Europy w Europie już nie ma
Budapeszt, 1900 rok

Europy w Europie już nie ma

Rozmowa z Teresą Worowską

„Spotkanie Węgrów z prozą Máraiego – choć żywiołowe i emocjonalne – odbyło się dopiero w trzecim pokoleniu” – rozmowa z tłumaczką

Jeszcze 6 minut czytania

ZOFIA ZALESKA: Sándor Márai wielokrotnie odwołuje się do utraconej przeszłości, zapomnianych rytuałów i wydarzeń z lat dzieciństwa i młodości. Jak wyglądały Węgry, w których w 1900 roku urodził się pisarz?
TERESA WOROWSKA: Trwała wówczas epoka, o której Węgrzy mawiają: boldog békeidők, co można przełożyć jako „stare dobre czasy”. Nastały one dla Węgrów w 1867 roku, kiedy – po latach walki o wolność z Cesarstwem Austriackim – oba kraje podpisały porozumienie nazwane Ugodą. Stanowiło ono między innymi, że Węgrzy – jeden spośród wielu narodów zaludniających cesarstwo – zostali podniesieni do rangi narodu współrządzącego. Oczywiście ta władza miała liczne ograniczenia, ale Ugoda zaspokoiła elementarną potrzebę wolności Węgrów. Nie czuli się już tak bardzo uciskani, a nawet otrzymali szansę dominowania nad innymi, z której niestety częściowo korzystali, co nie należy do najchlubniejszych kart w historii tego sympatycznego skądinąd narodu. Od 1867 roku aż do wybuchu I wojny światowej na Węgrzech panował pokój i dobrobyt. Był to okres znakomitej koniunktury gospodarczej, kraj rozwijał się pod względem komunikacyjnym, architektonicznym, przemysłowym i rolniczym. Struktura państwa wciąż pozostawała feudalna, ze stosunkowo wąską warstwą arystokracji, niewielką grupą szlachty i równie niewielką warstwą mieszczaństwa. Ale w niektórych miastach mieszczaństwo odgrywało istotną rolę.

Jednym z nich była Kassa, dzisiejsze Koszyce, gdzie dorastał pisarz.
Tak. Ja konsekwentnie używam węgierskiej nazwy, ponieważ miasto to zostało stworzone jako Kassa przez węgierskich i niemieckich osadników. Przodkowie Sándora Máraiego byli Niemcami, Saksończykami, i pojawili się na tych ziemiach w XVIII wieku, za panowania Marii Teresy. Był to czas licznych niemieckich osiedleń w tak zwanej Górnej Prowincji Węgier, która w tej chwili jest południową częścią Słowacji. Na tych terenach, w miastach, takich jak właśnie Kassa czy Pozsony (dziś Bratysława), ukształtował się patrycjat – warstwa społeczna, z której wywodził się Márai.

Teresa Worowska

Ur. 1954, hungarystka, tłumaczka z języka węgierskiego, przekładała na polski m.in. dzieła Sándora Máraiego, Petera Esterházy’ego, Gyuli Krúdy’ego. Laureatka nagrody „Literatury na Świecie” w roku 2004 oraz „Zeszytów Literackich” w roku 2006.

Co było takiego szczególnego w atmosferze rodzinnego miasta Máraiego?
Znajdowały się tam wszystkie ważne dla regionu instytucje, wychodziły cztery gazety, działała duża księgarnia. Miasto miało charakter zamkniętego mikrokosmosu z własną wewnętrzną kulturą i stylem. Na przykładzie Kassy można obserwować ciekawe zjawisko: akces niemieckich osadników do węgierskości. W XIX wieku wiele osób, które znalazły się w promieniowaniu mentalności węgierskiej, zapragnęło być Węgrami. Najbardziej wyrazistym tego przykładem jest poeta uchodzący za najbardziej węgierskiego, Sándor Petöfi, w którego żyłach nie płynęła nawet kropla węgierskiej krwi – jego matka była Słowaczką, a ojciec Chorwatem. Nazwisko Petrovič poeta zwęgrzył na Petöfi, co można przełożyć jako „Syn Piotra”.

