Dziki Bliski Wschód
fot. Agnieszka Słodownik

Dziki Bliski Wschód

Agnieszka Słodownik

Czwartek to piątek, niedziela – poniedziałek, mgła składa się z piasku zamiast wody, a las z wieżowców i żurawi. Dubaj ma wszystko poprzestawiane. Jest jak nastolatek, z przerośniętymi rękami i za dużym nosem. Dysproporcja under construction

Jeszcze 3 minuty czytania

Na początku imponujący, zapiera dech w piersiach. Fascynuje buntem wobec matki natury. Nie zgadza się na bycie pustynią. Jeśli podchodzi się do Dubaju z wody, trudno nie mieć wrażenia, że pomyliło się statki i wsiadło na ten do Nowego Jorku. Panoramę wypełnia nieskończona ilość wysokich apartamentowców i biurowców, zasilanych społecznością zachodnich ekspatów, czyli kastą kategorii A. Pomiędzy mieszkaniem a biurem wyprowadzają na spacer swoje jeepy i porsche, aby spędzić czas w szoping molach, oferujących liczne rozrywki i klimatyzację. Uliczne korki i road rage kierowców musi zejść im z drogi. W największym w tej części świata centrum handlowym „Mall of the Emirates” ekspaci mieszają się z turystami na stoku narciarskim. W czwartek wieczorem taksówka zabiera ich do drogiego i modnego klubu, gdzie bawią się z innymi zachodnimi ekspatami, doceniając fakt, iż miejsca te posiadają licencje na sprzedaż alkoholu. W supermarkecie bowiem feler: brakuje półek z procentem. W sobotę można wybrać się do kawiarni „Central Perk”, której nie ma nawet Nowy Jork, ponieważ istniała ona jedynie w serialu „Przyjaciele”. Sparowani mieszkańcy emirackiej metropolii nie trzymają się na ulicy za ręce oraz nie dają sobie buziaków. Nikt nie lubi przecież aresztu.

„Fatamorgana”, fot. A. SłodownikSpołeczność kategorii B żyje nieco inaczej. Hindusi (80% z B; ze względu na tę ilość mówi się, że Dubaj to największe miasto w Indiach), Pakistańczycy, Filipińczycy, Nepalczycy oraz garść innych azjatyckich nacji spędza większość czasu w wieżowcach, ale tych niedokończonych, okraszonych żurawiami. Wprowadzają w życie projekty, które widnieją na futurystycznej mapie Dubaju. Jest to chyba jedyny na świecie plan miasta, który pokazuje jego wizerunek za kilka lat. Google Maps równoważy ten stan, wyświetlając obraz z przeszłości, nie nadążając za tempem miasta. Kasta B do niedawna budowała sztuczne wyspy w kształcie palm (sztuk trzy), w kształcie świata (jedna), wieżę Burj Dubai („burj” oznacza „prawdziwy”, „autentyczny”, co można odbierać nieco ironicznie) oraz World Trade Center (tylko jedna wieża, Twin Towers są już wybudowane – Jumeirah Emirates Towers). Jest też projekt pierwszej na świecie obracającej się wieży – Time Residences. Obrót o pełne 360 stopni ma trwać siedem dni. W ten sposób żaden mieszkaniec nie będzie miał gorszego widoku z okna. Czy obraz z map się ziści? Na razie światowy kryzys przyhamował dubajskie ambicje.

Dubaj

Metropolia i jeden z emiratów Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dopóki nie odkryto złóż ropy, był prostą wioską rybacką. Dziś bezpieczna lokalizacja przystosowana dla firm działających na Bliskim Wschodzie. Raj dla turystów, których priorytetem jest sfotografowanie tego co największe. Do niedawna poletko rynku nieruchomości. Oficjalnym językiem jest arabski, ale wszystkie nazwy sklepów, drogowe tablice informacyjne, rejestracje samochodów, nazwy ulic, opisane są i po angielsku, i po arabsku. Nie trzeba znać ani jednego słowa po arabsku nawet, jeśli celem przyjazdu do Dubaju jest praca. Anglojęzyczne stacje radiowe promują jednak naukę przynajmniej podstaw języka arabskiego. Dostęp do aż 40% stron www jest zablokowany ze względu na niestosowną treść: We apologize the site you are attempting to visit has been blocked due to its content being inconsistent with the religious, cultural, political and moral values of the United Arab Emirates – czytamy po wpisaniu np. adresu flickr.com.

Idea stworzenia metropolii wzięła się ze świadomości skończoności złóż ropy, która długo finansowała Emiraty. Perspektywa ta sprawiła, iż szejk Mohammed bin Rashid Al Maktoum, premier i wiceprezydent ZEA oraz emir Dubaju, w kilka lat stworzył prężne centrum biznesowo-turystyczne. Szejk Mo, jak się go czule nazywa, posiada status gwiazdy rocka. Szanują i podziwiają go wszyscy. Wizjoner, „ojciec” współczesnego Dubaju. Znany z miłości do jeździectwa i wyścigów konnych.

