Podsumowanie roku 2012
rys. Benjamin Rabe / Flickr CC

Podsumowanie roku 2012

Redakcja

Jeszcze 5 minut czytania

Literatura

1.
Dziennik” Jerzego Pilcha
Podobnie jak w przypadku Gombrowicza, „Dziennik” jest najlepszą książką Pilcha. Nie został sklejony z felietonów – to raczej felietony Pilch z „Dziennika” wyłaniał. Wokół dwóch ulubionych figur stylistycznych, które dominują kolejno w pierwszej i drugiej połowie książki – „Xxx, że powiem coś od siebie”, gdzie „xxx” jest obiegowym, ale niegłupim powiedzeniem w rodzaju „święta, święta i po świętach”; oraz „powiedzieć, że xxx, to nic nie powiedzieć” – Pilch buduje precyzyjne wątki. Mało komu potrzebne pozory spójności zachowuje głównie dla zabawy, przecząc istnieniu Boga w pierwszym akapicie, po to, żeby potwierdzić je w ostatnim.
Tekst Tomasza Fiałkowskiego o „Dzienniku”

Jerzy Pilch / Wielka Litera

2.Podróże do Armenii i innych krajów z uwzględnieniem najbardziej interesujących obserwacji przyrodniczych” Krzysztofa Środy
Krzysztof Środa napisał kiedyś doktorat o redukcji fenomenologicznej Husserla i to właśnie fenomenologicznym okiem ogląda świat, o którym opowiada. Skromna widzialność, przestrzeń, zatrzymanie. I prosta, jak sam podkreśla, historia o spotkanych w podróży ludziach. Podróże są tu jednak tylko pretekstem do opowieści o świecie – prowadzonej na poziomie przygruntowym, a przez to najpoważniejszym; z perspektywy kogoś, kto wcale nie ma przekonania, że przydarzyło mu się coś szczególnego.
Rozmowa z Krzysztofem Środą

3.Przygody na bezludnej wyspie” Macieja Sieńczyka
Rysunkom Sieńczyka towarzyszą poważne językowe wygibasy, ale ich rezultaty sięgają daleko poza cieszące oko i ucho absurd, ironię, żarty. Ze zderzenia słów, zdań – trochę jako produkt uboczny tych zderzeń, ale na pewno nie poza świadomością autora – wyskakują zupełnie nowe sensy, nienazywalne. Sieńczyk jest poetą.
Tekst Kingi Dunin o „Przygodach na bezludnej wyspie”

4. „Dzieła zebrane” Tymoteusza Karpowicza
Drugi tom ukazał się w lipcu, pierwszy tuż przed początkiem roku 2012. Wiersze – jak niektórym dobrze wiadomo, ale innym nie wiadomo wcale, co jest charakterystyczne dla recepcji Karpowicza – fenomenalne. Przy tym idące zupełnie inną ścieżką języka polskiego niż ta, do której czytelnik Miłosza, Herberta i Szymborskiej przywykł. Ścieżką, która miewa przecież – i oby miała jak najbardziej nieoczekiwany – ciąg dalszy w poezji polskiej. Karpowicz wersy stawiał gęsto, uporczywie, nie rozlewał frazy, nie odsyłał myśli ku dalszym sensom, ale łapał je i trzymał jak najbliżej słów.
Paweł Kozioł pisał o pierwszym tomieMaciej Woźniak o drugim

5.Nic o mnie nie wiesz” Marty Podgórnik
Wiersze Marty Podgórnik – świetnej poetki o tonie ustawionym tak wyraźnie, bezczelnie, że chwilami chowa się tkwiąca w każdym słowie z osobna rozpacz – wybrał Roman Honet. Wybór umożliwia już teraz szersze spojrzenie na jej twórczość, co w przypadku poety w połowie drogi może być znacznie cenniejsze niż w przypadku zmarłych, których zbiory zwykle czytamy.
Tekst Agnieszki Wolny-Hamkało o ostatnim tomie poetki, „Rezydencja surykatek” (2011)