Sándor Márai też nie nosił nazwiska swego ojca, które brzmiało Grosschmied.
To prawda. Grosschmiedowie należeli do najzamożniejszych mieszkańców Kassy. Ojciec pisarza był prawnikiem, pracował w banku, co zapewniało rodzinie bezpieczeństwo finansowe. Przez pierwsze lata życia mały Sándor miał prywatne nauczycielki i guwernantki. Jego dorastaniu towarzyszyły wszystkie wydarzenia i rytuały, które w tym czasie można było obserwować w podobnych mieszczańskich domach w całej Europie. Jak wielu młodych ludzi, w pewnej chwili poczuł się ograniczony sztywnym regułami panującymi w jego środowisku.

Sándor Márai / archiwum „Zeszytów Literackich”Wyrazem tych uczuć jest napisana w 1930 roku książka zatytułowana „Zbuntowani”, która po latach stała się pierwszą częścią pięciotomowego cyklu znanego jako „Dzieło Garrenów”. To historia grupy chłopców na progu dorosłości, którzy buntują się przeciw reprezentowanemu przez wszechwładnych ojców światu dorosłych.
Pokolenie rodziców tych chłopców doprowadziło do wybuchu straszliwej wojny, burząc swym dzieciom poczucie bezpieczeństwa i na zawsze niszcząc świat, w którym dorastały. Ojcowie ponieśli klęskę, dlatego nie zasługiwali na szacunek i posłuch. Rówieśnicy pisarza, a także on sam, pod wieloma względami zostali pozostawieni sami sobie.

Obie wojny wyznaczyły cezury w życiu Máraiego. Wydaje się, że jego życie i twórczość można podzielić na dwie epoki – przed i po II wojnie światowej.
Jeśli chodzi o egzystencję, to jak najbardziej można mówić o takim podziale. Lata do roku 1944  to okres pomyślności. Nawet decyzja, aby w 1918 roku, w okresie represji po węgierskiej Republice Rad, wyjechać do Niemiec, była spowodowana raczej strachem i ostrożnością jego rodziców, niż realnymi powodami do niepokoju. Lata 20., czyli pierwsza, młodzieńcza emigracja – podróże do Lipska, Berlina, Paryża i innych miast Europy – to czas, kiedy Márai położył podwaliny pod swą karierę literacką. Napisał wtedy pierwsze książki, które umieściły go w czołówce ówczesnych węgierskich pisarzy, a także wyrobił sobie pióro i autorytet publicysty, nawiązał regularną współpracę z gazetami za granicą i w kraju. Po paru chudych latach zaczęło mu się nieźle powodzić materialnie. Miał mieszkanie, regularne zarobki, ożenił się i ustatkował. W 1939 roku dotknęła go tragedia – stracił nowonarodzone dziecko. W kolejnych latach narastające w kraju nastroje faszystowskie sprawiły, że stopniowo rezygnował z publikowania w prasie. W 1943 roku definitywnie skończył z publicystyką i zaczął pisać „Dziennik”, który prowadził do końca życia. Powoli tracił źródła dochodów, miał trudności z wydawaniem książek, jego mieszkanie zostało zbombardowane i cały zgromadzony dotychczas dobytek uległ zniszczeniu. Sytuacja nie poprawiła się po zakończeniu wojny. W 1945 roku, gdy na Węgrzech zaczęły instalować się nowe, komunistyczne władze, pisarz zrozumiał, że ludziom takim jak on nie będzie dane nawet usunąć się w cień i milczeć. W 1948 roku zdecydował się na emigrację, co oznaczało biedę, utratę bezpośredniego kontaktu z czytelnikami i pisanie do szuflady. Nie byli już wtedy z żoną tylko we dwójkę, mieli na utrzymaniu także małego adoptowanego syna Jánosa. Decyzja o emigracji na zawsze zmieniła ich sytuację. W tym sensie II wojna światowa na pewno stanowiła stanowiła cezurę w jego życiu.