I stał się Dubaj. Miejsce przyjazne dla firm nie tylko ze względu na lokalizację, ale także z uwagi na nieopodatkowany handel międzynarodowy i stabilną sytuację polityczną Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Już teraz ropa odpowiada tylko za 6% PKB. A dla turystów szeroka baza usługowa: jedyny na świecie 7* hotel (ten w kształcie żagla), usługi SPA, wspomniany już stok narciarski oraz liczne szoping mole.

Pustynia zaczęła więc nagle i w niesłychanym tempie zamieniać się w Miasto, łamiąc podstawową zasadę, iż narodziny architektury i społeczności potrzebują czasu. Zazwyczaj budują się w parze i nabierają rysopisu stopniowo. Docierają się. Dubaj jest natomiast pozbawiony historii i funkcjonuje jako przedziwna i niekonsekwentna mieszanka wartości arabskich i zachodnich.

„Mężczyźni mogą”, fot. A. SłodownikZ jednej strony owinięte od stóp do głów panie, utrudniony dostęp do alkoholu, surowe prawo dotyczące posiadania narkotyków, zamazane w pismach nagości, zablokowane strony internetowe, a z drugiej buchająca zewsząd konsumpcja, masy prostytutek w klubach, snobizm i brak więzi. Dubaj ma także właściwości PRL-owskie. Prasa codzienna zalatuje propagandą sukcesu państwa, wizerunek emira Dubaju wypełnia wnętrza biur, sklepów, zdobi budynki, autostrady, a wieżowce w budowie obwieszone są hasłami „WORK SAFELY! YOUR FAMILY NEEDS YOU!”. Duńscy specjaliści nadzorujący budowy wieżowców mówią natomiast, że sami nie kupiliby tu apartamentu. Obrazu dopełnia np. seria pożarów, która miała miejsce w 2007 r. W styczniu zapaliła się Fortune Tower vis-à-vis ekskluzywnego osiedla Marina. W marcu, dzień po dniu, spalił się magazyn w Al Quoz, a potem wybuchł pożar w apartamentowcu Khalid Al Attar. W kwietniu to samo w jednym z bezimiennych budynków mieszkalnych. Jakość potrzebuje być może zwolnienia zawrotnego tempa.

W klubach i hotelach szemrani Rosjanie z paniami do towarzystwa. Na ulicach plakaty równające zakupy z wartościami rodzinnymi. W tle zaś – dźwięki muzułmańskich modlitw. Oficjalną religią ZEA jest islam. Praktyczną – zachodni konsumpcjonizm. Nie liczy się więc nieetyczne traktowanie robotniczej kasty B, czy ekologia, gdy w grę wchodzi spoiwo ludzkości: pieniądz. Oglądając się na niego, nawet islam jest w stanie wznieść się ponad swoją niechęć do rozwoju i technologii utożsamianych przecież z negowanym Zachodem. Być może Dubaj jest odpowiedzią na próbę stworzenia uniwersalnej religii łączącej wszystkich ludzi? Religii pieniądza.

„Zakupy łączą”, fot. A. SłodownikWydawać by się mogło, że kultura arabska występuje tu głównie w taniej formie skrojonej na potrzeby turystów. Na przykład: wycieczki jeepami na pustynię. Z dala od żurawi i szkieletów biurowców i apartamentowców zjeżdża się z utartego szlaku prosto w pustynne wydmy. Kierowca ma za zadanie wykonywać na nich cyrkowe akrobacje. Faktycznie ma się wrażenie fruwania samochodem – nie jeżdżenia. Jeep fika od piaskowego wzgórza do wzgórza, tonie w dolinie, by zaraz wyskoczyć pod kątem 90 stopni doziemi. Wrażenie niezapomniane, ale to jeszcze nie koniec. Chodzi przecież o to, by naprawdę głęboko doświadczyć lokalnej kultury. Samochód 4x4 wiezie więc delikwentów jeszcze głębiej w pustynię, gdzie nagle wyrasta przed nimi „oaza”. Tam uczestnicy wycieczki zjedzą kolację, zapalą owocowy tytoń z sziszy, czyli fajki wodnej, dosiądą wielbłąda, zobaczą profesjonalny taniec brzucha i zrobią sobie tatuaż z henny. Jednym słowem: Licheń.

System komunikacji miejskiej prawie nie istnieje (metro dopiero rusza), co jeszcze bardziej pogłębia społeczny separatyzm, pojedynczość. Około 20% wszystkich dźwigów świata stoi w Dubaju. To z czasem przytłacza, choć ma się też odczucie bycia świadkiem pisania historii wyjątkowego miejsca.

Od maja nasz wielki plac budowy zaczyna także z lekka przyduszać. Upał staje się nieznośny. Ciężkie, piaszczyste, gorące powietrze zapędza ludzi w pomieszczenia. Z klimatyzowanego domu do klimatyzowanego samochodu. Z samochodu do biura. Z biura do szoping molu. Z szoping molu do restauracji. Z restauracji do domu. Klincz. Taki sam jak z polskim zimnem, które zapędza do wnętrz. Taka sama nie-wolność. Odkrycie głęboko szokujące dla każdego człowieka z północy.

