KULTURA 2.0:  Biopolis
fot. Dan O'Shea / Flickr CC

KULTURA 2.0:
Biopolis

Agnieszka Jelewska

Druga połowa wieku XX i pierwsza dekada nowego milenium przyniosły wiele niezwykle ważnych eksperymentów integrujących kompetencje naukowe i artystyczne, w wyniku czego przestrzenie galeryjne i artystyczne strategie ekspozycyjne udostępnione zostały projektom naukowym

Jeszcze 3 minuty czytania

Tegoroczną nagrodę Nobla w kategorii medycyny i fizjologii przyznano za badania nad komórkami pluripotencjalnymi. Brytyjczyk John B. Gurdon i Japończyk Shinya Yamanaka odkryli, że dojrzałe komórki organizmu można cofnąć w rozwoju do poziomu komórek macierzystych. W procesie indukcji rozwój komórek można odwrócić, następnie powstałe komórki macierzyste przekształcić w zupełnie inne tkanki organizmu niż te, które poddawano indukcji. W ten sposób nauka wzbogaciła się o eksperymentalną metodę reprogramowania natury.

Technologia służy dziś nie tylko jako narzędzie kształtowania cyfrowej kultury partycypacji, w której nie ma już jasno zdefiniowanych i przypisanych ról – zdaje się także rozmontowywać coraz wyraźniej granice pomiędzy naturą i nauką; pomiędzy tym, co biologiczne i sztucznie spreparowane, a w konsekwencji pomiędzy DNA świata ożywionego i binarnym kodem języka programowania. W tym sensie nie tylko poszerza codzienność o dodatkowe protezy, urządzenia czy też interaktywne formy wymiany wiedzy, ale przede wszystkim staje się pomostem łączącym w nierozerwalny łańcuch mutacji kulturę, życie organiczne i bionaukowe eksperymenty. „Samo życie” staje się tematem i przedmiotem nowych definicji, których poszukują artyści, rozważań etycznych rozwijanych przez naukowców i humanistów, w których bezpośrednio padają pytania o granice naszego istnienia, o nowe formy biopolitycznej sytuacji polepszania, wzmacniania, ale i represji, jakim poddawane jest ludzkie ciało.

KULTURA 2.0
STATUS: obywatel

26 i 27 października w siedzibie Narodowego Instytutu Audiowizualnego (NInA) w Warszawie odbędzie się festiwal Kultura 2.0. Hasłem przewodnim tegorocznej, szóstej edycji będzie kulturowy wymiar obywatela 2.0 i obywatelski wymiar kultury. Kultura 2.0 każdego roku stanowi centralny punkt polskich obchodów przypadającego 27 października, a ustanowionego przez UNESCO, Światowego Dnia Dziedzictwa Audiowizualnego.
Program kształtuje się wokół trzech ścieżek tematycznych: Obywatel 2.0 w kulturze, Archiwa społeczne oraz Sztuka dla obywatelskości. Każdą z nich poprzedzi wprowadzenie w formie wykładu. Część teoretyczna festiwalu współtworzona będzie przez wydarzenia zapraszające uczestników do aktywnego udziału i interakcji, m.in. warsztaty, gry, koncert czy prace i instalacje artystycznej przestrzeni wystawienniczej Wejdź na Poziom 2.0. Tag festiwalu to #k2_0.

Niedowierzającym w to, że badania bionaukowe stają się „samym życiem”, wystarczy pokazać przykład współczesnej integracji technologii z naturalnymi ekosystemami. Naukowcy z uniwersytetów w Sheffield i Sussex rozpoczęli właśnie prace nad wartym miliony funtów projektem, którego celem jest między innymi stworzenie systemu nawigacyjnego dla mechanicznych pszczół. Sztuczna inteligencja pozwoli zastąpić naturalne owady w zapylaniu pól. Projekt ten ma do spełnienia także inne zadania strategiczne – stworzenie nowoczesnego systemu poszukiwawczego, rozpoznawczego i ratunkowego. Inteligencja sztucznych pszczół, według doktora Jamesa Marshalla, który uczestniczy w projekcie, będzie skupiała się na doznaniach sensorycznych i sama podejmowała decyzje dotyczące nawigowania, nie zaś bazowała na zaimplementowanym algorytmie, jak to ma miejsce w przypadku wielu dzisiejszych form sztucznej inteligencji. Jest to jeden z pierwszych projektów, którego istota nie polega na naśladowaniu funkcji mózgu człowieka, małpy czy myszy – ale sięga po dużo prostszy mózg owada. Ponieważ mechanizmy nawigacyjne pszczół bazują w większości na doświadczeniach zmysłowych, biomimetyczny układ sztucznej inteligencji powinien być raczej w swojej konstrukcji zbliżony, jak przekonuje doktor Marshall, do samej karty graficznej niż całego skomplikowanego układu superkomputera.