Sándor Márai, „Maruderzy”. Przeł. Teresa
Worowska, Czytelnik, 376 stron, w księgarniach
od września 2013 
Dla jego twórczości taką cezurą nie była?
W twórczości nie widzę tak wyraźnego podziału. Myślę, że gdyby nie wspomniane przełamanie egzystencji, Márai wielu rzeczy by nie zrozumiał – w samym sobie i w otaczającym go świecie. Sytuacja, która z miesiąca na miesiąc uczyniła go biedakiem, a potem wygnańcem, przyniosła mu doświadczenia, których nigdy by nie zdobył, gdyby zachował dobra materialne, pozycję i przywileje. Bardzo ciekawie pisze o tym w książce „Ziemia! Ziemia!”. Wydarzenia wojenne i późniejsza decyzja o emigracji przyniosły mu wiele goryczy, ale jednocześnie dodały sił, pokazały, że ma w sobie cechy człowieka niezłomnego, wiernego przekonaniom. Na emigracji stworzył książki, które pokazały jego nową twarz – „Pokój na Itace”, „Ziemia! Ziemia!”, „Krew świętego Januarego” i wiele innych. Kontynuował pisanie „Dziennika” i stworzył dwa bardzo ważne, nieprzetłumaczone dotąd na polski wiersze. Na Węgrzech są one dobrze znane, choć Márai nie był poetą, a tylko zdarzało mu się czasem pisać wiersze.

Pierwszy nosi tytuł „Aniele z nieba” (od pierwszych słów popularnej węgierskiej kolędy) i opowiada o dramatycznych wydarzeniach 1956 roku na Węgrzech. Drugi, zatytułowany „Mowa pogrzebowa”, ukazuje, jak traci się narodowość na emigracji. Oba są wstrząsające i oba powstały w latach 50.

Márai potępiał intelektualistów, którzy zostali w komunistycznym kraju?
Nie uważał własnego wyboru za jedyny słuszny, ale bywał surowy w ocenach. Zanim wyjechał z kraju, miał szansę z bliska obserwować przykłady moralnego upadku intelektualistów węgierskich. Sam nie potrafił iść na żadne kompromisy, nie nadawał się do tamtych czasów i myślę, że nie odnalazłby się również w dzisiejszym świecie. Uważał, że człowiek ducha nie może wiązać się z żadnymi ruchami politycznymi. Ma obowiązek pozostać poza i ponad, tylko wtedy może wypowiadać się o bieżących sprawach w sposób bezstronny. Zaangażowanie polityczne przekreślało, w jego mniemaniu, możność oddziaływania poprzez prawdziwą wiedzę i autorytet.
Na pewno w jego myśleniu obecne były swoisty arystokratyzm, elitaryzm i nieustępliwość. Choć oczywiście nie chodziło mu o to, aby nie angażować się w sprawy kraju czy Europy. W czasie wojny służył też pomocą innym. Wiemy, że ukrywał Żydów. Uratował żonę i kuzynkę żony z córeczką, nie udało mu się jednak ocalić od śmierci teścia. Pomagał też innym ludziom, ale trudno dotrzeć do informacji o tamtych wydarzeniach, bo od początku były okryte ścisłą tajemnicą i pisarz nawet w prywatnym „Dzienniku” prawie o nich nie wspominał.  Swą twórczością nie chciał jednak legitymizować żadnej władzy, a czuł, że zostając na Węgrzech byłby poddawany naciskom, by zająć stanowisko, nie pozwolono by mu milczeć.