6.Noc żywych Żydów” Igora Ostachowicza
Świetnie napisana i skonstruowana, zabawna – aż do głośnego śmiechu – powieść o glazurniku i feministce, mieszkańcach bloku na warszawskim Muranowie, w którym Żydzi – jako zombie – zaczynają wychodzić z piwnic. Połączona z humorem odwaga Ostachowicza sprawia, że kwestie poruszane dotąd raczej ze śmiertelną powagą nabierają nowych sensów, stają się mniej jednoznaczne – co zawsze robi im raczej lepiej niż gorzej. Gdyby nie to, że książki fabularne stanowią wydarzenia zbyt niszowe, żeby ktoś się nimi naprawdę przejmował, nawet jeśli autorem jest doradca premiera, byłaby z tego gruba polityczna awantura.
(Krytyczny) tekst Elizy Szybowicz o „Nocy żywych Żydów” i „Widmach” Orbitowskiego

Gdyby starczyło miejsca, dorzuciłabym jeszcze „Grochów” Stasiuka„Dziennik” Białoszewskiego (zwany „tajnym”), o których pisałam w tym roku w dwutygodnik.com. Oraz Krynickiego tłumaczenia Celana, które mają się wreszcie ukazać w styczniu, ale publikacja przeciąga się tak długo, że zdaje się, jakby książka stała już na półkach.

Zofia Król

Teatr

Paweł Świątek / © RAMUSPHOTOGRAPHY,
Boska Komedia
1.Paweł Świątek
Zdecydowanie odkrycie tego roku w polskim teatrze. W styczniu wyreżyserował „Helter skelter” w krakowskiej PWST (dyplom aktorski), pod koniec października „Pawia królowej” na podstawie prozy Masłowskiej w Starym Teatrze w Krakowie. Oba przedstawienia pokazują, że Świątek obdarzony jest teatralnym słuchem absolutnym.
Paweł Soszyński o przedstawieniach Świątka
Anka Herbut o „Helter skelter”

2. RE//MIX w komuna//warszawa
Kolejny rok teatralnych remiksów w komuna//warszawa był najlepszym z dotychczasowych. Scena na Lubelskiej realizuje nowatorski i konsekwentny program artystyczny, o jakim pomarzyć mogą teatry instytucjonalne.
Marta Keil o remiksie Weroniki Szczawińskiej

3. Ewelina Marciniak
To obok Pawła Świątka kolejne nowe nazwisko w polskim teatrze. Mimo nieudanej „Śmierci i zmartwychwstania świata” w Starym Teatrze w Krakowie, tegoroczna „Zbrodnia” w Bielsku-Białej oraz „Amatorki” w Teatrze Wybrzeże projektują teatr mrocznej intymności o potężnej sile rażenia.
Anka Herbut o „Zbrodni”
Agnieszka Kochanowska o „Amatorkach”

4. Agnieszka Kwietniewska
Aktorka Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu, w „O dobru” Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki stworzyła najbardziej magnetyzującą rolę 2012 roku. Jej Amy Winehouse kradnie całe show, a odtworzony na scenie koncert w Belgradzie w bezwzględny sposób odkrywa psychologiczną złożoność i wymiar traumy, które umykają w obcowaniu z pierwowzorem. W tym spektaklu Kwietniewskiej szuka się na każdym planie.
Dorota Kowalkowska o „O dobru”

5.Miasto snu” w reż. Krystiana Lupy
Powracając do spektaklu sprzed trzydziestu lat, Lupa po raz kolejny udowadnia, że jest najodważniejszym, najbardziej radykalnym i artystycznie najbardziej młodzieńczym polskim artystą. Okazuje się, że w polskim teatrze tylko Lupa potrafi wywołać prawdziwy skandal.
Anka Herbut o „Mieście snu”

6. Teatr nie jest produktem / widz nie jest klientem
Kwietniowy protest środowiska teatralnego w obronie niekomercyjności teatru publicznego w Polsce po raz pierwszy na tę skalę zjednoczył artystów, krytyków i dyrektorów teatralnych. Niestety, wraz z końcem Warszawskich Spotkań Teatralnych uwiądł też duch buntu w narodzie – dlatego dopiero szóste miejsce.
Wywiad z Małgorzatą Dziewulską po proteście

