalne wyróżnienie. Artystka: Katarzyna Krakowiak, kurator: Michał Libera, Komisarz: Hanna Wróblewska (Zachęta). Więcej o projekcie: www.labiennale.art.pl

29 sierpnia 6-osobowe jury pod przewodnictwem brytyjskiego architekta, Davida Chipperfielda, spośród 55 pawilonów uhonorowało trzy: Złotego Lwa otrzymał pawilon japoński zaprojektowany przez wybitnego architekta-konceptualistę, Toyo Ito; pierwsze wyróżnienie odebrali twórcy pawilonu polskiego, dwa pozostałe – rosyjskiego i amerykańskiego. W weneckim Gardini di Biennale jurorzy, uzasadniając werdykt, podkreślali, że polski pawilon „przypomina o wadze dźwięku i słuchania architektury” w doświadczaniu tego, co wspólne. Rzeczywiście, dźwięki są w nim najbardziej intrygujące.

Pawilon USA, kuratorka: Cathy Lang Ho / spontaneousinterventions.org

Kuratorzy tegorocznego Biennale dali uczestnikom do przemyślenia temat wspólnoty w kontekście architektury. Wspólna przestrzeń (common ground) przybierała najczęściej postać wystaw prezentujących pomysły na kreatywne gospodarowanie energią małych społeczności. Najbardziej spektakularny był pod tym względem pomysł twórców pawilonu amerykańskiego pod wodzą kuratorki, Cathy Lang Ho. Przed jego wejściem, w specjalnie dla tego celu przygotowanej przestrzeni (pod błękitnym weneckim niebem), nieustająco toczyły się debaty; po przekroczeniu progu pawilonu zwiedzających otaczały z kolei zwisające z sufitu plastikowe płachty, na których opisano kilkaset rozmaitych projektów, wymyślonych i zrealizowanych przez grupy obywateli w celu rozwiązania jakiegoś problemu wspólnej przestrzeni w lokalnej społeczności. Pragmatyzm, skuteczność i konkret jako element spontanicznych międzyludzkich relacji, a także potrzeba strukturowania (opisane kosztorysy, cele, czas realizacji, itd.) wydają się w tej wizji najważniejsze. Tak funkcjonuje obywatelska Ameryka, budowana potęgą milionów drobnych pomysłów, które nie pozostają na papierze – od Nowego Yorku po małą osadę gdzieś na drugim krańcu kontynentu. Jurorom taki pomysł na pawilon się spodobał, ja byłam tam z obowiązku, tylko raz.

Pawilon rosyjski, kuratorzy: Sergei Tchoban i Sergei Kuznetsov / fot. Francesco Galli, la biennale di venezia

Spektakularny, ale w zupełnie inny sposób był też pomysł twórców pawilonu rosyjskiego, Siergieja Czobana i Sergieja Kuzniecowa . Monumentalną kopułę pawilonu wypełniają interaktywne kwadraciki z kodami QR, zwiedzający otrzymują przy wejściu iPody, by dotrzeć do zakodowanych w nich treści (filmy, wizualizacje, zdjęcia). Interaktywne okienka otwierają projekty rosyjskiego „miasta przyszłości”, czyli i-City. Ten pawilon to przede wszystkim popis technologicznego i estetycznego przepychu, w nie najlepszym moim zdaniem stylu.

Zupełnie inny pomysł przyświecał Japończykowi, Toyo Ito, który w serii modeli zatytułowanych „Home-for-All”, w otoczeniu panoramicznych zdjęć z miasta dotkniętego tsunami (Rikuzentakata), przedstawił kilkadziesiąt miniaturowych matryc zbudowanych przez ludzi stamtąd. Projekty domów, ogrodów, rzeźb – architektura wspólnej przestrzeni ujęta w formę układanek-haiku, zbudowana z papieru, kamieni, patyczków lub styropianu, jest przeciwieństwem monumentalnej cyfryzacji pawilonu rosyjskiego. Pawilon japoński wzrusza dziecięcą skalą prac, kruchością i nieporadnością, daleką od technologicznej urawniłowki; w poszczególnych pracach widać ślady nożyczek, kleju i ołówków, a całość jest nienachalną metaforą empatii wobec dramatycznego doświadczenia ludzi dotkniętych kataklizmem.

Pawilon japoński, kurator: Toyo Ito / fot. Francesco Galli, la biennale di venezia

Wielkim przegranym XIII. Biennale wydaje się natomiast pawilon austriacki, stworzony przez duet Wolfgang Tschapeller (architekt) i Arno Ritter (kurator). Lustra i światło prowadzą tam poetycką grę z realnością form, ruchu i kolorów; podmiotami tej gry są zarówno zwiedzający, jak i architektoniczne formy wewnątrz pawilonu, a także poruszające się w wolnym rytmie, wyświetlane na ścianach wizualizacje wyzwolonych z grawitacji ludzkich postaci. Całość opatrzono tytułem „Hands have no tears to flow”.

Tylko trzy pawilony wyróżniają się w Gardini formą inną niż wystawa – polski i serbski pokazują integrację architektury z dźwiękiem, austriacki z odbijanym światłem. I właśnie te pawilony są najciekawsze.