Podobny projekt został także zainicjowany na Politechnice Warszawskiej. Doktor Rafał Dalewski wraz ze swoim zespołem w przeciągu najbliższych trzech lat ma zaprojektować automatyczny system zapylania roślin, uzupełniający braki powstałe na skutek wymierania niektórych gatunków owadów. Tego typu badania zaczynają wyznaczać coraz wyraźniej kierunki rozwoju współczesnej technologii, która będzie miała bezpośredni wpływ na naszą rzeczywistość. Cechą szczególną tych projektów jest założenie ich głębokiej implementacji w naturalne otoczenie; mówiąc wprost – mają być niezauważalne, co nie znaczy jednak, że nie wywrą globalnego wpływu na równowagę różnych obszarów rzeczywistości.

W przewrotny sposób ujawnia to także znaczenie sztuki we współczesnej kulturze, a szczególnie tych jej obszarów, które powszechnie identyfikowane są z hasłem art & science (sztuka i nauka). Druga połowa wieku XX i pierwsza dekada nowego milenium przyniosły wiele niezwykle ważnych eksperymentów integrujących kompetencje naukowe i artystyczne. W licznych miejscach na świecie doszło także do instytucjonalnej współpracy między tymi obszarami, w wyniku czego przestrzenie galeryjne i artystyczne strategie ekspozycyjne udostępnione zostały projektom naukowym. Sięgając wyłącznie do najnowszej historii wystarczy wspomnieć projekt zrealizowany w 2008 roku w Museum of Modern Art w Nowym Jorku. W ramach wystawy Design and the Elastic Mind, kuratorowanej przez Paolę Antonelli, pokazany został Flybot. Robotyczna biomimetyczna mucha, zaprojektowana przez Roberta J. Wooda z Microrobotics Laboratory Uniwersytetu Harvarda, potrafiła na podstawie zbieranych informacji nauczyć się latać, a świadkami tego procesu byli widzowie. W pewnym sensie odwiedzający galerię obserwowali powstawanie technologicznego życia i próby jego adaptowania do warunków zastanego środowiska.

Na przełomie marca i kwietnia 2012 roku w CSW Łaźnia w Gdańsku odbyła się wystawa retrospektywna Orona Cattsa i Ionat Zurr, założycieli projektu Symbiotica, który z jednej strony zajmuje się hodowaniem tkanek organicznych i sztucznych, z drugiej tworzeniem z nich obiektów, rzeźb, które później mogą być pokazywane w galeriach. W tych pracach uderzające jest to, że wiele z nich, poprzez stworzenie im odpowiednich warunków ekspozycyjnych, żyje i rozwija się w trakcie wystawy; widzowie uczestniczą więc w procesie wzrostu i życia tkanki ludzkiej czy zwierzęcej. W wywiadzie udzielonym w ramach otwarcia wystawy Oron Catts mówił o tym, że podczas pracy w laboratorium ciało, które poddane zostaje eksperymentom, jest jednocześnie odłączane od kontekstu społecznego, dopiero różne stadia badań pokazane w formie dzieła sztuki powodują, że zostaje ono w pewien sposób zaimplementowane na powrót do wnętrza ciała społecznego.

Implementacja poprzez sztukę zmodifikowanego, zmutowanego, molekularnego ciała ma szansę wywołać również społeczną debatę o odpowiedzialności i etyce działań. Catts i Zurr w Gdańsku pokazali też jedną nową pracę – aby to uczynić, pracowali w polskich laboratoriach biotechnologicznych, wskazując tym samym, że badania i eksperymenty nie są już tylko domeną bogatych, wysoko rozwiniętych państw. W Polsce również rozwijamy zaawansowane projekty.

Wystawa Crude Life zwracała uwagę na to, że dawna idea tworzenia dzieła trwałego została zastąpiona działaniem mającym na celu hodowanie obiektu, jego samoreprodukcję, rozwój, a nawet możliwe mutacje. Jednocześnie w obręb społecznej dyskusji wprowadzała problematykę dotyczącą tego, że w obecnych procesach implementacji badań biotechnologicznych nie wychodzimy jedynie i zawsze od ludzkiej perspektywy, rozwijamy i badamy raczej mechanizmy natury, kultury, społeczeństwa, którego człowiek – obok innych organizmów – jest częścią. Punkt ciężkości zostaje zogniskowany wokół nowej struktury biopolis, która jest kształtowana na poziomie procesów zachodzących w technologicznie odkrywanej, ale i zmienialnej naturze.

Skóra nie jest granicą naszego ciała. W 2005 roku Catts i Zurr pokazywali w Berlinie instalację The Remains of a Disembodied Cuisine, w której artyści i publiczność ucztowali przy kotletach uformowanych z tkanki mięśniowej wyhodowanej z komórek macierzystych nieżyjącej od kilku lat owcy. Artyści ujawniali nie tylko siłę sprawczą technologicznych możliwości, ale i poddawali pod dyskusję uprzedzenia i tabu, jakie związane są z nowym wymiarem wielogatunkowego biopolis, samą istotą życia i operacjami dokonywanymi na materii organicznej. W ramach biotechnologicznych przekształceń natury stajemy się jednostkami definiowanymi prymarnie w kategoriach somatyczności, między naszym działaniem społecznym, politycznym, kulturowym a biologią negocjowane są coraz to nowe relacje. Nasze biospołeczne tożsamości zmuszają nas do wybierania, ale i bycia przezornymi.