Teresa Worowska / archiwum „Zeszytów Literackich”Co uważa Pani za największe dzieło Máraiego? „Dziennik”, a może cykl o rodzie Garrenów, którego ostatnia część zatytułowana „Maruderzy” ukazała się niedawno w pani przekładzie?
Opus magnum to zdecydowanie „Dziennik” – kilkanaście tomów zapisków prowadzonych regularnie przez kilkadziesiąt lat. Na pewno jednak spośród wszystkich jego powieści „Dzieło Garrenów” ma wyjątkową wagę. W książkach składających się na ten cykl pisarz próbował ukazać procesy, jakim w ciągu pierwszych dziesięcioleci XX wieku podlegało społeczeństwo węgierskie. Zawsze mówił, że najważniejszym bohaterem jego książek jest czas i to, jak kształtuje on bohaterów. „Dzieło Garrenów” jest szczególną pozycją właśnie ze względu na tryb pisania tych książek, czyli okoliczność, że powstanie poszczególnych tomów dzielą lata i to, że nie były pierwotnie pomyślane jako całość. Finalnie złożyły się na obraz węgierskiego społeczeństwa w pierwszej połowie XX wieku, opowiadają o kilku kluczowych dla tego narodu sprawach.

To znaczy?
Pierwsza sprawa dotyczy dramatycznej historii Węgier. Jak wcześniej wspominałam „dawne dobre czasy” skończyły się wraz z wybuchem I wojny światowej. Węgry walczyły w niej, z oczywistych przyczyn, po stronie austriackiej i należały do przegranych państw Trójprzymierza. Cała Europa odczuła skutki wojny, ale spośród pokonanych Węgry zostały ukarane najsrożej, a przecież nie prowadziły samodzielnej polityki zagranicznej i nie one wojnę wywołały. W 1920 roku, nakazem traktatu z Trianon, utraciły dwie trzecie terytorium i dwie piąte ludności. Kraj stracił całą masę ośrodków przemysłowych, złoża surowców, a także rozbudowaną sieć kolejową, która znalazła się poza nowymi granicami. Nie było rodziny, która nie zostałaby w jakiś sposób dotknięta skutkami tego rozerwania. Ogromne rzesze ludzi postanowiły ewakuować się z utraconych terenów i przenieść na Węgry. Ci, którzy tego nie zrobili, zostali poddani przeróżnym, często brutalnym, działaniom asymilacyjnym. Ustalenia traktatu w Trianon spowodowały niewyobrażalną narodową traumę. Márai przeżył ją osobiście, bo jego rodzinne miasto przypadło po wojnie Czechosłowacji i zostało przemianowane na Koszyce. W należącym do sagi rodu Garrenów tomie zatytułowanym „Obcy” opowiedział o tym, co dzieje się z miastem, które nagle wypełnia się najeźdźcami i powoli, mimo prób oporu, traci swą dawną tożsamość. Temat ten pojawia się też w „Maruderach” – miasto, po latach okupacji, wraca wreszcie na łono ojczyzny. Jest to jednak powrót dramatyczny i gorzki: zamiast oczekiwanego szczęścia i wyzwolenia przynosi ogromne problemy – administracyjne, społeczne i kulturowe. Węgrzy zajęli na powrót utracone po pierwszej wojnie tereny w 1938 roku. Márai zaś wydał ten tom w roku 1947, miał więc dobrych kilka lat, aby zaobserwować, jak wiele trudności zrodziło upragnione scalenie kraju.

„Dzieło Garrenów”

Pisana przez kilka dziesięcioleci saga, opowiadająca dzieje fikcyjnego miasta i mieszkającej w nim rodziny Garrenów. Na cykl składa się pięć powieści: „Zbuntowani”, „Zazdrośni”, „Obcy”, „Znieważeni” i „Maruderzy”. Jako całość „Dzieło Garrenów” ukazało się po raz pierwszy w 1988 roku nakładem emigracyjnego wydawnictwa w Kanadzie.

