Sezon grzybowy

Sezon grzybowy

Olga Drenda

Duch czasów sprzyjał: Rosja zajęła Krym, kryzys na Ukrainie narastał. Kilku użytkowników Wykopu ukuło teorię, że Kraina Grzybów ma przygotować widzów mentalnie na realia po III wojnie światowej

Jeszcze 3 minuty czytania

Najpierw fakty: pierwsze miesiące roku 2014 przyniosły ze sobą niepokojące widmo Wiewiórki Małgosi. Klip pod zachęcającym tytułem „Poradnik Uśmiechu: Jak skutecznie jabłko” został opublikowany 23 grudnia 2013 roku na kanale YouTube Kraina Grzybów TV. Kilka tygodni później Kraina Grzybów była już wszędzie: YouTube, Facebook, Wykop i liczne fora próbowały dociec nie tylko, jak skutecznie jabłko, ale również – o co chodzi z Agatką, dziewczynką o oczach z papieru, po którą przyszedł pan z Krainy Grzybów, gdzie łatwo jest trafić, ale powrócić już niestety trudniej. Z pomocą przychodzi jej Małgosia (w chwilach napięcia objawiająca swoje demoniczne oblicze jako Teufel), która zaleca Agatce szukanie Krainy Grzybów w sobie. Tyle pobieżnie o samej historii; zanim premiery doczekał się odcinek drugi, „Jak zrobić z papieru”, teorie próbujące objaśnić, o co chodzi w „Poradnikach Uśmiechu”, rozpleniły się niczym, nomen omen, grzyb.

 

Wśród rozmaitych prób rozszyfrowania ukrytego przesłania „Poradników Uśmiechu” wciąż najpopularniejsza jest pierwsza teoria – linia atomowa, rozpropagowana przez demaskatorski równoległy profil Krainy Grzybów, Kraina X. Wskazywać ma na to oczywiście tytułowy grzyb, a także kadry z zimnowojennych filmów instruktażowych, które przebijają się w „Poradniku Uśmiechu”. „Mama wspomina, jak dzieci w szkole (uczeni z uniwersytetów) ostrzegły Agatkę, że zostanie zabrana w nocy o północy (nawiązanie do utworzenia Zegara Zagłady) i powiedziały, że ma wziąć ciepły sweter (prognoza zimy nuklearnej). Slajd z grzybami – pierwsze testy i wybuchy grzybów atomowych”, czytamy na jednym z blogów. Gdy na facebookowym profilu Krainy Grzybów zaczął pojawiać się wątek Dżinsowego Człowieka („Dżins nie jest taki zły” – mówi Agatka), również przyporządkowano je do wykładni nuklearnej. „Polski jeans to teksas. W Teksasie rozbrojono największą bombą atomową”, wyjaśniał piksel169 na Wykop.pl. Tu trzeba przyznać, że duch czasów sprzyjał Agatce i Wiewiórce Małgosi: zajęcie Krymu przez Rosję i narastający kryzys na Ukrainie przyniosły ze sobą powrót zimnowojennych strachów przed nuklearną zagładą. Kilku użytkowników Wykopu ukuło teorię, że Kraina Grzybów ma przygotować widzów mentalnie na realia po III wojnie światowej. Przypomina to wyborną legendę miejską dotyczącą popularnych w latach 80. w USA pokracznych zabawek Cabbage Patch Kids: miały one proroczo przedstawiać dzieci, które będą przychodzić na świat w cieniu atomowego grzyba. W tym samym kierunku próbowano interpretować słowa „Ballady w rytmie dżins” (W smutnych blokach nikt nie wstaje / mleko smutne psuje się / Pod pierzynką betonową / śpi Beata z piątej B), choć jednocześnie obecność Dżinsowego Człowieka zachęciła niektórych interpretatorów do tropienia rzekomego wątku pedofilskiego. Mają wskazywać na to kadry ze starych podręczników anatomii, które widzimy w „Jak skutecznie jabłko”. „Serial opisuje historię walki wykorzystywanej seksualnie dziewczyny, która jako dziecko przeżyła traumę życia ze swoją «matką-krową» i jej dżinsowym konkubentem”, czytamy w pełnym troski liście otwartym, zamieszczonym przez fana-demaskatora na profilu Krainy Grzybów. Mniej popularna jest wreszcie teoria narkotykowa, zbywająca całość jako rozrywkowy zły trip, rycie beretu i bekę: ta wśród poważnych badaczy fenomenu uchodzi za wersję dla „gimbazy”.