Amerykański badacz, Eugene Thacker, z perspektywy bionaukowych eksperymentów definiuje kulturę współczesną jako genom, czyli jako materiał genetyczny zawarty w podstawowym zespole chromosomów komórkowych, który może być mutowany, zmieniany i rozwijany poprzez określone procedury w różnych kierunkach i formach. Już w 2005 roku w książce „The Global Genome: Biotechnology, Politics, and Culture” Thacker pisał, że niedostrzegalnym mechanizmem zarządzającym i zmieniającym paradygmaty naszej codzienności stał się nie tylko przemysł elektroniczny, rzeczywistość digitalna, ale przede wszystkim badania bionaukowe i biotechnologiczne. Thacker definiuje „globalny genom” jako rezultat globalizacji biotechnologii, kiedy to w szybkim tempie zmiany występujące w ekonomii, polityce i wszelkich kontekstach kulturowych zostają nierozerwalnie złączone ze zmianami biologicznymi. Genom nie jest ani diagramem, ani obrazem, ale cyfrowym kodem wskazującym na fakt, że na poziomie molekuł życie ludzkie, tak jak życie każdego organizmu, jest transkodowalne na dane cyfrowe, co w konsekwencji oznacza możliwości rozmaitych przekształceń, translacji i transmisji. Oto molekularny wymiar życia we współczesnym biopolis.

Kiedy 11 lutego 2001 roku opublikowano pierwszą mapę ludzkiego genomu, zdemitologizowana została jednocześnie wcześniejsza obiegowa koncepcja. Okazało się bowiem, że mapa ludzkiego genomu to nie sto tysięcy (jak wcześniej myślano), ale około trzydziestu tysięcy sekwencji kodujących aminokwasy, co można porównać na przykład z trzynastoma tysiącami przypisywanymi muszce owocówce, dwudziestoma nicieniowi, czy sześcioma tysiącami charakteryzującymi drożdże. Wyjątkowość życia ludzkiego na poziomie genomu została nieco podważona. Jak pisze Nicolas Rose – brytyjski socjolog, założyciel BIOS Center (centrum badawczego zajmującego się bionauką, biomedycyną, biotechnologią i teorią społeczną) – żyjemy w świecie „postgenomicznym”, w którym kluczowymi procesami są ekspansja genów i ich regulacja, gdzie ta sama sekwencja genów może być pocięta, połączona i przepisana na inne sposoby, w zależności od środowiska komórkowego.

W takiej rzeczywistości, po pierwsze, biotechnologia zaczyna jawić się nie tyle jako technologia (kontekstowa, zewnętrzna, poszerzająca życie), ile raczej jako kombinacja tego, co nazywamy „samym życiem”, przemodelowanym lub zrekontekstualizowanym, oscylującym między biologicznymi elementami i ich zapisem w systemie zero-jedynkowym. Po drugie, biotechnologia, będąc nową naturą, jest obietnicą zdrowego i optymalnego ciała pozbawionego mechanicznych dodatków: sztucznych organów, rozruszników serca, implantów; ciała nienarażonego na inwazyjną chirurgię. Ale także stanowi zapowiedź niebezpieczeństw płynących z nieodwracalnych mutacji eko- i biosystemu. Zmian, z jakimi mamy do czynienia, nie udaje się już zdefiniować za pomocą takich pojęć, jak choćby remediacja, poszerzenie, wzmocnienie. Nie jest to jedynie forma unowocześnienia, ale przekształcenie zakresów i definicji pojęć, którymi posługujemy się na co dzień. Pod powierzchnią rzeczywistości dochodzi do tak głębokich przeobrażeń, że nie ma już sensu mówić o kategoriach opozycyjnych takich jak choćby: technologia – natura, żywy – martwy, naoczny – zapośredniczony, naturalny – zaprogramowany. Z pewnością ten problem nie istnieje już w nauce, która przekroczyła granice trwającego od renesansu antropocentryzmu i w nowym modelu – sieci organizmów – tworzy układy, które w sposób oczywisty determinują nie tylko szybko przeobrażającą się rzeczywistość naszego życia, ale i biospołecznych tożsamości, czy biopolitycznych ciał. Czy więc zmierzamy do takiego momentu, w którym – jak chciał laureat Nagrody Nobla, Walter Gilbert – „będzie można wyciągnąć płytę CD z kieszeni i powiedzieć: «To jest istota ludzka: to jestem ja!»”?

Jedno jest pewne – staliśmy się obywatelami, formującymi się wraz ze skomplikowanymi sieciowymi systemami biopolis, zmagającymi się z coraz to nowymi i trudniejszymi zagadnieniami biotechnoetycznymi.