Paweł Soszyński

Film

1. „Pewnego razu w Anatolii”, reż. Nuri Bilge Ceylan
Nuri Bilge Ceylan / gezicifestival.orgW swoim najnowszym filmie Ceylan eksperymentuje z formą kina policyjnego. Przez ponad dwie godziny obserwujemy ekipę dochodzeniową, która wraz z dwoma podejrzanymi, lekarzem, wojskowymi i prokuratorem przeczesuje pustkowia w poszukiwaniu miejsca zbrodni. Nic nie idzie tak, jak trzeba. Jest noc, zimnica. Z godziny na godzinę wszyscy stają się coraz bardziej poirytowani. Nerwy próbują ukoić rozmową. Rozmawiają o wszystkim. Turecki reżyser daje im szansę, by się wygadać, ale pozwala też sobie czasami się zagapić. Rygorystycznie trzyma się gatunku, ale bez przerwy dokonuje w nim przesunięć. Hipnotyzujące kino, które nie jest więźniem tematu.
Tekst Ludwiki MastalerzKrzysztofa Świrka

2. „Miłość”, reż. Michael Haneke
„Zaprawdę, żyję w ponurej epoce” – od tej frazy zaczyna się jeden z ulubionych wierszy Hanekego. Jego kino jest też ponure. Epoka jest jednak w najnowszym filmie Austriaka bohaterem drugoplanowym. To, co najważniejsze, rozgrywa się tu między umierającą żoną i opiekującym się nią mężem. „Miłość” opowiada o nieprzekładalności doświadczenia i o tym, że zasadzie będzie coraz gorzej, ale człowiek siedzi, patrzy i słucha.
Tekst Iwony Kurz

3. „Róża”, reż. Wojtek Smarzowski
Historię byłego żołnierza AK, który próbuje odnaleźć się w nowej Polsce, Polsce bandyckiej, ksenofobicznej, sparaliżowanej przez terror, Smarzowski opowiedział rewelacyjnie. „Róża” jest przykładem kina, w którym każdy z elementów (muzyka Trzaski, zdjęcia Sobocińskiego Jr., montaż Laskowskiego) pracuje bez zarzutów, podejmującego tematy, które niespecjalnie mieszczą się w polskiej polityce historycznej. Samarzowski w ciągu kilku lat i zaledwie trzech filmów zdołał zbudować w kinie swój własny świat. Opowiada się tu o Polsce w inny sposób: daleki od uproszczeń, niewygodny, ale rzetelny. W „Róży”, tak jak w „Domu złym”, znów idzie w ruch siekiera, leje się krew, szaleje banda gwałcicieli, w piwnicach katują bohaterów. Smarzowskiego fascynuje przemoc, przez taki pryzmat kraj nad Wisłą mało kto chyba ogląda.
Tekst Joanny Ostrowskiej

4. „Wichrowe wzgórze”, reż. Andrea Arnold
Andrea Arnold znalazła sposób, by ożywić zgraną historię; wpuściła bohaterów w przyrodę i nie pozwoliła im z niej wyjść. Wszyscy w filmie brodzą po kolana w błocie, deszcz chłoszcze ich twarze, od wiatru łzawią im oczy. Kino meteorologiczne? Raczej opowieść o tym, że wszyscy jesteśmy zwierzakami, które nie radzą sobie ze sobą, a może po prostu wcale o tym nie myślą. Niektórzy w tak postawionej sprawie widzą taniochę, inni nihilizm, pozostałym człowiek z błota wydawał się nieprawdziwy. Mnie wydał się surowy, ale w swej surowości przejmujący i szczery.
Tekst Darka Aresta

5. „Mistrz”, reż. Paul Thomas Anderson
Anderson udowadnia, że jest obecnie jedną z najważniejszych osobowości w amerykańskim kinie. Chociaż nie jest to jego najlepszy film, na poziomie warsztatowym „Mistrz” jest obezwładniający: rewelacyjne aktorstwo, zdjęcia, reżyseria, wreszcie muzyka, po raz kolejny napisana przez Jonny’ego Greenwooda. Irytująca jest enigmatyczność tej historii, jednak obserwowanie pojedynku dwóch aktorów: uwodzenia Quella przez Dodda, tej dziwnej gry, która rozgrywa się poza językiem i poza historią – bardzo wciągające.
Tekst Jakuba Sochy