 

Kraina Grzybów jest zjawiskiem na wskroś internetowym – nawet jeśli odwołuje się do wyobraźni przedcyfrowej – dlatego grzybowi detektywi posługują się strategiami, których nauczyła ich sieć. Gdy oczekiwanie na kolejny odcinek zaczęło się przedłużać, wychowani na marketingu interaktywnym i zaznajomieni z komercyjną naturą wirali postanowili niuchać. Losy niespodziewanych fenomenów sieciowych zazwyczaj nie biorą się znikąd – a zatem trop prowadzić musiał w kierunku kampanii promocyjnej. Co jednak mogłaby reklamować Wiewiórka Małgosia, może oprócz kropel Inoziemcowa albo bajek na zły sen? Otóż, zgodnie z teorią puszczoną w obieg przez jednego z demaskatorów, chodzi w istocie o koszulki TEUFLAND dostępne na stronie krainagrzybow.tv – między innymi takie, jak w teledysku do „Ballady w rytmie dżins” nosi Małgosia. To był moment, w którym opinie podzieliły się – jedni uznali, że KGTV zdemaskowała się sama jako przedsięwzięcie komercyjne i sprzedajne, inni z kolei stwierdzili rzeczowo, że sklep jest rezultatem popularności serii.

Wkrótce demaskatorzy dostali do rąk (sami znaleźli, a może spadły im skądś jak zarodki z grzybni?) nowe tropy do zbadania. Z uwagi na podobieństwo Agatki do studentki, która miała grać Marię Skłodowską-Curie w filmie kręconym na lubelskim UMCS, niejaki Olaf Czereśnia sugerował, że całe grzybowe przedsięwzięcie jest w istocie kampanią promocyjną tego filmu. Trop lubelski naprowadzał też niektórych do Roberta Kuśmirowskiego, tego arcymistrza falsyfikatu, choć okolice przełomu ustrojowego to jednak nie jego ulubiona epoka. A ponieważ pojawienie się Krainy Grzybów zbiegło się w czasie z wydaniem płyty i teledyskami Mister D., zaczęła krążyć również teoria, że całością zza kulis steruje Dorota Masłowska.

Nie czas to i nie miejsce, by ujawniać, kto stoi za całym zamieszaniem, ani by zdradzać życiorys Zofii Kopytlanki, autorki „W Krainie Grzybów” – fikcyjnej (?) książki, której fragmenty pojawiają się regularnie, w przypadkowej kolejności na facebookowym profilu KGTV i w której poznajemy drugą z bohaterek, Karolinę. Ciekawe jest bowiem to, co dzieje się wokół Krainy Grzybów i jak ją można umieścić na mapie pełzających memetycznych strachów. Aby lepiej je zrozumieć, warto przytoczyć mentalne rodzeństwo Wiewiórki Małgosi.

Po pierwsze, hauntologia. To termin pożyczony od Derridy, ale przeniesiony na grunt rozważań o kulturze. W największym uproszczeniu: to nostalgia, ale podszyta strachem. Przekaźnikiem i częściowo źródłem lęku jest postęp; widma są brzydkim rewersem wiary w bajeczne horyzonty techniki, upiory kryją się w komunikacji masowej, z telewizją na czele. Dla brytyjskiego krytyka Adama Harpera hauntologią w pigułce była znaleziona pocztówka z NRD: z wierzchu to sielankowy widok w nasyconych barwach z miłym pacholęciem na łące, ale jej rewers jest niepokojący – w końcu pochodzi z kraju „życia na podsłuchu”, ponurych realiów państwa nieustannej inwigilacji.

