Oczytani chuligani
Fot. Maciej Moruś

Oczytani chuligani

Jakub Adamek

Pod prostą i wulgarną nazwą Kurws kryje się jeden z bardziej inteligentnych i przemyślanych projektów ostatnich kilku lat

Jeszcze 2 minuty czytania

Choć wrocławski zespół bywa porównywany do grup jazzowych, sami uważają, że ważniejszy dla ich twórczości jest punk rock. Przewrotna, buntownicza natura zespołu przejawia się zresztą w samej nazwie. Jakub Majchrzak, basista zespołu, przyznaje: „Moim założeniem po odbyciu pierwszych prób z Kurwsami stało się poszerzanie na swój użytek definicji słowa punk”. Nie bez powodu na początku utworu „Tanz Mit Kommune I” głos mówi: „Biedna młodzież gra punk rocka i się z tego cieszy”. Na koncie mają też Kurwsi współpracę z Maciejem Salamonem z gdańskiego punkowego składu Gówno, pod którym nagrali kasetę „2012” jako Pustostany.

Po wydanej w 2011 debiutanckiej płycie „Dziura w getcie” Kurws powrócili z nowym wydawnictwem zatytułowanym „Wszystko co stałe rozpływa się w powietrzu”, wydanym nakładem Gusstaff Records. Można odnieść wrażenie, że na początku kariery podchodzili do siebie i własnej twórczości z przymrużeniem oka. Teraz wydaje się, że spoważnieli, a ich muzyka nabrała bardziej spójnego klimatu. Przypuszczenia te potwierdza Majchrzak: „Na pewno mniej jest w tej muzyce hucpy, jarmarcznej żonglerki stylami, pastiszu. Jest za to cały kalejdoskop – uświadomionych bądź nie – inspiracji, jest radość z grania i to chyba widać na żywo. Ten nowy materiał ujawnił swój depresyjny potencjał, co mnie bardzo cieszy, bo nie widziałbym się w takim hurraoptymistycznym wizerunku zespołu”.

Ważną informacją o twórczości Kurws jest fakt, że niemal na każdym kroku zostawiają spostrzegawczym i oczytanym słuchaczom odpowiednie „tropy”, choćby w postaci tytułów utworów. Wiele z nich może w pierwszej chwili brzmieć zabawnie lub absurdalnie, jednak po bliższym zbadaniu etymologii ich nazw można zauważyć, że ukryte są tu odniesienia do filozofów, myślicieli, dzieł literatury czy wydarzeń historycznych. Tytuł najnowszej płyty to nic innego jak cytat z „Manifestu komunistycznego” Karola Marksa. Hubert Kostkiewicz, gitarzysta zespołu, wskazuje jednak w stronę dzieła Marshalla Bermana o tym samym tytule. Sam przyznaje, że nie chce tytułu całkowicie wyjaśniać, ponieważ „lubi niedopowiedzenia”. Jednak, jak się jeszcze przekonamy, treść książki Bermana – opisująca różne formy modernistycznego pędu do burzenia i budowania na nowo (od „Fausta” Goethego po nowojorskiego architekta Roberta Mosesa) – jest zaskakująco zbieżna z treścią muzyki wrocławskiej grupy.

Odniesień takich jak do Bermana jest w utworach Kurws znacznie więcej. Pod muzyczną warstwą energicznych kawałków, łączących punkową wściekłość i swobodę improwizacji, kryją się odniesienia do włoskiego filozofa marksistowskiego Antonio Gramsciego („Koszmar Gramsciego” z debiutanckiej płyty) czy koncepcji Georga Wilhelma Friedricha Hegla (otwierający nową płytę „Weltgeist”). „Kolos na glinanych nogach” odnosi się do określenia użytego przez Denisa Diderota po jego podróży do Rosji, nawiązującego z kolei do biblijnej Księgi Daniela. Natomiast „Nie było koła w państwie Inków” opisuje kuriozalny fakt nieznania koła przez jedną z największych prekolumbijskich cywilizacji. „Ucieczka od wolności” to oczywisty ukłon w stronę Ericha Fromma. Wrocławski zespół nie pozostaje też obojętny na tematy aktualne – jeden z utworów na pierwszej płycie poświęcając Lechowi Wałęsie, na drugiej zaś – strefie euro. Można uznać, że każdy z tytułów kryje takie drugie dno, a Kurwsi zachęcają słuchaczy do wędrówki po labiryncie nie tylko dźwiękowym, ale i intelektualnym.