6. „Pokłosie”, reż. Władysław Pasikowski
Pasikowski potraktował ten film jak obowiązek wobec wspólnoty, w której żyje – jego obsesje, pesymistyczne spojrzenie na świat, finalnie ustąpiły miejsca Polsce, a raczej Polakom i Żydom. To stąd wzięły się niektóre dialogi, sceny, symbole, fragmenty muzyczne. Oglądane tylko z perspektywy filmowej roboty w żaden sposób nie mogą się obronić. Jednak „Pokłosie” to coś więcej niż kino. Film, który w sposób tak otwarty i mocny pokazuje polskie zbrodnie na ludności żydowskiej, był niezbędny. O ilu naszych filmach można to samo powiedzieć?
Recenzja Joanny Tokarskiej-Bakir

Jakub Socha 

Sztuka

Zbigniew Libera wyraża swoje poparcie dla
strajku artystycznego
1. „Autoprezentacja: Akademia Ruchu. Miasto. Pole akcji” w CSW

Największym zaskoczeniem mijającego roku okazała się wystawa Akademii Ruchu w CSW, przygotowana przez Wojciecha Krukowskiego, byłego dyrektora tej instytucji. Wystawa przypomniała, że krytykowany przez sporą część środowiska urzędnik współtworzył w okresie PRL-u wyjątkową
grupę artystyczną, działającą na styku sztuk wizualnych i teatru, której efemeryczne akcje miejskie i kameralne interwencje w codzienność zachowały do dzisiaj wielką siłę rażenia. Podobnej siły i jednocześnie lekkości brakuje współczesnym, także pokazywanym w Zamku, działaniom Akademii.
Recenzja Karola Sienkiewicza

2. Centrum Architektury i pierwsze polskie tłumaczenie pism Le Corbusiera
Opublikowana w październiku książka „W stronę architektury” okazała się wydarzeniem nie tylko wagi ciężkiej, akademickiej. Napisany lekkim, momentami zabawnym, momentami pięknym, poetyckim językiem tekst czyta się dzisiaj z wielką przyjemnością. Większość spostrzeżeń Le Corbusiera dotyczących mentalnej i architektonicznej rzeczywistości Europy początku XX wieku można śmiało odnieść do współczesnej Polski. 
Na uwagę zasługuje zresztą cały program „Le CorbusYearowski” i inne, przywracające wrażliwość estetyczną działania Centrum Architektury małej, założonej zaledwie rok temu fundacji.
Rozmowa Arka Gruszczyńskiego z Grzegorzem Piątkiem, współzałożycielem CA

3. Strajk Artystyczny
W zainicjowanym przez Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej strajku środowiska artystycznego wzięli udział zarówno artyści, jak i prywatne oraz publiczne Muzea i Galerie z całej Polski 25 maja wyrażające poparcie instytucje pozostały zamknięte dla publiczności. Wprawdzie ta oddolna akcja wywołała sporo niechęci wśród opinii publicznej, a organizatorom jak dotąd nie udało się wywalczyć zmian w polityce socjalnej państwa, ale sam gest środowiskowej solidarności i prowadzone przez OFSW dalsze działania pozwalają wierzyć w przyszłą poprawę warunków życia twórców.
Felieton Łukasza Gorczycy

4. Warsaw Gallery Weekend
Zeszłoroczna, pierwsza edycja imprezy warszawskich prywatnych galerii przyniosła wielkie rozczarowanie. W tym roku galerie podeszły do przedsięwzięcia z większym rozmachem
pozyskały sponsorów, ściągnęły do siebie zagraniczną publiczność i warszawiaków, a przede wszystkim zadbały o poziom wystaw (m.in. międzynarodowe pokazy Kitty Kraus w FGF, Willema de Rooij w Piktogramie, czy Slavs & Tatars w Rastrze, a także kameralne prezentacje polskich artystów w Asymetrii i Czułości) i program towarzyszący. Dwa miesiące po WGW w Warszawie otworzyła się kolejna galeria Pola Magnetyczne, na pierwszy kwartał 2013 roku zapowiadają się dwie następne Dawid Radziszewski i Aleksander Bruno, a tuż przed świętami odbył się świetnie zorganizowany, popularyzujący kolekcjonerstwo Salon Zimowy. Warszawska scena galeryjna w rozkwicie.
Karol Sienkiewicz o WGWLidia Pańków z wystawie w Czułości

