Twórcza stłuczka
Julius von Bismarck „Versuch unter Kreisen” (Eksperyment z okręgami) / fot. A. Słodownik, flickr, CC BY-NC-SA

Twórcza stłuczka

Rozmowa z Ariane Koek

„Naukowcy używają języka matematyki, artyści – emocji i zmysłów. Chodzi o to, aby wprowadzić  chaos do sztywnego systemu i zobaczyć, co się stanie” – opowiada kuratorka projektu artystycznego w CERN

Jeszcze 2 minuty czytania

AGNIESZKA SŁODOWNIK: Collide@CERN – co to takiego?
ARIANE KOEK:
Jest to program rezydencyjny dla artystów, który rozpoczął się w ośrodku CERN, czyli europejskim ośrodku badań nuklearnych. CERN to największe na świecie laboratorium fizyki cząstek elementarnych. Mieści się w pobliżu Genewy w Szwajcarii. W 2011 roku ogłosiliśmy wraz z festiwalem Ars Electronica, otwarty nabór dla artystów, którzy przyjechaliby na dwumiesięczną rezydencję w CERN i miesięczną na Ars Electronica. CERN jest wyjątkowym miejscem. Znajduje się w nim największy na świecie akcelerator cząstek. To 27-kilometrowa maszyna usytuowana w tunelu pod ziemią. W lipcu 2011 ogłosiliśmy, że odkryliśmy najbardziej nieuchwytne cząsteczki na świecie, czyli bozon Higgsa. Jest to cząsteczka, która nadaje innym cząstkom masę, czyli nadaje masę wszystkiemu co mamy na świecie. Jest to jeden z ostatnich brakujących elementów układanki. Dla mnie jest jednak jeszcze kilka innych brakujących elementów, na przykład kreatywność, leżąca w sercu kultury, życia, pracy. Rozpoczęłam więc projekt rezydencyjny w CERN, który nazwany został Collide@CERN, ponieważ w jego ramach dosłownie zderzamy wyobraźnie artystów i naukowców i obserwujemy, co z tego zderzenia wyniknie.

Jak artyści i naukowcy dogadują się ze sobą?
Koncepcja dwumiesięcznej rezydencji w CERN polega na tym, aby artysta zainspirował się wielowymiarową fizyką cząstek elementarnych. Zasiał w swojej wyobraźni mnóstwo pomysłów. I zrealizował jeden podczas rezydencji w AE. W tym roku można było zobaczyć instalację pierwszego zwycięzcy, który został wyłoniony spośród 400 zgłoszeń z 40 krajów ze świata. Niemiecki artysta, Julius von Bismarck, pokazywał podczas festiwalu swoją pracę, efekt rezydencji. Jego partnerem naukowym był dr. James Wells. Jest to kluczowy element rezydencji, ponieważ artyści i naukowcy posługują się innymi językami. Można powiedzieć, że naukowcy używają języka matematyki, bardzo linearnego, logicznego. Artyści zaś przełamują konwencje, bawią się, używają języka emocji i zmysłów.

Ariane Koek

Ariane Koek (UK) – od 2010 roku pracuje w CERN, największym na świecie laboratorium fizyki cząsteczek elementarnych, które znajduje się pod Genewą w Szwajcarii. Stworzyła pierwszy w CERN program działań artystycznych, w ramach którego co roku na festiwalu Ars Electronica ogłaszany jest program rezydencyjny Collide@CERN.
Wcześniej Ariane Koek szefowała fundacji kreatywnego pisania Arvon, była zarówno radiową jak i telewizyjną producentką i reżyserką w BBC, działała w projektach z przekroju dziedzin takich jak sztuka, nauka i polityka. W 2009 roku otrzymała prestiżową brytyjską nagrodę Clore Fellowship za pracę dla kultury. Ariane Koek jest także kuratorką, autorką tekstów i wykłada na temat relacji pomiędzy sztuką a nauką.

Konto Ariane Koek na Twitterze
Blog Ariane Koek 
Strona programu rezydencyjnego Collide@CERN

Mogą też być chaotyczni dla naukowców.
Zgadza się i o to właśnie chodzi. Wprowadzasz taki chaos do sztywnego systemu i patrzysz, co się stanie. Nie ma nic bardziej ekscytującego od takiego zderzenia porządków. Jednym z moich zadań jest sparowanie artysty z partnerem naukowym, który moim zdaniem temperamentem pasuje do niego i jego pomysłów. Julius, który jest bardzo intelektualny, ale też biegły w technologiach i bardzo intuicyjny, został sparowany z dr. Jamesem Wellsem, specjalistą od ukrytych światów, pracującym nad wymiarami, których nie obejmujemy ludzkim wzrokiem, ponad jedenastym, dwunastym, czy trzynastym wymiarem, których istnienie dopuszcza fizyka cząsteczek elementarnych. Pomyślałam, że dobranie ze sobą Juliusa z dr. Wellsem to będzie coś.

Proces inspirowania się nawzajem polega po części na cotygodniowych spotkaniach, mających na celu rozmowę o pomysłach i ich wymianie. To ma działać w dwie strony. Dlatego tak ważne jest dobranie odpowiedniego naukowcy do współpracy z artystą. W przypadku tej dwójki dobór się sprawdził. Wpadli na pomysł świetnego projektu artystycznego, który chcą zrealizować w przyszłości, ale na razie nie mogę powiedzieć wiele więcej.