To prowadzi do kolejnego wielkiego tematu poruszanego na kartach „Dzieła Garrenów”  – skomplikowanych relacji węgiersko-niemieckich.
Márai był Węgrem, ale jak wiemy – z korzeniami niemieckimi. Od dziecka mówił biegle po niemiecku, jako młody, dwudziestojednoletni chłopak publikował już w niemieckiej prasie, wśród Niemców czuł się swojsko. W czasie swoich podróży w latach 20. i 30. miał wiele okazji, aby z niepokojem obserwować, co dzieje w tym bliskim mu kraju. Swojscy Niemcy zaczynają wtedy pokazywać twarz, która go przeraża. W całym „Dziele Garrenów” wielokrotnie zastanawia się nad tym, jak to się stało, że Hitler (nigdy nie wymieniony w książkach z nazwiska) przejął władzę w Niemczech. Najwięcej możemy przeczytać o tym w „Maruderach”, gdzie znajduje się między innymi fantastycznie napisana relacja z wiecu narodowych socjalistów.

Węgry odzyskały utracone po pierwszej wojnie terytoria dzięki pomocy III Rzeszy, chwilę później przystąpiły do wojny po stronie Niemiec. To ogromna cena za odzyskanie ukochanej Kassy.
Márai, mimo tęsknoty za dawnymi Węgrami, nigdy nie zbliżył się do proniemieckich środowisk węgierskich, które w latach 30. doprowadziły do zbliżenia kraju z III Rzeszą. W „Dziele Garrenów” pokazuje, jak dramatyczne to miało konsekwencje. Faszystowski wirus wkrada się przecież też do rodziny bohaterów – jeden z braci jest zafascynowany narodowym socjalizmem, a drugi nosi w klapie znaczek Strzałokrzyżowców i jawnie sympatyzuje z nazistami. Na przeciwległym niż oni biegunie znajdują się najstarszy brat Peter (postać, którą można odczytywać jako alter ego pisarza) i siostra Anna. Ostatnie tomy cyklu powstawały w latach 40. i są – podobnie jak notatki z lat wojny zawarte w „Dzienniku” – wyrazem rozczarowania społeczeństwem węgierskim. Pisarz boleje nad brakiem refleksji dotyczącej własnych przewinień i zaniedbań oraz nad łatwością, a nawet gorliwością, z jaką wielu ludzi przyjmuje warunki nowej władzy.

Sándor Márai z rodzeństwem / archiwum „Zeszytów Literackich”

„Dzieło Garrenów” to, poza krytyką społeczeństwa, także obraz twórczej ewolucji Máraiego.
Pisarz zdawał sobie sprawę, że model XIX-wiecznej powieści realistycznej już się wyczerpał. „Zbuntowani” są jeszcze dość tradycyjną prozą o dorastaniu, w kolejnych tomach pisarz konsekwentnie wypróbowuje jednak różnorodne techniki narracyjne – eksperymentuje z monologiem wewnętrznym i formułą dziennika, wplata w tekst fragmenty eseistyczne i reportażowe. Analizujący „Dzieło Garrenów” krytycy węgierscy wypominają mu nierówności stylu. Moim zdaniem ta niejednolitość nie jest wadą cyklu, choć niewątpliwie jest jego cechą. Przez lata, gdy pisarz opowiadał dalsze losy swych bohaterów w nowych czasach i podejmował przerwane wątki, sam też podlegał opisywanym przemianom. Warunki powstania cyklu sprawiły, że jest on nie tylko znakomitym obrazem konkretnego okresu w historii Węgier, ale także swoistym studium rozwoju samego autora.  