Wszystko wydaje się nieświeże, sztuczne, przykurzone. Trudno znaleźć alternatywy dla wielkomiejskiego płaskiego plastiku. Dubaj być może przypomina Nowy Jork, ale na pewno nim nie jest i nie będzie. Próby odnalezienia progresywnej sztuki spełzają na niczym. „TimeOut Dubai” pisze jedynie o poprawnych nudnych wystawach i imprezach klubowych z suchym niemelodyjnym housem. Szacunek wzbudza Dubai International Jazz Festival na otwartym powietrzu. Nie należy się jednak spodziewać prezentacji wywrotowych prądów w jazzie.

Zdarza się, że trzeba udać się do lekarza. I tu kolejny brak subtelności. Jak ból, to od razu zastrzyk, a jak katar, to od razu antybiotyk. A apteki sprzedadzą wszystko. Także to co na receptę, ale bez recepty. Raj dla lekomanów. Trochę niebezpiecznie. Zupełnie jak na ulicach. Samochód sąsiada włącza kierunkowskaz dopiero w trakcie skręcania na twój pas, co tworzy nieskończoną ilość stresujących przesunięć na autostradach. Żartuje się tu, że dubajscy kierowcy przed chwilą przesiedli się z wielbłądów do aut i tak też prowadzą. Prawie każdy zna kogoś, kto miał wypadek samochodowy, lub zna kogoś, kto kogoś zna itd. Nie idzie to w parze z systemem radarowym i ograniczeniami prędkości, które zamontowane są w każdej taksówce i samochodach z wypożyczalni. Jeśli przekraczasz 120 km/h zaczyna się urocze pikanie. A radarów jak piachu. Strzela takie coś ciągle z lewa i prawa jak stroboskop. Jest też specjalny numer, na który można zadzwonić i naskarżyć, jeśli ktoś zajechał drogę. Kolejny PRL-owski sznyt, gdy władza zachęcała do szpiegowania sąsiada. Doskonały przepis na społeczeństwo obywatelskie.

„Z prochu powstałeś”, fot. A. SłodownikDubaj wydaje się niespójny, ponieważ jest, mimo obecnej recesji, tworem formującym się. Dubaj to mimo wszystko tylko bogate miasto, które chcąc być pomostem pomiędzy wieloma kulturami, usiłuje zaspokoić potrzeby wszystkich. Chciałoby się w tym miejscu powiedzieć: powodzenia. Decyzje podejmowane są na szybko, często w celu schlebienia populistycznym głosom. Na przykład obchody Nowego Roku zostały anulowane w tym roku w Emiratach jako wyraz poparcia dla Palestyńczyków. Zachodni ekspaci Dubaju twierdzą, że nie był to bynajmniej wyraz poczucia więzi ze swoimi lewantyńskimi sąsiadami – społeczność arabska jest wewnętrznie bardzo różnorodna. Gdyby szejk Mo nie okazał w żaden sposób wsparcia dla Palestyńczyków, ryzykowałby alienację tej grupy w dubajskiej społeczności. Co gorsza, mógłby narazić swój emirat na niebezpieczeństwo działań grup terrorystycznych.

Prawo jest w emiracie wprowadzane bardzo arbitralnie. Gdy niektórzy Arabowie zaczęli narzekać na pijaństwo zachodnich ekspatów, natychmiast zaczęły się aresztowania za stan nietrzeźwy w miejscach publicznych, takich jak na przykład postoje taksówek. Prawodawcy nie pozwolą jednak, by wahadło przechyliło się zbytnio w tym kierunku i dyskryminowało reprezentantów Zachodu. Są zbyt ważni.

Dubaj jest fascynujący i trudny. Mówi się, że może upaść tak samo szybko jak powstał. Że jest wirtualny. Nikt nie traktuje go jak domu. Jest miejscem, w które firma przysyła na kontrakt. Nawet ludzie mieszkający tu ze względu na pracę od 4 lat mówią, że oni tu nie żyją. Kiepskie to spoiwo dla miasta, którego sens i atmosferę tworzą ludzie, a nie budynki, w których śpią. Ale czy Dubaj faktycznie tak nagle zniknie? Być może spowolnienie tempa będzie paradoksalnie miało dla niego moc odradzającą. Do tej pory działo się dużo i szybko, bez okazji do reewaluacji tego co dobre dla metropolii i mieszkańców. Światowy kryzys nie zmienia faktu, iż Dubaj jest jedynym miejscem na Bliskim Wschodzie oferującym infrastrukturę dla firm międzynarodowych. Wielu ludzi ze świata arabskiego oraz subkontynentu indyjskiego wciąż uważa to miejsce za doskonałe źródło zakupów i rozrywki. A to trudno podważyć. Na Dubaj wciąż jest popyt. Być może za kilka lat emirat nabierze spójności oraz wyważenia, a proroctwo jedynej słusznej religii: „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz” wcale się nie ziści.

Podziękowania dla Fritza Gheena, który pracował w Dubaju dla organizacji charytatywnej Room to Read, promującej umiejętność pisania i czytania.