Wszyscy jesteśmy komarami

Wszyscy jesteśmy komarami

Rozmowa z komarami

Komary występujące w „Tęczowej Trybunie 2012” Strzępki i Demirskiego opowiadają nam o pracy nad kultowym spektaklem

Jeszcze 2 minuty czytania

PAWEŁ SOSZYŃSKI: To już które pokolenie w „Tęczowej Trybunie”?
KOMARZYCA1
: W tym roku czy w ogóle? To ciekawe pytanie, ciekawsze niż się panu wydaje, bo z tym się wiąże inna sprawa. Proszę spojrzeć, my tu jesteśmy same kobiety! I jak później słyszę, że to przedstawienie to są mężczyźni, no to mnie… krew zalewa!
KOMARZYCA2: W sensie statystycznym ewidentnie wygrywamy. Monika Strzępka, reżyserka tego przedstawienia, jest osobą bardzo wrażliwą społecznie, i ona ten przykry aspekt losu naszych chłopców [samce komarów żyją kilka dni – przyp. red.] uwzględniła w naszej roli, tak nam tę trybunę kazała rozumieć. Dla mnie, prywatnie, ci niesamowicie nieszczęśliwi bohaterowie to moi bracia, ojcowie, moi synowie. Oni zaraz umrą. To się staje bardzo mocnym przeżyciem.

A Paweł Demirski? Słyszałem, że było między wami trochę sytuacji konfliktowych…
K2
: On był przede wszystkim od początku uprzedzony…
K1: Bo jest wędkarzem!
K2: Tak, ja go zresztą nie winię. Siedzi nad tą wodą, no i pod wieczór, wiadomo. Nie mogę go winić również dlatego, że napisał dla nas piękny tekst. Tego nie słychać, bo to jest dla nas – taki rodzaj modlitwy. To jest bardzo piękne, pisane wierszem. „Kiedy słońce z końcem dnia krwią czerwieni zaleje…”. 
recytuje
K1: Cały on...
K2: To się oczywiście wytnie.

Jestem zaskoczony. Nie znałem takiego Demirskiego…
K1
: To trzeba go poznać.
K2: Ogromna wrażliwość na detal przyrody. O tym się nie mówi, bo się tego nie wie, ale w naszym zespole jest bardzo dużo pogrzebów. To niestety nieuniknione [cisza]. W każdym razie Pawełek nam wtedy zawsze pięknie improwizuje.

Te przykre okoliczności chyba też wytwarzają ducha wspólnoty między wami?
K1
: Jest duża przyjaźń. Szczególnie mocno przeżywa to Marcin [Pempuś]. Podobno taką sobie przekazujemy z pokolenia na pokolenia historię, to on właśnie wymyślił te pająki, żeby aktorzy przebierali się za pająki. To oczywiście w sumie jest już teraz zabieg satyryczny, uwikłany w żart, ale pierwotnie to miało inne, piękniejsze znaczenie.
K2: Mnie się to nie do końca podoba – powiem to wprost: mam żal do pani Strzępki, że ten tak wzruszający gest Pempusia zmieniła w coś niegodnego. Kilku aktorów od nas po prostu zrezygnowało z udziału, w ramach protestu...

Proszę wyjaśnić, o co chodziło z tymi pająkami.  
K2
: No nie wiem dokładnie, proszę pana. To było dwa lata temu. Pan nie zrozumie nigdy, co to są dla nas dwa lata, bo pan te dwa lata pewnie przespał, przebumelował, dla pana to jest nic. Czego pan dokonał przez ostatnie dwa lata?
K1: Otóż to. Mnie się wydaje, że dopiero właśnie spotkanie z nami, z naszym życiowym doświadczeniem, pozwoliło temu spektaklowi rozkwitnąć. To się stało mocniejsze, problem bardziej pilny. I to komary wymusiły dodanie tego roku 2012 w tytule. Takie memento – to było szalenie radykalne.
K2: I to się bardzo spodobało zespołowi realizatorów. To także dla nich był szok! Przecież za rok już nas nie będzie! Działajcie w naszym, komarów, cyklu życiowym.