Wielką ambicją pisarza było oddanie ducha swej epoki. Czy to mu się udało? Czy Węgrzy odnajdują się w jego prozie?
Bez wątpienia ją doceniają. Odpowiadając na to pytanie, musimy jednak pamiętać, że na Węgrzech odbiór prozy Máraiego przez całe dziesięciolecia był tak bardzo utrudniony, że właściwie niemożliwy. Pisarz umarł w 1989 roku, a pierwsze jego książki zaczęły się legalnie ukazywać w kraju dopiero od początku lat 90. Przez pół wieku – od roku 1948, kiedy wyemigrował z ojczyzny – literatura rozwijała się tam bez wiedzy o tym, że gdzieś na drugim kontynencie mieszka pisarz, który w odmalowaniu własnego portretu Węgrów miał ogromne zasługi. Lata komunizmu w Polsce i na Węgrzech wyglądały inaczej. Na Węgrzech nie istniała tak prężna struktura wydawnictw i drukarni podziemnych, a dostęp do książek emigracyjnych lub wydawanych poza zasięgiem cenzury był bardzo ograniczony. Emigracja oznaczała dla pisarza całkowitą nieobecność jego twórczości w kraju. Tak więc węgierska literatura przez lata rozwijała się bez Máraiego, a spotkanie Węgrów z jego prozą – choć żywiołowe i emocjonalne – odbyło się dopiero w trzecim pokoleniu. Przez lata pisarz pozbawiony był kontaktu ze współczesnymi węgierskimi czytelnikami. Tymczasem, aby mogło zaistnieć uczucie rozpoznania w literaturze i utożsamienia się z nią, niezbędny jest kontakt z pokoleniem, którego ona dotyczy.

Sándor Márai / archiwum „Zeszytów Literackich”Czytając prozę Máraiego, można odnieść wrażenie, że wielkie rozczarowanie współczesnością przeszkadza mu uchwycić i opisać rodzącą się na jego oczach nowoczesność. Krytykuje  kulturę, która doprowadziła do wojennej rzezi, lecz nie jest w stanie przeciwstawić jej nic innego.
Mówiąc o twórczości i o życiu Máraiego, należy pamiętać, że wierzył on, że podstawowe wartości nie starzeją się i nie przedawniają. Nadużywane dziś wyrażenie „kryzys wartości” to oksymoron, bo wartość sama w sobie nigdy nie podlega żadnemu kryzysowi. Moc wartości objawia się zawsze wtedy, gdy są praktykowane. To ludzie, który nie żyją według wartości, nie praktykują lojalności, solidarności, wierności, skromności, popadają w kryzys. Nie poczuwają się jednak do winy, obarczają nią pojęcia abstrakcyjne. To, co Máraiego najbardziej boli, to fakt, że Europa w jakiej się wychował, w której ważny był szacunek dla człowieka, uczciwość, humanitaryzm, dążenie do piękna i prawdy, w godzinie próby zawiodła. Winą za to obarcza przede wszystkim, choć nie tylko, warstwę społeczną, z której sam się wywodzi. W „Wyznaniach patrycjusza” i w „Dzienniku” pisze o tym bez ogródek, ukazując patrycjat węgierski w całej jego urodzie i szpetocie, bez fałszywych upiększeń. Mimo tej krytyki pisarz nie mógł i nie chciał porzucić ideałów, wśród których dorastał. W zakończeniu „Wyznań patrycjusza” daje świadectwo temu, że była kiedyś na świecie epoka, w której rozum triumfował nad instynktami. Wobec tego, co obserwuje wokół siebie, wybiera ten miniony, umierający na jego oczach świat. Márai postrzegał nowoczesność jako regres wobec przeszłości, dlatego nie mógł się nią zachwycać. Czytał dzieła Spenglera i podzielał jego przekonanie, że kultura ma swoje okresy wstępujące i zstępujące – okres młodości, dojrzałości i starczego upadku. W „Dziele Garrenów” wspaniale pokazał ten ostatni etap, który rozumiał jako powolne zastępowanie kultury przez cywilizację.

Jeden z tomów cyklu nosi tytuł „Znieważeni”. Czytając książki składające się na „Dzieło Garrenów”, trudno pozbyć się wrażenia, że taką postawę wobec współczesności przyjmuje sam autor – czuje się przez nią znieważony, z odrazą patrzy na nową architekturę czy przychodzące zza oceanu mody. 
Tytułowi „Znieważeni” to w pojęciu pisarza wszyscy, dla których kultura pozostała ważna, wszyscy, którzy są wierni sobie w czasach, gdy z dnia na dzień zmienia się poglądy i gusty. Konsumpcyjny styl życia był przeciwieństwem wszystkiego, w co pisarz wierzył: ideałów samodoskonalenia się, wewnętrznej dyscypliny i szacunku dla wiedzy. Nie jest jednak tak, że Márai w ogóle nie doceniał nowoczesności i ją negował. Choć ze smutkiem przyglądał się swoim przyklejonym do telewizora amerykańskim wnuczkom, to sam z przejęciem śledził w telewizji pierwszy krok człowieka na Księżycu, chwalił świetne amerykańskie biblioteki i doceniał możliwość podróżowania po świecie. Mimo to niewątpliwie nie czuł się zadomowiony w powojennym świecie.  