Jakie są kryteria wyboru artysty na rezydencję?
Jury składało się z dwóch osób z Ars Electronica, Gerfrieda Stockera i Horsta Hörtnera, mnie, ponieważ kieruję działaniami artystycznymi w CERN, oraz Michaela Dosera, który jest fizykiem zasiadającym w radzie kulturalnej CERN. Wybraliśmy Juliusa von Bismarcka, ponieważ jego zgłoszenie było wyjątkowe. W swoim wideo – każdy artysta musiał wysłać do nas zgłoszenie w formie krótkiego filmu nagranego na iPhonie, kamerze, czymkolwiek – wykazał się niesłychaną wyobraźnią, ale też figlarnością.

To wideo miało być streszczeniem jakiejś koncepcji, pomysłu artysty?
Nie, to po prostu miała być osobista wypowiedź, dlaczego chcą się dostać na rezydencję. To bardzo ciekawa formuła, która pozwala poznać artystę. Drugą częścią zgłoszenia był także sam pomysł, budżet i harmonogram. Jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że te pomysły zmieniałyby się podczas rezydencji. Było to bardzo prawdopodobne. Ale był to dla nas sposób na poznanie, jak artysta widzi pewne rzeczy. Natomiast osobista wypowiedź to bardzo ważne narzędzie. Julius wykonał je raczej w konwencji żartu. W zeszłym roku wiele mówiło się o szybszych od światła neutrinach, czyli cząstkach, które potencjalnie mogłyby poruszać się szybciej od prędkości światła. Film Juliusa był wariacją na temat. Czasem jego głos pojawiał się zanim faktycznie zaczął mówić, czasem po. Wykazał się znajomością pewnego konkretnego wycinka nauki, nie będąc jednocześnie przez naukę motywowanym. W swoją wypowiedź wmontował fragmenty z dokumentacji swoich prac. Wyglądało na to, że Julius zakocha się w CERN. I faktycznie tak się stało [śmiech].

Widziałam pracę Juliusa von Bismarcka w OK Centre w Linz. Wydało mi się, że to instalacja na temat wahadła Foucaulta.
Tak, ale to praca, która ogrywa wiele rzeczy. Na tym polega genialność Juliusa. Wymyśla prostą koncepcję, a mimo to udaje mu się w niej zawrzeć tyle różnych wątków i wywołać mnóstwo różnych skojarzeń. Patrząc na instalację z kręcącymi się wokół własnej osi lampami, można dostrzec wahadło Foucalta. Można też zauważyć, że owe lampy raz kręcą się we wspólnym rytmie, raz są jakby wytrącone z równowagi. Muszę powiedzieć, że jest jeszcze cała masa pomysłów, które wynikną z jego rezydencji. Instalacja z lampami to tylko jeden projekt, który został zrealizowany w ramach Ars Electronica, ale on ma jeszcze z siedem czy osiem innych pomysłów, które na pewno ujrzą światło dzienne na przestrzeni następnych dziesięciu lat.

Ariane Koek / fot. A. Słodownik, CC BY-NC-SA

Powiedzmy, że ktoś ma organizację pozarządową i robi małe projekty kulturalne. Jak może wykorzystać w nich wartości wynikające ze świata nauki? Jakie w zasadzie są wartości nauki. Logiczne myślenie?
Moje doświadczenie to działanie w obszarze sztuki, a w CERN jestem od dwóch lat. To, czego sama się tu nauczyłam, i co może mieć zastosowanie w świecie ngo’sów i kultury, to fakt, że naukowcy, bardzo racjonalni ludzie, są przyzwyczajeni do niepowodzeń i problemów. Kiedy sprawy się komplikują, przyjmują ten fakt do wiadomości i ich natychmiastową reakcją jest zadanie sobie pytania: „Czego uczy mnie ta sytuacja i jak mogę przerwać impas?” Pracując w kulturze, często bierzemy sobie niepowodzenia i trudności za bardzo do serca. Mamy tendencję, by fiksować się na myśleniu „Co się dzieje, co ja narobiłam”, a to prowadzi do zastoju. Naukowcy zaś wyciągają wnioski z sytuacji i idą dalej. I to jest bardzo logiczne, taka postawa i faktycznie fascynujący proces. To bardzo istotna lekcja, którą wyniosłam z CERN.

Czego jeszcze można nauczyć się od naukowców działając w kulturze?
Naukowcy uwielbiają też – ale na to akurat mają pieniądze i tu jest różnica z ngo’sami – eksperymentować, są na to bardzo otwarci. Ale ngo’sy oraz sztuka są bardzo słabo dotowane, podczas gdy nauka, relatywnie rzecz biorąc nieźle sobie radzi. To na pewno ogranicza dążenie do eksperymentowania przez ngo’sy czy organizacje artystyczne. W nauce stale istnieje postawa sprawdzania. Naukowcy lubią rozpoczynać szereg małych projektów, jakby sadzić pomysły, aby zobaczyć, z którego coś wyrośnie, a który obumrze. Naukowcy podejmują ryzyko. I są faktycznie bardzo otwarci. Obecnie, z uwagi na finansową presję na ngo’sy i sektor sztuki, możemy mieć do czynienia z tendencją do ograniczania własnych wizji, do większego zamykania się. To konsekwencja budżetowego osaczenia. Być może ngo’sy powinny wchodzić w projekty partnerskie z organizacjami naukowymi i dzielić z nimi zmysł odkrywania, przygody i eksperymentowania, ale też wspierać się nawzajem zasobami. Może to jest jakieś rozwiązanie.

Wywiad przeprowadzony został 31 sierpnia 2012.
Przekład: A. Słodownik