Muzyka, tytuły utworów i estetyka okładek „widmowych” zespołów – Advisory Circle czy Belbury Poly – przywoływały mglistą atmosferę Wielkiej Brytanii końca lat 70. – zmierzchu epoki państwa opiekuńczego. Można zaryzykować i uznać, że „Poradnik Uśmiechu” zbiera widma z czasów o dekadę późniejszych i z drugiej strony żelaznej kurtyny, ale przecież i tu chodzi o podobne sprawy: o koniec pewnego porządku i groźnie łypiące nieznane. Grzyby i duchy rezydują blisko siebie także w warstwie dźwiękowej. Simon Reynolds w „Retromanii” jako najdobitniejszy przykład widm w muzyce podaje zespół Boards Of Canada: to zasadniczo łagodne brzmienia nasączone elektroniką retro, ale z poczuciem, że za rogiem czyha coś groźnego, nieznanego. Swoją drogą „Czas Pracy” czy „Zmartwienia” ze ścieżki dźwiękowej „Poradnika Uśmiechu” kojarzą się najmocniej z Boards Of Canada właśnie.

Zofia Kopytlanka, „W krainie grzybów”.
Wydawnictwo Nasza Księgarnia (?)
Ale to hauntologia poza internetem. W sieci trzeba być nieco dosadniejszym, na przykład w taki sposób, w jaki robi to lekko wykrzywiający mózg mem Scarfolk Council. Scarfolk to fikcyjne miasteczko w północnej Anglii, gdzie czas zatrzymał się w wiecznym 1979. Rada miasta dba o swoich mieszkańców za pomocą czułej kontroli, publikując plakaty w rodzaju: „Zgubiłeś portfel albo klucze? Nie pamiętasz, czy złamałeś prawo? Zapomniałeś, komu wypożyczyłeś dziecko? Możesz odetchnąć z ulgą: nagraliśmy wszystko, co kiedykolwiek powiedziałeś lub zrobiłeś”. Panie domu korzystają z książki kucharskiej „Proste sałatki totalitarne”, a miejscowe dzieci mogą podokuczać (w takim celu powstała) zabawce imieniem Wrażliwy Sam. Kilka okładek książek ze Scarfolk, stylizowanych na wydawnictwa Penguin Books, prezentowało się tak przekonująco, że powielano je w sieci jako autentyki z lat 70., pomimo osobliwych tytułów: „Dzieci i środki halucynogenne”, „Jedzenie dzieci: kontrola populacji i kryzys żywnościowy”, „Praktyczne czarownictwo: jak krzywdzić ludzi”. Przypadek Scarfolk pokazuje, że zatarcie granicy między autentykiem a fikcją nie jest wcale trudne. W powodzi materiałów retro, zwłaszcza opatrzonych etykietą „nasi zwariowani przodkowie” – starych reklam, w których niemowlęta palą papierosy, czy książek kucharskich zachwalających ananasy zrobione z majonezu i wątróbki, straszne miasteczko nie budzi specjalnego zdziwienia. Być może Kraina Grzybów leży całkiem niedaleko Scarfolk.

Drugie zjawisko, z którym Krainie Grzybów jest po drodze, to creepypasta – internetowa odmiana legendy miejskiej. Podobnie jak urban legend z dreszczykiem, creepypasta ma przede wszystkim straszyć, zachowując przy tym możliwie pozory wiarygodności. Jest też częścią folkloru na miarę internetu – przewija się tu wątek tajemniczej strony internetowej, nawiedzonego pliku, klipu YouTube, który powoduje szaleństwo itp. Większość creepypast w polskim internecie niestety rozczarowuje – to bezpośrednie przeszczepy z gruntu amerykańskiego, w których nawet imiona bohaterów nie ulegają zmianie, zbyt często ciążą też w kierunku grubo ciosanych strachów w stylu współczesnego hollywoodzkiego kina grozy. Na ich tle „Poradniki Uśmiechu” to bezkonkurencyjna perła – nie dość, że zaserwowano tu kompletnie autorski produkt, to jeszcze taki, który straszy naprawdę (do tego stopnia, że pewien konserwatywny bloger przeląkł się Wiewiórki Małgosi, uznając ją za zjawę najdosłowniej z piekła rodem).