5. Muzeum Sztuki w Łodzi
Łódzkie MSŁ pod dyrekcją Jarosława Suchana to najautentyczniejsze muzeum sztuki najnowszej w Polsce, daleko w tyle pozostawiające rozczarowujące nudnym programem krakowskie MOCAK i świetne, ale snobujce się, warszawskie MSN. W Łodzi odbyły się ostatnio przynajmniej dwie bardzo dobre wystawy
„Dźwięki elektrycznego ciała” i „Niewczesne historie”; obie z solidnym zapleczem intelektualnym i jednocześnie kameralne, szanujące możliwości percepcyjne widza. Jak co roku wielką przyjemność stanowiło również zwiedzanie kolejnej odsłony stałej kolekcji Muzeum.
Joanna Kobyłt„Niewczesnych historiach”,Karol Sienkiewicz o „Dźwiękach elektrycznego ciała”

6. Misja Auropol
Na koniec całkowicie wariacka, przez co zachwycająca, akcja Janka Simona, który zimą tego roku w Auroville, utopijnym mieście na południu Indii, zorganizował artystyczne kolonie. Ściągnął z Polski artystów, którzy w swojej twórczości karmią się wschodnioeuropejskimi traumami i zwątpieniem w siłę sztuki. Podczas pobytu Simon kręcił film, a artyści realizując własne projekty, jednocześnie w tym filmie zagrali. Niektóre z powstałych w Indiach prac można już było zobaczyć na wystawach w Polsce, m.in. „Włosy” Agnieszki Polskiej w CSW i tytułową „Misję Auropol” Simona w MSŁ.
Rozmowa Joanny Zielińskiej z Jankiem Simonem

Gdyby starczyło miejsca dorzuciłabym jeszcze rozkładający na łopatki film Anny i Wilhelma Sasnalów „Z daleka widok jest piękny” i ważne, ale do znudzenia przeanalizowane Berlin Biennale Artura Żmijewskiego.

Paulina Wrocławska

Muzyka

Krzysztof Warlikowski / fot. Magdalena Hueckel,
Nowy Teatr w Warszawie
1. Premiery operowe Krzysztofa Warlikowskiego
Zaczęło się w czerwcu od „Poppei i Nerona” Monteverdiego/Boesmansa w Teatro Real w Madrycie. Powstał spektakl gęsty od znaczeń, mówiący o końcu człowieka. Następnie w październiku „Lulu” Berga w La Monnaie w Brukseli – perfekcyjna inscenizacja, która nie tylko nie pozostawia obojętnym, ale porusza głęboko ukrytą w każdym z nas strunę perwersji. Wreszcie w połowie grudnia przeniesienie brukselskiej inscenizacji „Medei” Cherubiniego (wydanej na DVD przez BelAir) do paryskiego Théâtre des Champs-Elysées. Bunt na widowni był w każdym przypadku krótki, brawa po spektaklach gromkie. Krzysztof Warlikowski jest dziś bez wątpienia jednym z najgorętszych, a przede wszystkim jednym z najważniejszych reżyserów operowych na świecie.
Recenzje Tomasz Cyza o premierowych przedstawieniach „Poppea e Nerone” oraz „Lulu”

2. Sacrum Profanum 2012 
Z wszystkich projektów sygnowanych przez Krakowskie Biuro Festiwalowe (©Filip Berkowicz) wyróżniam ten, bo ma największą i najtrwalszą wartość dodaną. To nowa muzyka polskich kompozytorów, nierzadko prawykonana (choćby „Lear” Pawła Mykietyna), a prezentowana podczas monograficznych koncertów przez pierwszy garnitur zespołów dedykowanych muzyce najnowszej. SP zresztą wiele nie ryzykuje: zaproszone zespoły są już gwarancją jakości, a młoda polska muzyka ma się naprawdę dobrze. Agata Zubel, Cezary Duchnowski, Sławomir Kupczak, Aleksander Nowak, Marcin Stańczyk (a dalej choćby: Wojtek Blecharz, Andrzej Kwieciński czy Jagoda Szmytka) – te nazwiska nie tylko trzeba znać. Trzeba ich słuchać!
Relacje z festiwalowych koncertów i podsumowanie tej edycji autorstwa Macieja Jabłońskiego

