PRZYJEMNOŚĆ DRUKU:  Szara strefa Radka Szlagi
„Nieautoryzowana biografia Ziemniaka Ziemka”, 2011 (okładka)

PRZYJEMNOŚĆ DRUKU:
Szara strefa Radka Szlagi

Jakub Bąk

Radek Szlaga regularnie opuszcza mocne pozycje malarskie, by wkraczać w wysoce problematyczną sferę książki. Nic tak nie cieszy, jak narażanie się i podejmowanie wyzwań z góry skazanych na porażkę

Jeszcze 3 minuty czytania

Siłą rzeczy scena książki artystycznej stała się domeną fotografów, artystów konceptualnych, postkonceptualnych, pseudokonceptualnych oraz nadambitnych projektantów. Nieczęsto zdarza się, że twórca parający się tak żywiołową materią, jak malarstwo, decyduje się wyjść poza tradycyjną formułę katalogu. Przyjemność malarstwa zdaje się przeczyć przyjemności druku. Pracochłonny, jednostkowy obiekt malarski z pieczołowicie nakładanymi laserunkami i warstwami znaczeń, żywo odpowiadający na światło, fizycznie obecny – przeniesiony na kartki książki nieuchronnie traci kolory, karleje, spłaszcza się. Przestaje być Obrazem i staje się jednym z wielu obrazów, obrazków, widmowych wizerunków bez znaczenia. Nawet najdoskonalej sfotografowane malarstwo zostaje błyskawicznie zdyskontowane przez nową sztukę, niezbyt szczęśliwie nazywaną postinternetową, która powstaje z myślą o prezentacji na ekranach komputerów i urządzeń mobilnych. Jednak sztuka przestałaby być interesująca, gdyby nie pozwalała na popełnianie błędów. Nic tak nie cieszy, jak wykraczanie poza bezpieczny teren, narażanie się i podejmowanie wyzwań z góry skazanych na porażkę.

Od kilku lat obserwuję niebezpieczne działania Radka Szlagi. Jako przykład konfliktu malarsko-książkowego będzie on tu o tyle dobry, że udało mu się stworzyć parę diametralnie różnych publikacji. Wydał kilka katalogów, typowe koncepcyjne artist’ booki oraz jednoegzemplarzowe książki artystyczne pokazywane na wystawach.

„Złe rysunki” (2011)

Najbanalniejsza forma książki artysty – katalog, musi być przede wszystkim użyteczny, w dodatku na kilka sposobów. Służy galerzyście w promocji towarów wytwarzanych przez artystę, tak samo jak gazetka z supermarketu; stanowi namiastkę właściwych prac dla mniej zamożnych koneserów, a w przypadku twórczości wybitnej pomaga historykom, krytykom i kuratorom w ich pracy. Szlaga ma na swoim koncie kilka katalogów. I o dziwo warte przywołania są te najstarsze, najskromniejsze, wręcz biedne małe książeczki „Złe rysunki” i „Atlantis” wydane przez Michała Lasotę w 2007 roku. Na ich atrakcyjność wpływa kilka czynników. Po pierwsze, są bezużyteczne handlowo, reprodukowanych tu obrazów nie da się już kupić. Po drugie, katalogi są okropnie zaprojektowane, chociaż jakość reprodukcji jest satysfakcjonująca. No i po trzecie, najważniejsze, Szlaga już tak nie maluje. Za Tomaszem Mannem można by powiedzieć, że harmonijną subiektywność tamtych lat zastąpiła polifoniczna rzeczowość. Artysta ma już inne poczucie humoru, bardziej lapidarną poetykę, brak mu tamtej brawury. Jako publikacje rzadkie, nietypowe zarówno pod względem treści, jak i formy, i nieobecne już w pierwszym obiegu mogą stać się obiektami kolekcjonerskimi. Kolejne jego publikacje tego typu nie są już tak interesujące, co innego wydawnictwa tworzone przez Szlagę jako autonomiczne książki koncepcyjne.

„Droga”

„Droga” (2010) to jeden z ładniejszych polskich artist’s booków. Strasznie kiczowaty, udający modlitewnik, czy raczej książeczkę do nabożeństwa, skąpany w złoceniach, z twardą oprawą i aksamitną wstążką. Wygląda jak stylizacja na średniowieczny manuskrypt, biblię pauperum z wszelkimi iluminacjami: gotyckim krojem odręcznego pisma, miniaturami, ornamentami, bordiurami i inicjałami. Obiekt stylizowany udaje coś, czym nie jest, naśladuje pewien wzorzec, pasożytuje na nim, zaciąga dług trudny do spłacenia. Samo pojęcie stylizacji historycznej pociąga za sobą nieprzyjemne konotacje: wtórności, prostej sztuczki, pozornej głębi. W przypadku „Drogi” stylizacja jest tylko powierzchownym efektem, zaryzykowałbym stwierdzenie  – głęboko powierzchownym.

