Magik ucieka z pola widzenia

Magik ucieka z pola widzenia

Rozmowa z Leszkiem Dawidem

Wraz z aktorami staraliśmy się na próbach zrozumieć motywacje kierujące członkami Paktofoniki. Zachęcałem chłopaków, żeby próbowali pisać swoje teksty hiphopowe. Potem nagrywali je do własnych podkładów. Obserwowałem ten proces z przyjemnością – mówi reżyser „Jesteś Bogiem”

Jeszcze 2 minuty czytania

PIOTR CZERKAWSKI: Ujmuje mnie w „Jesteś Bogiem” połączenie uniwersalności i lokalności. Współistnienie tych dwóch porządków było dla ciebie istotne?
LESZEK DAWID: Wiarygodne sportretowanie polskiej rzeczywistości sprzed kilkunastu lat wydało mi się ważne, bo przecież właśnie w takich warunkach ukształtowała się muzyka wykonywana przez Paktofonikę. Jednocześnie zależało mi jednak na opowiedzeniu historii, z którą będzie mógł utożsamić się także ktoś, kto tego kontekstu lokalnego nigdy nie poznał. Jak to się udało, zobaczymy, bo zagraniczne pokazy filmu w większości są jeszcze przede nami. Pierwsze sygnały wydają się optymistyczne – obcokrajowcy, którzy widzieli film na festiwalu w Gdyni, reagowali na niego bardzo pozytywnie. W tym kontekście cieszy mnie to, że mamy w końcu dobre anglojęzyczne tłumaczenie. Chodzi zwłaszcza o teksty utworów, które zachowały w tym języku rytm i brzmienie.

Leszek Dawid

Reżyser i scenarzysta. Absolwent Szkoły Filmowej w Łodzi. Autor „Ki” i „Jesteś Bogiem”. Za ten drugi film, opowiadający o Paktofonice, Dawid zdobył w tym roku w Gdyni nagrodę w kategorii: debiut lub drugi film.

Zdecydowałeś się opowiedzieć historię jednego z najpopularniejszych polskich zespołów muzycznych lat 90. Dla dzisiejszych trzydziestolatków „Jesteś Bogiem” może być filmem niemalże pokoleniowym, który poprzez odwołanie się do doświadczeń młodości stworzy między nimi poczucie wspólnoty.
To prawda, że twórczość moich bohaterów budzi najbardziej ożywione reakcje wśród dzisiejszych trzydziestolatków, którzy wychowali się na ich piosenkach. Jednak wiem, że ta muzyka podoba się również dzisiejszym nastolatkom. To właśnie najlepsze potwierdzenie siły drzemiącej w Paktofonice.

Zapewne zdajesz sobie sprawę, że o „Jesteś Bogiem” było głośno na długo przed premierą, a twój film jest jednym z najbardziej oczekiwanych tytułów ostatnich kilku lat. W jaki sposób radzisz sobie z taką presją?
Staram się o niej po prostu nie myśleć. Tę samą strategię przyjąłem już na planie, gdy musiałem zmierzyć się z kultowym w pewnych kręgach scenariuszem Macieja Pisuka. Tuż przed premierą filmu jest mi zresztą znacznie łatwiej niż wtedy, bo wiem, że nie mogę już zrobić nic poza poddaniem go pod ocenę widzów. Nawet w kwestii promocji filmu mam już niewielkie pole manewru. Wszystko w rękach dystrybutora, który musi być świadomy, że strategia marketingowa nie może wypaczyć wymowy „Jesteś Bogiem” i pozbawić go autentyzmu. Środowiska hiphopowe są na tym punkcie niezwykle czułe.

Skoro o tym mowa, nie jest tajemnicą, że nigdy nie byłeś fanem tego rodzaju muzyki. W jaki sposób udało ci się zdobyć akceptację ludzi hip-hopu i namówić ich do współpracy przy filmie?
Rahim i Fokus zaakceptowali scenariusz, a potem konsultowali przygotowania z aktorami. Kluczowym momentem była konfrontacja z obrazem na ekranie. Nie bez obaw zdecydowałem się pokazać im film w końcowej fazie montażu. Dotknął ich i poruszył. To było dla mnie bardzo ważne, że ci, o których opowiadam, nie patrzą na film w kategoriach „jak wyglądam na ekranie”, ale odbierają go bardzo emocjonalnie. To zdjęło ze mnie część ciężaru.

A nie obawiałeś się, że skoro muzyka Paktofoniki nie była częścią twojej młodości, to opowieść o zespole nie zaangażuje cię emocjonalnie?

„Jesteś Bogiem”, reż. Leszek Dawid

Nie było takiego niebezpieczeństwa, bo „Jesteś Bogiem” od początku wywoływało u mnie duże emocje. Tyle że na zupełnie innej płaszczyźnie. Zafascynowała mnie postać tragicznie zmarłego lidera grupy – Magika. Natomiast to, że nie podchodziłem do filmu o Paktofonice z perspektywy fanowskiej, wydało mi się tylko pomocne. Tak samo zresztą jak i świadomość, że nie kręcimy filmu w rok lub dwa po śmierci Magika, lecz zyskaliśmy znacznie większy dystans czasowy. Od opisywanych wydarzeń minęło już ponad 10 lat...