„Poradnik Uśmiechu” nie wisi zatem w próżni – Krainę Grzybów, „gdzie słoneczna kusi łąka”, można zlokalizować na mapie internetowej trwogi. Co jednak sprawia, że potrafi skutecznie nie tylko jabłko, ale również wciągać, fascynować i napędzać stracha? Najpewniej fakt, że przywołuje ona świat niejasny, zbyt rozmyty, by go pamiętać dokładnie, poskładany z migotań i skrawków. Natura pamięci wczesnych lat życia jest mgławicowa: jedne fragmenty mutują i zlewają się z innymi, jeszcze inne wypadają z kontekstu i zostają w głowie jak jedyny kawałek rozbitej skorupki, inne jeszcze na zawsze tkwią na końcu języka: jesteśmy pewni wspomnienia, ale nie potrafimy przyszpilić go właściwym obrazem, nazwą, tytułem, miejscem. To dlatego gdy „Poradnik Uśmiechu” pojawił się w sieci, natychmiast popłynęła lawina skojarzeń: telewizje regionalne albo efemeryczne lokalne kanały kablowe i serwowany przez nie dosyć przypadkowy repertuar, pierwsze, toporne reklamy rodzimej produkcji, a przede wszystkim Telewizja Edukacyjna – niezawodny wypełniacz pustych godzin okołopołudniowych. Epoka początków animacji komputerowej niosła ze sobą połączenie optymistycznej wiary w technologię ze zgrzebnością dostępnych środków, co doskonale widać w produkcjach z końca lat 80. i początku 90. W Krainie Grzybów doskonale udało się odtworzyć ten efekt, co doprowadziło niektórych do przekonania, że już gdzieś widzieli ten program, chyba we wrocławskiej PTV Echo, w 1993. Sami twórcy wolą przekonywać, że chodzi o kanał Kraina Grzybów TV, nadający wyłącznie „Poradnik Uśmiechu” i „Grzybowe Melodie”. Edukacyjny klimat filmów przywodzi też na myśl kasety wideo dla uczniów szkół podstawowych, kurzące się w pracowniach (jeden z nich, który zapamiętałam szczególnie, nosił mocno grzybowy tytuł „Zawsze będą bobki, placki i odchody”, w pakiecie z „Dziećmi pasożyta”).

 

Czujne oko może wypatrzyć konkretniejsze, choć luźne skojarzenia: trzeci z filmów sygnowany nazwą Kraina Grzybów, teledysk Karoliny – „Ballada w rytmie dżins”, przywodzi na myśl programy dla młodego widza z nowoczesnym śpiewem i tańcem, wykonywanym przez zespoły typu Tut Turu, Tintilo czy Fasolki. Modnie ubrane dzieciaki w luźnych ciuchach, tańczące rytmicznie w rzędach i rapujące były obowiązkowym elementem programu przedpołudniowej telewizji wczesnych lat 90. Takie stroje – luźne dzianiny i dżins – noszą Agatka i Karolina. Wizualnie „Ballada…” przywołuje zwłaszcza teledyski wykorzystujące ówczesną nowinkę, okulary 3D. Książka Zofii Kopytlanki „W krainie grzybów” przypomina stare wydania „Muminków” lub Czytelnikowe serie z kotem i z jamnikiem. To wszystko sprawia, że oglądając „Poradniki Uśmiechu”, czujemy, że coś dzwoni, ale nie wiemy, w którym kościele – i ta niepewność lekko jeży nam włos.

Tymczasem „Poradnik Uśmiechu” doczekał się na razie dwóch odcinków i teledysku. Ostatnia – na dzisiaj – publikacja to sylwetka Agatki, idącej przed siebie, a wokół niej krąży, kilkukrotnie powtórzone, hasło: NIECIERPLIWOŚĆ.