„Droga”

Formalnie mamy do czynienia z multimedialnym palimpsestem, a narracyjnie przypomina to rodzaj świeckiego apokryfu w stylu „Z dziejów wodnych Bryzgów” Petera Geenawaya. Bliżej nieokreślony narrator snuje historię upadku endemicznej kultury, której przedstawiciele, lub ich potomkowie, zostali przedstawieni jako mieszanka jaskiniowców-górali-kryminalistów-murzynów. Rwąca się fraza przypomina krewkich, ale opóźnionych umysłowo bohaterów Cormaca McCarthy’ego. Początkowo narrator miota przekleństwa pod adresem niedookreślonej siły akulturacyjnej, o wyraźnie zachodniej proweniencji. Przywołuje pamięć o swojej prymitywnej społeczności, wspomina jej obrzędowość, dominujący styl tatuażu, by w końcu zrelacjonować koniec tamtego świata i ostateczne poddanie się „nowemu”. Lapidarna i specyficznie penerska opowieść daje się interpretować według klucza biograficznego. Postaci górali i troglodytów są często kojarzone z samym Szlagą, który nie wypiera się góralskiego pochodzenia i fascynacji techniką mistrzów z Lascaux i Cro-Magnon. Według najbardziej jałowej interpretacji „Droga” będzie historią edukacji plastycznej malarza. W nieco szerszym ujęciu  –  opowieścią o rozbrojeniu naiwności, niemożliwości kultywowania autentycznej, ludowej sztuki w czasach powszechnego dostępu do otwartych zasobów obrazów/wiedzy. Zamiast mówić o degradacji kultury wysokiej Szlaga odwraca hierarchię, opowiada historię upadku żywego folkloru z endemicznym językiem plastycznym.

Istnieje jeszcze jeden, najważniejszy bohater „Drogi”, i jeszcze jedna fabuła. Obok tajemniczej społeczności jaskiniowców-górali, głównym aktorem jest tu sam obraz – pojęcie obrazu i jego przygody. Równoległa fabuła nie ma początku, nie wiemy, skąd pochodzą wizerunki, które oglądamy, do kogo należały, co i kogo przedstawiały, zanim malarz wydobył je ze swojego atlasu Mnemosyne i wysłał w daleką drogę. Kopiowanie, rysowanie, skanowanie, odbijanie, przemalowywanie, kolejne przeskanowanie z przesunięciami, wywoływanie na slajdzie, skrobanie i przypalanie slajdu, zacieranie i dalsze operacje łączenia, rozdzielania, multiplikowania, nadpisywania, zdają się nie mieć końca, aż po wydruk, będący kresem podróży. Na stronach książki przebiegają równoległe metafory: pracy pamięci na obrazach, preposteryjnej zmiany sensu, zacierania, wypierania, oraz zużywania się obrazów w kulturze, rozłażenia się obrazów cyfrowych pod wpływem czasu i kompresji.

„Nieautoryzowana biografia Ziemniaka Ziemka”

Kolejny artist’s book Szlagi  – „Nieautoryzowana biografia Ziemniaka Ziemka” (2011) została wydana w dwóch bardzo krótkich i dość drogich nakładach przez ArtBazzarRecords. Rzecz jest czymś pośrednim między ręcznym manuskryptem a klasyczną drukowaną książką, dodatkowo towarzyszy jej kaseta magnetofonowa ze słuchowiskiem nagranym przez Wojciecha Bąkowskiego.

Narracja jest nieco podobna do stosowanej w „Drodze” – intertekstualna, dygresyjna, synchroniczna, rozbudowana i wielowątkowa. Sam bohater znika gdzieś przytłoczony tłem, tabloidowym obrazem świata, zlepionym z pozornie niezależnych incydentów. To taka plugawa epopeja o wytwarzaniu fałszywej świadomości, momentami zabawna, czasem przerażająca i na każdym kroku zaskakująca. Niestety zamysł został nie najlepiej zrealizowany. „Droga” była stworzona z myślą o druku jako miejscu ostatniego spoczynku umęczonych obrazów. Biografia Ziemka z kolei powstała jako ręcznie malowany trójwymiarowy manuskrypt, który powierzchownie zdigitalizowano i złożono do druku. Pod względem urody, stopnia złożenia i siły oddziaływania wersja odręczna (czyli pierwowzór) dystansuje drukowaną. Wierna adaptacja, ze względu na wystające, niestandardowe elementy, byłaby trudna i kosztowna, niestety wydawnictwo poszło na łatwiznę. Dodatkowy brak szerokiej dostępności uważam za czynnik całkiem dyskwalifikujący tę produkcję.