Katarzyna Krakowiak i Michal Libera,
Pawilon Polski / fot. K. Pijarski, dzięki
uprzejmości Galerii Zachęta
Pawilon polski – wizualnie niepozorny – w kontekście natłoku kształtów i treści dominujących na Biennale uderza prostotą i minimalistyczną formą
, subtelnie integrującą przestrzeń, materię i dźwięk. „Making the walls quake as if they were dilating with the secret knowledge of great powers” – tytuł, którym autorzy opatrzyli swoją prace, pochodzi z powieści Karola Dickensa (w wersji polskiej: „Iżby ściany drżały, pęczniejąc skrywaną wiedzą o wielkiej mocy”). Swoją tajemnicą pieczętuje on dzieło, w którym prostota architektonicznych form i materii kryje w sobie bogactwo dźwiękowego potencjału. Polski pawilon nie odnosi do innej rzeczywistości (co jest udziałem większości pawilonów Biennale), jest wielkim instrumentem prowokującym do wspólnej improwizacji, zanurzenia się w przestrzeń, fizyczny kontakt z materią, tu i teraz. Łączy to, co materialne z tym, co nieuchwytne, ulotne.

Kroki, rozmowy, nucenie inicjują dźwiękowe zdarzenia; drganie ścian, rezonowanie własnego ciała, dźwiękowej fali, materii i otaczającej przestrzeni wzajemnie się integrują, prowokując zwiedzających do wzmożonej uważności. W tej architektonicznej przestrzeni zmysły się wyostrzają, a dźwiękowo-ruchowe akcje miksują. Standardowe ścieżki akustyki wnętrza zostały w pawilonie poddane misternym manipulacjom – wspólna praca artystki Katarzyny Krakowiak, kuratora Michała Libery, akustyka Andrzeja Kłosaka i reżysera dźwięku Ralfa Meinza ma na celu stworzenie czegoś, co Katarzyna Krakowiak nazywa „dźwiękową rzeźbą”.
Odbywa się to poprzez bardzo precyzyjne sterowanie dźwiękowymi falami, na przykład filtrowanie dźwięków przez wzmacnianie niektórych częstotliwości i ich amplifikację, oddzielanie dźwięków od ich źródeł. Cały przedsionek pawilonu został wygłuszony, a dźwięki tam powstające za pomocą systemu czujników przetransponowane zostają do centralnego punktu pawilonu – znajdującej się na wprost wejścia absydy. Wreszcie kanały wentylacyjne – są również ścieżką transmisji dźwiękowych fal, tym razem z sąsiednich pawilonów. W ten sposób osoby krążące po polskim pawilonie słyszą, co dzieje się w tym samym czasie w pawilonach egipskim, serbskim i rumuńskim, słyszą, ale nie wiedzą, skąd dźwięki pochodzą. Osoby wchodzące do absydy mogą z kolei podsłuchiwać, co dzieje się w danej chwili w przedsionku (zupełnie jak sąsiad sąsiada w mieszkalnym bloku), różnica polega tylko na tym, że dotykający ścian i słuchający płynących z niej dźwięków nie mają pojęcia, gdzie znajduje się ich źródło.

Pawilon polski / fot. K. Pijarski, dzięki
uprzejmości Galerii Zachęta
Absyda, podobnie jak jedna ze ścian głównego pomieszczenia pawilonu (na prawo od wejścia), a także cała ustawiona na cienkich palikach podłoga, pełnią kilka funkcji jednocześnie – są zarówno ścianami i podłożem okalającym architektoniczną przestrzeń, jak i wielkimi rezonatorami; moc ich rezonowania, siła drgań jest dla zwiedzających osobnym źródłem zmysłowych wrażeń, a wszystko to razem jest jednocześnie intensywne i subtelne, przestrzeń spreparowana została bowiem głównie za pomocą metod naturalnych – mechanicznych, bez użycia instrumentów elektronicznych.

„Dźwięki i przestrzeń nie należą do żadnej dyscypliny” – mówi Michał Libera. „Źródłem moich inspiracji jest akustyka ciała” – wyznaje Katarzyna Krakowiak. Inspirujące było też wspomnienie artystki z opustoszałych ulic Nowego Jorku: w pewien wieczór Święta Dziękczynienia usłyszała tam „dźwięki prywatnych przestrzeni, które wydostając się z okien domów, budowały intymność miasta”. Michał Libera opisuje z kolei fonosferę zapamiętaną z dzieciństwa w bloku, gdzie spuszczanie wody, gra rur w ścianach i rozmowy sąsiadów mieszały to, co osobiste i intymne, z tym, co ogólnodostępne i obiektywne. Katarzyna Krakowiak i Michał Libera dźwiękowy common ground zaszczepili w architektoniczną przestrzeń polskiego pawilonu w Wenecji, tworząc fascynującą modernistyczną achi-rzeźbę, dzieło utopijne zrealizowane w utopijnym mieście.

***
Wystawie towarzyszy wydana przez galerię Zachęta książka „Making the walls quake as if they were dilating with the secret knowlege of great power”. Trzydzieści dziewięć tekstów kilkunastu autorów, wśród nich George’a Pereca, Steen Eiler Rasmussena, Francisa Bacona, Alvina Luciera, Davida Toopa oraz rozmowa Michała Libery z Katarzyną Krakowiak. Całość pod redakcją Michała Libery i Lidii Klein. Książka w angielskiej wersji językowej dostępna jest też w warszawskiej Zachęcie.