Matematyka instalacji
fot. A. Kawecka

Matematyka instalacji

Anka Herbut

Leibniz pisał, że świat rządzi się regułami matematycznymi. Że jest pewna ukryta struktura wszechświata i że można ją zapisać według wzoru. Dla Hirszfeld i Ziółek taką zasadą organizującą całość „MONadOLOGIi” okazała się liczba 14. Dlaczego?

Jeszcze 2 minuty czytania

„MONadOLOGIa. Traktat o relacyjności” Aleksandry Hirszfeld i Marty Ziółek to interaktywna instalacja rozpisana na architekturę, światło, dźwięk i ciało. Ciało performera i ciało widza. Ciało jednostkowe i kolektywne. W działaniu i w bezruchu. Wreszcie: ciało materialne i zaprojektowane w formie Augmented Reality. Punktem wyjścia projektu był filozoficzny traktat Leibniza z 1714 roku, którego poszczególne tezy reżyserka i choreografka próbowały przetłumaczyć na relacje przestrzenne, ruch czy słowo i który poddały aktualizacji, sytuując go w kontekście postępującej polaryzacji jednostek, usieciowienia kultury oraz socjologii miasta. Leibniz pisał, że monady to sumujące się w pełną wersję rzeczywistości, najmniejsze i niepodzielne atomy metafizyczne, z których każdy stanowi miniaturowy model wszechświata. Atomy „pozbawione okien oraz drzwi”, ale budujące siatkę zależności. Samodzielne, a jednak tworzące system naczyń połączonych, w którym obowiązuje efekt motyla. Właśnie zależności i relacje stanowią rdzeń wydarzenia w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Już w samym tytule zauważyć można, że z „monadologii” wersalikami wyodrębnione zostały kluczowe dla konstrukcji całości „monologi”. Wagę relacyjności podkreśla i przestrzenne rozplanowanie instalacji: część widzów przemieszcza się pomiędzy usytuowanymi w jednym z oszklonych skrzydeł MSN-u performerami, część z kolei  obserwuje działania z przeciwległego Pawilonu Emilki. Ale obydwa modele odbioru ustawiają widza w roli elementu składowego instalacji. Tutaj gra polegać będzie przecież na bezustannym negocjowaniu obecności i na testowaniu różnych płaszczyzn kontaktu z publicznością.

 mono-monologi

„MONadOLOGIa. Traktat o relacyjności”, reż.
Aleksandra Hirszfeld
. MSN w Warszawie, premiera
21 listopada 2014
„MONadOLOGIa” to czwórka performerów i widzowie. Czyli pięć stron reprezentujących pięć tez traktatu przestrzeni, z których każda staje się tu osobnym cielesno-werbalnym monologiem, obejmującym relacje z ja, z Innym, z materią, społeczeństwem oraz miastem. Udział biorą: Agnieszka Kryst, Anna Nowicka, Katarzyna Sitarz i Paweł Sakowicz. Każdy ze swoim tematem i idiomem choreograficznym. Z innym rodzajem skupienia i wzorem na kontakt z otoczeniem. Z inną energią. Ich jednostkowe wypowiedzi czy mikronarracje nie są połączone w jedną linię fabularną, działają raczej na zasadzie niezależnych tematów, które zazębiają się tylko niechcący i w najbardziej newralgicznych punktach. Zresztą elementem, który decyduje o łączeniach między sekwencjami, staje się tu widz – to on wybiera własną trajektorię ruchu i czas poświęcony każdemu z monologów. To on selekcjonuje bodźce. To on także staje się papierkiem lakmusowym dla proksemiki całego wydarzenia. 

Przestrzeń pawilonu została wykorzystana na zasadzie amfilady: ustawionych w jednej linii performerów poprzedzielano swobodnie podwieszonymi lustrzanymi konstrukcjami, które bezustannie odbijają i multiplikują twarze i działania. Ta architektoniczna konstrukcja, dopełniona zimnym, metalicznym muzycznym tłem i działająca na zasadzie powtórzenia każe widzowi bezustannie mierzyć się ze swoim własnym obrazem. Lustrzane powierzchnie przyciągają spojrzenie i pozwalają zobaczyć siebie dokładnie tak, jak nas widzą inni. Z innej perspektywy. W kubistycznym ujęciu. Z ukosa. 

1.

Pierwszy monolog to Paweł Sakowicz i jego performans, inspirowany „Świętem wiosny” Piny Bausch, rzeźbami Berniniego i „Czarnym słońcem” Kristevej czy filozofią obiektu częściowego i formami zaspokajania popędu – wszystkie inspiracje zostają zresztą wypisane na ścianach każdej z pięciu monologujących przestrzeni, przydając całości dodatkową płaszczyznę odniesień. Ruchy Sakowicza są energiczne i zagarniające. Czasem nerwowe, wykańczane mocnymi uderzeniami i zdecydowaną puentą. Rozpisane na synkopy, bywają jednak także pauzowane. Taki bezruch może trwać za długo. Żeby później z opóźnieniem można było ten monolog doenergetyzować. Żeby można go było zbyt szybko zakończyć. Żeby to było nie w punkt. Nie tak jak trzeba. Nie wtedy, kiedy by się chciało. Bo taka jest przecież dynamika pragnienia. 

fot. Bartosz Górka

2.