To wszystko świetnie widać w jego zapiskach. Podobno pracuje pani właśnie nad kolejnym, powiększonym polskim wydaniem „Dziennika”. Co się w nim znajdzie?
Kiedy się robi wybór z tak ogromnej ilości materiału, trzeba wyłowić wątki przewodnie, najważniejsze w życiu twórcy, ale także najciekawsze z punktu widzenia polskiego czytelnika. W przeważającej mierze będą to te same, ale szerzej przedstawione tematy, które pojawiły się w pierwszym wyborze z 2004 roku. Márai bardzo oszczędnie pisze o swoim życiu prywatnym, staram się więc wyłuskać z jego notatek wszystkie fragmenty dotyczące codzienności – jego relacji z żoną i przybranym synem. Zwracam również uwagę na zapiski, w których z perspektywy emigracji komentuje wydarzenia na Węgrzech. Kolejny temat, który bardzo wyraźnie widać w dzienniku, to losy świata i stały namysł nad nimi. Osobny, ważny wątek dotyczy Europy. Márai czuł się obywatelem tego kontynentu, jego losy prędko go do tej roli przystosowały. Wydarzenia wojenne i stan powojenny kontynentu sprowokowały go jednak do zapisania zdania, że „Europy w Europie już nie ma”. W 1947 roku pojechał na parę tygodni do Francji, Włoch i Szwajcarii i wrócił z tej podróży zniesmaczony. Uważał, że po tym, co się stało, Europejczycy powinni dokonać poważnego rachunku sumienia i uderzyć się w piersi. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło, wręcz przeciwnie, wszyscy zdawali się chcieć jak najszybciej zapomnieć o przeżytym koszmarze, otrząsnąć się z niego bez namysłu, rachunku sumienia, odpokutowania win i zaniedbań. Poza wymienionymi wątkami fascynujące są również wszystkie fragmenty dziennika, które mówią o trudnej kondycji emigranta i są obrazem intelektualnych poszukiwań pisarza.

Przygotowanie takiego wyboru wymaga ogromnej pracy. Co sprawia, że wciąż decyduje się pani poświęcać czas twórczości Máraiego?
To wybitna umysłowość, twórca jedyny w swoim rodzaju i wyjątkowe zjawisko w prozie węgierskiej. Miał rzadką umiejętność „dostrzegania przyszłych owoców w dzisiejszych ziarnach”, patrzył w przyszłość z wielką przenikliwością. W jednym zdaniu potrafił uchwycić sedno tego, co się wokół działo, a na dodatek umiał to ująć w sposób interesujący i zapadający w pamięć. Czytanie jego prozy jest jak spotkanie z mądrym starcem, który wiele przeżył, wiele widział i potrafi o tym opowiadać. Człowiek chciałby kucnąć u stóp takiej osoby i bez końca słuchać jej historii – i taka jest właśnie sytuacja tłumacza. Jakiś czas temu usłyszałam gdzieś powiedzenie, że „latarnia morska nie może być na kółkach”. Według mnie świetnie odnosi się ono do Máraiego. Jestem przeświadczona, że fascynacja tym pisarzem, którą widać na współczesnym rynku wydawniczym na świecie, bierze się nie tylko z jego literackiego talentu, ale także z jego niezwykłej intelektualnej uczciwości i niezależności. Z tego powodu jest dla dzisiejszych czytelników wiarygodny i interesujący. 

Cykl tekstów wokół tłumaczeń i tłumaczy publikowany jest we współpracy z Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku – organizatorem Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu”.