3. „Król Roger” Szymanowskiego w Bilbao 
Pochód opery Karola Szymanowskiego do libretta Jarosława Iwaszkiewicza trwa. Po niemal 90 latach od premiery jej prawdziwą wartość poznaje świat. Inscenizacje Mariusza Trelińskiego (Warszawa, Wrocław-Petersburg-Edynburg), Krzysztofa Warlikowskiego (Paryż-Madryt) czy Davida Pountneya (Bregenz-Barcelona-Bruksela-Warszawa) nie wyczerpały tematu. Michał Znaniecki wraz z Łukaszem Borowiczem nie przestraszyli się ogromu tajemnicy i opowiedzieli o człowieku. Blisko. Prawdziwie. A przecież w 2012 roku „Król Roger” miał swoją premierę w Santa Fe. Co dalej? Covent Garden? Metropolitan Opera? Oby.
Rozmowa z Michałem Znanieckim o jego wizji „Króla Rogera”

4. Trwała obecność polskich śpiewaków operowych na największych scenach świata
Wymieńmy dla porządku pierwszy kwartet: Aleksandra Kurzak, Piotr Beczała, Andrzej Dobber, Mariusz Kwiecień… Częściej, zwykle, można ich usłyszeć poza granicami (Kwiecień kreował tytułową rolę podczas premierowych przedstawień w Bilbao i Santa Fe), ale jak już pojawią się w kraju – jak Piotr Beczała w 20-lecie swojej pracy artystycznej – porywają serca i uszy. Tak dobrze nie było nigdy. To nie – jak w sporcie – tylko jedno trio w Borussii Dortmund, a po nim długo długo nic. Ten kwartet może się wkrótce powiększyć.
Relacja z koncertu Piotra Beczały w Warszawie
Rozmowa z Aleksandrą Kurzak

5. Rok 2012 pod znakiem Cage’a, rok 2013 pod znakiem Lutosławskiego i Pendereckiego.
W mijającym roku świat wspominał Johna Cage’a – ojca awangardy II połowy XX wieku, bez którego na pewno inaczej słyszymy ciszę. Rok 2013 – na pewno w Polsce – będzie miał natomiast dwóch bogów. Z jednej strony Witolda Lutosławskiego (25.01.1913 – 7.02.1994), którego okrągłe rocznice urodzin (100.) i śmierci (20.) skłoniły polski sejm do ogłoszenia Roku Lutosławskiego. Z drugiej Krzysztofa Pendereckiego, świętującego przez okrągły rok 80-lecie. Czy będziemy świadkami tak spektakularnych wydarzeń jak płyta „Penderecki/Greenwood” (Nonesuch) czy koncert na Open’erze, zobaczymy. Zaczęło się… chuligańsko, od płyty Piotra Orzechowskiego. Nadstawiamy ucha dalej.
Paweł Mościcki o wystawie „John Cage i…” w Berlinie
Recenzja płyty „Penderecki/Greenwood” autorstwa Ewy Szczecińskiej

6. Agnieszka Budzińska-Bennett śpiewa „Bogurodzicę”, Marcin Masecki gra Bacha i Scarlattiego.
Muzyka dawna brzmiąca jak dziś? To możliwe. Na dodatek z polską domieszką. Założony i prowadzony przez Budzińską-Bennett Ensemble Peregrina udowadnia, że jest wiele nut do odkrycia, a efekty są cudowne. Masecki uczy zaś swoją publiczność (Profesjonalizm, Paristetris) innej muzyki. W TR Warszawa gra sonaty Scarlattiego, na Chłodnej 25 „Kunst der Fuge” Bacha, arcydzieło „kantora z Lipska” nagrywa na dyktafonie, z Piotrem Orzechowskim gra muzykę Gurdżijewa na dwa różnie strojone fortepiany… Cage by się cieszył.
Recenzja z płyty „Sacer Nidus” Ensemble Peregrina
Marta Nadzieja o koncercie Marcina Maseckiego

PS W tym podsumowaniu nie powinno zabraknąć fenomenalnej płyty „Nowa Warszawa” Stanisławy Celińskiej, Royal String Quartet i Bartka Wąsika, albo ostatniego tomu dziennika Zygmunta Mycielskiego (Iskry). Ale o nich w dwutygodnik.com już wkrótce więcej.

Tomasz Cyz