Dalej: Katarzyna Sitarz i narastająca wokół tematu miasta gra performatywna. Jej choreografia przypomina trochę parkur: każe amortyzować kroki, zwiększa giętkość w stawach i upłynnia zmiany tempa. Tylko że to ciało czasem wygląda, jakby wyczerpywała mu się jakaś wewnętrzna bateria. Jakby nadwyrężał je nieznany błąd systemu. Ale to ciało i tak nie odpoczywa. Powtarza kolejne sekwencje, reaguje na ruchy z otaczających je przestrzeni – przetwarza i porzuca. Gdzieś w tle sączą się echa „Neuromancera” i „Kłącza” Deleuze'a i Guattariego. 

3.

Potem: Agnieszka Kryst i monolog najbardziej chyba spośród wszystkich obfitujący w słowa. Bazujący na języku reklamy, strategiach coachingowych, technikach zarządzania czasem oraz wydajnością. Mamy więc kawałek z antydopingowej reklamy koncernu Nike: „Każdy mnie pyta, na czym jestem? Jestem na moim rowerze. A ty na czym jesteś?”. Mamy też Beyonce looking bardzo crazy in love oh oh, uh oh, uh oh, oh no no. I technikę Marthy Graham. Ale nie tylko. Mamy też silny kontakt z widzem. I nieustępliwe, lepkie i bardzo niewygodne spojrzenie... 

fot. Bartosz Górka

4.

Jeszcze Anna Nowicka, na której monolog składają się rzeczowniki i czasowniki na zasadzie wytnij/wklej zaczerpnięte z tekstów o przeszczepach serca: aorta, lewy przedsionek, prawa tętnica płucna, klatka piersiowa dawcy, zastawki, naczynia, serce. Ciało ludzkie w swoim najbardziej biologicznym aspekcie: jako organiczna maszyna i materia podlegająca precyzyjnym acz skomplikowanym mechanizmom. No, dziś na pewno dużo bardziej skomplikowanym niż w 1714 roku. To ciało to bowiem automat, domagający się software'u, materiał wymagający oprogramowania. Ostatnie słowa tego monologu to zresztą kwestia dotycząca technik bioinżynieryjnych i drukowania organów na biodrukarkach. A z wyklejonego na podłodze kodu QR za pomocą smartfona można sczytać obrazki wirujących, kolorowych organów. Jak z kreskówki.  

siódemki i kryształy

Leibniz pisał, że świat rządzi się regułami matematycznymi. Że jest pewna ukryta struktura wszechświata i że można ją zapisać według wzoru. Że jest tajemnica. Dla Hirszfeld i Ziółek taką zasadą organizującą całość „MONadOLOGIi” okazała się liczba 14. Dlaczego? Bo gdyby najmniejszą komórkę ciała chcieć zapisać w formie kubistycznej, stykałaby się z czternastoma innymi komórkami. Przedstawiona graficznie byłaby więc czternastościanem. Kryształem. Podobnie jak formę kryształu przyjmuje podwieszona w przestrzeni instalacji konstrukcja świetlna Marcina Strzały i Jacka Markusiewicza, reagująca na impulsy ruchowe. Kierunkiem dalszych działań stanie się wielokrotność liczby 7 i sama siódemka: runda każdego z monologów będzie  trwała 21 minut, a ścieżka dźwiękowa zachowa podział rytmiczny na 7. Wszystko się zgadza. Według Leibniza rzeczywistość ogarnąć można metodą rachunkową. Światem wykreowanym w MSN-ie rządzą również bardzo konkretne zasady, choć materiał bazowy jest dosyć rozległy. Pełno jest odniesień, zapożyczeń, cytatów i asocjacji. Nie tylko w wypowiadanych tekstach, których korespondencje działają zresztą raczej na zasadzie powidoków, wskazanych przez twórców instalacji. Nie tylko w samym ruchu, którego choreografka sięga po popowe klisze i wyspecjalizowane leitmotivy, zderzając źródła i mieszając style. I nie tylko w możliwym do tropienia stylu. Sama monada zostaje tu przecież wrzucona w tkankę miejską i poddana serii recepcyjnych i technologicznych crash-testów. Ale ostrość od początku do końca nakierowana na relacyjność obiektów i działań, pozwala przeanalizować jej naturę i poznać wyniki z całkiem małej odległości.