Jeszcze 1 minuta czytania

Katarzyna Tórz

OPÓR CODZIENNY:
Podsumowanie uboczne

Katarzyna Tórz

Katarzyna Tórz

Produkty uboczne 2012

1) memento, czyli potęga śmiesznych filmików i obrazków z internetu

Obrazki statyczne i ruchome ostatecznie ogłosiły zwycięstwo nad tekstem, komentarzem, analizą. Potęga „śmiesznych filmików i obrazków z internetu” dosięga nawet najbardziej opornych – wyznawców kultury wyższej. Memy stają się klasyką i w kilka godzin doczekują masowo rozpowszechnianych przeróbek, albo są wypierane przez te najświeższe. Śmieszne obrazki często nie są śmieszne, ale stanowią krzywe zwierciadło wielu ubocznych cech, zjawisk i nieistotnych osobnych nurtów, którymi toczy się życie.

Obrazki i filmiki są wszystkożerne, korzystają z wpadek osób publicznych, absurdalnych popkulturowych referencji, skojarzeń własnych oraz poczucia humoru i smaku twórcy. Jakość nie zawsze jest gwarantowana, ale w strumieniu bieżących komentarzy można wyłowić wypowiedzi błyskotliwe i demaskujące. Skwapliwie korzystają z tego media tradycyjne, cierpiąc na postępujący brak własnych pomysłów na materiały.

2)
alternatywne dziennikarstwo, czyli blogi, blogaski, wpiski i twitty

Nie każdy potrafi pisać, nie każdy powinien, jednak każdy może – także zaistnieć na „łamach”. W mijającym sezonie ostateczną dojrzałość osiągnęła blogosfera publicystów, polityków i osób prowadzących aktywność paradziennikarską. Dzięki aspirującym blogom na jakiś temat lub na żaden, wpisom na ścianach oraz porannym meldunkom na mikroblogach politycy, domorośli intelektualiści, komentatorzy i dziennikarze mogą dzielić się z całym światem swoimi przemyśleniami, wątpliwościami, a także ignorancją. Posłowie nauczyli się obsługiwać nowe kanały społecznościowe na swoich nowych urządzeniach mobilnych. Do ogarnięcia pozostaje ortografia, wynajęcie ghostwrtitera, a także cel. Dokonała się jakościowa zmiana, nie trzeba już być zaproszonym do telewizji albo zwoływać konferencji prasowej, wystarczy umiejętnie zarządzać treścią – napisać coś kontrowersyjnego, (nie)śmiesznego albo niestosownego.

3) lajfstajlizacja, czyli postępujący upadek większości

Na pytanie, w ilu jesteś niszach, łatwo odpowiedzieć: w x+1. Ilość obszarów, grup i dziedzin, w których czujemy się zmarginalizowani na życzenie własne lub świata, nigdy się nie kończy, a każdy obszar życia i aktywności może podlegać mechanizmowi uniszowienia.

Bycie przedstawicielem mniejszości jest już pojęciem zbyt ogólnym i niewiele znaczy. Można być w jednej osobie praktykującym szamanizm wielkomiejskim intelektualistą z powodzeniem kultywującym niszę uprawy własnych warzyw w ogródku, jednocześnie dbającym o kapliczkę na lokalnym podwórku i finansującym zakup sztuki współczesnej do muzeum.

Im więcej sprzeczności i poplątanych, wprowadzających w błąd tropów, tym lepiej.

4) Prasa w p(r)ozie, czyli nowe standardy nagłówków


Zjawisko „żebroklików” nie ominęło mediów uważanych do tej pory za wiarygodne, opiniotwórcze i gwarantujące przyzwoity poziom merytoryczny. Od wielu miesięcy postępuje tendencja wymyślania coraz bardziej chwytliwych tytułów i nagłówków tekstów w serwisach internetowych. Co więcej, to samo pismo/gazeta stosuje podwójne standardy – wymyślania tytułu do artykułu w prasie i jego efekciarskiego odpowiednika w internecie. Dominują wykrzykniki, mowa potoczna, równoważniki zdań pozbawione osadzenia w czasie. Jedynym obowiązującym trybem jest: „pilne!”, „uwaga!”, „z ostatniej chwili!”, „niewiarygodne!”. Dzięki nieprawdopodobnie dramatycznym tytułom czytelnik nie może się oprzeć i klika w strzęp tekstu przypominający artykuł z jakąś tezą. Może chodzić o wojnę, może chodzić o filmik z youtube'a albo śmieszne zdjęcie. Liczy się klik. Podobno strategię tę wymuszają na redaktorach czytelnicy.