Książka z wystawy„ Freed Club”

Podobnie było z projektem „Freedom Club”, któremu towarzyszą dwie książki, dwojakiego rodzaju: typowy katalog i dwuczęściowy manuskrypt pokazywany podczas wystawy w warszawskim CSW. Przed katalogiem przestrzegam. Trudno powiedzieć, jak mogło do niego dojść, całość zaprojektowała Daria Malicka, mająca na swoim koncie bardzo dobre publikacje, i to też jest niby niezły projekt. Na pewno okładce nie brakuje uroku, choć już na wyklejce pojawia się błąd. Podobnie w środku; subtelnie spasowane kolory tła opływają fatalne reprodukcje obrazów, zbyt małe, nieczytelne, o dziwnych rozmiarach, niesatysfakcjonujących barwach i nieuchwytnych detalach malarskich. O ile słowo wstępu pochodzące od kuratora wystawy sprawnie wprowadza w subtelności twórczości Szlagi i tajemniczy temat ekspozycji, o tyle katalog jako całość nie został należycie przemyślany, nie tworzy koherentnej wypowiedzi i słabo dokumentuje samą wystawę. Co innego książki pokazywane w Zamku Ujazdowskim.

Dwa ręcznie robione egzemplarze pozwalają się czytać/oglądać jak eksperymentalne produkcje grupy OuLiPo. Zestawienie dwóch książek daje dodatkowe możliwości ustawiania wzajemnych relacji kolejnych stron – potencjalne konfiguracje mnożą się i wykraczają poza schemat linearnego porządku. Dodatkowo na przestrzeni poszczególnych kartek dochodzi do spiętrzenia poziomów – ruchome transparentne kalki i okienka rozbijają autonomię płaskiego arkusza. Materiały, styl i standard wykonania są bardzo prymitywne, chropowate, w prawdziwie brudnym penerskim stylu. W ten sposób Szlaga, jakby z przyszłości, relacjonuje narodziny nowego postkapitalistycznego porządku, który już gdzieś istnieje, zgodnie z maksymą Williama Gibsona – „Future is arleady here – it’s just not very evently distributed”. Powstało coś w rodzaju retroaktywnego reportażu. Opowieść o pasożytach żerujących na kulturowym kapitale neoliberalnego Zachodu, o jego zbastardyzowanej wersji, która płoży się jak chwast na środkowym zachodzie USA i Podkarpaciu. Szlaga odbija, maluje, rysuje, wycina i wykleja wielowymiarowy fikcyjny dokument o równoległym świecie. W pełnym kolorze, z siłą detalu, rozmachem kompozycji, elektryzującymi figurami i nieoczekiwanymi przebiegami akcji, opisem mechanizmów alternatywnej ekonomii, psychoaktywnym paliwem, wulgarnym obyczajem, brutalną ikonografią, ludzkimi, tak jak i zwierzęcymi, a nawet roślinnymi bohaterami.



Najcenniejsze w książkowych eksperymentach Szlagi są próby rozwijania niestandardowego modelu dystrybucji informacji, czegoś w rodzaju legendarnego i nigdy nieukończonego Xandau Teda Nelsona. Zwłaszcza odręcznie tworzone książki artysty są jak różnorodne odmiany hipertekstu: hipergramy (rozgałęziające się obrazy) i hipermapy (złożone z nawarstwionych na siebie, przeźroczystych nakładek) regularnie przeplatane zwięzłym komentarzem. Te pozlepiane skrawki papieru, mimo że wyglądają dość staromodnie, mówią więcej o naszej cyfrowej egzystencji niż sztuka tworzona i dystrybuowana za pomocą komputerów. Artefakty Szlagi, chociaż są z natury malarskie, przez wielowątkowe, równoczesne i rozgałęzione operacje tematyczne i formalne potrafią pokazać konsekwencje myślenia sieciowego – dyskretnego, nielinearnego, opartego na selektywnie agregowanych i stale przetwarzanych bazach danych. Ukryte mechanizmy działania mediów, wytwarzane przez nie sny, marzenia i paranoje, jakoś lepiej ujawniają się w tych koncepcyjnych książkach, które potrafią wyjść poza proste anektowanie krążących po sieci obrazów.