Gdyby Magik spotkał się z bohaterką twojego poprzedniego filmu – „Ki”, pewnie nie mieliby sobie nic ciekawego do powiedzenia. Mimo wszystko myślę, że w tych dwóch fabułach można znaleźć pewien wspólny mianownik, chociażby charakterystyczną dla ciebie wrażliwość dokumentalisty.
Nigdy nie myślę o tym na planie, ale wydaje mi się, że może ona podświadomie przejawiać się w moim głębokim przywiązaniu do opisywanych postaci. Jeśli nie wiem, jak nakręcić daną scenę, staram się po prostu podążać za bohaterem i zobaczyć, dokąd mnie zaprowadzi. W „Jesteś Bogiem” to zadanie było znacznie trudniejsze niż w „Ki”, bo Magik często uciekał mi z pola widzenia i wcale nie chciał, żebym za nim szedł. To typ bohatera introwertycznego, który większość emocji przeżywa w swoim wnętrzu. Moim obowiązkiem było jedynie dojść jak najbliżej granicy, do jakiej on sam chciał mnie dopuścić.

„Jesteś Bogiem” nie jest twoim pierwszym filmem, w którym główny bohater zajmuje się muzyką. Podobnie było choćby w wielokrotnie nagradzanej fabule dyplomowej „Moje miejsce”. Dlaczego interesują cię właśnie muzycy? 
Film kocha muzykę, ale łatwo może stać się jej zakładnikiem i zamienić w pozbawiony treści wideoklip. Z tego względu zawsze znacznie bardziej niż muzyka interesowali mnie ludzie, którzy ją wykonują i traktują jako łącznik ze światem. Wraz z aktorami z „Jesteś Bogiem” staraliśmy się na próbach przede wszystkim zrozumieć motywacje kierujące członkami Paktofoniki. Zachęcałem też chłopaków, żeby próbowali pisać swoje teksty hiphopowe. Potem nagrywali je do własnych podkładów. Obserwowałem ten proces z przyjemnością, bo okazało się, że aktorzy podeszli do sprawy poważnie, a ich teksty dotykały spraw bardzo osobistych. Dzięki temu nauczyli się nie tylko odtwarzać powierzone role, ale też głęboko je przeżywać.

Kolejnym elementem łączącym „Jesteś Bogiem” z twoimi poprzednimi filmami wydaje mi się zamiłowanie do obserwowania bohaterów, którzy dopiero kształtują swoją osobowość i poszukują własnego miejsca w świecie.
Wychodzę z założenia, że każdy człowiek – nie wyłączając mnie samego – powinien się za takim miejscem rozglądać. Fascynuje mnie świadomość, że tego procesu nigdy nie uda się do końca zamknąć. Jeśli uznasz, że znalazłeś to, czego chciałeś, będzie to odczucie wyłącznie chwilowe. Prędzej czy później będziesz musiał postawić sobie nowe wyzwania i zacząć szukać od nowa.

Twoje myślenie wydaje mi się charakterystyczne dla człowieka, który wszedł w dorosłe życie w momencie transformacji ustrojowej. Ciekaw jestem, jak z perspektywy czasu oceniasz jej efekty w Polsce?
Martwi mnie to, że coraz rzadziej stawiamy sobie wyzwania. Jako społeczeństwo pogrążamy się w pewnej stagnacji. Chyba trochę na to za wcześnie, bo nie doszliśmy jeszcze do momentu, w którym moglibyśmy być z siebie dumni. Niestety, w naszej mentalności zakorzeniło się myślenie, że jeśli łatwo coś dostajemy, to z miejsca się tym zadowalamy. W ten sposób systematycznie tracimy niezbędną do życia fantazję. Choć przez ostatnie 20 lat zrobiliśmy jako społeczeństwo duży postęp, stajemy się po prostu nudni.

W czasach twojej młodości rzeczywistość była mniej uporządkowana, a pole manewru znacznie większe?
Po ukończeniu technikum rozglądałem się wokół, miałem różne pomysły, ale nie do końca wiedziałem jeszcze, co chcę robić w życiu. Tyle że ta świadomość wcale mi nie przeszkadzała. Podobne myśleli niemal wszyscy moi znajomi. Dziś natomiast o taką postawę byłoby znacznie trudniej. Gdyby ktoś powiedział, że po maturze bierze sobie rok wolnego, żeby pojeździć po świecie i zastanowić się nad swoją przyszłością, nie miałby na to szans. Jeśli nie studiujesz dwóch kierunków i nie biegasz od stażu do stażu, nie istniejesz.

„Jesteś Bogiem”, reż. Leszek Dawid

Ty natomiast w wieku 27 lat mogłeś rozpocząć kolejne studia i w ten sposób znalazłeś się w łódzkiej Filmówce.
Pod koniec pierwszego roku przyjechałem do rodzinnego Kluczborka i spotkałem dawnego kolegę z klasy. Gdy zaczęliśmy rozmawiać o tym, co robimy – mówię mu: słuchaj, zacząłem kolejne studia, jestem na pierwszym roku, jeszcze tylko trzy lata i koniec. Na to on się uśmiecha i mówi: no stary, za trzy lata to ja idę na emeryturę. Okazało się, że pracuje w policji. Nasz ówczesny świat składał się z wielu podobnych kontrastów, które wydawały mi się bardzo inspirujące.

Decyzja o porzuceniu dotychczasowego życia i zdawaniu na reżyserię stanowiła dla ciebie istotną zmianę. Nie bałeś się, że poniesiesz klęskę?
Na szczęście nie musiałem myśleć takimi kategoriami. Miałem bardzo komfortową sytuację rodzinną, bo ojciec zostawiał mi wolną rękę i pozwalał swobodnie podejmować decyzje życiowe. Oczywiście, że idąc do Filmówki miałem poczucie ryzyka, ale zawsze będę uważał, że warto je podejmować. To ono może nas określać i wyzwolić od marazmu. Żeby zyskać, musisz najpierw coś stracić.

W pewnym sensie o tym opowiada twój najnowszy film. Tak przynajmniej interpretuję jego tytuł.
Tekst jest genialny w swej prostocie: „ … ty też jesteś Bogiem, tylko wyobraź to sobie”. Nic dodać, nic ująć.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.