Z tego co wiem, Demirski wprowadził panie do sztuki w związku z plagą komarów, jaka zapanowała w Warszawie kilka lat temu, a jak wiadomo, Stadion Narodowy wybudowano nad Wisłą. Ma to także znaczenie metaforyczne: władza od obywateli opędza się jak od komarów. Czy te znaczenia były z wami dyskutowane?
K1
: Mnie to osobiście na początku zabolało. Że bierzemy w tym udział jak jakieś symbole. Gdzie w tym psychologia, nie po to jest się aktorem, żeby grać idee reżysera. To po co w ogóle my na scenie? Można było na przykład zrobić pantomimę, to opędzanie się tylko pokazać, i nie zawracać nam głowy…
K2: Tak, ale pani Strzępka długo z nami ten problem omawiała. I szybko ta tytułowa tęcza stała się także grą światła w mulistym akwenie, co okazało się bardzo pomocne dla znalezienia wspólnego języka. Wspólnej sprawy. Przecież nas dotyka wykluczenie!
K1: Oczywiście że tak, to był przełom. Ten spektakl otworzył nam oczy!
K2: Stąd na scenie postać truciciela komarów. To zresztą wyniknęło z naszych improwizacji. Okazało się, że każda z nas ma takie wyobrażenie.
K1: Paweł to bardzo ładnie nazwał: „zatrute jadło”.
K2: Sporo wpierw improwizowaliśmy na Szekspirze.

A wątek gejowski sztuki, co panie o nim myślą?
K2
: Geje są tu oczywiście symbolem komarów. Pan tego nie wie, ale zdanie „wszyscy jesteśmy pedałami”, na początku brzmiało inaczej. Były dwa dni do premiery, podobno Strzępka chciała przekładać. Dla komarów taka sytuacja była niedopuszczalna, jak to za tydzień? Za tydzień! Za tydzień część awiacyjna zespołu, co najmniej jego połowa, do piachu! I wtedy bardzo ładnie miał się zachować Opaliński. I on krzyknął „wszyscy jesteśmy komarami!”. Demirski to podchwycił.
K1: Tylko nie chciał tego dać wprost. To byłoby banalne. „Wszyscy jesteśmy pedałami” brzmi ciekawiej.

Właśnie, wydaje się, że – z oczywistych względów – w „Tęczowej Trybunie” dochodzi do sporej rotacji zespołu. To chyba duże wyzwanie dla reżyserki?
K2
: Duże, i jest w tym spory element przykrości. Jak w obliczu tak wysokiej śmiertelności aktorów zachować profesjonalizm?
K1: I utrzymać za każdym razem równie wysoki poziom produkcji.
K2:  Oczywiście, jak już mówiłam, to jest w pracy całego zespołu, powtarzam – całego, tematyzowane. Na marginesie, muszę o tym wspomnieć, bo widzę, że pan o to nie spyta – pijaństwo, fakt, że w tym spektaklu wszyscy bohaterowie są głównie pijani. To jest nasz wkład! Przecież to są te biwaki, alkoholowe ogniska, alkohol w krwiobiegu, który ma nas odstręczyć. Nikt sobie z tego nie zdaje sprawy, ale my głównie obcujemy z ludźmi pijanymi. Pijany człowiek śpiący – to nasza ikona. A powracając do pana pytania. Trzy słowa: profesjonalizm, wrażliwość, inteligencja. Teraz proszę mi szczerze powiedzieć, czy nas widać z widowni?

Nie widać.
K2
: A my tam jesteśmy. Czysty ekshibicjonizm. Nie widzi nas pan, a jednak zaprasza nas pan do rozmowy – to wielkie osiągnięcie, także talentu reżyserskiego pani Strzępki. Prawda?
K1: Oczywiście, że tak. Co to za problem być widzianym na scenie. Jolanta Zalewska, czyli Pani Prezydent, którą wszyscy tak w tym spektaklu chwalą. Grać tak, żeby nikt cię nie zobaczył – chciałabym ją zobaczyć w takiej etiudzie. Oczywiście Zalewska to wielki talent.
K2: Aktorzy się od nas opędzają właściwie bezustannie. To jest, proszę pana, obecność sceniczna podwyższonego ryzyka. Bo to jest spektakl o tym, żeby być jawnym, żeby być dostrzeżonym.
K1: I nam się to udało.