Pewnie spoważnienie wizerunku zespołu przedstawia już sama okładka „Wszystko co stałe rozpływa się w powietrzu” autorstwa Karoliny Pietrzyk. Jest to estetyka radykalnie odmienna od parodystyczno-prześmiewczej okładki „Dziury w getcie”, którą stworzył Janek Koza. Na okładce debiutanckiego albumu widzimy plastikową pop-piosenkarkę i... prosiaka. Tworzy to zarówno zabawny kontrast, jak i pewną analogię (postrzeganie obojga jako produkt przeznaczony do konsumpcji). U Pietrzyk są to natomiast naszkicowane nieco niedbale, jakby od niechcenia, roboty ziemne (wbrew pozorom, okładka nie przedstawia wcale kopania grobu, choć zespół był świadomy tego skojarzenia, wybierając ilustrację). Hubert Kostkiewicz tak wyjaśnia genezę okładki nowej płyty: „Punktem wyjścia w pracy nad okładką do płyty była rewitalizacja wrocławskiego Nadodrza. Karolina Pietrzyk, przemierzając dzielnicę z aparatem fotograficznym i szkicownikiem, przygotowała imponującą dokumentację niekończących się remontów, rozkopów i przeobrażeń. Materiał na płytę powstawał w czasie wielu nagłych zmian, jakich doświadczaliśmy. Chodzi o bardzo szerokie spektrum: od kwestii prozaicznych po świadomość końca jakiegoś etapu”. Metafora, którą widzimy na okładce albumu, dotyczy nie tylko procesu nagrywania drugiej płyty Kurws i zmian w życiu członków zespołu, ale też samej muzyki. Każdy, kto kiedykolwiek obserwował przez pewien czas jakiekolwiek prace budowlane, zna ten chaos dążący do porządku – podobnie uczucie towarzyszy obcowaniu z utworami Kurws. Z kolejnymi odsłuchami pozornie bezładne kompozycje odsłaniają bardzo rygorystyczną strukturę, wynikającą zarówno z dyscypliny panującej w zespole, jak i talentu oraz muzycznych horyzontów samych twórców.

The Kurws, „Wszystko co stałe
rozpływa się w powietrzu”
,
Gustaff Records 2014
Zmiany są wyraźnie słyszalne na nowym wydawnictwie: brzmienie zespołu nadal jest nieokrzesane i poszarpane, jednak jest tu więcej płynności. Niekiedy podczas jednego utworu melodia czy rytm potrafią zmienić się kilka razy, jest tu też znacznie więcej miejsca dla czystej improwizacji – choć od jazzu, tak często kojarzonego z improwizacją, muzycy zespołu konsekwentnie się odcinają. „Jeśli potraktować jazz bardziej jako filozofię, dążenie ku otwartym formom, to bardzo bym sobie tego życzył”, mówi Kostkiewicz. „Choć jednocześnie lubię to poczucie, że właściwie kompletnie nie wiem, co się jeszcze wydarzy. Poza tym, szczerze mówiąc, niewiele wiem o jazzie. Bardziej tak go sobie wyobrażam”. Również Majchrzak podkreśla, że materiał na nowej płycie jest „pozbawiony jazz-punkowych pretensji”. Najprościej jest po prostu uznać, że Kurwsi szufladek nie lubią i że wiele prób intepretacji i szukania inspiracji ich brzmienia jest po prostu nietrafionych, tak jak częste określanie ich mianem noise rocka. „Jeżeli chodzi o math rock i noise rock, to ja kompletnie się w tej tradycji nie odnajduję”, kontynuuje Jakub Majchrzak. „Nie widzę w naszej muzyce uwielbienia dla matematycznego piękna – parę złamań kwadratury 4/4 to chyba jeszcze trochę za mało”. Także Kostkiewicz sprzeciwia się noiserockowej szufladce: „byłem mocno zmęczony i znudzony przesterem, mocnym brzmieniem, dokładaniem do pieca, ścianą dźwięku. Szukałem innej dynamiki” – wspomina. „Słuchałem dużo garażowych, bigbeatowych i surfowych rzeczy z połowy lat 60., ale także Minutemen czy Wire. Ba! Słuchałem namiętnie Queens of The Stone Age i The Hives”.

The Kurws, „Dziura w getcie”, 2011,
Trująca Fala / Qulturap 2011
Wspominałem już o tym, jak Kurws w swojej twórczości puszczają oko do inteligentnego, oczytanego słuchacza. Ale to nie wszystko. Członkowie zespołu kłaniają się również fanom z innych krajów, tłumacząc tytuły z polskiego na angielski, rosyjski, a nawet hiszpański (przy okazji amerykańskiego wydania „Dziury w getcie”). I tak „Wszystko co stałe rozpływa się w powietrzu” zmienia się na „All That is Solid Melts Into Air”, a „Dziura w getcie” staje się „A Hole in the Ghetto”. Na stronie zespołu w serwisie Bandcamp anglojęzyczne tłumaczenia współżyją obok oryginalnych, polskich tytułów. Oprócz docierania do kolejnych zapaleńców poprzez tytuły w obcych językach, mają Kurwsi również bogatą historię tras koncertowych w całej Europie. Jakub Majchrzak wspomina: „najlepszy odbiór jest tam, gdzie ludzie są albo bardzo osłuchani, albo bardzo otwarci i głodni nowego. To są dwa ekstrema: taka Słowenia i taka Bośnia i Hercegowina”. Dodatkowo wspomina wspaniałe podejście fanów w Szwecji, zwłaszcza w Sztokholmie, gdzie grali już trzy razy i gdzie za każdym razem są przyjmowani z większym entuzjazmem. Być może czas przetłumaczyć tytuły na język szwedzki?


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.